Góry
  • Turystyka piesza
  • Mapa wydawnictwa PTR Kartografia na podkładzie map WIG
  • Mapa wydawnictwa Compass. Wydanie III z 2005 roku.
Łemkowie i Łemkowszczyzna
  • Łemkowie
Obiekty i miejscowości
  • Miejscowości
  • Cmentarze wojenne
  • Cerkwie i kościoły
  • Tabela obiektów
Przyroda
  • Przyroda
Noclegi
  • Noclegi
  • Jak znaleźć nocleg?
  • Dodaj ofertę
Galerie zdjęć
  • Najlepsze zdjęcia
  • Panoramy sferyczne
  • Galerie tematyczne
  • Zdjęcia archiwalne
Informacje praktyczne
  • Przejścia graniczne
  • Komunikacja
  • Pogoda
Sport
  • Rower
  • Sporty zimowe
Portal beskid-niski.pl
  • Wyniki zakończonego konkursu
  • Księga gości
  • Subskrypcja
  • Linki
  • Mapa portalu

 

/ Aktualności /
 
"Gazeta Gorlicka" - piątek 30 listopada 2007
("Gazeta Gorlicka" jest regionalnym dodatkiem "Gazety Krakowskiej")

"Chcą oddać fach w dobre ręce!"

Jak to drzewiej bywało

Co to jest dziegieć? Na czym polegała praca maziarza? Jak skonstruować prawdziwy wiatrak? Na te pytania trudno szukać odpowiedzi w XXI wieku, niedługo pojęcia - dziegieć i maziarz staną się archaizmami. Kowal, łyżkarz, kamieniarz - jeszcze się potocznie wymienia jako nazwy zawodów, ale tak naprawdę to i one zanikają. A to przecież korzenie naszej ziemi. Jak uchronić rzemieślniczą wiedzę naszych ojców i dziadów? Na kapitalny pomysł wpadł Tomasz Zając ze Stowarzyszenia Pogranicza w Ropie. Przeprowadził wielogodzinne rozmowy z rzemieślnikami i napisał książkę o ginących zawodach "Rzemieślnicy Beskidu Niskiego".

Utrwalone słowem
Książka ilustrowana jest zdjęciami, w tym również archiwalnymi. Jej wydawca - Stowarzyszenie Pogranicza w Ropie - otrzymało na ten cel 7 tys. złotych z Urzędu Marszałkowskiego. Publikację dofinansowały gminy: Gorlice, Ropa, Sękowa i Uście Gorlickie. Projekt, przygotowany przez Stowarzyszenie, zyskał uznanie w konkursie "Mecenat". Publikacja ukaże się niebawem w nakładzie tysiąca egzemplarzy.
Ma na celu promocję kultury ludowej Beskidu Niskiego. Przybliża i przekazuje informacje o ludowych rzemieślnikach zachodniej Łemkowszczyzny oraz części Pogórza. Przedstawia Jana Chwalika - kamieniarza z Bartnego, Stefana Romanyka - łyżkarza z Nowicy, Bazylego Łabowskiego, Roman Penkalę, Romana Feciucha - dziegciarzy z Bielanki, Piotra Szlantę, Włodzimierza Rubicza – maziarzy z Łosia, Władysława Szymczyka, Franciszka Rówińskiego - kowali z Ropy, Alfonsa Kulkę - konstruktora wiatraków. Nie wyczerpuje pełnej listy osób wykonujących ginące zawody, niemniej stanowi przyczynek do refleksji nad potrzebą chronienia ludowego rzemiosła przed zapomnieniem oraz wykorzystania tego dziedzictwa w tworzeniu lokalnego produktu turystycznego.

Nie mają następców
- Ludzie, z którymi udało mi się porozmawiać, to osoby w średnim i starszym wieku, które przekazały mi bezcenną wiedzę o tym, jak kiedyś robiło się łyżki na ręcznej tokarce, jak budowało się młyny wietrzne, jak kursowały wozy maziarskie i jak wypalało się dziegieć. Większość zaprezentowanych osób nie ma następców w swym fachu, równocześnie osoby te są w starszym wieku, jest to więc "ostatni moment", aby udokumentować ich pracę i tajniki rzemiosł. Prezentujemy współczesne fotografie rzemieślników oraz zapisy przeprowadzonych z nimi w sierpniu i wrześniu 2007 roku wywiadów. W publikowanych tekstach staraliśmy się zachować, w miarę możliwości, oryginalne wypowiedzi osób - mówi Tomasz Zając.

Samorządowcy pomóżcie!
Rzemieślnicy Beskidu Niskiego są mało znani, ich promocja za pomocą niniejszej publikacji ma na celu zainteresowanie ginącymi rzemiosłami lokalnych działaczy kultury, nauczycieli oraz przedstawicieli samorządów, którzy mogą m.in. przez realizację warsztatów edukacji regionalnej uchronić rzemiosła przed całkowitym zapomnieniem.
W każdej z miejscowości, w których mieszkają rzemieślnicy, prowadzona jest działalność agroturystyczna. Osoby prowadzące bazę turystyczną nie wykorzystują jeszcze lokalnego rzemiosła jako atrakcji turystycznej. Może realizacja tego projektu zainicjuje takie zmiany.
Maziarze i dziegciarze - to nie zanikające, ale ginące już zawody. Rzemieślnicy martwią się więc, komu przekażą wiedzę, którą zdobywali od swoich ojców i dziadków.

Ostatni maziarz zaprzestał wykonywania zawodu w 1970 roku
Na Łemkowszczyźnie XIX i XX wieku maziarstwo nierozerwalnie związane było z Łosiem. Początkowo łosianie zajmowali się sprzedażą produkowanej przez siebie mazi, której używano do smarowania drewnianych osi wozów. Jeszcze w okresie wojennym w Łosiu i okolicy prowadzono wytop w tzw. maziarkach. Były to zakopane w ziemi, żelazne beczki o pojemności 100-200 litrów, w których destylacji podlegały smolne drzazgi zalane wodą. Z beczki wyprowadzona była rurka, która biegnąc poprzez nurt potoku schładzała maź, która zbierała się w osobnym naczyniu.
Pod koniec XIX wieku maziarze zajęli się obwoźną sprzedażą smarów i innych produktów naftowych. Młodzi mieszkańcy, niekiedy kilkunastoletni chłopcy, przygotowywali się do zawodu maziarza jeżdżąc w charakterze pomocników, odbywając praktykę pod kierunkiem doświadczonych handlarzy - najczęściej ojców lub braci, rzadziej obcych. Po dwóch lub trzech latach praktyki młodzi próbowali samodzielnego handlu. W rodzinach zamożniejszych niezbędny sprzęt maziarski - konie i wóz - sprawiali młodemu maziarzowi rodzice. Biedniejsi kupowali sprzęt do spółki i handlowali razem, dzieląc się uzyskanymi dochodami. W okresie międzywojennym, gdy wieś liczyła 280 gospodarstw, handlem zajmowało się aż 670 mężczyzn.
Przed pierwszą wojną światową maziarze nie tylko sprzedawali swoje wyroby w najbliższej okolicy lecz wyjeżdżali z towarem na terytoria dzisiejszej Słowacji, Węgier, Czech, Litwy, Łotwy, Ukrainy, Austrii, Chorwacji.

Prawdziwych dziegciarzy już nie ma?
Wyrób mazi i dziegciu przebiegał podobnie, jednak maź była ostatnim produktem destylacji, by uzyskać dziegieć, proces destylacji przerywano. Destylacja zachodziła w tzw. mieleszach, były to wykopane w ziemi doły o głębokości do jednego metra, które wewnątrz oblepiano gliną. Z samego dna, wyprowadzona była rurka, która odprowadzała produkty destylacji na zewnątrz. Tak przygotowany mielesz, wypełniano wyleżakowanym, oczyszczonym z ziemi i wysuszonym drzewem, porąbanym na szczapki zwanym karpiną. Szczapy układano w stos, który tworzył kopiec aż do półtora metra nad powierzchnię ziemi. Tak przygotowany kopiec uszczelniano gliną, która miała zapobiec wydostaniu się ognia na zewnątrz. Kopiec podpalano wewnątrz, drzewo tliło się kilkanaście godzin bez dostępu powietrza.
Po kilku godzinach przez rurkę zaczęły spływać pierwsze produkty destylacji drewna. Jako pierwsza pojawiała się terpentyna, później dziegieć, a na końcu najcięższa maź. Dziegieć do dziś używany jest jako lekarstwo na rany, otarcia skóry, dolewa się go do herbaty dla wzmocnienia.
EWA BUGNO




Powyższy tekst pochodzi z Gazety Krakowskiej. Redakcja portalu www.beskid-niski.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści w nim zawarte.



Jeśli chcesz być informowany o wszelkich aktualnościach, nowościach, zmianach, planach i wydarzeniach, ktore związane są z Beskidem Niskim oraz działalnością portalu beskid-niski.pl a także otrzymywać raz w tygodniu zestaw linków do poświęconych Beskidowi Niskiem artykułów publikowanych w "Gazecie Krakowskiej" wyślij pusty e-mail na adres

subskrypcja@beskid-niski.pl

Aby zrezygnować z subskrypcji wystarczy wysłać e-mail z tematem "rezygnacja"

beskid-niski.pl na Facebooku


 
196

Komentarze: (0)Dodaj komentarz | Forum
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Imię i nazwisko:
E-mail:
Tekst:
Suma liczb 2 i 7: (Anty-spam)
    ;


e-mail: bartek@beskid-niski.pl
Copyright © 2003 - 2016 Wadas & Górski & Wójcik
Wsparcie graficzne: e-production.pl
praca w Niemczech|prosenior24.pl
Miód
Idea Team
Tanie odżywki
Ogląda nas 11 osób
Logowanie