• Zaproszenia
  • Watra Łemkowska - Zdynia 2003
  • Watra Łemkowska - Zdynia 2004
  • Watra Łemkowska - Zdynia 2005
  • Watra Łemkowska - Zdynia 2006 (I)
  • Watra Łemkowska - Zdynia 2006 (II)
  • Watra Łemkowska - Zdynia 2007 (I)
  • Watra Łemkowska - Zdynia 2007 (II)
  • Watra Łemkowska - Zdynia 2008 (I)
  • Watra Łemkowska - Zdynia 2008 (II)
  • Watra Łemkowska - Zdynia 2009
  • Od Rusal do Jana-Zyndranowa
  • Od Rusal do Jana - Zyndranowa 2002
  • Od Rusal do Jana - Zyndranowa 2005
  • Od Rusal do Jana - Zyndranowa 2006
  • Od Rusal do Jana - Zyndranowa 2007
  • Historia Kermeszy w Olchowcu
  • Kermesz w Olchowcu jako przykład odnowienia tradycji
  • Olchowiec - Kermesz 2004
  • Olchowiec - Kermesz 2005
  • Olchowiec - Kermesz 2006
  • Olchowiec - Kermesz 2007
  • Olchowiec - Kermesz 2008
  • Olchowiec - Kermesz 2009
  • Olchowiec - Kermesz 2010
  • Olchowiec - Kermesz 2011
  • Olchowiec - Kermesz 2013
  • Bartne 2006
  • Kermesz - Łosie 2004
  • Widpust w Jaworniku
  • Odpust w Regetowie
  • Koncerty chóru "Cappella Musice Antiquae Orientalis"
  • II-gie Spotkania Teatralne INNOWICA 2009

 

/ Łemkowie / Imprezy kulturalne / Kermesz w Olchowcu jako przykład odnowienia tradycji
 

Kermesz (Odpust) w Olchowcu na Łemkowszczyźnie jako przykład odnowienia tradycji

Fragment pracy magisterskiej autorstwa Patrycji Kutery-Sikorskiej napisanej pod kierunkiem Prof. Czesława Robotyckiego
Kraków 2004. Uniwersytet Jagielloński. Instytut Etnologii i Antropologii Kultury

Dla zainteresowanych - praca magisterska - całość

ROZDZIAŁ 3
Olchowiec - charakterystyka wsi.


Położenie

Olchowiec (łemk. dawna nazwa "Vilchowec", nazwa pochodzi od obecnych na tym terenie w przeszłości olch) jest wsią leżącą w środkowej części Beskidu Niskiego, w jego podjednostce - Beskidzie Dukielskim, na Zachód od Przełęczy Dukielskiej, ok. 4 km od granicy ze Słowacją. Wieś dzielona jest na Olchowiec właściwy i Kolonię Olchowiec ( administracyjnie stanowią jedną wieś - Olchowiec).
Obie części wsi leżą u stóp wzgórza Horb. Wieś "(...) Rozsiedliła się (...) w niewielkiej kotlinie, w górnym biegu rzeki Wilsznia, w miejscu gdzie wpadają do niej potoki Beskid, Olchowczyk, Ropianka i Roztoka(...)"

Historia wsi

XVI-XIX w.
Częściowo temat historii Łemkowszczyzny poruszany był już wcześniej. Kazimierz Rymut: "(...) Wsie na prawie wołoskim pojawiają się na tym terenie w XV w. Przypatrzmy się więc na początek nazwom, w ich średniowiecznym brzmieniu, zapisanym w XV w., ściśle do r. 1400, miejscowości leżących na terenie dawnego powiatu bieckiego a stanowiącego część Zachodniej Łemkowszczyzny. Nazwami tymi są (...) Cieklin, Jaśliska, Kłopotnica (...), Olchowiec.
Ani jedna z tych nazw nie może być uważana za nazwę o cechach językowych wschodniosłowiańskich, natomiast jedna z nich - Olchowiec - nosi wybitnie polską szatę językową(...)".
Kazimierz Rymut podał, iż w roku 1399 pojawiła się pierwsza wzmianka o Olchowcu (Olchowecz).
Uznawane jest, iż wieś ta powstała w XVI w. Olchowiec lokowany był na prawie wołoskim.
Jerzy Czajkowski zaś sprzeciwia się temu uznając, iż najprawdopodobniej nie o tę wieś chodziło. Na podstawie badań źródłowych ("Źródła dziejowe" XIV , s. 123) uznawane jest iż pierwsza informacja o Olchowcu pojawiła się w roku 1581: "(...) Grupa 5 wsi (...)" zaległa przy trzech prawobocznych potokach. Są to Polany, Olchowiec, Ropianka, Ciechanie i Ożenna. Wszystkie wsie pojawiają się po raz pierwszy w źródłach w 1581 r. i należą do Stadnickich. Ich stan zagospodarowania jest jednak różny i wskazuje na możliwość powstania w różnych latach, chociaż różnice musiały być niewielkie. Największe były Polany, bowiem było tam 8 dworzyszcz wołoskich, 2 zagrodników z rolą, łan sołtysi i 4 komorników. W Olchowcu było również 5 dworzyszcz, ale po stu latach (1680) zostały tylko dwa oraz było 1 koło zakupne, ponadto do Olchowca należy przys. Baranie, odległy 4 km, w którym w końcu XIX w. było 44 mieszkańców. Nie wiadomo niestety kiedy przysiółek powstał. W pozostałych trzech wsiach było łącznie 5 dworzyszcz oraz 3 łany sołtysie. Stadniccy byli właścicielami Olchowca od r. 1541 do ok. połowy XIX.
"Słownik geograficzny Królestwa Polskiego" ( z r.1886 r.) podaje o Olchowcu: "(...)ma 390 mk (mieszkańców) gr- kat. i 10 izrael. (...).Jest tu kapelarnia gr- kat., z drewnianą cerkwią, szkoła parafialna i kasa pożyczkowa gminna(...). Kapelarnia należy do dyec.(diecezji) przemyskiej, dek. (dekanatu) dukielskiego(...)"

"(...)Pierwotnie cała wieś skupiała się wokół miejsca, gdzie dziś stoi cerkiew. W zaraniu jej dziejów - jak głoszą ustne przekazy i pamięć obecnych mieszkańców - wieś zamieszkiwało kilka rodów po których zachowały się do dziś nazwy ich ról. Są to Chudakiłki, Bugniłki, Sołtystwa, Maryniłki, Tyniłki, Moriakiłki. Oprócz Moriaków, Chudaków i Tyniów do najstarszych we wsi należą także rody Romańczaków, Burjaków, Fedaków i Gabłów(...)". Dla rozróżnienia osób o tym samym imieniu i nazwisku, co było we wsi częste, funkcjonowała duża liczba przydomków.
Pod koniec XIX wieku Olchowiec liczył ok. 40 gospodarstw, we wsi mieszkało kilka rodzin żydowskich.
"(...) w 1880 wieś zamieszkiwało 390 greckokatolickich Łemków i 10 Żydów(...)"

Do czasów II wojny światowej
"(...) W 1935 roku przeprowadzono komasację gruntów, w wyniku której część gospodarzy przeniosła się w dolinę Roztoki i górną część doliny Olchowczyka. W ten sposób powstała Kolonia. Komasacja oprócz scalenia bardzo rozdrobnionych pól i łąk umożliwiła także rozgęszczenie centrum wsi. Po komasacji wieś rozrosła się do 89 numerów (w tym szkoła i karczma). Stało się to jednak tylko w wyniku rozgęszczenia wielorodzinnych gospodarstw, ponieważ przybyszów spoza wsi w tym czasie nie było(...)"
Przed wojną Olchowiec osiągnął szczyt swojego rozwoju. Granice jego terytorium stanowiły: na północy - wieś Ropianka (obecnie dwa stale zamieszkałe gospodarstwa), na południu granica państwowa, na wschodzie wieś Wilsznia (nieistniejąca obecnie), na zachodzie zaś ujście potoku Roztoka do Wilszni.

Społeczność olchowiecka stanowiła grupę zwartą, zamkniętą na wpływy innych elementów etnicznych.
Wieś była niemal jednorodna etnicznie: W 1939 r. spośród 87 gospodarstw, 82 były w posiadaniu rodzin łemkowskich, 5 zaś cygańskich. "(...) W centrum wsi znajdowało się 56 numerów, w tym wszystkie gospodarstwa cygańskie oraz szkoła i karczma a Kolonia liczyła 33 numery(...)". Wieś zamieszkiwało blisko 600 osób.
Występowała także jednorodność wyznaniowa - prawie wszyscy byli wyznania greckokatolickiego a Olchowianie utrzymywali bliskie kontakty sąsiedzkie z pobliskimi Słowakami.
Dawny Olchowianin, obecnie na Ukrainie: "(...) Olchowiecki Beskid był centralnym miejscem wspólnoty ze Słowakami pod względem kulturalnym, artystycznym i pogranicznym(...)".

Wojna
"(...) We wrześniu 1939 r. działania wojenne ominęły Olchowiec. Wojska niemieckie i słowackie przeszły przez Przełęcz Dukielską i skierowały się na wschód(...)".
"(...) Pierwsze, znaczniejsze zmniejszenie zaludnienia odnotowała wieś w latach 1940-1944, kiedy to na przymusowe roboty do Niemiec wywieziono 48 osób z 39 gospodarstw. 43 osoby już więcej do Olchowca nie wróciły.
Największym exodusem w historii Olchowca było wywiezienie większości mieszkańców wsi do Związku Radzieckiego (na teren Ukrainy - PK-S) w latach 1944-45. Ogółem wywieziono 64 rodziny co stanowi 78% rodzin łemkowskich według stanu z 1939 r.(...) Spośród tej grupy do Olchowca powróciły (nielegalnie) tylko 4 osoby(...)".
We wrześniu i październiku 1944 r. przez wieś przebiegała linia frontu, toczyły się walki operacji Preszowsko-Dukielskiej. "(...) Później nastał czas walk wewnętrznych, wieś nachodziły na przemian oddziały UPA i LWP, represjonując ludność na rzekomą współpracę, to z UPA to z LWP(...)"
W 1947 r. w ramach akcji "Wisła" do obozu jaworzniańskiego wywieziono 11 osób, z których 10 wróciło. Na Ziemie Zachodnie zaś wywieziono 9 rodzin, z których do wsi wróciło 2.
Wysiedleń w ramach akcji "Wisła" uniknęło 10 rodzin, którym proboszcz ze Żmigrodu wypisał fałszywe świadectwa chrztu rzymskokatolickiego (z zapisaną narodowością polską).
W czasie okupacji Niemcy wywieźli 7 osób z rodzin cygańskich mieszkających w Olchowcu (przed wojną zajmowali 5 gospodarstw). Przeżyły dwie z nich. Ci, którzy pozostali wysiedleni zostali na Ziemie Zachodnie.
Trudne, powojenne warunki życia, odludzie, wysiedlone okoliczne wioski to główne przyczyny, które spowodowały, iż kilka rodzin opuściło wieś.

Cerkiew, religia

Olchowiecka cerkiew nosi wezwanie Przeniesienia Relikwii Świętego Mikołaja z Myr do Bari. Stanęła w 1932 r. na miejsce starej, XVIII- wiecznej (z 1792 r.).
Pod koniec XIX w. w Olchowcu utworzona została parafia, która obejmowała Olchowiec, Ropiankę, Wilsznię i przysiółek Baranie oraz wybudowana została plebania (spłonęła w 1914 r.).
W ostatnim okresie wojny cerkiew uległa częściowemu zniszczeniu. Po wojnie, do 1948 r. była czynna okresowo a w latach 1948-49 od czasu do czasu w zrujnowanym wnętrzu odprawiał msze ksiądz rzymskokatolicki ze Żmigrodu.
Garstka osób, które pozostały bądź wróciły do Olchowca po wojnie, na początku lat 50-tych przeprowadziła remont cerkwi.
Ksiądz Jan Wysoczański z Krempnej odprawiał nabożeństwa początkowo w obrządku wschodnim - później - po zakazie władz, przez pewien okres po łacinie, następnie z powrotem we wschodnim obrządku.
W 1953 r. wydano decyzję rozbiórki cerkwi. Materiał z rozebranej świątyni miał być użyty do budowy garaży w Miejscu Piastowym. Jednak, gdy osoby mające dokonać rozbiórki przybyły (w towarzystwie policjanta), olchowianie stanęli w obronie cerkwi. Od rozbiórki odstąpiono, cerkiew zaś została zamknięta i zaplombowana. Mieszkańcy wioski po pewnym czasie zerwali plomby i otworzyli świątynię.
Msze odbywały się sporadycznie. Od 1978 r. msze odbywają się regularnie. Wtedy to cerkiew stała się świątynią filialną dla dwóch parafii - rzymskokatolickiej w Polanach a później greckokatolickiej w Komańczy.
Obecnym proboszczem greckokatolickim jest ksiądz Jan Hałuszka. W cerkwi odbywają się nabożeństwa obu katolickich obrządków.
Jak podano wyżej, w 1880 r. w Olchowcu było 390 greckokatolickich Łemków i 10 Żydów ( przyp. nr 56).

Współczesność wsi

Po wojnie we wsi znajdowało się 14 gospodarstw stałych. Położone były w sąsiedztwie cerkwi (9 gospodarstw), w dolinie Roztoki - na Kolonii (4 gospodarstwa) oraz w dolinie Olchowczyka (1 gospodarstwo). Obecnie w Olchowcu i Kolonii Olchowiec znajduje się łącznie 19 gospodarstw, z liczbą stałych mieszkańców- 62 osób. Teren wsi zajmowany przez obecne gospodarstwa stanowi 1/6 obszaru sprzed wojny.
Oprócz wymienionych gospodarstw zamieszkałych stale, na terenie wsi od kilkunastu lat pojawiają się nowe domy (kilka) zamieszkiwane okresowo przez osoby spoza łemkowskiej społeczności.
Wieś, pierwotnie greckokatolicka, obecnie jest w połowie grecko- w połowie rzymskokatolicka. W niedziele odprawiane są dwie msze - w obrządku rzymskokatolickim i greckokatolickim (ks. Jan Hałuszka). Uczęszczanie na którąkolwiek z mszy nie jest jednoznaczne z wyznaniem. Grekokatolicy uczestniczą w mszach rzymskokatolickich i odwrotnie.

Proces asymilacji i polonizacji

Na asymilację i polonizację olchowieckich Łemków wpłynął szereg czynników: mała liczebność, izolacja, zastraszenie. Po wojnie wieś opustoszała. Pozostała niewielka liczba mieszkańców (62 osoby, w tym 7 dzieci w wieku szkolnym).
Dawniej wieś otoczona była wsiami łemkowskimi, w latach 50-tych zaś znalazła się w pustce (wysiedlone wsie przylegające: Wilsznia, Ropianka). Tym samym zatracone zostały dawne, żywe kontakty sąsiedzko-rodzinne pomiędzy wsiami a Tragedie każdej z rodzin, zastraszenie, izolacja spowodowały wycofanie się, nieufność.
Od czasów wojny polonizacja przebiega w bardzo szybkim tempie. Od początku lat siedemdziesiątych obok mszy greckokatolickich zaczęły być odprawiane msze rzymskokatolickie. Na ten czas przypada rozłam wśród olchowieckiej społeczności, której połowa uczęszcza na msze grecko-, połowa zaś na rzymskokatolickie.
Związki małżeńskie w zdecydowanej większości zawierane są w obrządku rzymskokatolickim.
Młode pokolenie charakteryzuje tendencja do zmiany wyznania, emigracja za pracą i nauką oraz co za tym idzie - szybka polonizacja.
Wojna, lata powojenne, okres komunizmu i ówczesna polityka państwowa dotycząca mniejszości narodowych i etnicznych, negowanie istnienia ich oraz ich odrębności to również czynniki sprzyjające asymilacji. Polityczny cel, jakim była unifikacja, spowodował, iż ucierpiała na tym także kultura ludowa i ludowe tradycje. Tradycje owe kultywowane były w bardzo ograniczonym wymiarze, w ukryciu, w gronie rodzinnym.
Przez szereg lat nie było większych zmian. Zmiana polityczna jaka nastąpiła po 1989 r. sprawiła, iż mniejszości etniczne w Polsce, w tym łemkowska, mogły wyjść z ukrycia. Jednakże pamięć o minionych wydarzeniach, związany z tym lęk, wiąże się z pewną inercją w działaniach - szczególnie u osób starszych. Młodsze pokolenie, wychowywane w innych warunkach, uczestniczące w życiu szkolnym wśród społeczności polskiej wydaje się być dalekie od uprzedzeń. Wręcz odwrotnie, nieliczni z nich w świadomy sposób kultywują tradycje. Większość nie przyznaje się poza granicami wsi do swojego pochodzenia.
Tym samym działania garstki osób (łemkowskiego i nie łemkowskiego pochodzenia), których celem jest reaktywacja tradycji, uwrażliwienie na jej rolę, nie spotykają się z zaangażowaniem ogółu mieszkańców wsi.

Jacek Wódz, pisząc o roli jednostki w życiu społecznym i młodym pokoleniu:
"(...) czy nowoczesne poczucie przynależności do zbiorowości regionalnej lub lokalnej może opierać się jedynie na tradycji i refleksji z dnia dzisiejszego czy też winno uwzględniać aspiracje jednostkowe poszczególnych członków tych zbiorowości, poszczególnych grup społecznych czy kategorii zawodowych. Oczywiście odpowiedź nasuwa się sama. Trzeba to podkreślić zwłaszcza teraz, gdy młode pokolenie wchodzące w dorosłe życie staje często przed dylematem: czy wzmacniać swe związki ze swą zbiorowością lokalną, ze swym regionem, czy też rozluźniać je po to, aby stanąć przed nowymi szansami życiowymi?(...) Czy młode pokolenie ma się czuć społecznie zobowiązane do kontynuowania pewnego obrazu własnej zbiorowości lokalnej lub własnego regionu, czy też może ten obraz w istotny sposób modyfikować ?(...)"

Olchowiec nazwać można wsią peryferyjną. Wskaźniki "wsi peryferyjnej" wg Czesława Robotyckiego: "(...) ogólnie rzecz biorąc jest to wieś modernizująca się w fazie zmian początkowych. Charakteryzuje ją peryferyjne położenie, duże odległości od miast, ośrodków przemysłowych i wsi o funkcjach centrów usługowych. Nadto wieś posiada rozdrobnione grunty i szachownicę pól, niską kulturę rolną, małe zatrudnienie poza rolnictwem. Jest zintegrowana na bazie więzi rodzinno-sąsiedzkich, ważną rolę pełni gmina lokalna i lokalny system wartości(...)"
Ryszard Kantor zaś zwraca uwagę na to, iż współcześnie nie można mówić o wsi zupełnie izolowanej: "(...)Dziś oczywiście - patrząc na wieś współczesną - nie sposób mówić o tradycyjnej społeczności wiejskiej, nie sposób utrzymywać, iż wieś jest izolowana od innych zbiorowości, bądź, iż zachowała szczególną stabilność w zmieniającym się świecie. Procesy, jakie następowały na ziemiach polskich na przestrzeni ostatnich lat przeorały dawne układy społeczne, zmieniły podstawy ustrojowe, przyspieszyły przekształcanie się warstwy chłopskiej, a zwłaszcza wpłynęły na jej świadomość. Nie zmieniła się jednak, jak sądzę, główna cecha społeczności wiejskich, jest nią silna więź społeczna oparta na kontaktach osobistych, wzmocniona pokrewieństwem i pochodzeniem, a także jednością stanu społecznego. Łączy ludzi stosunek do ziemi. Społeczność wiejska jest mocno funkcjonalna wobec swych członków, co bez wątpienia wpływa na jej trwałość i do pewnego stopnia także na zachowawczość(...)"

ROZDZIAŁ 4 - Kermesz

Kermesz (po łemkowsku wymawiane "Kiermesz"), o którym mowa w niniejszej pracy, jest odpustem w parafii greckokatolickiej w Olchowcu, noszącej wezwanie Przeniesienia Relikwii Św. Mikołaja z Myr do Bari.

Wygląd Kermeszy przedwojennych

Odpusty w kulturach wiejskich były wielkim świętem. Stawały w jednym szeregu z wielkimi świętami kościelnymi - Bożym Narodzeniem i Wielkanocą. Pełniły rolę integracyjną, spełniały wiele funkcji. Zapełniały potrzebę duchową, wpisywały się w tzw. czas sacrum. Święto, odwrotne do codzienności (profanum) wprowadza odmienny porządek.
Łemkowskie odpusty przedwojenne miały nacechowanie rodzinno-sąsiedzkie. Świętowano we własnym gronie. Kermesz olchowiecki odbywał się zawsze 22 maja - w dniu św. Mikołaja, patrona cerkwi. Obecnie ma on miejsce w sobotę i niedzielę przypadającą najbliżej dniu 22 maja.
Tadeusz Kiełbasiński o przedwojennych odpustach we wsi Olchowiec:
"(...) Było to obchodzenie święta patrona cerkwi, ale było to święto rodzinne, ograniczało się ono do bardziej rodzinno-gościnnego charakteru święta. To się odbywało w ten sposób, że msza (bardziej uroczysta) celebrowana, z procesją (tak jest zresztą i teraz) jako główny akcent programu tego święta. Po nabożeństwie, po Służbie Bożej wierni, ci którzy przybyli, wychodzili na teren cmentarza przed cerkiew (...) i tam były dość długie rozmowy. To trwało nawet dość długo, ksiądz wychodził, też się włączał, ci, co nie zdążyli na nabożeństwo też przyszli i tak grupa osób się powiększała do dość dużych rozmiarów (...). A jeszcze wcześniej gospodarze na ten dzień zapraszali swoich znajomych, krewnych, czy sąsiadów z innych wsi (...) byli to ludzie proszeni (...) najczęściej z rodzin lub znajomi, krewni czy sąsiedzi z innych wsi. Albo bywały takie wypadki, że ktoś się tam dowiedział, a przypomniało mu się, że ma załatwić jakąś sprawę, to brał jakąś buteleczkę horiłki [wódki, P.K.-S.] do kieszeni i też to była okazja, żeby tam trochę porozmawiać. Po takich rozmowach luźnych, przed cerkwią całe to towarzystwo (...) rozchodziło się do poszczególnych domów, z tym że świętowano już cały czas, długo, nawet na drugi dzień też. To święto było ważniejsze od niedzieli (...)".
Na kermesz zapraszano muzyków również z zewnątrz (np. muzyków cygańskich), grano głównie na skrzypcach. Do muzykowania włączali się miejscowi, miało to charakter bardziej spontaniczny niż zorganizowany.
"(...) ta otoczka artystyczna, muzyczna, ona była. Była oczywiście taka trochę szczątkowa, taka trochę tutejsza, taka trochę prawdziwa, taka dokładnie tak jak tutaj grano i śpiewano. Nie była tak wyczyszczona, wyładniała jak się robi teraz, z całą tą instrumentalizacją, głosami. Efekty są może rzeczywiście ciekawsze, ale to odchodzi od pierwowzoru.
(...)Czasem ogniska palono(...). To było święto cerkwi i święto rodziny.

(...) Odbywały się święta po wojnie również, ale były całkowicie zakonspirowane.
Ograniczały się do mszy św. (Służby Bożej). Ksiądz oczywiście akcentował to, że to jest właśnie odpust, święto patrona cerkwi, może w jakiejś dłuższej mowie, w kazaniu (...). Procesja akcentowała też, że to święto i praktycznie ze strony religijnej się to kończyło.
Po nabożeństwie, po rozmowach, ludzie się rozchodzili do chałup i na tym się kończyło (...). (...) Jak się przyszło w dzień, w odpust, to chyłkiem po nabożeństwie wracali do domów. Praktycznie to święto było tak zupełnie w podziemiu do tego naszego pierwszego wspólnego (...)"


Pierwszy Kermesz

Kermesz olchowiecki w jego nowej formie zainicjowany został przez osoby spoza społeczności łemkowskiej.
Byli to m.in. Tadeusz Kiełbasiński, Andrzej Wielocha i Stanisław Kryciński. Osoby te są związane z warszawskim Towarzystwem Karpackim. Tzw. Sekcja łemkowska Towarzystwa Karpackiego - w skład której wchodzili wyżej wymienieni - odnowiła obchody Kermeszu w Olchowcu pod hasłem: "Powroty do tradycji". Towarzystwo Karpackie powołane zostało w marcu 1990 r.
"(...) Nasze Towarzystwo postawiło sobie za cel realizację programu, któremu nadaliśmy nazwę "Powroty do tradycji". Chcemy w jego ramach podjąć trud przywracania życiu społecznemu mieszkańców karpackich wsi i miasteczek zapomnianych zwyczajów, obrzędów, tradycyjnych strojów i sprzętów.
Pierwszą imprezę tego cyklu organizujemy wspólnie z mieszkańcami Olchowca w trakcie święta parafii - kiermeszu [kermeszu]. Osiągnęliśmy już rzecz bardzo trudną, mianowicie udało nam się przekonać mieszkańców Olchowca żeby założyli z tej okazji swoje ludowe stroje. Mamy nadzieję i jest to naszym celem, że całe to przedsięwzięcie przełamie niechęć do tradycyjnych ubiorów i przywróci, chociażby z okazji świąt zwyczaj ich noszenia. Że przekonamy Łemków, że ze swoich ludowych strojów i tradycji mogą i powinni być dumni"
O części jego działalności nazwanych mianem "Powroty do tradycji": "(...) Na miarę skromnych możliwości Towarzystwo próbuje w przeoranej przez historię świadomości mieszkańców Beskidu Niskiego odbudować, a może i zbudować od nowa poczucie swojskości, zakorzenienia. Próbuje, wspólnie z dzisiejszymi mieszkańcami wiosek Beskidu Niskiego odnaleźć tradycję, nie po to oczywiście, żeby ją reanimować, ale po to, żeby przypomniana, dla jednym przestała być czym wstydliwym i stała się powodem do dumy, dla innych zaś przestała być czymś wrogim o obcym. Z czasem zaś, żeby mogła stać się bazą do powstania nowej. Jest to praca trudna i wymagająca wiele cierpliwości. Towarzystwo odniosło tu kilka sukcesów, ale niestety poniosło również porażki. Zorganizowane w Olchowcu kermesze, odnalezienie rozsianych po całym świecie byłych mieszkańców (...), należą do tych pierwszych (...)"

Jeden z członków Towarzystwa, Tadeusz Kiełbasiński, łódzki działacz turystyczny, w Olchowcu po raz pierwszy pojawił się w latach 70-tych, w czasie swoich rozlicznych górskich wędrówek. Po paru latach zakupił dom (łemk. chyża) od jednego z olchowieckich gospodarzy, w którym obecnie prowadzi prywatne muzeum łemkowskie.
O pomyśle oraz inspiracji do zorganizowania pierwszego Kermeszu T. Kiełbasiński:
"(...) W latach 70-tych poznałem jednego z najciekawszych mieszkańców Olchowca, starego Dida Toropyłę [właśc. Wasyl (Bazyl) Toropyła, przyp. P.K.-S.]. Dido Toropyła, który był takim moim przewodnikiem tu w tych okolicach (...) opowiadał mi o dawnych zwyczajach, zresztą ja go tak wyciągałem trochę, z początku nieufnie, a potem coraz bardziej się rozkręcił i opowiadał o zwyczajach dawnych, przedwojennych, jak to tutaj bywało.
W jego wypowiedziach padało słowo "kermesz".
-a co to jest?
- no to światoho [świętego, P.K.-S.] patrona cerkwy [ odpowiadał W. Toropyła]
Zrozumiałem, że to jest odpust, bo on nawet nie wiedział, jak to jest po polsku. On zaczął wspominać, ja wypytywać (...).
Były to czasy głęboko stalinowskie i każda (...) próba (...) zorganizowania jakiejś imprezy na zewnątrz, nie w chałupie, to była po prostu nie do pomyślenia w tamtych czasach, bo to trzeba było mieć zezwolenia, mimo że to była uroczystość całkowicie religijna. Ale ona wychodziła poza ramy cerkwi, bo inaczej to byłaby bez sensu. I wtedy to (...) nie było możliwe. Ale rozmawialiśmy o tym i Dido Toropyła przedstawił mi jak wyglądały Kermesze dawniej, przed wojną (...)
W rozmowach tych Dido Toropyła straszliwie tęsknił do tego święta i namawiał mnie wiele razy: "szto by tu kume susyde robyty szto by to świato było?" [pis. fonet. ,z łemk. :"co można zrobić, sąsiedzie, żeby to święto było?"- P.K.-S.] . Dido Toropyła wiele razy (...) mówił: "Zróbte toto, budemy hraty, budemy śpiwaty" [pis. fonet., : zorganizujcie to, będziemy grać, śpiewać", P.K.-S]. No, to nie było możliwe.
W międzyczasie Dido Toropyła zmarł, nie doczekał tego Kermeszu.
W 4 lata po jego śmierci, jak już troszkę się ruszyło, w 1989 r. i 1990 r. zaczęliśmy przebąkiwać, czy by tego nie zrobić (...). Nie było nikogo, kto by chciał się tym, zająć. Bali się.
W 1990 r., jak powołaliśmy i zorganizowaliśmy Towarzystwo Karpackie, wtedy - "może byśmy tak Kermesz zorganizowali?" (...) Przyszedł Stanisław Kryciński [Towarzystwo Karpackie] (...), poszliśmy do Mikołaja Gabło [mieszkaniec Olchowca], pochodziliśmy po chałupach i powiedzieliśmy tak: "(...) my przygotujemy organizację, poprosimy prof. Reinfussa, żeby nam opowiedział o strojach - to był pierwszy punkt. Ten pierwszy Kermesz był rzeczywiście skromny (...)".


Cerkiew była wówczas pod zarządem kościoła rzymskokatolickiego więc konieczna byłą zgoda ówczesnego księdza. Andrzej Wielocha, przewodnik górski, działający w warszawskim Studenckim Kole Przewodników Beskidzkich od początku lat 70-tych, od lat zainteresowany Beskidem Niskim, Łemkowszczyzną, współwydawca czasopism "Magury" i "Połoniny", również współorganizator pierwszego Kermeszu, o jego początkach:
"(...) Motywacji było szereg. Wcześniej już myśleliśmy o tym, co zrobić, żeby odbudować w tej wsi poczucie więzi, poczucie tradycji, więzi z tą tradycją (...) W pewnym momencie żeśmy właśnie wpadli na pomysł, żeby spróbować przywrócić to święto, bo to w sumie był taki najbardziej narzucający się pomysł. Żeby przywrócić to święto, które było wcześniej tradycją. Wydawało nam się, że to będzie taki neutralny motyw, wokół którego da się odbudować zróżnicowaną bardzo wieś - w stosunku do tego co było przed wojną. Tu już nie tylko Łemkowie mieszkają.
Żeby wokół tego odbudować jedność (...), przywiązanie, zbudować od nowa tą wieś, bo ona w sumie była bardzo mocno, zresztą jest nadal, zdezintegrowana i chodziło nam o to, aby jakaś idea była taka, którą mogliby zaakceptować wszyscy i wokół której można by odbudować tradycję i (...) więzi, zwyczajne, wiejskie.
I to była ta główna idea, która nam przyświecała.
Znaleźliśmy jakiś tam odzew tutaj we wsi, szukaliśmy pomysłów, czym wypełnić, bo to nie takie proste.
Nie da się tak wprost odtworzyć tego, co przed wojną, bo to już nie te czasy, inni ludzie.
I pierwszy, drugi, trzeci Kermesz, a potem już wieś na tyle zaakceptowała ten pomysł, że my się w pewnym momencie wycofaliśmy - zresztą taka była od początku idea, (...), ludzie z zewnątrz nie powinni tego robić.
Powinna to robić wieś na miarę swoich potrzeb (...)".


Organizatorzy pierwszego Kermeszu motywowali olchowian do działania.
Przyłączyło się czynnie kilka osób (przedstawiciele Rady Parafialnej), pomoc ofiarował również ówczesny proboszcz greckokatolicki Iwan Pipka.
Zasadniczą kwestią dla pomysłodawców było włożenie przez olchowian strojów łemkowskich. Prośby ich spotkały się jednak z oporem mieszkańców. Tłumaczyć to można lękiem, pamięcią prześladowań, długoletnim życiem w ukryciu, koniecznością ukrywania swej kultury.
T. Kiełbasiński, jak i niektórzy mieszkańcy posiadali ludowe stroje łemkowskie: "(...) poszliśmy do każdej z osobna osoby i ja pokazywałem, które stroje mogą włożyć (...). Zdecydowali się, ale zrobili to w ten sposób, że przyszli chyłkiem dobre pół godziny wcześniej i od razu schowali się do cerkwi. Tak, że jak my przyszliśmy, nie było nikogo (...). W tym momencie, kiedy zobaczyliśmy, że są ubrani, to gwałtownie powstał pomysł na konkurs na najładniejszy strój (...)"

O pierwszym Kermeszu pisał Piotr Krzywda: "(...) W dniu 26 maja br. [1991 r., przyp. P.K-S] w Olchowcu miało miejsce niecodzienne wydarzenie. Oto tamtejsi Łemkowie z okazji parafialnego święta - odpustu (łemk. kiermesz) założyli swoje stroje ludowe. Jest to wydarzenie ważne nie tylko dla Olchowca, ale dla całej Łemkowszczyzny, bowiem od czasów niesławnej akcji "Wisła" nigdy jeszcze mieszkańcy żadnej łemkowskiej wioski nie przybyli na odpust we własnych regionalnych strojach gromadnie. Przypadki ubierania strojów ludowych zdarzały się tutaj jedynie incydentalnie i dotyczyły nielicznych osób. Tak było np. na uroczystościach religijnych z okazji poświęcenia nowej cerkwi w Zyndranowej (1985), Rozdzielu (1986) i Komańczy (1988), tak też było na kilku powojennych ślubach i weselach. Pojedyncze osoby w strojach łemkowskich pojawiały się także na uroczystościach świeckich, takich jak coroczne zjazdy Łemków, tzw. łemkowska Watra (...). Nie liczymy tutaj strojów noszonych przez łemkowskie zespoły folklorystyczne: "Łemkowynę" z Bielanki i "Osławian" z Mokrego (...)".

"(...) Prof. Reinfuss nie mógł przyjechać, bo był już chory, przyjechała Urszula Janicka-Krzywda. Pięknie mówiła, opowiadała o (...) strojach. Po tym było coś w rodzaju symbolicznego poczęstunku. Była prawie pełna cerkiew, czyli sukces duży (...)"

Olchowianie proszeni o próbę wytłumaczenia, co to jest Kermesz:

-"Spotkanie się wszystkich Łemków"
-"Kermesz to w potocznym języku łemkowskim, [a] w polskim to jest odpust. Na przeniesienie (...) relikwii to ta świątynia jest pod imieniem św. Mikołaja
-"W ten dzień jest cerkiew poświęcona i za to się to nazywa Kermesz"
-"Po polsku to jest odpust, po naszemu Kermesz"
-"Kermesz to wiejskie święto,, które jest obchodzone od paruset lat"
-"Obecna nazwa nie ma nic wspólnego z tym, co kiedyś. To rocznica poświęcenia cerkwi i to nie było na tak duży obszar(...)"


Celem skonfrontowania wiedzy o dawnych Kermeszach z obecnymi zadane zostały pytania o to, jak wyglądały dawne Kermesze, czy starsi (babki, matki) opowiadali o nich moim rozmówcom i czy uważają, że ich brakowało:

-"Dawniej, rodzina, pogościli się, jedni do drugich chodzili, na drugą wieś, na trzecią, jak gdzie kto miał rodzinę. A tak to nie było, jak teraz, że w Domu Ludowym z całego świata się schodzą"
-"Moi rodzice i inni starsi mieszkańcy wsi Olchowiec często wspominali o dawnych Kermeszach, bo było to wielkie wydarzenie dla mieszkańców wsi(...)" -"(...)Dawniej to Kermesz inaczej wyglądał jak teraz, bo teraz widzę, że naokoło bufety są, ,dawniej to tego nie było. Jak przyszli z innych wsi na Kermesz, to miał ćwiartkę wódki, poczęstowali się, pogadali i rozeszli, a teraz jest to takie trochę rozwinięte w innym tym [kierunku], to już zapomniane to wszystko(...)"
-"Chodzili jedni do drugich, na wioskę, jaki był tam Kermesz (...). Chodzili, bo Kermesz był np. w Wilszni, to w danym dniu tam chodzili, a później ci znowu [przychodzili](...). Tak się razem schodzili, bawili się, gościli się, robili zabawę, Cyganie grali, wypili. Tak jak teraz nie było(...)"
-"Opowiadali, mówili że dawniej, to nie było tak jak teraz, dawniej przyszli, zaprosili, poszli do cerkwi, z cerkwi wyszli, pogościli się tym, co mieli, czy wódkę trochu tam czy co, takie to nie było jak teraz, a teraz jest gościna, huczne takie robią. Wcześniej to rodzinne było, w domu, kto zaprosił rodzinę, tam w domu się pogościli"
-"Starsi opowiadali, że rodzina czekała na ten dzień bo to wtedy mogli się wyrwać, zostawiając robotę. Dla nich to było właśnie święto (...). Spieszono się, aby zdążyć na Służbę Bożą, bo tam można było spotkać kolegów i koleżanki, a przede wszystkim rodzinę"
-"Dobrze się stało, że to święto Kermesz odnowiono, że ludzie mogą choć raz w roku przyjechać z bardzo oddalonych wsi i zakątków Polski i zza granicy. Myślę, ze brakowało Łemkom tego, byli osamotnieni, pozbawieni jakby tożsamości"
-"Brakowało. Do tej pory wieś była zapomniana, a teraz każdy odwiedza i w środkach masowego przekazu czasem mówią o tej imprezie, która się tu odbywa"
-"Brakowało, bo tak to nie ma gdzie pójść, a choć na Kermesz się popatrzy"
-"Spotykała się wieś i to była uroczystość. A dziś, obecnie, no to jest sto razy więcej tyle w ogóle nie związanych, teraz to więcej przychodzi zarobkowo jeszcze przy tym interesie, a nie patrzeć na Kermesz"
-"Przedtem nie było, zanikało to wszystko"

Pytałam, czy Olchowianie pamiętają pierwszy, "odnowiony" Kermesz, w którym był roku. Nie wszyscy podali właściwy rok ani organizatorów. Jak go wspominają, co wtedy czuli:

-"To było takie wielkie zaskoczenie, bo to takie początki były i nie było aż tak. Najpierw była msza, nie taka uroczysta jak teraz tylko normalna no i potem spotkania z ludźmi"
-"Tak, to był jeden, który jeszcze wiązał, bo nie było to tak szeroko(...) A co jeden to jest coraz gorszy (...). Początek był bardzo dobry, a następne lata to już..." -"Pomysłodawcą było Towarzystwo Karpackie, to oni poddali myśl Radzie Parafialnej w Olchowcu, że zabrano się do pracy zorganizować to spotkanie na szerszą skalę(...). Było mi bardzo przyjemnie z tego tytułu. Przyjechali w pierwszym roku moi znajomi, a potem przyjeżdżała rodzina na inne Kermesze - czuło się w sercu ulgę. Były wzruszenia i łzy(...)"
-"Taki skromny to był (...). Jednych cieszyło, innych nie cieszyło. Ludzie ciągle się obawiali, nie za bardzo chcieli tego"


Dalsze Kermesze - lata 1992-2004 r.

Pierwsze cztery Kermesze - z roku 1991-1994 organizowało Towarzystwo Karpackie wraz z Radą Parafialną Olchowca.
Po objęciu parafii, greckokatolicki ksiądz Julian Krawiecki zajął się organizacją Kermeszu. Wtedy Towarzystwo Karpackie wycofało się, pozostając w cieniu, służąc radą.
Każdego roku program Kermeszy jest nieco inny. Z roku na rok charakteryzuje go rosnąca ilość przedsięwzięć.
Obchody Kermeszu rozłożone są na dwa dni - sobotę i niedzielę. Pierwsze występy, otwarcie wystaw miały najczęściej miejsce w sobotę. Tego też dnia, późnym popołudniem-wieczorem, rokrocznie odbywało się nabożeństwo- "weczirnia" - w cerkwi, po której następowała część dalsza koncertów, wystaw i spotkań. Niedzielę rozpoczyna uroczysta odpustowa msza połączona z procesją wokół cerkwi. Następnie koncerty, wystawy, poczęstunki, wspólne wieczorne zabawy taneczne przy ognisku lub w Domu Ludowym w centrum wsi ( plakaty, str....).
W ciągu czternastu Kermeszy miało miejsce otwarcie wielu wystaw fotograficznych i malarskich o tematyce łemkowskiej jak również ogólnokarpackiej, np.: "Olchowiec 1939- w naszej pamięci" (1993 r.), "Obrzędowość w Karpatach Wschodnich"(2001r.), "Huculszczyzna na starej widokówce" (Stanisław Włodyka, 2001 r.) "Łemkowszczyzna" (Tadeusz Kiełbasiński, 2002r.).
Prowadzone były również warsztaty twórcze (np. stylistyki karpackiej (2001r., 2003r.), "Pisania ikon na szkle malowane" (1999, 2000)). Prace wystawiali m.in. studenci Uniwersytetu Ludowego we Wzdowie (2002 r.)
Odbywały się konkursy (np. na piosenkę łemkowską, na najładniejszy strój łemkowski).
Występowali m. in.: łemkowska pieśniarka Julia Doszna (1996r., 1999r., 2000r., 2001r., 2002 r.), Julia Doszna z "Weretenem" (2002r., 2003r.), lubelskie zespoły folkowe: "Orkiestra p.w. św. Mikołaja" ( 1992r., 1994r., 2003r.), "Drewutnia" (2000r, 2001r., 2004r.), gorlicka "Serencza" (2001r., 2002 r.), warszawska Werchowyna (1993r, 19997r., 1999r.) , OPT "Gardzienice" (1998r., 1999r.), kijowska grupa "Drewo "(2000r.), "Kyczera" z Legnicy (1993r.), huculska kapela "Arkan" (2001 r.) i wiele innych.
Przybywa zaproszonych gości (w tym odnalezionych, dawnych mieszkańców Olchowca), zespołów (grających muzykę Karpat), jak również ekip dziennikarskich, osób zainteresowanych Łemkowszczyzną, mieszkańców okolicznych wiosek i miast oraz turystów. Obchodom towarzyszy zawsze kiermasz książek, publikacji, map o tematyce karpackiej, prac twórców ludowych (rzeźba, malarstwo, plecionkarstwo itp.).

Towarzystwo Karpackie wraz z niektórymi mieszkańcami Olchowca wydało z okazji Kermeszy z lat 1993 oraz 1996 dwa numery "Głosu spod Horbu - jednodniówki olchowieckiej". Przedstawione w nich były m.in. historia Olchowca, losy mieszkańców, mapki. Drugi z nich drukowany był zarówno po polsku jak i w gwarze łemkowskiej.
Szczególną częścią działalności miłośników Olchowca są poszukiwania i nawiązywanie kontaktów z dawnymi mieszkańcami wsi rozsianymi po świecie. Prezes Towarzystwa Karpackiego Andrzej Wielocha w 2000 r.: "(...) W ramach programu "Powroty do tradycji" udało nam się przywrócić zapomniany obyczaj kermeszu, święta gromadzkiego w łemkowskiej wsi Olchowiec w Beskidzie Niskim. Zorganizowaliśmy pierwszy kermesz, współpracowaliśmy przy trzech następnych. W tym roku, już bez naszej pomocy odbyło się z dużym rozmachem dziesiąte wydanie imprezy. Pomysł przyjął się, tradycja powróciła, a nam pozostała satysfakcja. Z okazji kermeszy wydaliśmy dwa numery "Głosu spod Horbu" - olchowieckiej jednodniówki wysyłanej do rozrzuconych po całym świecie byłych mieszkańców wsi (...)".
Dawni olchowianie odpowiadali na nadesłany numer "Głosu spod Horbu", w ten sposób kontakty sąsiedzkie nawiązywały się na nowo:
"(...) Spotkała nas (...) wielka radość, gdy wkrótce zaczęły nadchodzić do nas listy od wielu dawnych olchowian. Listy z podziękowaniami, pełne wspomnień, radości z faktu, że Olchowiec żyje, a i bólu i tęsknoty za tym, co dla wielu z nich minęło.
W ślad za listami zaczęli do Olchowca przyjeżdżać liczniej dawni mieszkańcy i ich potomkowie, głównie na organizowane obecnie corocznie Kermesze. Pozostawili nam wiele swoich wspomnień (...)"


Co olchowianie robią w czasie Kermeszu?

-"Na Kermeszu dużo się gada ze znajomymi i z rodziną, bierze się udział w uroczystej liturgii. Jest procesja wokół cerkwi, wszyscy się tu widzą, ale nie rozmawiają podczas liturgii aż po liturgii zaczyna się to wzruszenie dla ludzi"
-"Idę tutaj patrzeć, no i trzeba zjeść obiad jakiś, popatrzeć, piwko wypić, dużo ludzi jest i przychodzą też znajomi, to się schodzimy. To jest takie skupienie"
-"Szykuje się, dekoruje plac koło remizy, każdy przeżywa to tak, żeby to był jak najbardziej uroczysty dzień. To zależy od człowieka, każdy powinien iść przed Kermeszem do spowiedzi i wziąć Komunię, a potem świętować"
-"Praktycznie ludzie się rozchodzą do własnych domów, jest to uroczystość, ale tylko we własnym gronie, nie żeby się spotykać, bo nie ma już takiej możliwości. Idzie się oglądać występy, ale żeby tak się spotkać cała wieś, tradycyjnie i tak dalej..."
-"Najważniejszym wydarzeniem Kermeszu jest niedziela, zaczyna się od liturgii (...) , później zaczynają się występy i spotkania z ludźmi, rozmowa przy jakimś tam kuflu piwa czy przy ognisku"
-"Nie robię nic w zasadzie, tylko jak są imprezy organizowane, takie, jak się sznury kręci, dawne stroje, jak Łemkowie chodzili pokazywali, a tak to nie ma ludzi tak za wiele, żeby coś poopowidali, bo poumierali wszyscy"

Czy olchowianie uważają, iż obecny Kermesz jest ważnym wydarzeniem dla wsi? Zadałam także pytanie, czy jest to ważne wydarzenie dla nich samych, czy to szczególny dla nich dzień w roku, na który czekają i - jeśli tak - czy przygotowują się do niego w jakiś szczególny sposób:

-"Na pewno jest to szczególny dzień, bo wtedy można przeżywać razem wśród najbliższych, można powspominać różne przeżycia i wydarzenie, a w dodatku można wtedy przypomnieć władzom, co jeszcze tu należałoby zrobić. Myślę, że jest to dzień uroczysty dla każdego Łemka, bo wtedy przygotowuje się on wziąć udział w tych ceremoniach (...)"
-"Ważne, bo każdy już się czuje inaczej w Olchowcu, a tak cicho by było, gdyby Kermeszu nie było. Dla mnie ważny [dzień], choć jestem stara. Czeka się i w domu się jakoś inaczej czuje i czeka się, kiedy ten Kermesz przyjdzie"
-"Na pewno jest szczególny. Samo to, że ten dzień nadchodzi to jest to taka pamiątka, że pra- pradziad tę cerkiew stawiał i jest to odnowienie tej tradycji"
-"Tak, to szczeg
lacy i Łemkowie, że to jest taki wspólny, że się spotykają (...). Normalnie, tak jak w każdy odpust ja staram się do tej Komunii iść"
-"Gdyby nie było takie ważne to by skasowali to, nie robili, jakby nie mieli radości (...) Zbiorowisko ludzi jest duże, znajomi przychodzą, odwiedzają się, to jest Kermesz, na tym polega tutaj to"
-"Nie bardzo, nie interesuję się tym, ja już starsza"


Czy Kermesz podoba się olchowianom? Większość osób odpowiedziała krótko: "Podoba mi się", nie rozwijając myśli. Zadane zostało także pytanie, co chcieliby zmienić w Kermeszu - i tu połowa osób odpowiedziała, iż nic by nie zmieniła lub nie odpowiedziała na to pytanie.

-"(...) Mnie się podoba obecny Kermesz, można tam zobaczyć stroje, wystawy, rękodzieła warsztaty itp. Na pewno potrzeba by było więcej ludzi w dawnych strojach, a tego jest bardzo mało. Potrzeba pokazywać młodzieży, jak było dawniej, jak jest obecnie i co należałoby zrobić, żeby Łemkowie w Polsce czuli się dobrze i bezpiecznie- a tak nie jest jeszcze i daleko nam do tego"
-"Tak, te zespoły są bardzo piękne, łemkowskie są i w języku polskim. Jakby więcej zespołów było to by było dla nas lepiej"
-"Podoba mi się (...) Chciałbym, aby każdy z mieszkańców prężnie brał udział w przebraniu się w stroje łemkowskie, żeby organizatorzy Kermeszu bardziej przychylnie patrzyli na młodzież i na dzieci, żeby więcej czasu poświęcili dla nich, na jakieś występy, śpiewanie(...). Wystarczy, że 10 piosenek się dziewczynka nauczy, to ona już z tych 10 piosenek coś zapamięta, jakieś słowa po łemkowsku, pomimo, że nie umie rozmawiać, i zrozumie"
-"Te huki takie, to mi się nie podoba. Powinno być tak, jak było kiedyś, stragany przy Kościele"
-"Nie, bo to już tylko sprawy zarobkowe i finansowe, odchodzą tradycje. Mogą być, ale dwa zespoły. W mniejszym gronie, ale tradycyjnie, żeby jednoczyć wszystkich"


Kto przyjeżdża na Kermesz? Czy jest to dużo osób? Czy nie przeszkadzają wtedy we wsi?

-"Przyjeżdżają w pierwszej kolejności rodacy i sąsiedzi z Ziem Zachodnich, z Ukrainy, Słowacji, Niemiec i USA, przyjeżdża władza (...), media (...), rodzina i znajomi, dla nich to ogromne przeżycie. Przyjeżdża bardzo dużo ludzi zależnie od pogody, która czasem psuje szyki. Brakuje miejsca pod parkingi samochodów, a ludzi bywa różnie, jak na taką małą wieś oddaloną to i tak przyjeżdża od 300-1000 osób, nie licząc zespołów biorących udział w Kermeszu. Wcale nam to nie przeszkadza, ze tak dużo ludzi przyjeżdża. Cieszymy się z tego tytułu, a każdy gość zostawia jakąś złotówkę w utargu i przekazuje swoje opinie o naszej uroczystości innym"
-"Ja zadowolony z tego, bo tu jest bardzo mało ludzi, a jak się widzi dużo ludzi, to się z tym porozmawia, z tamtym"
-"Nie przeszkadza, wtedy jest lepiej, milej, osoby się jakieś poznaje"
-"Przedstawiciele władz, Kościoła, goście i zza granicy, zespoły, z Ukrainy, Słowacji. (...) To jest chwilowe, dwa dni, a potem wieś wygląda jak wymarła, pusto. A tak to przez te dwa dni to wieś żyje"
-"Część ludzi może i przyjeżdża, żeby tę tradycję podtrzymać, ale większa część, którzy nie mają nic wspólnego"


Czy olchowianie czują się Łemkami? Jeśli tak, to czy w ten dzień poczucie to się wzmaga? A także, czy w ten dzień czują szczególną więź z innymi Łemkami?

-"Tak, zawsze byłem Łemkiem, chociaż urodziłem się tu w Polsce i ona jest moją ojczyzną - mieszkam tu na ojcowskiej ziemi (...) Ciężko żyje się Łemkom, są wciąż szykanowani i muszą cierpieć (...), są nazywani przez osoby Ukraińcami (...). Zawsze czuję się tym, kim się urodziłem - Łemkiem, najpierw nazywano Rusinem, aż kilkadziesiąt lat temu znawcy jacyś obmyślili Łemkowie. Właśnie w dzień Kermeszu czuję się raźniej, czuję, że jest jeszcze wiele takich ludzi jak ja, to wtedy jest okazja też o tym trochę pogadać, Łemkowie przecież mają piękną kulturę, stroje, śpiewy i zwyczaje"
-"Tak, czuję się Łemkinią i nigdy nie przestanę być, choć od kilkunastu lat nie mieszkam w Olchowcu, więc ze mną jest tak jak z wierzbą, gdzie się ją wsadzi, tam się przyjmuje, rośnie, ale korzenie zostają zawsze w tym samym miejscu, moje są w Olchowcu. Bardzo głęboki związek czuję z Łemkami, przecież to moi rodacy, tego dnia, jak i każdego innego w ciągu roku"
-"Mama jest grekokatoliczką, tata Polakiem. Nie czuję się Łemkinią, ale umiem śpiewać po łemkowsku, podoba mi się to wszystko. Bardziej czuję się Polką. Bo to szkoła wszędzie, bo tą mową łemkowską to nie idzie, trzeba dzieci wyszkolić, dzieci w szkole po polsku muszą mówić"
-"Czuję się, ale czy nim będę w życiu, to nie wiem. Jakbym żonę Polkę dostał to wcale nie będę ubiegać się. A już ginie i ta wiara i wszystko. W cerkwi śpiewają dwie kobiety (...). Zwiększa się [poczucie łemkowskości] (...), a widzę, że koledzy to się chowają albo idą w tłum ludzi, pomimo to, że są Łemkami (...). Czuję [szczególną więź w Kermesz], przyjeżdżają koledzy z innych miejscowości, z innych województw i razem rozmawiamy. No, jest trochę inaczej"
-"Tu się urodziłem, mój ojciec był. Dla mnie to jest każdy jeden dzień taki sam i jak się czułem, tak się czuję (...)"


Czy olchowianie uważają, że Kermesz jest potrzebny?

-"Tak, Kermesz cywilizuje ludzi wszystkich, wychowuje, łagodzi różne przeszłości dawne. Naród polski, szczególnie młodzież musi wiedzieć, ze w Polsce żyje taka mała społeczność jak Łemkowie (...)"
-"Na pewno potrzebny, bo jak go wymyślił dziad pradziad to nie można tego kwestionować, on jest na pewno potrzebny"
-"Jest potrzebny, bo to jest takie święto związane z odpustem i trochę tej kultury, co na zewnątrz jest pokazane. Nikomu nie zaszkodzi, tym bardziej wzbogaca ludzi"
-"Ta rozrywka jest potrzebna, tu chodzi o odnowienie kultury łemkowskiej, bo by zanikła całkiem, a tak to się odnowi to wszystko. Nam chodzi tylko o tę kulturę, bo kultura nikomu nie przeszkadzała i nie przeszkodzi"
-"Potrzebny jest odpust, ale nie taki, nie z tymi zabawami"
-"Potrzebny, bo nie ma innych rozrywek, popatrzy się, jak śpiewają"
-"Tak, jak najbardziej. Powinien być jak najdłużej, trzeba podtrzymywać tą tradycję, aby cały kraj i świat dowiedział się, że istnieje Olchowiec"


"(...) Lokalne formy kultury ludowej różnią się znacznie pod względem dojrzałości form i ich bogactwa, stąd dziwić nie może zróżnicowanie tradycji. Lecz nie tylko warunki historyczne określają dzisiejszy stan tradycji, są one bez wątpienia ważne, lecz ich roli nie należy przeceniać. To, co dziś naprawdę decyduje, to czynnik ludzki, ów human factor, na który coraz częściej powołują się nauki społeczne i nauki o kulturze, rozczarowane schematyzmem poznawczym, jaki nader często bywa efektem dominacji myślenia kategoriami determinizmu historycznego. Przeszłość określa teraźniejszość, lecz człowiek, jego aktywność ma większy na nią wpływ niż się podejrzewa.
Stosunek do przeszłości, do tradycji, może być bierny lub dynamiczny, efekty w takich momentach są krańcowo odmienne. Tam, gdzie stosunek jest dynamiczny, a mam tu na myśli stosunek do przeszłości nie całych zbiorowości lokalnych, lecz ich elit. skutki bywają interesujące. Bierny stosunek, czasem po prostu brak elit, owocuje gorzkim owocem stagnacji(...)"

Zgadzając się ze zdaniem S. Czarnieckiego (przyp. nr 13, str.10) o tym, iż to, co przetrwało z przeszłości ma obecnie inny charakter, spełnia inną rolę, należy stwierdzić, iż ma to ogromne znaczenie dla niniejszej pracy.
Kermesz obecny, reaktywowany, dodatkowo w połączeniu w nowymi elementami, jest zjawiskiem innym, niż to, do którego się odwołuje. Kermesze przedwojenne miały charakter święta rodzinnego - sąsiedzkiego, celebrowane były w gronie ściśle łemkowskim, nie wykraczały poza ramy kilku straganów stojących nieopodal cerkwi.
Powojenne Kermesze, z racji ówczesnej polityki odbywały się w ukryciu, po domach. Współczesne czasy przyniosły nowy rodzaj święta, który stanowi kompilację przeszłości z teraźniejszością, gdzie obok elementów starych, stanowiących niejako trzon (ogniskują się one wokół cerkwi- weczirnia, uroczysta msza z procesją, spotkania, wspólna zabawa) , pojawiają się elementy nowe, niespotykane wcześniej (obecność nie-Łemków, mediów, szersza skala zjawiska - organizacja, program obchodów, elementy komercyjne). Powstała w ten sposób swoista "nowa tradycja", łącząca w sobie przeszłość z teraźniejszością.

Tadeusz Kiełbasiński i Andrzej Wielocha, jedni z głównych współtwórców reaktywowanego Kermeszu: "(...) Wydaje mi się, że ten Kermesz troszkę zboczył z głównej, dawnej drogi, linii, myśli kermeszowej i tego, co mi mówił Dido Toropyła. On się stał Kermeszem nie dla wsi, jaki był organizowany ongiś, kiedyś, lecz dla ludzi z zewnątrz, czyli stał się pewnego rodzaju imprezą estradową (...), gdzie bardziej organizatorom zależy, żeby było bardzo dużo ludzi, bardzo dużo gości, bo wiadomo - to świadczy o sukcesie imprezy - natomiast o mieszkańcach wsi jakby się zapomniało.

Byłem któregoś roku kompletnie zaskoczony, gdy przyszła para mieszkańców, małżeństwo, stanęli tak po boku i stoją, pytam się, dlaczego tak - "A bo to takie wrażenie, jak ja bym tu była obca". (...) Niektórzy mieszkańcy wsi się (...) zrazili i po prostu nie przychodzą. Próbowałem podpowiedzieć, żeby jednak wrócić do tych tradycji takich po chałupach. Nawet zaproponowałem konkretny sposób, podpowiedziałem o konkretnym zespole, żeby w sobotę wieczorem ten zespół zaprosić na noclegi(...) w kilku czy kilkunastu domach, żeby ci gospodarze gościli, oczywiście to wszystko odpowiednio przygotowując, dofinansowując, żeby to nie wszystko na koszt gospodarzy było i żeby to było w tych kilkunastu miejscach, rodzinnie, tak kermeszowo rodzinnie. Udało się tylko raz, na trzecim Kermeszu. I to ludzie, zarówno członkowie tego zespołu, jak i tu ludzie miejscowi bardzo, pomimo upływu lat, to wspominają. To jest dość trudne, bo warunki lokalowe, mieszkaniowe...(...)

Raz, jeden jedyny raz, udało nam się podpowiedzieć organizatorom, żeby tak zorganizowali, żeby każdego zaprosić. Nawet do tego stopnia, że rozdawaliśmy po nabożeństwie koperty z zaproszeniami dla każdego z gospodarzy, że zapraszamy na wieczór do wspólnego stołu(...). I wiele osób przyszło. Nie po to, żeby tą wódkę wypić, ale przyszło, żeby w swoim gronie posiedzieć (...)

Wydaje mi się, że trzeba by było zacząć od reperacji nastroju we wsi.
Żeby ta wieś bardziej się włączała(...)
To jest impreza, która jest imprezą potrzebną, mniej potrzebną mieszkańcom (co należy bardzo żałować), a bardziej potrzebna jest jako propaganda tej mieściny i tej społeczności tutejszej, czyli bardziej potrzebna jest dla tych, którzy chcieliby tu przyjechać. Świadczy o tym rosnąca frekwencja z roku na rok. To, co się działo w ubiegłym [2003,przyp.P.K.-S.] roku, to przerosło nasze najśmielsze oczekiwania.

Ta impreza powinna być bezwzględnie kontynuowana (...).Należy wprowadzić modyfikacje, bardziej frontem ku wsi, ku gospodarzom, bardziej uhonorować starszych gospodarzy (...). Zdobyć się na napisanie czy nawet wydrukowanie (...), zrobić zaproszenie imienne (...). Ludzie boją się wszelakiego pisania, a przywiązują jednocześnie jakąś magiczna właściwość napisanemu (...). Próbować angażować samych mieszkańców w trakcie realizacji programu (...)."


Andrzej Wielocha: "(...) Czy nam się do końca ten pomysł udał...Wydaje mi się, że jeszcze niestety nie. Nie jest tak, że cała wieś bierze udział w przygotowaniach, że cała wieś traktuje to święta jako swoje, niestety jeszcze tego nie udało się zrobić (...). Sądzę, że dopiero teraz może szansa jest taka (...), że może następne pokolenie będzie w stanie wspólnie, rzeczywiście cała wieś może wokół tego się skupić. Ale też nie ma żadnej gwarancji, bo młodzi ludzie stąd też uciekają i to uciekają nie tylko fizycznie, ale (...) też mentalnie, starają się odciąć od tej wsi. Może się uda to przełamać, ale na to gwarancji nie ma.

Czuję, że nie wszystkim odpowiada ta formuła, przy czym oczywiście nierealne jest mówienie o tym, że trzeba wrócić do formuły przedwojennej, bo po prostu nie da się. Trzeba wymyślić nową formułę, która będzie może bliższa tamtej, a która będzie odpowiadała.
My popełniliśmy błędy, ale potem też popełniono błędy. Może po prostu zbyt wiele elementów chciano przy tym święcie ugotować, zbyt wiele różnych pomysłów upchnąć i myślę, że to nie wyszło na zdrowie, chociaż czternasta impreza jest i jest tu wiele ludzi, przy czym - no tak jak widać - jest więcej ludzi z zewnątrz i więcej jest zewnętrznych elementów w tym całym świecie niż samej wsi. To mnie też smuci i czuję brak tego.
To jest mała wieś. (...) Olchowiec jeszcze 10 lat temu to były tu 3 domy wybudowane przez ludzi z zewnątrz, w tej chwili jest mniej więcej pół na pół już. I to też trzeba dostosowywać, jeżeli chce się utrzymać tę tradycję, to trzeba brać to pod uwagę, to musi być w tym momencie coś, co integruje także tych ludzi przyjezdnych, bo inaczej jeszcze następne 10 lat i może się okazać, że większość mieszkańców tej wsi to są ludzie z zewnątrz. Taka jest kolej rzeczy. To widać nie tylko we wsiach łemkowskich, w wielu polskich wsiach (... To jest chyba proces nie do powstrzymania.
Później dzieci, młodzież zaczną wracać, szukać korzeni i warto żeby to święto dotrwało do tego czasu kiedy oni się zaczną ponownie interesować swoją ojcowizną i wtedy może oni to przejmą i będą to robili na miarę swoich potrzeb, swoich oczekiwań. To byłoby dobrze. Gdyby to się udało to ja byłbym szczęśliwy, bo w sumie o to nam chodziło (...), żeby stworzyć coś, co by trwało.
My nie jesteśmy od tego, żeby robić za nich cokolwiek, tylko żeby próbować zainspirować, pokazać, podrzucić pomysł, a potem to musi samo działać, bo jeśli nie będzie samo działać to nie ma sensu. Bo jeśli tu przyjedzie ktoś z Warszawy i im zrobi to byłoby nieporozumienie (...)"


Święto w naturalny sposób związane jest z życiem zbiorowym. Może powstać jedynie tam, gdzie istnieje trwała więź kulturalna między ludźmi, wspólne świętowanie więź tę wzmacnia.
Święto i świętowanie są zjawiskiem równie trwałym i powszechnym, jak i druga faza życia zbiorowego- dzień powszedni, zwyczajny. Sacrum i profanum przeplatają się.
"(...) Święto jest (...) tą fazą w życiu społecznym, w którym szczególnie wyraźnie ujawniają się jego mechanizmy, przede wszystkim systemy wartości. Te systemy wartości spełniają rolę społecznych stabilizatorów, dostarczają trwałego oparcia jednostkom, jak i zbiorowościom, dają im możliwość wyboru i oceny własnych działań, pomagają orientować się w rzeczywistości, są niezbędne dla ukształtowania się osobowości(...)"
"(...) Święto zaspokaja tak wiele potrzeb zbiorowych i indywidualnych, iż potrzeba obchodzenia go trwalsza aniżeli pierwotna idea, wartość czy wartości, które to święto powołały do życia. Często też dokonuje się swoista przemiana sensu: święto, którego pierwotne znaczenie kultowe, magiczne, metafizyczne, mityczne zostaje zatracone, nabiera dla grupy, która je pielęgnuje, nowego, innego sensu. Może ono na przykład stać się w świadomości grupy wartością potwierdzającą jej kulturalną tożsamość, oryginalność, przywiązanie do tradycji, dorobku, dowodem posiadania własnych narodowych, etnicznych, regionalnych wzorów artystycznych, dorobku sztuki, która ujawnia się właśnie w formie świątecznej(...)"
Święto jest czasem aktywacji i intensyfikacji życia kulturalnego. W jego czasie ujawniają się, aktualizują i publicznie przypominają podstawowe, ważne dla grupy świętującej wartości, nadające sens życiu ludzkiemu i charakterystyczne dla danej kultury i etapu jej rozwoju, historycznego istnienia. Święto przez odnawianie wartości, przypominanie godnych uwagi wydarzeń z nim związanych spełnia rolę potężnego mechanizmu transmisji tradycji kulturalnych z pokolenia na pokolenie, pozwala ludziom na ich kulturalną autoidentyfikację.
Jest instytucją zabezpieczającą konieczną adaptację wartości grupy, jej tradycji kulturalnych do czasu współczesnego. Jest często okazją do przedstawiania czasu przyszłego.
Ze świętem związane są zjawiska kulturalne w zasadzie poza świętem nie występujące, znaczna część twórczości artystycznej, dla której święto stanowi potężny impuls. Święto jest okresem jej prezentacji.

Święto jest również wskaźnikiem przemian kultury, odzwierciedla kryzys kultury danej grupy. Odchodzenie od dawnych wartości, porzucenie ich, traktowanie święta jako zbioru przestarzałych, archaicznych zwyczajów. W czasie kryzysu zwykle ciężar świętowania przesuwa się w kierunku rozrywkowych, artystycznych, rekreacyjnych elementów święta, które zaczynają być traktowane jako autonomiczna wartość kulturalna.
"(...) Ulegając głębokim nawet przemianom, święto często zachowuje dawne elementy, którym grupa nadaje nowy sens i które badacz może zidentyfikować jako wywodzące się z dalekiej przeszłości świadectwo ciągłości wpływów, zapożyczeń kulturalnych. Tylko na ten drodze można (...) w pełni naukowo objaśnić społeczny sens i funkcje święta, uniknąć schematycznych i powierzchownych interpretacji (...)".
Przemiany święta są częścią ogólnych przemian kultury danej grupy i wynikają z tych samych przyczyn, przede wszystkim:
-ze zmian warunków bytu grupy,
-z przemian jej społeczno- ekonomicznej struktury i politycznego ustroju lub miejsca w systemie,
-z przemian świadomości społecznej grupy, wyrażających się w przemianach jej systemu wartości Kazimierz Żygulski widzi świętowanie jako dowód trwałej więzi z grupą, która dane święto obchodzi, wskaźnik internalizacji jej wartości kulturalnych przez jednostkę.
"(...) Potrzeba święta i świętowania nie jest potrzebą naturalną, lecz kulturalną i dlatego musi być od nowa rozbudzona w każdym nowym pokoleniu(...)"

Zakończenie

Niniejsza praca traktowała o łemkowskim Kermeszu (odpuście), który odbywa się we wsi Olchowiec w Beskidzie Niskim. Celem pracy było przedstawienie święta w kontekście odnowienia tradycji, na tle historii i cech charakterystycznych mniejszości narodowej, jaką stanowią Łemkowie. Badania do pracy, oparte były na kwestionariuszu i obserwacjach własnych. Zawężały one zakres do interesującego mnie tematu Kermeszu, jednakże w celu uzyskania pełniejszego obrazu społeczności olchowieckiej ,konieczne byłyby badania o szerszym zakresie i tematyce ( jak np. tożsamość, kwestia asymilacji). Wyniki badań, przedstawione w rozdziale IV wskazują, iż odpust jako święto religijne jest dla moich informatorów ważne i potrzebne. Co do kształtu zaś i wymiaru świętowania poza cerkwią, tego, co stanowi "imprezę", festyn kermeszowy zdania są podzielone. Część mieszkańców Olchowca akceptuje obecny wygląd Kermeszu, część zaś chciałaby powrotu do bardziej kameralnego, rodzinno- sąsiedzkiego świętowania, do Kermeszu o ograniczonym wymiarze. Faktem pozostaje, iż tylko kilka osób z wioski aktywnie uczestniczy w przygotowaniach do Kermeszu, nie wszyscy odczuwają to święto jako "swoje". Także ten problem mógłby stanowić temat badań, szukania przyczyn.
"(...) Złudną jest wiara w możliwość dochowania "in toto" wierności "ojcom", ponieważ wymagałoby ono czegoś niemożliwego: życia w takim samym, jak oni, świecie. Mniejsza o to, czy chodzić nam będzie o doktrynę religijną czy organizację polityczną, o narzędzie pracy czy element uzbrojenia, o bajkę czy obrzęd- każdy fakt kulturowy trwa o tyle, o ile się zmienia. Transmisja jest metamorfozą(...)"
To, co przetrwało z przeszłości, przetrwało "w pewien sposób". Obecny olchowiecki Kermesz jest swoistą "nową tradycją", nie jest tym samym świętem, którym był w czasach sprzed wojny. Zmienił się charakter święta, czas, ludzie oraz ich świadomość.
Wówczas było to święto o charakterze rodzinno-sąsiedzkim, z nieliczną grupą obcą etnicznie (np. Cyganie grający podczas święta). Obecnie jest to święto zainicjowane kilkanaście lat temu przez ludzi z zewnątrz tej grupy etnicznej i przyciągające ludzi z zewnątrz.
Ważny jest kontekst historyczny święta - dziś nie ma już ograniczeń, inwigilacji ze strony władz, Łemkowie mogą spotykać się, świętować, rozwijać i promować swoją kulturą otwarcie. W porównaniu z innymi świętami łemkowskimi: z szeroko znaną "Watrą" w Zdyni k/Gorlic, Watrą na Obczyźnie w Legnicy, Kermesz w Olchowcu jest świętem kameralnym.
Współczesny Kermesz jest próbą utworzenia "nowej tradycji", zawierającej elementy stare i nowe. Jej trzon - element stary - stanowi wspomnienie początków ustanowienia olchowieckiej cerkwi, jej patrona św. Mikołaja. Jest to część niezmienna, doroczna, związana z kalendarzem liturgicznym. Należą do niej: sobotnia weczirnia, niedzielna uroczysta msza wraz z procesją, panichida na cmentarzu (spotkanie łemkowskie po mszy).
.Na jej bazie zaś, niejako w rozwinięciu, pojawiają się elementy nowe, niespotykane wcześniej - jak np. występy zespołów ludowych, przyjazdy turystów, zainteresowanych Łemkowszczyzną ekip dziennikarskich, zapraszanie rozlicznych gości.
Inną kwestią pozostaje również przyszłość święta, przyszłość olchowieckich Łemków. Czy młode pokolenie, które ulega szybkiej asymilacji i wyjeżdża do miast będzie kontynuowało obecną, nową tradycję, czy też utworzy jeszcze inną.




Kwestionariusz do pracy magisterskiej

1. Co to jest Kermesz?
2. Czy starsi opowiadali Pani/Panu o Kermeszu?
3. Czy brakowało Pani/Panu Kermeszu?
4. Czy pamięta Pan(i), w którym roku odbył się pierwszy, po długiej przerwie Kermesz?
5. Kto zorganizował ten pierwszy Kermesz?
6. Co Pan(i) wtedy czuł(a)?
7. Co się robi podczas Kemeszu?
8. Czy to jest ważne wydarzenie dla wsi?
9. Czy jest to szczególny dzień dla Pani/Pana?
10. Czy w jakiś szczególny sposób się Pani/Pan do niego przygotowuje?
11. Czy podoba się Pani/Panu Kermesz?
12. Co by Pan(i) zmienił w Kermeszu? Co dodać, co odjąć?
13. Kto przyjeżdża na Kermesz? Co to są za ludzie?
14. Czy jest to dużo ludzi?
15. Czy nie przeszkadza, że jest ich tak dużo?
16. Czy czuje się Pani Łemkinią?(Łemkiem)?
17. Czy w ten dzień czuje się Pan(i) Łemkien bardziej niż co dzień?
18. Czy w ten dzień czuje Pan(i) jakąś szczególną więź z innymi Łemkami?
19. Czy uważa Pan(i), że Kermesz jest potrzebny? Dlaczego?

BIBLIOGRAFIA

1. Czajkowski J., Dzieje osadnictwa historycznego na Podkarpaciu, w: Czajkowski J.,[red], Łemkowie w historii i kulturze Karpat, Rzeszów 1992 r.
2. Dobrowolski K., Studia nad życiem społecznym i kulturą, Wrocław 1966 r.
3. Duć - Fajfer H., Literatura łemkowska w drugiej połowie XIX i na początku XX wieku, Kraków 2001 r.
4. Duć - Fajfer H., Łemkowie w Polsce, w: "Płaj" 1994 r.
5. Dziewierski M, Siewierski B., Pactwa B., Dylematy tożsamości, Katowice 1992 r.
6. Ichii S., Nie ma postępu bez tradycji, w: Tradycja i nowoczesność, J. Kurczewska, J. Szacki [red.], Warszawa 1984 r.
7. Jałowiecki B., Sowa K., Społeczności lokalne. Teraźniejszość i przyszłość...
8. Kantor T., Istota i siła tradycji, w: Bogaci tradycją, Kielce 1996 r.
9. Kantor T., Ogród spustoszony. Kontynuacja i zmiana w kulturze współczesnej wsi polskiej, Kraków 1995 r.
10. Kiełbasiński T., Materiały do historii Olchowca, w: "Magury 93", 1993 r.
11. Krawiec D., Olchowiec do i po komasacji w roku 1935, w: "Głos spod Horbu. Jednodniówka olchowiecka", nr 2, 1996 r.
12. Krzywda P., Odrodzenie Łemkowszczyzny, w: Powroty do tradycji, Biuletyn Towarzystwa karpackiego, 1991 r.
13. Kwilecki A., Łemkowie. Zagadnienie migracji i asymilacji, Warszawa 1974 r.
14. Michna E., Łemkowie. Grupa etniczna czy naród?, Kraków 1995 r.
15. Olszański T.A., W cieniu przełęczy, w: Beskid Niski, przewodnik, Rewasz, Pruszków 1999 r.
16. Parczewski M., Geneza Łemkowszczyzny, w: [red.] J. Czajkowski ,Łemkowie w historii i kulturze Karpat, Rzeszów 1992 r.
17. Reinfuss R., Śladami Łemków, Warszawa 1990 r.
18. Robotycki Cz., Tradycja i obyczaj w środowisku wiejskim, wyd. PAN, Wrocław 1980 r.
19. Rymut K., Nazwy miejscowe dawnego powiatu bieckiego, Wrocław 1975 r.
20. Sarna W., Opis powiatu krośnieńskiego, 1889 r.
21. Shils E., Tradycja, w: "Tradycja i nowoczesność", [red.] J. Kurczewska, J. Szacki, Warszawa 1984 r.
22. "Słownik etnologiczny", [red], Z. Staszczak, Warszawa; Poznań: PWN 1987 r.
23. "Słownik geograficzny Królestwa Polskiego", [red.] B. Chlebowski, F. Sulimierski, W. Walewski, 1886 r.
24. Sowa K., Zmierzch i odrodzenie się lokalizmu w XX wieku, w: Społeczności lokalne. Teraźniejszość i przyszłość, [red.] B. Jałowiecki, K. Sowa, P. Dutkiewicz, Warszawa 1989 r.
25. Sulima R., Głosy tradycji, DiG, Warszawa 2001 r.
26. Szacki J., Tradycja. Przegląd problematyki, PWN, Warszawa 1971 r.
27. Towarzystwo Karpackie, "Głos spod Horbu" nr 2, 1996 r.
28. Wielocha A., Powroty do tradycji, Biuletyn Towarzystwa Karpackiego 1991 r.
29. Wielocha A., Para jubilatów, w: "Płaj" nr 20, 2000 r.
30. Wielocha A., Towarzystwo Karpackie- kilka słów na marginesie pięciolecia, w: "Wierchy" nr 61, 1995 r.
31. Wódz J., Poczucie przynależności lokalnej, w: Społeczności lokalne. Teraźniejszość i przyszłość, [red.] B. Jałowiecki, K. Sowa, P. Dudkiewicz, Warszawa 1989 r.
32. "Źródła dziejowe" XIX w.
33. Żygulski K., Święto i kultura, 1981 r.

beskid-niski.pl na Facebooku


 
11736

Komentarze: (2)Dodaj komentarz | Forum

Imię i nazwisko:
E-mail:
Tekst:
Suma liczb 0 i 2: (Anty-spam)
    ;

MP - 2013-10-22 19:48:40
http://www.interankiety.pl/interankieta/1517ed61563f2568f7f24a0e62cb8b1f.xml Proszę o wypełnienie ankiety przez osoby, które przyjeżdżają na Kermesz do Olchowca. Dziękuję za poświęcony czas. Wasz głos w tej dyskusji na pewno się nie zmarnuje :) Proszę o rozsyłanie ankiety wśród znajomych.
 
<bez nazwy> - 2013-08-16 22:13:16
Moim zdaniem[jestem urodzony w Czarownym Beskidzie Niskim]nie jest właściwe dzielenie ludzi na Polaków i Rusinów[Łemków].Zrobiono to,aby stworzyć sztuczne podziały i wywoływać konflikty.Trochę jestesmy sami temu win-ni,a wszyscy jednakowo kochamy naszą ziemię rodzinną i nigdy nie chcielibyśmy jej opuszczać.Mam wiele szacunku dla Badaczy Historii tej Ziemi.
 

e-mail: bartek@beskid-niski.pl
Copyright © 2003 - 2013 Wadas & Górski & Wójcik
Wsparcie graficzne: e-production.pl
Współpraca: fajnewczasy.pl, noclego.pl
Ogląda nas 15 osób
Logowanie