• Kermesz - fragment książki "Od Magury po Osławę"
  • "Opowieści galicyjskie" - fragment

"Życie Łemka"
  • Część I-sza
  • Część II-ga
  • Część III-ia
  • Część IV-ta
  • Część V-ta
  • Część VI-ta
"Kasarnia powodem dramatu"
  • Część I-sza
  • Część II-ga
  • Część III-ia
  • Część IV-ta
  • Część V-ta
  • Część VI-ta
"Ginąca natura"
  • Część I-sza
  • Część II-ga
  • Część III-ia
  • Część IV-ta
  • Część V-ta
  • Część VI-ta
"Chmury i słońce nad Łemkowyną"
  • Część I-sza
  • Część II-ga
  • Część III-ia
  • Część IV-ta

 

/ Łemkowie / Wspomnienia, opowiadania, relacje /
 

"Wojna o pomnik"
Artur Bata

Wstęp
Kilka pękatych teczek wypełnionych nieco już pożółkłymi dokumentami, listami, zdjęciami, wycinkami prasowymi. Dotyczą, w rozumieniu historii, zaledwie epizodu z burzliwych dziejów beskidzkiej wsi Zyndranowa. Lecz dla uczestników tamtych, szerzej nieznanych wydarzeń, to bolesna, wciąż niezabliźniona rana, dramatyczny fragment życiorysu, osobista tragedia, do której powraca się w myślach z uczuciem żalu i świadomością doznanej krzywdy. Choć minęło już sporo lat, a czas zaciera ślady przeszłości, to w imię prawdy, rzetelnej oceny tego, co się stało, pamięci potomnych należy opisać ów epizod - teraz już z pewnego dystansu, bez emocji, które mu wówczas towarzyszyły.
Żeby w pełni zrozumieć fakty, trzeba się cofnąć w przeszłość, przynajmniej do I wojny światowej. Wtedy to, istniejąca od wieków wieś Zyndranowa i inne łemkowskie wioski Beskidu stanęły oko w oko z okrutną historią. Przez te tereny przetaczał się front. Najpierw mieszkańcom dali się we znaki żołnierze armii austriackiej, bo choć Galicja wchodziła w skład monarchii austro-węgierskiej, to Łemkowie byli obywatelami drugiej kategorii, "niepewnym elementem" ze względu na język, wiarę i obyczaje, podejrzewanymi o pro-rosyjskie sympatie. Prześladowania Łemków zaczęły się tuż po wybuchu wojny. Nastąpiły wówczas aresztowania księży, inteligencji, ludzi cieszących się autorytetem w środowisku. W 1914 roku Austriacy utworzyli obóz koncentracyjny w Tallerlhofie, gdzie więziono i torturowano tysiące Łemków. Niemal każda wioska złożyła w tym obozie męczeńską ofiarę z najlepszych swoich synów. Żaden europejski rząd nie upomniał się o niewinnych skazańców. Ogołocone z żywności, koni, bydła i dobytku, ubogie wsie, z ulgą witały wkroczenie wojsk rosyjskich. Wszak byli to również Słowianie, stawiający tak samo znak krzyża, szanujący cerkwie i prawosławną wiarę. Ale niebawem, po bitwie gorlickiej w maju 1915 roku, front pękł. Rosjanie zepchnięci zostali poza granice Galicji, a zwycięscy Austriacy przystąpili do "robienia porządków" i karania Łemków za okazywaną Rosjanom życzliwość. Po odzyskaniu niepodległości, zagojeniu wojennych ran. nastały spokojniejsze czasy. Łemkowie odzyskali godność i pozycję społeczną, choć dla wyznawców teorii "Polska dla Polaków", pozostali elementem postrzeganym niechętnie, traktowanym jako osobliwość folklorystyczna. Tymczasem żyli w pokoju i zgodzie z sąsiadami: Polakami, Żydami, Cyganami, a wypracowaną przez wieki umiejętnością gospodarowania w trudnym, górskim terenie, zjednywali sobie szacunek i uznanie.
Kolejna wojenna zawierucha poplątała łemkowskie ścieżki. 1 znów odrębność etniczna, język i wiara określić miały ich miejsce i losy. Znaleźli się otóż w kręgu zainteresowań nacjonalistycznych organizacji ukraińskich, usiłujących wykorzystać społeczność łemkowską w realizacji własnych celów - tworzeniu "samostijnej" Ukrainy. Głosiły one tezę, że Łemkowie są odłamem narodu ukraińskiego. A zatem powinni stworzyć wspólny front z Ukraińcami, walczyć w UPA. Propaganda nacjonalistyczna nie przyniosła spodziewanych efektów. Przeciwnie. Łemkowie dystansowali się od UPA, walczyli natomiast w ugrupowaniach partyzanckich, głównie w Gwardii Ludowej. Byli też żołnierzami Armii Radzieckiej i Wojska Polskiego. Po zakończeniu wojny rozpoczął sic kolejny akt dramatu Łemków. Potraktowani jako ukraińscy nacjonaliści, w części zostali przesiedleni do ZSRR w latach 1945-1946, a następnie, w ramach akcji "Wisła" w 1947 r., nastąpiła repatriacja ludności łemkowskiej na ziemie zachodnie. Beskidzkie wsie opustoszały, zagładzie uległy liczne zabytki kultury materialnej Łemków: cerkwie, zagrody, cmentarze. Los ten dotknął także Zyndranową. w której ocalało zaledwie kilka łemkowskich chałup.
Nadszedł czas zmian politycznych w Polsce. Złagodzono stosunek do Łemków, nie uznawanych zresztą za odrębną grupę etniczną. Niektórzy wracali z wygnania, podejmowali trud odbudowy życia w rodzinnych wioskach. Jako jeden z pierwszych wrócił do Zyndranowej Teodor Gocz. I w tym miejscu zaczyna się nasza opowieść.

Ocalić od zapomnienia
Zrządzeniem opatrzności uniknęła zagłady rodzinna zagroda Teodora Gocza, pamiętająca czasy austriackiej monarchii. Stała przy drodze, w dolinie, pośród łąk, u podnóży otaczających wieś wzniesień, nad wartkim nurtem rzeki. Otwierała panoramę Zyndranowej.
Teodor Gocz powziął decyzję, że uratuje przed zagłada co tylko uratować ze spuścizny łemkowskiej można. Stary, kryty słomianą strzechą dom krył wiele pamiątek i eksponatów Wznosząc nowy, murowany, zadbał o to, by zabytkowa chyża nie uległa dewastacji. Wtedy jeszcze nic myślał o prawdziwym muzeum, ta idea zrodziła się później. Zaczął zbierać zabytkowe sprzęty, narzędzia, wyroby sztuki, dokumenty, a także eksponaty związane z II wojna światową. Tu przecież, u wrót Przełęczy Dukielskiej toczyły się w 1944 roku zaciekłe walki, w których poległo ponad 90 tysięcy żołnierzy radzieckich i czechosłowackich. Krew obficie zrosiła tę ziemię, na pobojowisku pełno było broni, sprzętu, amunicji. Poniewierały sie hełmy, karabiny, łuski pocisków, rozerwane wybuchami fragmenty dział, czołgów, żołnierskie menażki, strzępy mundurów.
Pan Teodor znosił to wszystko do swego obejścia, zbiór rozrastał się, zajmował coraz więcej miejsca. Gdy w 1968 roku Goczowie przenieśli się do nowego domu, w starej chyży i stodole znajdowała się już pokaźna kolekcja łemkowskich i wojennych pamiątek. Wieść o tworzącym sie muzeum rozeszła się szeroko, poruszyła środowiska łemkowskie, zachęciła do przekazywania eksponatów tej niezwykłej placówce, nazywanej wtedy izbą pamiątek.
Władze nie były zbytnio uszczęśliwione inicjatywą Gocza. W zinstytucjonalizowanym muzealnictwie pojawiła się nagle jakaś prywatna, nie objęta rejestrem kolekcja. Kolportowano informację, że Teodor Gocz jest ukraińskim nacjonalistą, wiec trzeba go mieć na oku. Ale też nikt mu specjalnie nic przeszkadzał, uznawano że jego pasja nie jest szkodliwa, zaś zagrodę i eksponaty zawsze będzie można przenieść do skansenu w Sanoku. A zatem, niech sobie zbiera.
Tymczasem ekspozycja systematycznie się wzbogacała. Wnętrze chałupy wypełniły sprzęty codziennego użytku, meble, stroje łemkowskie, przedmioty gospodarcze, narzędzia, garnki tak że w końcu było kompletnie wyposażone. Stajnia - koniusznia zmieniła się w dział militarny. Wyremontowany został także chlewik, studnia z gąsiorem.
To już było muzeum, powstałe dzięki ogromnemu zaangażowaniu grupki społecznych działaczy łemkowskich. Zaczynało wrastać w pejzaż Zyndranowej, zyskiwało sławę, odwiedzali je nie tylko zwyczajni turyści ale coraz częściej, przedstawiciele ówczesnych władz. Atmosfera podejrzliwości trochę się rozproszyła, niestety, nie na długo.

Wojna o pomnik
Łemkowscy kombatanci, uczestnicy wojny i walk na Dukielszczyźnie. Rada Muzeum i mieszkańcy Zyndranowej postanowili upamiętnić poległych na przedpolach Przełęczy Dukielskiej żołnierzy radzieckich i czechosłowackich. Pragnęli, żeby pamięć o ofierze krwi przetrwała dłużej niż świadomość jednego pokolenia. Żeby zbudować pomnik, trzeba mieć jego wizję, widzieć go oczami wyobraźni. Koncepcja rodziła się powoli ale od początku wiadomym było, że do postawienia obelisku wykorzystane zostaną eksponaty zebrane z pola bitwy. Takie rozwiązanie nasuwało się samo. Pomysł przybrał kształt odręcznego rysunku i można było zaczynać.
Zamiar wydawał się słuszny pod każdym względem, a na dodatek odpowiadał realiom politycznym. Pomniki ku czci Armii Radzieckiej gęsto zdobiły panoramę Polski, wciąż powstawały nowe, więc zyndranowski byłby tylko jednym z wielu upamiętnień. Szkopuł polegał na tym, że pomysłodawcą okazała się grupa prywatnych osób. Miłość do Kraju Rad była wszak zmonopolizowana i inicjatywa zyndranowska potraktowana została podejrzliwie, nieufnie. Może to wcale nie chodzi o Armię Radziecką, lecz UPA? Skąd nagle pojawili się "jacyś" Łemkowie, skoro nie ma ich w wykazie narodowości? A najgorsze, że budowniczowie, przeświadczeni o słuszności idei, nie przedstawili stosownym władzom projektu, nie uzyskali oficjalnego zezwolenia i lekkomyślnie pominęli machinę administracyjną. Sami sobie szykowali kłopoty, nie mieli jednak pojęcia, że będą aż tak wielkie, nieproporcjonalne do rangi sprawy.
Pomnik rósł powoli, bo brakowało materiałów budowlanych i pieniędzy. Sporo czasu zajmowały też dyskusje nad ostatecznym kształtem obiektu. Dopóki trwały prace, nikt w ich prowadzeniu nie przeszkadzał, choć przecież każdy kto wjeżdżał do wsi musiał widzieć wyrastającą na łące, przy drodze budowlę. Stopniowo przybierała pożądaną formę. Tym samym zbliżał się nieuchronnie moment skromnego, jak planowano, odsłonięcia pomnika wznoszonego powoli przez lata.
Był rok 1976. Budowa pomnika dobiegła końca, zastanawiano się nad terminem jego odsłonięcia zakładając, że uroczystość powinna się odbyć jesienią, w okolicach rocznicy bitwy dukielskiej i wyzwolenia Zyndranowej czyli 6 października. Szykowano zaproszenia. Dla nadania "mocy urzędowej" imprezie, włączono do niej miejscowe koło TPPR.
Na zachowanym projekcie zaproszenia, którego treść przytaczamy, widnieje odręczny dopisek "Nie wysłano". W trakcie bowiem przygotowań, w spokój i ciszę beskidzkiej wsi wtargnęła polityka.

Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Radzieckiej
Zarząd Koła w Zyndranowej
i Społeczna Rada Łemkowskiego Muzeum w Zyndarnowej
38-454 Tylawa woj. Krosno n/W

My, Łemkowie, Rada Łemkowskiego Muzeum Regionalnego i Koło Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej w Zyndranowej, woj. Krosno uprzejmie zapraszamy Was na uroczyste odsłonięcie pomnika pamięci i sławy żołnierzom Armii Czerwonej i l Czechosłowackiego Armijnego Korpusu, poległym w ciężkich bojach w Karpacko-Dukielskiej Operacji w jesieni 1944 r.
Odsłonięcie pomnika nastąpi w dniu 6 X 1976 r. o godz. 10.00, przy muzeum w Zyndranowej z okazji 32 rocznicy wyzwolenia Dukielszczyzny i naszej wsi.

Wysłana została natomiast informacja do dyrekcji Muzeum Wojennego w Svidniku, z którym placówka zyndranowska od początku utrzymywała bliskie kontakty.

    "Pragniemy uprzejmie zawiadomić, ze w PRL na Dukielszczyźnie, we wsi Zyndranowej odznaczonej z okazji 25-rocznicy wyzwolenia przez Rząd i byłego Prezydenta CSSR Generała Ludwika Svobodę orderem czechosłowackim "Czerwona Gwiazda" za pomoc ludności wsi wojskom frontowym wyzwalającym nasze ziemie spod faszystowsko-hitlerowskiej okupacji, Społeczna Rada izby Pamiątek Kultury Łemkowskiej i Pamięci Wojennej wspólnie z kołem Towarzystwa Przyjaźni Polsko - Radzieckiej jako organizacja społecznej na terenie naszej muzealnej placówki, społecznym wysiłkiem pobudowali "Pomnik Wdzięczności poległym żołnierzom radzieckim i czechosłowackim" - naszym wyzwolicielom spod faszystowsko-hitlerowskiej okupacji jesienią 1944 r - z okazji 30-rocznicy walk na Przełęczy Dukielskiej w Karpacko-Dukielskiej operacji, 30-rocznicy zakończenia wojny i zwycięstwa nad hitlerowskim faszyzmem.
"Pomnik Wdzięczności" w Zyndranowej prosimy zarejestrować w wykazie miejsc upamiętnienia walk wyzwoleńczych o te ziemie w 1944 r. i wyzwolenia ich przez wojska Armii Czerwonej i Armijny Korpus Czechosłowacki w dniu 6 X 1944 r.
W 32-rocznicę wyzwolenia Dukielszczyzny i naszej wsi dnia 6 X 1976 r. pod "Pomnikiem Wdzięczności" będą złożone pierwsze wieńce i kwiaty".

Zaproszenie na odsłonięcie pomnika otrzymało Muzeum Braterstwa Broni w Dukli, niejako "z urzędu" zainteresowane problematyką bitwy dukielskiej i wojennych pamiątek.

    "Społeczna Rada Izby Pamiątek Kultury Łemkowskiej i Pamięci Wojennej w Zyndranowej uprzejmie zawiadamia, że we wsi Zyndranowa na terenie naszej muzealnej placówki społecznym wysiłkiem ukończono budowę "Pomnika Wdzięczności" poległym żołnierzom radzieckim i czechosłowackim w walkach o wyzwolenie Dukielszczyzny i naszej wsi spod hitlerowsko-faszystowskiej okupacji jesienią 1944 r.
Pragnąc upamiętnić walki wyzwoleńcze wojsk Armii Czerwonej i Armijnego Korpusu Czechosłowackiego w naszej wsi, pomnik rozpoczęto budować latem 1974 r. z okazji 30-tej rocznicy wyzwolenia Przełęczy Dukielskiej, 30-rocznicy zakończenia wojny i zwycięstwa nad hitlerowskim faszyzmem.
W dniu rocznicy wyzwolenia Dukielszczyzny i wsi Zyndranowa - 6 X 1944 r., miejscowe organizacje społeczne i uczniowie tutejszej szkoły złożą pierwsze wieńce i kwiaty pod Pomnikiem Wdzięczności.
Bylibyśmy radzi, gdyby przedstawiciele Muzeum "Braterstwa Broni" w Dukli mogli wziąć udział w złożeniu wieńców pod pomnikiem z okazji 32-rocznicy wyzwolenia - 6 X 1976 r. o godzinie 10.00.

Tak więc, ostatecznie, ustalona została data i godzina uroczystości ale nigdy się ona nie odbyła. Otóż, dość nieoczekiwanie, ociężała zwykle władza obudziła się z letargu i zadziałała szybko i sprawnie. Już 4 października 1976 roku Naczelnik Miasta i Gminy wydał decyzję, opartą zresztą na fałszywych przesłankach. Pretekstem był brak zezwolenia na budowę. Później okazało się, że nie było ono potrzebne.

    Na podstawie art. 37 ust l pkt l ustawy z dnia 24 października 1974 r. - prawo budowlane (Dz. U. nr 38 poz. 229) i § 44 ust 1 pkt. 3 Rozporządzenia Ministra Gospodarki Terenowej i Ochrony Środowiska z dnia 20 luty 1975 r. w sprawie nadzoru urbanistyczno-budowlanego (Dz. U. nr 8 poz. 48) oraz art. 100 §1 KPA - nakazuje Obywatelowi GOCZ TEODOR zamieszkałemu w Zyndranowej nr 1, natychmiastową rozbiórkę obiektu budowlanego na własnej działce oznaczonej nr ew. 114 położonej w Zyndranowej.

Uzasadnienie
Powołując się na art. 28 ust. 1 pkt. 3 prawa budowlanego (Dz. U. 38 poz. 229) roboty budowlane z wyjątkiem rozbiórek można rozpocząć jedynie po uzyskaniu pozwolenia na budowę.
Pozwolenia na budowę są wymagane przy wznoszeniu lub wykonywaniu w miejscach publicznych pomników lub posągów.
Z uwagi na to, że Obywatel przed rozpoczęciem budowy nie spełnił wymaganych warunków przewidzianych przepisami prawnymi prawa budowlanego, w związku z powyższym postanowiono jak w sentencji.
Decyzji niniejszej nadaje się rygor natychmiastowej wykonalności zgodnie z art. 100 § 1 k.p.a.
Od decyzji niniejszej przysługuje stronom odwołanie do Wojewody Krośnieńskiego, za pośrednictwem naczelnika Miasta i Gminy Dukla w terminie czternastu dni od dnia jej doręczenia.
Wniesienie odwołania nie wstrzymuje wykonania niniejszej decyzji".

Przez 4 dni Teodor Gocz, gdyby chciał, mógł osobiście rozebrać pomnik lecz 8 października Urząd Miasta i Gminy w Dukli ponawiając nakaz, wskazał na jego wykonawcę jednostkę wojskową (Bieszczadzką Brygadę WOP w Przemyślu). Oznaczało to zupełną zmianę sytuacji.

    "Na podstawie art 106 1 i 2 KPA - postanawiam, że obowiązek dokonania rozbiórki nielegalnie wybudowanego obiektu budowlanego (pomnik) na działce ewidencji 114 położonej w Zyndranowie nr 1, a stanowiące/ własność Ob. Gocz Teodor - objęty decyzją Naczelnika Miasta i Gminy - Dukla z dnia 4 X 1976 r. znak: 421/91/76 wraz z rygorem natychmiastowej wykonalności jest wykonalny.
Z uwagi na szczególny charakter przedstawionej sprawy - postanawiam - że zgodnie z art. 124 i 147 ustawy z dnia 17 VI 1966 r. o postępowaniu egzekucyjnym w administracji (Dz. Urzędowy Nr 24 poz. 151 z dnia 25 VIII 1966 r.) - wykonanie zastępcze rozbiórki wyżej wymienionego obiektu dokona specjalna jednostka wojskowa Bieszczadzkiej Brygady Wojsk Ochrony Pogranicza w Przemyślu.


Uzasadnienie
W związku ze stwierdzeniem, iż przedmiotowy obiekt został wybudowany z elementów kamiennych i niewypałów (pocisków i granatów), które stanowią zagrożenie dla życia i bezpieczeństwa - należało orzec jak w sentencji.
Od niniejszego postanowienia służy zażalenie do Wojewody Krośnieńskiego za pośrednictwem naczelnika Miasta i Gminy - Dukla w terminie 7 dni od daty doręczenia.
Wniesienie zażalenia nie wstrzymuje wykonania niniejszego postanowienia".


W dokumencie Urzędu, oprócz zarzutu nielegalność budowy, pojawia się nowy, jakże demagogiczny argument. Otóż, rzekomo, w pomniku znajdują się niewypały zagrażające bezpieczeństwu mieszkańców. Wychodzi na to, że twórcy obelisku z całą perfidią, narażając własne życie, umieścili pośród kamieni i betonu uzbrojone pociski artyleryjskie, może też miny i granaty. Po co? Tego nikt nie wytłumaczył ale oskarżenie nabrało rangi oficjalnej i stało się podstawą do dalszych działań. Praktycznie więc Goczowi nie wolno się było nawet zbliżyć do pomnika, stał się on obiektem "wojskowym" na jego polu.
Odwołanie od decyzji naczelnika, skierowane do istniejącego od roku Urzędu Wojewódzkiego w Krośnie, w tej sytuacji skazane było na niepowodzenie.
20 października 1976 r. Urząd Wojewódzki w Krośnie Wydział Gospodarki Terenowej i Ochrony Środowiska podtrzymał decyzję naczelnika.

   "Na podstawie art. 53 ust. 1 pkt I Ustawy z dnia 24 października 1974 r. - Prawo budowlane (Dz. U. Nr 38 poz. 229) i§ - ust - pkt. - Rozporządzenia Ministra Gospodarki Terenowej i Ochrony Środowiska z dnia 20 luty 1975 r. w sprawie nadzoru urbanistyczno budowlanego (Dz. U. Nr 8 poz. 48) oraz art. 120 § 1 pkt I KPA - po rozpatrzeniu odwołania Obywatela Teodora Gocza zam. Zyndranowa 1 od decyzji Naczelnika Miasta i Gminy Dukla Nr 421/91/76 z dnia 4. 10. 1976 r. w sprawie rozbiórki pomnika w Zyndranowej l - utrzymuję zaskarżoną decyzję w mocy.

Uzasadnienie
Wymieniony pomnik został wybudowany bez wymaganej dokumentacji prawnej - brak pozwolenia na budowę. Nadto dokonane oględziny przez przedstawicieli bieszczadzkiej brygady WOP wykazały, ze wbudowane w pomnik pociski moździerzowe i artyleryjskie nie są rozbrojone, wobec czego istnieje niebezpieczeństwo ewentualnych wybuchów. Wykonany pomnik mający symbolizować przyjaźń polsko-radziecką pod względem plastycznym i architektonicznym nie spełnia kryteriów artystycznych.
Biorąc powyższe, brak podstaw do zmiany lub uchylenia decyzji Naczelnika Miasta i Gminy w Dukli. - Decyzja niniejsza jest ostateczna."


Równolegle z postępowaniem administracyjnym, do boju ruszyła energicznie Prokuratura Rejonowa w Krośnie. Kilka dokumentów z akt w tej sprawie zasługuje na przytoczenie, zaś cała zgromadzona dokumentacja to zlepek bzdur, świadectwo kompletnej ignorancji i "naciągania" prawa.

Wyciąg z akt znajdujących się w Prokuraturze Rejonowej w Krośnie w sprawie pomnika w Zyndranowej.
Sygn. Akt Ds. 537/76
Notatka służbowa
z dnia 2 X 1976 r. Naczelnika Urzędu Miasta i Gminy w Dukli magistra Szubrychta
Komisja w składzie:
1. Wiesław Kopczyk - Komendant Posterunku Milicji Obywatelskiej w Dukli
2. Mieczysław Ćwik - I sekretarz Komitetu Miejsko-Gminnego PZPR w Dukli
3. Wacław Pietrzak - przewodniczący Zarządu Miejsko-Gminnego ZBoWiD w Dukli
   stwierdza, że Ob. Teodor Gocz zamieszkały w Zyndranowej Nr 1 wybudował pomnik z kamienia i niewypałów, pocisków artyleryjskich, moździerzowych, granatów wraz z zapalnikami i spłonkami. T. Gocz oświadczył, ze świadomie bez zezwolenia i dokumentacji wybudował ten pomnik, bo na jego parceli wolno mu budować co zechce. Wbudowane niewypały sam rozbroił z materiału wybuchowego, a zapalniki i spłonki nie wybuchną bo są stare i zamoknięte.
Na tej samej parceli Ob. T. Gocz zgromadził w drugim oddzielnym miejscu kilkanaście innych niewypałów artyleryjskich i moździerzowych, moździerz z podstawą i urządzeniami celowniczymi oraz lufę prawdopodobnie armaty czołgowej.

Sygn. Akt Ds 537/76
Protokół oceny wartości artystycznej i architektonicznej pomnika w Zyndranowej - z dnia 5 X 1976 r
Komisja Artystyczna - Wydziału Kultury i Sztuki Urzędu Wojewódzkiego - z dnia 5 X 1976 r.
1. Magister Jerzy Maraj - prezes Związku Polskich Artystystów-Plastyków, Oddział Wojewódzki w Krośnie
2. Magister inżynier - Janina Kiper - przedstawiciel wojewódzkiej Dyrekcji Rozbudowy Miast i Osiedli Wiejskich w Krośnie
3. Magister inżynier - architekt Adam Łyszczek Plastyk Wojewódzki w Krośnie
   stwierdziła, że wykonany pomnik mający symbolizować przyjaźń polsko-radziecką pod względem plastycznym i architektonicznym nie spełnia wymogów zaniżonych kryteriów artystycznych. Kompozycja pomnika oraz użyte materiały stanowią zlepek przypadkowych elementów i pod względem formalnym nie stanowią wypowiedzi plastycznej.
Pomnik nie stanowi powiązania z otoczeniem i przeszkadza w odbiorze krajobrazu.
Usytuowany na tej samej posesji obiekt wykonany z kamienia oraz elementów militarnych również nie przedstawia żadnej wartości pod względem artystycznym.
Komisja wnioskuje o rozbiorze wyżej wymienionych obiektów.

Sygn. Akt Ds 537/76
Protokół z 13 X 1976 r. z narady odbytej w Urzędzie Miasta i Gminy w Dukli na okoliczność sposobu rozbiórki pomnika w Zyndranowej.
W naradzie wzięli udział:
1. Naczelnik Urzędu Miasta i Gminy w Dukli - Zbigniew Szubrycht
2. Przedstawiciel Gospodarki Terenowej i Ochrony Środowiska Urzędu Wojewódzkiego w Krośnie - Maria Piela.
3. Inspektor do spraw budownictwa Urzędu Miasta i Gminy w Dukli Alicja Rzeźnikiewicz
4. Specjalista do spraw architektury i urbanistyki WDR Krosno - Marian Gotfryd
5. Przedstawiciele Bieszczadzkiej Brygady Wojsk Ochrony Pogranicza major Edmund Patelski i chorąży Klemens Tomiak - Przemyśl
6. Przedstawiciel Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Krośnie - porucznik Józef Klara.
7. Komendant Posterunku Milicji Obywatelskiej w Dukli W. Kopczyk
8. Przedstawiciel Kombinatu Budownictwa Komunalnego w Krośnie Sławomir Zwierzyński
Komisja ustala, że pomnik wybudowano bez uprzedniego zabezpieczenia dokumentacji prawnej (zatwierdzony projekt prawny oraz pozwolenie na budowę).
Z uwagi na wbudowane w trzon pomnika niewypały, a mianowicie w ilości 100 sztuk jak pociski moździerzowe, artyleryjskie i granaty F-l, które zagrażają bezpośrednio życiu ludzkiemu i mieniu, rozbiórka obiektu może być dokonana tylko i wyłącznie przez jednostkę specjalistyczną (saperów) Bieszczadzkiej Brygady Wojsk Ochrony Pogranicza z Przemyśla.
Zabezpieczenie obiektu przed wysadzeniem powinno być dokonane po uprzednim wykonaniu parkanu ochronnego, na który niezbędny jest niżej wymieniony materiał:
Deski 32 m3, kantówki 15x15 + 1,7 m3, gwoździe = 20 kg.
Powyższy materiał zostanie zabezpieczony przez Urząd Miasta i Gminy w Dukli.
Natomiast termin wykonania rozbiórki obiektu przez Bieszczadzką Brygadą WOP z Przemyśla ustala się na dzień 18 X - 25 X 1976 r.

Sygn akt Ds 537/76
Zgłoszenie Nr 170
Protokół 166 - spisany 29 X1 976 r. przez Jednostkę Wojskową 2265 z Dębicy
Komisja w składzie:
Dowódca grupy wojskowej chorąży Kopeć Stanisław Przedstawiciel Urzędu Miasta i Gminy i Posterunku Milicji Obywatelskiej w Dukli - sierżant Marian Paczkowski.
"W miejscu wskazanym przeprowadzono wizję lokalną, stwierdzono na placu Teodora Gocza kilkanaście niewybuchów bez MW (MW - materiału wybuchowego) oraz pomnik pamięci, w którym są wmurowane niewybuchy moździerzowe oraz artyleryjskie.
Jak twierdzi Obywatel Teodor Gocz są bez MW, co uniemożliwia sprawdzenie ponieważ wyżej wymienione pociski są ocementowane"
(Po wizji lokalnej grupy wojskowej zabrano 1 sztukę małego pocisku artyleryjskiego bez materiału wybuchowego - puste żelazo i wpisano do protokołu, że zabrano 1 szt pocisku artyleryjskiego).

Protokół przesłuchania z 12 XI 1976 r.
Śledztwo w sprawie pomnika prowadził funkcjonariusz Milicji Obywatelskiej z Posterunku MO w Dukli plutonowy Tadeusz Jakieła.
Akta sprawy w Prokuraturze Rejonowej w Krośnie - Sygn. akt Ds 537/76
Protokół z przesłuchania świadka - Alicja Rzeźnikiewicz - inspektor do spraw budownictwa Urzędu Miasta i Gminy w Dukli.
Świadek Alicja Rzeźnikiewicz zeznaje, że Teodor Gocz zaprosił władze gminne w Dukli do wzięcia udziału w złożeniu wieńców pod pomnikiem w dniu wyzwolenia wsi Zyndranowa 6 X 1976 r.
"W tej sprawie chcę zeznać, że w miesiącu sierpniu byłam na kontroli budynków w Zyndranowej, będąc na kontroli nie widziałam aby w rejonie zabudowań obywatela Teodora Gocza budowany był pomnik.
Na miejscu stojącego obok pomnika złożona była pryzma kamieni, na niej kilka hełmów z czasów wojny.
Obywatel Teodor Gocz nie zgłaszał się u mnie o uzyskanie zezwolenia na budowę".

Teodor Gocz był już tylko biernym świadkiem wydarzeń, jako że sprawa pomnika żyła własnym życiem, angażowała urzędników, wymiar sprawiedliwości, wojsko i urastała do rangi najważniejszego problemu w młodym, ambitnym województwie krośnieńskim. Być może, gdyby coś takiego zdarzyło się np. województwie rzeszowskim, znalazłby się ktoś rozsądny i powstrzymał bezsensowną wojnę. Tu jednak każdy, kto miał odrobinę władzy, pragnął pokazać, że jest jej godzien.
Jak w rzeczywistości wyglądał ów pomnik? Na betonowej podmurówce wkomponowano rzeczne kamienie przetykane m.in. łuskami pocisków, fragmentem gąsienicy czołgowej. Nad tym wznosił się parametrowy obelisk zwieńczony pięcioramienną gwiazdą. Tekst na trzech tablicach (wykonanych przez Muzeum Wojenne w Svidniku), po polsku, słowacku i rosyjsku głosił: "Wieczna pamięć poległym bohaterom 6 X 1944-45 łemkowie 1975". W trakcie budowy, właśnie w 1975 roku, pod przyszłym pomnikiem złożono szczątki czterech żołnierzy radzieckich, zabrane z pola walki.
Budowla nie odznaczała się artyzmem, to prawda, lecz jej symbolika, wbrew opinii różnych komisji miała tak oczywisty, jednoznaczny charakter, że i największy matoł by ją zrozumiał. Wojna o pomnik, niezależnie od intencji władz, stawała się "śmierdzącym jajkiem", ponieważ uderzała w ideę upamiętnień czynów Armii Radzieckiej. Awantura nad grobami poległych wołała o pomstę do nieba, była widowiskiem gorszącym, nie przynoszącym chwały decydentom. Powodowała, że nawet niechętni budowie stawali się jej orędownikami.
Niestety, rozum spał, decydowały emocje i arogancja władzy. Toteż dalsze wypadki toczyły się szybko. Atak nastąpił 1 grudnia 1976 roku. Był zimowy, ponury dzień, wiał silny, przejmujący wiatr. Saperzy zakładali materiał wybuchowy pod pomnikiem i po jego bokach. Dowódca akcji, podpułkownik, niewysoki, jeszcze dość młody, podszedł do stojącego przy muzealnej zagrodzie Gocza i zapytał:
- Niech mi pan powie, czy rzeczywiście są w tym pomniku niewypały?
- A czy przeżył pan wojnę - odpowiedział pytaniem Gocz
- Nie
- Ja przeżyłem front, ciężkie walki w 1944 roku i nigdy by mi do głowy nie przyszło, żeby upamiętniać poległych niewypałami. W dodatku na własnej posesji, w sąsiedztwie muzeum. Mam rodzinę, dzieci, nie narażałbym ich na niebezpieczeństwo. Pan, jako saper powinien sprawdzić czy mówię prawdę. A jeśli pan nie chce, sam pójdę z młotkiem, poodbijam żelazne fragmenty pomnika i złożę je obok, bez strachu że wybuchną. Wiem, że twierdzenie o istnieniu niewypałów jest jedynie pretekstem do zniszczenia pomnika. Czy pomyślał pan, jaką na siebie bierze odpowiedzialność? To powtórny wyrok śmierci na tych żołnierzy, którzy padli w bojach o Przełącz Dukielską. I na tych czterech, którzy leżą pod pomnikiem.
Pułkownik pobladł.
- To co ja mam zrobić? - spytał łamiącym się głosem.
- Wykonać rozkaz - odparł Gocz - wszak po to pan przyjechał.
Potem mieszkańcom nakazano opuścić domy i udać się do odległego o kilkaset metrów budynku szkoły, gdzie mieli pozostać na czas wybuchu.
Potężna eksplozja zmieniła pomnik w kupę gruzów. Rozrzucone kamienie, fragmenty blachy uszkodziły znajdujące się w pobliżu domy, a także linię energetyczną. Mieszkańcy Zyndranowej przeżyli szok. Wnętrze nowego domu Goczów wyglądało jak po nalocie, wybite szyby, popękane ściany, sypiący się tynk, szkło.
Władysław Dubis, sąsiad Teodora Gocza, podczas tamtych, dramatycznych wydarzeń miał 21 lat. Tak oto wspomina ów, grudniowy dzień:

"W dniu tej dla mnie, młodzieńca, dziwnej i smutnej akcji była już zima ale bez śniegu. Był mocny wiatr halmak.
Budowę pomnika pamiętam od początku, kiedy wiosną 1974 r wykonywali fundament. Przy tej pracy był były więzień obozu Dachau Teodor Petryk, był sąsiad Jakieła Antoni i mój ojciec Czesław Dubis. Mówiono wtedy, że pomnik zbudują na 30 rocznicę wyzwoleniu wsi 6 X 1944 r. i będzie jego otwarcie. A jak nie będą w stanie ten plan wykonać przez lato - to na 30 rocznicę zakończenia wojny 9 maja 1945 r.
Budowę pomnika wszyscy widzieli, bo tutaj strefa przygraniczna i Wopiści z placówki WOP w Barwinku prawie co dzień byli we wsi. We wsi był też żonaty w Zyndranowej milicjant Tadeusz Jakieła i co dzień przyjeżdżał do rodziny i nikt nie uwierzy, że nie widział, że przy muzeum coś się buduje. Nikt się nie interesował i nikt o nic nie pytał.
Budowa trwała dosyć długo z przerwami. Widziałem, że pomagają w budowie w 1975 r. i zagraniczni goście i z ZSRR i z Czechosłowacji.
Słyszałem, że otwarcie pomnika Rada Muzealna planuje na rocznicę wyzwolenia wsi 6 X 1976 r. Ten plan ktoś z władz zatrzymał, bo przed 6 X i po tej dacie przyjeżdżały do muzeum różne komisje i wojskowe i cywilne. Potem przyjechały władze z gminy w Dukli i milicja i pomnik ogrodzili deseczkami z napisami "Uwaga niewypały". Nikt nie wierzył, że ten pomnik dła poległych wojsk w walkach z niemieckimi, okupacyjnymi wojskami może ktoś zburzyć, bo przecież historia karpacko-dukielskiej operacji informuje, że na Dukielszczyżnie zginęło 94 tys. żołnierzy sowieckich i 6,5 tys. Korpusu Czechosłowackiego. Ale stało się inaczej. Władze podjęły decyzję żeby zniszczyć pomnik.
1.12.1976 r. rano ok. godz. 9.00 przyjechały 2 samochody wojsk saperskich, podobno z Dębicy, dosyć dużo milicji, służba graniczna z Barwinka i straż pożarna z Dukli. Kto jeszcze więcej nie wiem. 4 żołnierzy przydzielono do pomnika, kopali dołki pod nim, potem nosili skrzynki, z jakich kładli do dołków środki wybuchowe. Ja wyszedłem na strych rodzinnego domu ok. 40 m. od pomnika i obserwowałem, co się dzieje. Nikt mnie tam nie widział. Inni żołnierze wynosili z muzeum różne żelazo. Zabrali też stary frontowy moździerz i hełmy. Sąsiad Gocz z dowódcami tej grupy poszedł na teren budynków muzealnych. Żołnierze na żelazie i kamieniach pomnika przyczepiali jakieś plastikowe płaskie opakowania. Milicja i wojsko zarządzili wysiedlenia ludzi z domów sąsiednich aż do szkoły - ok. 600 m. od muzeum. Ja cały czas siedziałem na strychu. Kiedy żołnierze ciągnęli kable od pomnika do Antoniego Jakieły ok. 25 m i sami tam przechodzili, wtedy i ja zszedłem ze strychu, bo bałem się wybuchu. Udałem się też do szkoły. Wybuch był straszny. Kiedy z rodziną wróciliśmy do domu, krowy w stajni żałośnie ryczały i koń drżał ze strachu. Na dachu naszego domu podziurawiona blacha kamieniami i żelazem. Rodzina Gocza w płaczu, bo w ich domu okna i drzwi powybijane i dach mocno podziurawiony. To wszystko do dzisiaj stoi mi w oczach i nie mogę tej akcji zrozumień i zapomnieć, bo to było straszne przeżycie i dła mnie, mojej rodziny i sąsiadów - zwłaszcza Goczów. Po wybuchu na miejscu zniszczonego pomnika dowódca placówki WOP w Barwinku Banaś wyjął z kieszeni kawałki trotylu i pokazywał, że to było w pomniku. Ja jako młodzieniec nie służący w wojsku, byłem mocno zdziwiony, że po takim wybuchu mógł zostać trotyl po wyminowaniu, jak nie było na tym miejscu ani kawałków betonu. A po pomniku blisko 2 m głęboka jama. Pokazywanie trotylu, to /' milicja i pomnik ogrodzili deseczkami z napisami... Uwaga niewypały". Nikt nie wierzył, że ten pomnik dła poległych wojsk w walkach z niemieckimi, okupacyjnymi wojskami może ktoś zburzyć, bo przecież historia karpacko-dukielskiej operacji informuje, że na Dukielszczyżnie zginęło 94 tys. żołnierzy sowieckich i 6,5 tys. Korpusu Czechosłowackiego. Ale stało się inaczej. Władze podjęły decyzję żeby zniszczyć pomnik.
1. 12, 1976 r. rano ok. godz. 9.00 przyjechały 2 samochody wojsk saperskich, podobno z Dębicy, dosyć dużo milicji, służba graniczna z Barwinka i straż pożarna z Dukli. Kto jeszcze więcej nie wiem. 4 żołnierzy przydzielono do pomnika, kopali dołki pod nim. potem nosili skrzynki, z jakich kładli do dołków środki wybuchowe. Ja wyszedłem na strych rodzinnego domu ok. 40 m. od pomnika i obserwowałem, co się dzieje. Nikt mnie tam nie widział. Inni żołnierze wynosili z muzeum różne żelazo. Zabrali też stary frontowy moździerz i hełmy. Sąsiad Goc z z dowódcami tej grupy poszedł na teren budynków muzealnych. Żołnierze na żelazie i kamieniach pomnika przyczepiali jakieś plastikowe płaskie opakowania. Milicja i wojsko zarządzili wysiedlenia ludzi z domów sąsiednich aż do szkoły- ok. 600 m. od muzeum. Ja cały czas siedziałem na strychu. Kiedy żołnierze ciągnęli kable od pomnika do Antoniego Jakieły ok. 25 m i sami tam przechodzili, wtedy i ja zszedłem ze strychu, bo bałem się wybuchu. Udałem się też do szkoły. Wybuch był straszny. Kiedy z rodziną wróciliśmy do domu, krowy w stajni żałośnie ryczały i koń drżał ze strachu. Na dachu naszego domu podziurawiona blacha kamieniami i żelazem. Rodzina Gocza w płaczu., bo w ich domu okna i drzwi powybijane i dach mocno podziurawiony. To wszystko do dzisiaj stoi mi w oczach i nie mogę tej akcji zrozumień i zapomnieć, bo to było straszne przeżycie i dla mnie, mojej rodziny i sąsiadów- - zwłaszcza Goczów. Po wybuchu na miejscu zniszczonego pomnika dowódca placówki WOP w Barwinku Banaś wyjął z kieszeni kawałki trotylu i pokazywał, że to było w pomniku. Ja jako młodzieniec nie służący w wojsku, byłem mocno zdziwiony, że po takim wybuchu mógł zostać trotyl po wyminowaniu, jak nie było na tym miejscu ani kawałków betonu. A po pomniku blisko 2 m głęboka jama. Pokazywanie trotylu, to do dzisiaj dla mnie było i jest absurdem. To był wymysł dla usprawiedliwienia tego haniebnego nakazu".


Tadeusz Magdziak był wówczas komendantem OSP w Dukli. Tak oto wspomina ów dzień:

"Od władz gminy w Dukli otrzymałem zawiadomienie, że 1.12.1976 r. do południa będzie wyjazd dukielskiej jednostki OSP do Zyndranowej. Polecono przygotować jednostkę do ewentualnego gaszenia pożaru i działań ochronnych podczas burzenia pomnika w zagrodzie muzealnej w Zyndranowej przez Saperską Jednostkę Wojskową z Dębicy. Zgodnie z poleceniem samochód pożarniczy wyjechał z Dukli w oznaczonym czasie i nakazano zatrzymać się w Tylawie, 3 km od muzeum w Zyndranowej. Samochody wojsk saperskich z Dębicy i funkcjonariuszy milicji z Dukli pojechały wcześniej na miejsce wyznaczonego działania. Nam kazano czekać w Tylawie w pogotowiu. na ewentualne wezwanie do pożaru lub innych działań.
Przed południem (godziny nie pamiętam) słychać było potężny wybuch od strony Zyndranowej. Do pożaru i innych prac nas nie wzywano. Do Zyndranowej pojechałem po południu. Zastałem wstrząsający widok. Zniszczenia po wybuchu, rodzina Gocza w rozpaczy. Interweniowałem u naczelnika gminy i sekretarza, żeby pomogli Goczom w usunięciu szkód, zwłaszcza wstawieniu szyb, naprawie okien i drzwi. Nie przyniosło to jednak efektu."


Teodor Gocz do końca nie wierzył, że dojdzie do tak brutalnego aktu. Jeszcze 15 listopada 1976 roku napisał list do KC PZPR i liczył, że ta interwencja odniesie skutek.

   "W 30 rocznicę bojów na Przełęczy Dukielskiej i zwycięstwa nad faszyzmem, z inicjatywy Łemków, Rady Muzealnej i wiejskiego koła TPPR w Zyndranowej zbudowano (społecznym wysiłkiem) pomnik, by uczcić pamięć i oddać hołd poległym na Dukielszczyżnie żołnierzom Armii Czerwonej i Korpusu Czechosłowackiego.
Pomnik ten zbudowano przy moim domu. na mojej parceli. Jego budowę rozpoczęto w maju 1974 r. kiedy przepisy prawa budowlanego nie wymagały zezwolenia (w związku z małą powierzchnią zabudowy).
Ogólny kształt pomnika i jego detale powstawały twórczo w trakcie budowy, ponieważ nie było projektu i dlatego tak długo, my wieśniacy budowaliśmy ten pomnik, żeby był ładny. (Załączam fotografię). Ja osobiście czuwałem nad jego budową, korzystając z miejscowych materiałów - kamienia i żelaza z pól bitewnych Dukielszczyzny.
Pomnik ten nie spodobał się jednak miejscowym przedstawicielom władzy. Urząd Gminy w Dukli dał mi nakaz (dwukrotnie) rozbiórki pomnika bezpodstawnie uzasadniając, że zbudowano pomnik z "niewypałów" bez zezwolenia.
Zezwolenie, jak już wyżej wspomniałem, nie było potrzebne, a co do "niewypałów", to oświadczam, że użyte żelazo (gąsienica czołgowa, hełmy oraz pociski rozbrojone przez wojsko) nie stanowią najmniejszego zagrożenia. Potwierdziła to przed kilku dniami specjalnie przysłana grupa saperów Wojska Polskiego z Dębicy.
O pozostawienie pomnika w spokoju (jeśli się to już tak uważa, jako moją własność) prosiłem w swym odwołaniu wojewodę, który nie uchylił decyzji Urzędu Gminy w Dukli.
Uprzejmie więc proszę najwyższe władze partyjne Ojczyzny o pomoc, by nie zniszczono pomnika."


List pozostał bez odpowiedzi.
Wszczęte przez Prokuraturę Rejonową w Krośnie postępowanie karne przeciwko Teodorowi Goczowi dotyczyło faktu rzekomego zagarnięcia dwóch betonowych poręczy, użytych do budowy pomnika. 31 grudnia 1976 roku zapadło postanowienie:

   "Maciej Marcinkowski - Prokurator Rejonowy Prokuratury Rejonowej w Krośnie w sprawie przeciwko Teodorowi Goczowi podejrzanemu o to, że: 1) w roku 1976 w Zyndranowej woj. Krośnieńskiego zbudował obiekt budowlany, bez dopełnienia wymagań określonych ustawą w konsekwencji podlegający przymusowej rozbiórce tj. o przestępstwie z artykułu 61, ustawy z dnia 24 X 1974 r. o Prawie Budowlanym.
2/ w czasie, miejscu, okolicznościach jak w punkcie 1 opisane zebrał w celu przywłaszczenia poręcze betonowe wartości 720zł. na szkodę Rejonu Dróg Publicznych - Obwód Drogowy w Dukli tj. o przest. 2 ort 199§1 kk - po przyjęciu w dniu 14 grudnia 1976 r. od sołtysa wsi Zyndranowa poręczenia, o którym mowa w ort. 28 § I kk (na zasadzie art. 27 § 1, 28 L 2pkt 3 i § 3) 29 i kk. 286 § 1 i kpk. art. 6 i 16 ust. 1 - art 17ust. 1.2 i 4 (ustawy z dnia 23 czerwca 1973 r. o opłatach w sprawach karnych) Dz. U. nr 27 poz. 152 (oraz art. 545 kpk).
Postanowił
1. warunkowo umorzyć postępowanie karne w stosunku do Teodora Gocza podejrzanego o popełnienie wyżej określonego przestępstwa, ustalając okres próbny na 1 rok liczony od uprawomocnienia się niniejszego postępowania,
2. zobowiązać podejrzanego Teodoora Gocza do:
a) naprawienia wyrządzonej przestępstwem szkody w całości - części
b) do wykonania świadczenia społecznego przez wpłatę 2000 zł na rzecz Polskiego związku Niewidomych - Oddział w Rzeszowie w terminie do 25 lutego 1977 r
c) uiszczenia na rzecz Skarbu Państwa opłaty w kwocie 600 zł (sześciuset złotych) na konto Prokuratury Wojewódzkiej w Krośnie nr konta 37006-2538-222cz. 04. dz. 92rozdz. 9222 $ 65 w terminie 14 dni od daty uprawomocnienia się postanowienia.
Uzasadnienie
Teodor Gocz pozostawał pod zarzutami nielegalnego wybudowania w miejscowości Zyndranowa pomnika, oraz o zagarnięcie poręczy betonowych wartości 720 zł na szkodę Rejonu Dróg Publicznych - Obwód w Dukli tj. o przest. z art. 199 § 1 kk.
Wszczęte i przeprowadzone w powyższej spranie dochodzenie potwierdziło słuszność stawianych Teodorowi Goczowi zarzutów. Przesłuchany w charakterze podejrzanego Teodor Gocz przyznał się do ich dokonania.
Okoliczności popełnienia przestępstwa nie budzą wątpliwości a stopień społecznego niebezpieczeństwa nie jest znaczny.
Teodor Gocz nie był dotychczas karany. Jego postawa i właściwości i warunki osobiste, oraz dotychczasowy sposób życia uzasadniają przypuszczenie, że mimo warunkowego umorzenia postępowania będzie on przestrzegał porządku prawnego, a w szczególności nie popełni przestępstwa.
Prognozy te winny zabezpieczyć nałożone postanowieniem obowiązki oraz ustalony okres próbny.
Warunkowe umorzenie prokuratorskie w sprawie kradzieży betonowych elementów, co oczywiste, nie mogło usatysfakcjonować Teodora Gocza. 28 lutego 1977 roku napisał do Prokuratora Rejonowego obszerny list.
   "Dotyczy: Postanowienia o warunkowym umorzeniu postępowania karnego z dnia 31 XII 1976 r. Sygn akt Ds. 537/76.
   Z oskarżenia:
1. - o zbudowaniu bez pozwolenia "obiektu budowlanego" - pomnika poległym żołnierzom wyzwolicielom spod hitlerowskiej okupacji - w Zyndrranowej, wyminowanego dnia I XII 1976 r
2. - o przywłaszczenie 4 szt. poręczy betonowych wartości 720 zł leżących przy rzece po zniszczeniu mostu w Zyndranowej powodzią w 1974 r, i przewiezionych z rzeki w celu ułożenia krawężników wokół zbudowanego pomnika.
Zgodnie z otrzymanym w postanowieniu nakazem wpłacenia na rzecz Związku Niewidomych w Rzeszowie sumy 2000 zł i 600 zł na konto Wojewódzkiej Prokuratury w Krośnie, uprzejmie zawiadamiam iż wpłaty wyznaczonych sum dokonałem dnia 21 II 1977 r. - wraz z opłatą pocztową 2630 złotych.
W odpowiedzi na postanowienie Prokuratora z dnia 31 XII 1976 r. pragnę złożyć dalsze krótkie wyjaśnienia dotyczące oskarżenia mnie jak w punktach 1 i 2 i uprzejmie proszę o załączenie moich wyjaśnień do akt sprawy.
Podczas śledztwa - przesłuchania w sprawie budowy pomnika przed jego zniszczeniem składałem część wyjaśnień, które znajdują się w aktach sprawy, że ustawy - prawa budowlanego z dnia 24 X 1974 r. nie mogłem naruszyć, ponieważ pomnik rozpoczęto budować wiosną 1974 r., a więc przed nową ustawą.
Odnośnie oskarżenia o zabranie w celu przywłaszczenia 4 szt. poręczy, jak w punkcie 2. - pragnę wyjaśnić, że poręcza te należące do Rejonu Dróg Publicznych leżały na rzeczce po zniszczeniu mostu w Zyndranowej przez powódź w 1974 roku. Nikt z nas nie przywłaszczył je w celu własnych korzyści. Nie kradziono je skrycie nocą, a przewieziono w celu ułożenia krawężników wokół pomnika, nie niszcząc je, tylko użyto na cel społeczny. Można je było w każdej chwili zwrócić władzom drogowym, gdyż poręcza takie nadal leżą na rzece, a także przymulone w rzece od czasu powodzi. Podczas minowania pomnika poręcze te zostały niepotrzebnie zniszczone. Można było wydać polecenie usunąć je przed minowaniem i zwrócić władzom drogowym. Przewiezienie poręczy z rzeki na wielki cel społeczny uznano za przestępstwo, a za zniszczenie ich nikt nie ponosi odpowiedzialności.
Wyjaśniam również, że będąc wezwany do Prokuratury Rejonowej dnia 14 XII 1976 r wraz z sołtysem wsi Janem Gubikiem i ob. Jakielą Antonim - w Krośnie, w sprawie warunkowego umorzenia postępowania karnego - była mowa o wykonaniu pewnych prac społecznych dla dobra wsi. Prace takie wykonywałem i wykonuję cały czas pełniąc kilka funkcji w organizacjach społecznych i przy każdej okazji wykonywałem różne prace społeczne.
Pomnik budowano w najlepszej wierze i przekonaniu o spełnieniu obywatelskiego i patriotycznego czynu, by oddać hołd i uczcić pamięć tych, którzy oddali życie za naszą wolność i za dzisiejszą Polskę. Nie był to czyn wrogi naszemu socjalistycznemu ustrojowi i jego ideologii. Dlatego nie poczuwam się do żadnej winy w tej sprawie i do popełnienia przestępstwa, o którym mówi się w uzasadnieniu postanowienia. Przeżyłem wojnę, na oczach moich ginęli żołnierze w walkach o nasze wyzwolenie. Dla nich stawialiśmy "Pomnik Wdzięczności" w czynie społecznym nie narażając majątek państwa na żadne straty.
Dokonując wpłaty wyznaczonej sumy postanowieniem - jako kary za budowę pomnika, zmuszony byłem zasięgnąć pożyczkę. Nie pracuję zarobkowo, a z małej gospodarki rolnej w obecnym okresie zimowym nie mam żadnych dochodów. Zarobek żony często nie wystarcza na utrzymanie domu i rodziny. Uzupełniam oświatę rolniczą zaocznie, co też wiąże się z trudnościami i kosztami. W bankach wraz z żoną mamy do spłacenia wysokie sumy pożyczek zaciągniętych na podbudowanie się.
Pomnik został zniszczony. Przy jego niszczeniu mnie i rodzinie wyrządzono wielkie szkody i uszkodzeniu uległy budynki i bardzo zniszczono zagrodę, bezprawnie zabrano z Izby Pamięci wiele cennych eksponatów i obecnie nałożono karę do zapłaty - 2600 zł. czyli całomiesięczny zarobek żony.
W postanowieniu ustala się warunkowe umorzenie postępowania karnego z okresem próbnym I rok czasu. Budując pomnik dla poległych żołnierzy wojsk wyzwoleńczych z niewoli hitlerowskiej, nigdy nie mogę uznać i przyjąć: za przestępstwo niezależnie od stosownych kar wobec mnie za ten czyn społeczny. Żadnego przestępstwa nie zamierzam w dalszym życiu popełniać. Wszelkie porządki prawne przestrzegam według obowiązujących norm prawnych i Konstytucji PRL.
Formy czynienia ze mnie przestępcy za budowę omawianego pomnika i nałożenie kary za wielki wysiłek społeczny są bardzo niesprawiedliwe i krzywdzące.
Uważam, że jest to dalszy ciąg szykan, moralnych poniżeń i dyskryminacji narodowościowej z przyczyn absolutnie mi nieznanych".


22 grudnia 1976 roku María i Teodor Goczowic zwrócili się do PZU w Krośnie o oszacowanie szkód spowodowanych wybuchem i wypłatę stosownego odszkodowania.

"Uprzejmie prosimy o dokonanie oględzin i szacunku spowodowanych szkód w czasie minowania pomnika we wsi Zyndranowa w dniu 1 XII 1976 r. Władze Gminne w Dukli dokonały tylko oszklenia drzwi i okien. Uszkodzone są dachy - nakrycia budynków: mieszkalnego, gospodarskich i Izby Pamiątek, tynki wewnątrz budynku mieszkalnego, mury ścian zewnątrz, drzwi i inne części zabudowań. Bardzo zniszczone pole - ogród wokół budynków - zabudowań.
Dowódca minowania oświadczył, że wszelkie szkody wynikłe podczas akcji należy zgłosić w Urzędzie Miasta i Gminy w Dukli, skąd przedstawiciele byli podczas akcji minowania na miejscu i widzieli wyrządzone szkody. Oczekiwaliśmy, że władze gminne dokonają bliższych oględzin wyrządzonych szkód i powołają komisję z PZU. Z tego też powodu z opóźnieniem przesyłamy niniejsze zawiadomienie.
W związku z powyższym bardzo prosimy o sprawdzenie stanu faktycznego na miejscu".


O dziwo, PZU zareagował dość szybko i 24 stycznia 1977 roku, po dokonaniu szacunku, przyznał odszkodowanie w symbolicznej wysokości zł. Goczowie się odwołali - bez rezultatu. Nawet nie otrzymali odpowiedzi. Dopiero 28 lutego 1978 roku przyszło pismo z PZU. Zakład nie tylko nie zwiększył kwoty odszkodowania, ale wycofał się z wcześniejszej decyzji.

   "W odpowiedzi na pismo Obywatela w sprawie zwrotu wypłaconego odszkodowania w kwocie 2.883 zł oraz odmowy wypłaty zwiększonego odszkodowania wyjaśniam, ze pod dokładnym i wnikliwym przeanalizowaniu sprawy nie mogę pisma Obywatela załatwić pozytywnie.
W uzasadnieniu podaję, że Obywatel używając do budowy pomnika materiałów mogących stanowić zagrożenie dla życia, zdrowia lub mienia, przyczynił się do powstania szkody. Sam wybuch spowodowany przez jednostkę wojskową powołaną do rozbiórki pomnika był tylko likwidacją realnego zagrożenia jakim były materiały użyte do jego budowy. Likwidację nakazał Naczelnik Urzędu Miasta i Gminy w Dukli postanowieniem z dnia 8 X 1976 r. doręczonym także Obywatelowi. W tej sytuacji nie znajduję podstaw do pozytywnego załatwienia odwołania Obywatela a decyzję moją Nr U11 - 054/19/77 z dnia 4.01.77 r. podtrzymuję w całości, w której Obywatel pouczony został o przysługujących środkach prawnych".


Kolejne cytowane niżej pismo Goczów do PZU przepadło na zawsze w dyrektorskim biurku.

   "W odpowiedzi na pismo z dnia 4.1.1978 r., znak - U-11/19/77, w sprawie odszkodowania za spowodowane szkody minowaniem "Pomnika wdzięczności" w Zyndranowej dnia 1 XII 1976 i zwrotu przyznanej sumy 2.883 zł. przez PZU, jak i likwidacji szkód, uprzejmie wyjaśniam jak niżej:
Odpowiedź i wyjaśnienia są sprzeczne z pismem PZU z dnia 12 III 1977 r. UM-650/3/P/77, z którego treścią i obecną odpowiedzią można szczegółowo zapoznać się i porównać wyjaśnienia. W wyjaśnieniach ostatniej odpowiedzi zawarte są niekulturalne, a nawet złośliwe zarzuty nie tylko w stosunku do mnie, lecz również w odniesieniu do mojej żony Marii Gocz, która bezpośrednio nie uczestniczyła w budowie pomnika, aby miała powód informowania jednostek wojskowych o rzekomych niewypałach. Nikt ją zresztą z władz i komisji wojskowych o to nie pytał. Ob. M. Gocz jest natomiast współwłaścicielką budynków, które zostały mocno uszkodzone podczas akcji minowania pomnika i ma równe obywatelskie prawo do ubiegania się o zwrot kosztów za wyrządzone szkody na budynkach, od których wspólnie płacimy ubezpieczenie.
Oskarżenie w odpowiedzi, że "Obywatele świadomie i w rażący sposób doprowadzili do powstania szkody", jest bardzo złośliwe i bezpodstawne. PZU nie jest organem kompetentnym do formułowania tego rodzaju oskarżeń, a jeżeli to uczyniono to pragnę uprzejmie wyjaśnić, że szkody zostały spowodowane nie z mojej i naszej winy.
W protokole z 13 X 1976 r. znajdującym się w aktach spr. Prokuratury Rej. w Krośnie, sygn. akt Os. 537/76, po odbytej naradzie w sprawie minowania pomnika są wskazówki i orzeczenie komisji, że "zabezpieczenie obiektu przed wysadzeniem pomnika powinno być dokonane po uprzednim wykonaniu parkanu ochronnego". Dalej wymienia się potrzebny materiał do zbudowania parkanu, którego nikt nie wykonał przed minowaniem 1 XII 76 r. Ob. Jan Bolek z Zyndranowej jest świadkiem, któremu jeden z żołnierzy minujących pomnik oświadczył iż rozrzut kamieni będzie sięgał 300 m. czyli, że grupa specjalnej jednostki minującej pomnik wiedziała jakie szkody będą spowodowane na budynkach położonych od miejsca minowania 30-60 m odległości.
O tym, że w pomniku nie było niewypałów i zapalników zgłaszałem do Wojewody w Krośnie pismem z 12 X 76 r. i do Biura Politycznego PZPR pismem z 17 XI 76 r. Oświadczałem to każdej komisji i mogą to potwierdzić osoby, które budowały pomnik, a których nikt o to nie raczył pytać przed i po minowaniu. O nieistnieniu niewypałów i zapalników w eksponatach ułożonych na kamieniach pomnika zgłaszałem komisji Jedn. Wojsk. 2265 w dniu 29 X 1976 r. - zgłoszenie Nr 170. Protokół 166. w aktach Prokuratury.
Pomnik budowany był nie po to, by go niszczyć i spowodować szkody - jak oskarża pismo PZU, tylko dla uczczenia pamięci poległych żołnierzy w walkach z faszyzmem o nasze wyzwolenie. Pomnik budowało wiele osób, nie tylko ja czy nawet moja żona. Pismo Wojewody z 27 VIII 77 r. L. Fn VIII-051/30-77, o umorzeniu kosztów i skutków minowania uzasadnia, że pomnik budowany był przy zaangażowaniu organizacji społecznych oraz mieszkańców wsi.
Żądanie zwrotu przynajmniej symbolicznej kwoty odszkodowania 2883 zł jest nieuzasadnione, albowiem sumy tej ja nie ukradłem, tylko prawnie otrzymałem, co wyjaśnia pismo PZU z 12 III 77 r. Z kwoty tej zwróciłem pożyczkę, gdyż z nakazu Prokuratora wpłaciłem 2000 zł na Zakład Niewidomych i 600 zł na konto Prokuratury. Wobec powyższych wyjaśnień i faktów odwołanie z 12 IV 77 r od pierwszej likwidacji szkód i przyznanej sumy 2883 zł, nadal uważam za aktualne. Sprawę zwrotu tej sumy może ewentualnie rozstrzygnąć sąd".


Z okresu tuż przed i po wyburzeniu pomnika pochodzą oświadczenia osób, które uczestniczyły w budowie. Wśród nich byli działacze łemkowscy, kombatanci. Cytujemy je, bo mają wartość dokumentu.

   "Ja niżej podpisany Teodor Kuziak zam. w Rzeszowie, ul. Zawadzkiego 9/13 oświadczam, że będąc w odwiedziny znajomych w Zyndranowej jesienią 1974 r. (dokładnej daty nie pamiętam) pomagałem jeden dzień przy budowie pomnika poległym żołnierzom w walkach wyzwoleńczych na Dukielszczyżnie w 1944 r.- na gruncie Teodora Gocza przy Izbie Pamiątek w Zyndranowej. Razem z T. Goczem układaliśmy kamienie do pomnika na betonie i w Izbie Pamiątek pomagałem czyścić eksponaty zebrane z pola walk po wojskach Armii Czerwonej.
Na wiosnę 1975 r. wraz murarzem Józefem Madzikiem z Bartnego i T. Goczem przez dwa dni eksponaty te układaliśmy na ścianach pomnika między kamieniami na betonie. Było to puste żelazo rozbrojone bez materiału wybuchowego i bez zapalników - po dużych pociskach moździerzowych, które były wyczyszczone i pomalowane środkiem konserwacyjnym. Żadnych pocisków ani inne żelazo wojenne do środka murów pomnika nie dawano. Przy pomniku pracowałem społecznie by uczcić pamięć poległych o nasze wyzwolenie spod hillerowsko-faszystowskiej okupacji. Pod oświadczeniem składam swój podpis".

   "Ja podpisany niżej Teodor Gojdycz zam. w Zyndranowej oświadczam, ze w Izbie Pamiątek w tej wsi pomagałem czyścić eksponaty wojenne - to jest żelazo po różnych pociskach, głównie moździerzowych zebranych z pól bitewnych na pomnik budowany przy izbie pamiątek.
Wszystkie eksponaty brane do pomnika były w środku puste żelazo i bez zapalników. Kule, groźne "niewybuchy" nie mógłbym czyścić i zagrażać swemu życiu i innych ludzi, bo byłem w wojsku i znam "niewypały".
Eksponaty razem ze mną czyścili - Antoni Jakieła i Teodor Gocz. Było to w 1975 roku, daty dokładnej nie pamiętam. Oświadczenie własnoręcznie podpisuję".

   "Oświadczam niniejszym, że będąc społecznym kustoszem Izby Pamiątek Kultury Łemkowskiej w Zyndranowej, gdzie znajdują się także pamiątki z pola walki II wojny światowej na Przełęczy Dukielskiej, przejrzałem wszystkie te eksponaty i nie stwierdziłem istnienia niewypałów. Część z nich została użyta do budowy pomnika; nie mogła stanowić żadnego zagrożenia.
Oświadczam to, jako były oficer - artylerzysta Ludowego Wojska Polskiego. Wierzę, ze zabrane eksponaty z wyżej wymienionej Izby Pamiątek, niebawem do niej powrócą."
        P. Stefanowski.

   "Ja podpisany niżej Jan Madzej zam. w Barwinku, woj. Krosno oświadczam niniejszym, że w czerwcu 1976 r. (dokładnej daty nie pamiętam) przez dwa dni pomagałem w pracach murarsko-kamieniarskich przy budowie pomnika w Zyndranowej na gruncie Teodora Gocza - wraz z Antonim Jakiełą i T. Goczem, który jest moim krewnym i pomagałem pracować społecznie. Do muru pomnika na ścianach po wierzchu w betonie kładliśmy eksponaty wojenne brane z Izby Pamiątek, to jest różne żelazo z pustych pocisków, kul i granatów, które były rozbrojone bez zapalników i w środku puste. Eksponaty te były wyczyszczone od rdzy i pomalowane pokostem bezbarwnym. Jak mi wiadomo, każdy eksponat - żelazo kładzione na zewnątrz muru pomnika, oprócz mnie, było dokładnie sprawdzane przez Pawła Stefanowskiego od Gorlic, Teodora Gocza i Antoniego Jakiełę z Zyndranowej. Żadnych eksponatów do środka murów pomnika nie betonowano i żadnych kul, pocisków nie rozbrojonych na pomnik nie dawano. Pod oświadczeniem składam swój podpis".

   "Ja Jan Bawer zamieszkały w Tylawie, woj. Krosno oświadczam niniejszym, że we wrześniu 1974 r. przez jeden dzień wykonywałem prace betoniarskie przy budowie pomnika na polu Teodora Gocza przy Izbie pamiątek w Zyndranowej - wraz z T. Goczem.
Z kamienia i zaprawy betonowej murowałem pierwszą część od dołu pomnika nad fundamentami. Żadnych pocisków i żadnego żelaza z czasu wojny do muru nie dawałem. Oświadczenie niniejsze podpisuję własnoręcznie".

   "Ja niżej podpisany Józef Madzik zam. w Bartnem, woj. Nowy Sącz, oświadczam niniejszym, że w czerwcu 1975 r. (dokładnej daty nie pamiętam) we wsi Zyndranowa przy Izbie Pamiątek, będąc w odwiedzinach u znajomego Teodora Gocza, pomagałem przez dwa dni przy budowie pomniku dla poległych żołnierzy w czasie wyzwalania Dukielskiej Przełęczy w 1944 r. Wraz z Teodorem Kuziakiem z Rzeszowa i T. Goczem opiekunem Izby Pamiątek wykonywałem prace murarskie, podczas których z trzech ścian muru pomnika na zewnątrz układaliśmy na zaprawie betonowej eksponaty wojenne - wypróżniane żelazo z dużych pocisków moździerzowych.
Eksponaty te były rozbrojone bez materiału wybuchowego i bez zapalników, wyczyszczone od rdzy i malowane środkiem konserwacyjnym. Jako były żołnierz Ludowego Wojska Polskiego stwierdziłem wówczas, że eksponaty - puste żelazo nie stanowiły najmniejszego niebezpieczeństwa, a były wielką ozdobą dla wojennego pomnika. Do betonu w środku pomnika żadnych eksponatów z wojennego żelaza nie murowaliśmy. Oświadczenie osobiście podpisuję"

   "Ja Antoni Jakieła zam. w Zyndranowej oświadczam, że w maju 1974 r. wraz z Teodorem Petrykiem i Teodorem Goczem z Zyndranowej pomagałem wykonać fundamenty pod pomnik budowany na polu T Gocza na placu muzealnym dla poległych wojsk w czasie frontu w 1944 r. z okazji 30 lat wyzwolenia. W dalszych pracach pomagałem murować pomnik aż do jego zakończenia, wmurowywać na wierzchnich ścianach pomnika różne eksponaty wojsk rosyjskich z czasu wojny, zebrane do Izby Pamiątek z pól bitewnych - takie jak: część gąsienicy czołgowej, hełmy, puste żelazo z pocisków moździerzowych, artyleryjskich i granatów, a także tablice z napisami w trzech językach - polskim, rosyjskim i słowackim. Wszystkie wmurowane na zewnątrz ścian pomnika eksponaty były pustym żelazem, rozbrojone po froncie przez wojska rosyjskie i polskie. Eksponaty te przed wmurowaniem na pomnik pomagałem czyścić i konserwować. Było to puste żelazo i nie stanowiło najmniejszego zagrożenia.
Do betonu fundamentów i do środka betonów naziemnych nie dawano żadnego wojennego żelaza ani też kul, pocisków. Oświadczenie własnoręcznie podpisuję".

   "Ja niżej podpisany Józef Baran, zamieszkały w Teodorówce k. Dukli, oświadczam niniejszym, że w maju 1976 r. (dokładnej daty nie pamiętam) do mojego kowalsko-ślusarskiego warsztatu przybył znany mi Teodor Gocz z Zyndranowej i przywiózł materiał by wykonać gwiazdę na pomnik poległym wojskom w czasie wyzwolenia - budowany we wsi Zyndranowa. Przywieziony materiał było to żelazo - podkowiarka i żelazo z 5-ciu małych pocisków moździerzowych wojsk rosyjskich z czasu frontu 1944 r. Żelazo z pocisków było puste bez zapalników i bez materiału wybuchowego. Mogłem z niego bez żadnej obawy spawać wspomnianą gwiazdę, którą zrobiłem, pomalowałem i Ob. T. Gocz po tygodniu czasu zabrał do domu ode mnie z warsztatu. Powyższe oświadczenie własnoręcznie podpisuję".

   "Ja niżej podpisany Teodor Petryk zamieszkały w Zyndranowej oświadczam, że w maju 1974 roku wraz z Jakielą Antonim i Teodorem Goczern z Zyndranowej pomagałem betonować fundamenty pod Pomnik na gruncie T. Gocza przy budynkach muzealnych.
Beton fundamentu robiony był z kamienia i żwiru. Żadnych kul ani żelaza wojennego do betonu fundamentów nie dawano. Powyższe oświadczenie własnoręcznie podpisuję".

   "Oświadczam niniejszym, że będąc w m-cach czerwcu - lipcu 1975 r. w odwiedzinach u Ob. Teodora Gocza w Zyndranowej k. Dukli pomagałem w pracach przy wznoszeniu na terenie jego posesji końcowych partii fundamentów i niższych części cokołu pomniku ku czci żołnierzy 30-tej Armii Czerwonej i I-go Czechosłowackiego Korpusu Armijnego, poległych w ciężkich wyzwoleńczych walkach z hitlerowskimi najeźdźcami o Przełęcz Dukielską oraz o społeczne i narodowe wyzwolenie również i Łemków, zamieszkujących tą część Karpat.
Z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że żadnych zarówno niewypałów jak i żelastwa po pociskach artyleryjskich lub moździerzowych nie wmurowywano do wnętrza tak fundamentów jak i cokołu pomnika.
W czasie w/w pobytu u Ob. Teodora Gocza pomagałem również w wybieraniu spośród zgromadzonych w części wojennej Izby Pamięci, założonej i prowadzonej przez Ob. Teodora Gocza, eksponatów - skorup żelastwa po pociskach artyleryjskich i moździerzowych, zebranych z pól bitewnych tego rejonu po ich rozbrojeniu przez żołnierzy jednostek inżynieryjnych Armii Czerwonej i LWP, pewnej ilości tego żelastwa celem późniejszego wkomponowania w zewnętrzne płaszczyzny i krawędzie budowanego pomnika jako elementów dekoracyjnych dla dania artystycznego wyrazu i podkreślenia grozy walk, które na tych terenach miały miejsce. Wszystkie artyleryjskie eksponaty - żelastwo po pociskach artyleryjskich i moździerzowych, nie tylko wybierano do zabudowania na zewnętrznych ścianach i krawędziach pomnika ale i znajdujące się w ogóle w części wojennej Izby Pamiątek Kultury Łemkowskiej, były bez wyjątku rozbrojone, bez zapalników i w środku puste. A zatem nie były to niewypały ale zupełnie nieszkodliwe żelastwo - kształty i formy zewnętrzne, stalowe korpusy po tychże pociskach. Wybrane eksponaty czyściłem z rdzy i powlekałem środkiem konserwującym.
Wszelkie stwierdzenia - nawet wojskowych specjalistów o tym. że w pomniku zabudowane były niewypały, co stwarzało zagrożenie i stanowiło niebezpieczeństwo dla otoczenia, są niezgodne z prawdą, a w wypadku wojskowych - dyskredytują tychże specjalistów nie tylko jako fachowców w tej dziedzinie techniki ale również ich moralność, uczciwość i rzetelność nie tylko zawodową ale przede wszystkim pod względem osobistych cech charakteru. Poza tym tego rodzaju stwierdzenia i w dodatku w tych okolicznościach są w wypadku wojskowych pohańbieniem munduru!
Zniszczenie pomnika pamięci i wdzięczności poległym żołnierzom Armii Czerwonej i 1CKA, jeszcze do tego w tak brutalny sposób - przez detonację założonych wokół pomnika ładunków wybuchowych, jest czynem wysoce hańbiącym zarówno dla wykonawców jak i rozkazodawców(...)
Ponieważ oprócz brutalnego zniszczenia pomnika miało miejsce równoczesne barbarzyńskie rozgromienie części wojennej izby Pamiątek Kultury Łemkowskiej przez bezprawne i niezgodne z obowiązującymi przepisami skonfiskowanie (a raczej zagrabienie - ponieważ, "konfiskata" dokonana została bez sporządzenia wykazu kwestionowanych eksponatów) przez cywilnych i umundurowanych osobników cennych eksponatów m.in. elementów pamiątkowego moździerza l-szego Korpusu kawalerii Gwardii gen. Baranowa, fragmentów rusznicy przeciwpancernej i innych eksponatów nie tylko z czasów drugiej wojny światowej ale nawet i z czasów pierwszej wojny światowej (żyrandol z bagnetów karabinów rosyjskich), przeto dla kompletności barbarzyńskich i pełnych zdziczenia działań brakło jedynie spalenia na rytualnym stosie zgromadzonych w części wojennej Izby Pamiątek Kultury łemkowskiej dokumentów, plansz i książek dotyczących walk Armii Czerwonej na Przełęczy Dukielskiej(...)"
        Leon Gal - oficer, kapitan LWP w rezerwie

Szczególną wymowę ma oświadczenie syna Teodora Gocza, Romana, wówczas 12-letniego chłopca.

   "Ja Roman Gocz ur. 9 I 1965 r zamieszkały w Zyndranowej, uczeń szkoły podstawowej w tej wsi oświadczam i chcę wyjaśnić, ze mam 12 lat życia i też pomagałem przy budowie Pomnika Wdzięczności przy Izbie Pamiątek dla żołnierzy, którzy te ziemie wyzwalali i zginęli w walkach o nasze wyzwolenie spod Niemców i ich okupacji. Przy budowie pomagałem mojemu ojcu Teodorowi Gocz i innym, którzy budowali pomnik od 1974 roku do 4 X 1976 roku: do rocznicy wyzwolenia wsi Zyndranowa dnia 6 X 1944 roku. Wraz z sąsiadem i kolegą szkolnym Edwardem Jakiełą pomagaliśmy nosić eksponaty z Izby pamiątek i z pól bitewnych na pomnik. Różne żelazo po kulach, pociskach pomagaliśmy czyścić od rdzy, żeby ładnie wyglądało na pomniku. "Żadnych zapalników ani trotylu w tym żelazie już nie było, eksponaty byty rozbrojone i puste, a pomnik został wyminowany dlatego, że miały być w nim groźne niewypały i zapalniki. A tak nie było, bo rozbrojone eksponaty na pomniku z herbem ZSRR nie były nikomu groźne i dlaczego piękny pomnik zniszczony".

Prokuratura nie ograniczyła się, bynajmniej, do ścigania Teodora Gocza. Pod zarzutem udziału w "przestępstwie" przesłuchiwano m.in. Antoniego Jakiełę. Sprawą przeciw niemu umorzono 31 grudnia 1976 roku.

   "Maciej Marcinkowski - Prokurator Rejonowy Prokuratury Rejonowej w Krośnie w sprawie przeciwko Antoniemu Jakieła podejrzanego z art. 199 § 1 kk na zasadzie art. II pkt I kpk postanowił umorzyć dochodzenie o to, że w miesiącu wrześniu 1976 r. w Zyndranowej woj. Krośnieńskiego, udzielił Teodorowi Goczowi pomocnictwa w zagarnięciu poręczy betonowych wartości 720 zł działając na szkodę Rejonu Dróg Publicznych - Obwód Drogowy w Dukli tj. o przestępstwo z art. 18 § 2 kk w zw. z art. 199 § I kk wobec braku cech przestępstwa.

Uzasadnienie
Antoni Jakieła pozostawał pod zarzutem pomocnictwa w zagarnięciu przez Teodora Gocza poręczy betonowych wartości 720 zł na szkodę Rejonu Dróg Publicznych - obwód Drogowy w Dukli.
W trakcie przeprowadzonego postępowania Antoni Jakieła wyjaśnił, że pomocy w przewiezieniu poręczy betonowych udzielił na wyraźną prośbę Teodora Gocza. Teodor Gocz przed przystąpieniem do przywiezienia tych poręczy powiedział Antoniemu Jakiele, że kupno ich załatwi u właściciela a gdyby się mu to nie udało, to ponownie przewiozą je na pierwotne miejsce.
Przedstawioną wyżej wersję potwierdził przesłuchany także w charakterze podejrzanego Teodor Gocz.
W świetle powyższych ustaleń należy przyjąć brak zamiaru bezpośredniego względnie ewentualnego jaki jest konieczny do przypisania komukolwiek przestępstwa zagarnięcia mienia.
Z przyczyn podanych wyżej umorzenie jest zasadne.
Podejrzanemu i pokrzywdzonemu przysługuje prawo przejrzenia akt i zażalenia na powyższe postanowienie do prokuratora nadrzędnego (art. 280 § 3 kpk). Na rozstrzygnięcie co do dowodów rzeczowych, zażalenie przysługuje również osobie od której odebrano przedmioty lub która zgłosiła do nich roszczenie (art. 281 § 2kpk). Zażalenie wnosi się za pośrednictwem prokuratora, który wydal postanowienie.
Termin wniesienia zażalenia wynosi 7 dni od daty otrzymania odpisu postanowienia i jest zawarty. Zażalenie wniesione po upływie tego terminu jest bezskuteczne (art. 107 i 410 kpk).


Poręczenie za obu "przestępców" złożył sołtys wsi Jan Gubik z Zyndranowej. Co paradoksalne, także współuczestnik budowy. Zażądano od niego opinii na temat zachowania T. Gocza i A. Jakieły. Oto co napisał:

   "W odpowiedzi na pismo z dnia 18.08.1977 r. w sprawie postanowienia z dnia 31.12.1976 r. o warunkowym umorzeniu postępowania karnego przeciwko Teodorowi Goczowi i Anotniemu Jakiele i mojego poręczenia, że wymienieni obywatele będą przestrzegać porządku prawnego i nie popełnią żadnego przestępstwa niniejszym informuję, zgodnie z żądaniem Prokuratora, że obywatel T. Gocz nie nadużył w niczym porządku prawnego i nie popełnił żadnego przestępstwa. Tak jak przed wezwaniem mnie do prokuratury i po tym czasie jest on wzorowym i nienagannym mieszkańcem tutejszej wsi, spełnia wszelkie obowiązki obywatelskie, udziela się społecznie w każdej dziedzinie w tejże miejscowości".

Chociaż batalia o pomnik dobiegła końca, pozostała kwestia skonfiskowanych przez wojsko i zabranych do Dębicy militariów z Izby Pamiątek. 15 marca 1977 roku Rada Społeczna tej placówki wystosowała pismo do Ministra Obrony Narodowej:

   "W dniu 1 grudnia 1976 r. w czasie akcji niszczenia przez LWP pomnika wybudowanego siłami społecznymi ku czci i pamięci żołnierzy radzieckich i czechosłowackich poległych w walkach o Przełęcz Dukielską, dowódca grupy wojskowej w mundurze podpułkownika LWP dokonał także aktu przemocy wobec Części Wojennej Izby Pamiątek Kultury Łemkowskiej.
Bez wymaganych w takich okolicznościach formalności i dokumentów prawnych (nakazu prokuratorskiego lub innego równorzędnego dokumentu), bez sporządzenia spisu kwestionowanych eksponatów, wspomniany wyżej podpułkownik zabrał kilkanaście przedmiotów - eksponatów o dużej wartości muzealnej dla naszej Izby Pamiątek, okolicy i wsi Zyndranowa (odznaczonej czechosłowackim Orderem Czerwonej Gwiazdy). Pamiątki te pochodziły bowiem z pól bitewnych naszej i okolicznych wsi, z Przełęczy Dukielskiej, gdzie wojska radzieckie i czechosłowackie stoczyły ciężki bój z najeźdźcą hitlerowskim w jesieni 1944 r.
Wspomniane przedmioty, w tym także części zniszczonego lub przeżartego rdzą uzbrojenia wojsk wyzwoleńczych w innych okolicznościach nie posiadają tak dużej wartości muzealno-zabytkowej.
Wobec powyższego składamy niniejszym stanowczy protest przeciwko bezprawiu i grabieży dokonanych przez nieznanych nam z nazwisk osobników w mundurach LWP i prosimy o wydanie nakazu zwrotu zabranych eksponatów - pamiątek, jakże cennych dla naszego terenu, gdzie toczył się jeden z najcięższych bojów II wojny światowej o społeczne i narodowe wyzwolenie Polski i Czechosłowacji. Niemały wkład do tej walki włożyli także Łemkowie, walczący w szeregach Armii Czerwonej, LWP. w oddziałach partyzanckich GL i AL i Czechosłowackiego Korpusu Armijnego.
Zabrane eksponaty nie stanowiły najmniejszego zagrożenia publicznego, podobnie jak kilka zabranych hełmów.
Informujemy, że o Części Wojennej Izby Pamiątek były robione filmy dokumentalne przez Telewizję Polską i z osobna przez Telewizję Czechosłowacką. Oglądało ją setki turystów i wybitnych osobistości z kraju i zza granicy.
Załączając wykaz zabranych eksponatów, uprzejmie informujemy, że w ciągu 9-letniego istnienia Części Wojennej Izby Pamiątek Kultury Łemkowskiej, Część Wojenna wielokrotnie kontrolowana była przez funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej.

Wykaz eksponatów zabranych z Części Wojennej Izby pamiątek w Zyndranowej przez podpułkownika w mundurze LWP w dniu minowania "Pomnika Wdzięczności" - 1 XII 1976 r.
1. Rozbite części moździerza Armii Czerwonej znalezione na pobojowisku tego terenu po walkach gwardyjskiego korpusu gen. W.K. Baranowa w 1944 r, a eksponowanego na terenie Izby Pamiątek.
2. Fragmenty maszynowego karabinu wojsk radzieckich - "Maksim" 3. Lufa przeciwpancernej rusznicy wojsk radzieckich i czechosłowackich - PTR
4. Części maszynowego karabinu ręcznego "Dechtiarowa" - wojsk radzieckich
5. Rozbitek maszynowego karabinu lotniczego wojsk radzieckich
6. Lufy karabinów ręcznych - KB - wojsk radzieckich z II wojny światowej - sztuk 4
7. Rozbitek krótkiego karabinu kawaleryjskiego KBK wraz z bagnetem "sztykiem" wojsk Armii Czerwonej z II wojny światowej -sztuk 1
8. Hełmy wojsk radzieckich - sztuk 5
9. Rakietnica wojsk radzieckich spalona w czołgu podczas walk w 1944 k - szt. l
10. Ugięta lufa czołgowego karabinu maszynowego wojsk radzieckich - szt. 1
11. Szczątki karabinu maszynowego wojsk hitlerowskich
12. Lufa karabinu maszynowego wojsk niemieckich - okupacyjnych
13. Bagnety wojsk hitlerowskich - szt. 2
14. Szczątki małego pistoletu wojsk niemieckich hitlerowskich
15. Lufy maszynowych karabinów wojsk czechosłowackich - szt. 2
16. Urżnięte lufy ręcznych karabinów wojsk austriackich i rosyjskich z 1 wojny światowej używane na tym terenie przez partyzantów w walce z okupantem hitlerowskim - szt. 3
17. Przegnite granaty zaczepne wojsk radzieckich - szt. 2
18. Wiele skorup po pociskach moździerzowych i artyleryjskich wojsk radzieckich, czechosłowackich i hitlerowskich oraz gilzy - łuski po pociskach artyleryjskich (dokładnej ilości nie ustalono).
19. Zabrana została również pięcioramienna gwiazda z godłem Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich po zniszczonym pomniku, która stanowiła zakończenie "Pomnika Wdzięczności"
Wszystkie wyżej wymienione eksponaty - rozbite szczątki broni i sprzętu wojskowego na polu walki w 1944 r, byty przerdzewiałe, obłocone, całkowicie nie nadające się do użytku i nie stanowiące najmniejszego zagrożenia"
.

Odpowiedź na to pismo nigdy nie nadeszła. Podobnie jak na zażalenie złożone do prokuratury, a następnie do ministra obrony narodowej gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Dopiero w 1979 roku, nękane listami dowództwo jednostki wojskowej w Dębicy zareagowało.

   "W załączeniu przesyłam odpis protokołu Nr 181/76 z dnia 8.12.1976 r. dot. zabrania przez patrol minerski z JW. 2265 w Dębicy przedmiotów pochodzenia wojskowego z obejścia Obywatela w dniu 1.12.1976 r. podczas wykonywania oczyszczania terenu z przedmiotów wybuchowych.

Protokół Nr 181/76
Zniszczenia przedmiotów pochodzenia wojskowego z okresu II wojny światowej, zabranych z Izby Pamięci oraz z obejścia Ob. Gocz Teodora zam. w m. Zyndranowa 1 woj. Krośnieńskie.
1. W dniu 1.12.1976 r. zostały zabrane i unieszkodliwione niżej wymienione przedmioty pochodzenia wojskowego, które znajdowały się w "Izbie Pamięci" i w obejściu Ob. Gocz Teodora a które posiadały wewnątrz materiał wybuchowy przez co stanowiły zagrożenie dła zwiedzających:
- pociski artyleryjskie - 5 szt.
- pociski moździerzowe - 8 szt.
- pociski karabinowe (amunicja) - 5 szt
- zapalniki (różnego typu) - 28 szt.
przedmioty te zostały zniszczone materiałem wybuchowym wraz z innymi przedmiotami wybuchowymi wbetonowanymi w "pomnik".
2. Ponadto z innych "pomników" znajdujących się w obejściu, zostały zabrane następujące przedmioty pochodzenia wojskowego celem pozbawienia ich cech używalności.
- moździerz 82 mm - 1 szt.
- lufa od rusznicy ppanc - 1 szt.
- hełm stalowy - 3 szt.
- "gwiazda" wykonana z 5-ciu granatów moździerzowych - 1 szt Przedmioty te zabrane zostały przez patrol minerski do Jednostki Wojskowej 2265 w Dębicy gdzie "gwiazda" posiadająca wewnątrz granatów moździerzowych materiał wybuchowy została zniszczona poprzez wysadzenie materiałem wybuchowym. Pozostałe przedmioty zostały w celu pozbawienia ich cech używalności, pocięte aparatem spawalniczym i przekazane jako złom do składnicy złomu".


12 listopada 1979 roku odezwało się dowództwo Warszawskiego Okresu Wojskowego:

   "Uprzejmie informują, ze skarga wniesiona przez Obywatela dotycząca zabrania i unieszkodliwienia przez patrol minerski JW. 2265 "eksponatów" z izby pamięci i pomniku we wsi Zyndranowa, była bardzo wnikliwie, kilkakrotnie rozpatrywana. Między innymi jej zasadność badała w dniu 3.11.1978 r. komisja mieszana, powołana przez Wojewodę Krośnieńskiego.
Jak wynika z ustaleń, wojsko działając na prośbę Wojewody, w dniu 1.12.1976 r. oczyściło teren z materiałów wybuchowych i niebezpiecznych, stanowiących zagrożenie dla zwiedzających oraz miejscowej ludności.
Zabrano wówczas i unieszkodliwiono:
- 63 szt. granatów moździerzowych.
- 25 szt. pocisków artyleryjskich,
- 16 szt. granatów ręcznych,
- 500 sztuk amunicji różnej
oraz
- moździerz 82 mm,
- 1 lufę rusznicy ppanc,
- 3 hełmy stalowe,
a także "gwiazdę" wykonaną z 5 granatów moździerzowych, wewnątrz których był materiał wybuchowy.
Komisja i opinia biegłego jednoznacznie określiły, że miny oraz pociski artyleryjskie zawierały materiał wybuchowy a w muzeum skoncentrowano wiele przedmiotów wybuchowych i niebezpiecznych: również pociski i miny moździerzowe wbudowane w pomnik posiadały zapalniki, co stwarzało potencjalne zagrożenie dla otoczenia, gdyż przypadkowo rzucony kamień mógłby spowodować detonację. Zagrożenie było tym większe, iż pomnik znajdował się w pobliżu zabudowań, drogi publicznej i przystanku PKS.
Zastrzeżenia Obywatela, co do słuszności działania wojska i organów administracji terenowych, wydają się tym dziwniejsze, iż Obywatel posiadając odpowiednie doświadczenie zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa jakie koncentracja przedmiotów wybuchowych stanowiła dla otoczenia".


Z pisma wieje grozą. Nie wiedzieć skąd pojawiło się w nim 63 granaty moździerzowe, 25 pocisków artyleryjskich a nawet moździerz. Arsenał wręcz przerażający, oczywiście gdyby przyjąć, że to prawda. Z upływem czasu zapasy "uzbrojenia" Izby Pamiątek niepokojąco rosły, w pełni uzasadniając konieczność zniszczenia pomnika i "wyczyszczenia" ekspozycji muzealnej, wcześniej przecież drobiazgowo sprawdzanej przez milicję.
Starania o zwrot eksponatów trwały aż do roku 2001. Nie warto przytaczać całej w tej sprawie korespondencji, bowiem jest ona dość monotonna. Muzeum prosi, apeluje, jednostka wojskowa rozkłada ręce i twierdzi, że nic nie ma, o niczym nic wie itp. Charakterystyczne dla owych "wyjaśnień" są dwa pisma.

   "W odpowiedzi na Pana pismo z dnia 26.11.1996 r. odnośnie wyburzenia pomnika na terenie muzeum w Zyndranowej pragnę poinformować pana, że poświęciłem temu faktowi dużo czasu celem jego wyjaśnienia. Na wstępie przepraszam za długi czas oczekiwania na odpowiedź. Osobiście nie mam nic wspólnego z tym smutnym wydarzeniem. W historii narodów są różne przykre wydarzenia i właśnie takie spotkało Waszą społeczność w dn. 1.12.1976 r.
My, żołnierze nigdy z własnej woli, czy tez inicjatywy nie staraliśmy się wysadzać, czy wyburzać pomników żołnierzy walczących na terenie naszego państwa (oni także walczyli i pamięć o nich musi pozostać). Błędy minionych lat, jak pan wspomina w swoim piśmie, nie można ale należy naprawić. Nie jest to w moich ani mojej jednostki kompetencjach.
Jest mi bardzo przykro, że nie mogę dać Panu odpowiedzi zobowiązującej odnośnie pomocy w odnowieniu wyburzonego pomnika oraz odzyskania dokumentów. W tej sprawie materiały, dla mnie nie są znane, gdyż takowych nie posiadam.
Z wyrazami szacunku Henryk Wolski".

   "Jest mi miło, że Panowie w tej zawiłej sprawie wykazują daleko idący rozsądek, a nie zacietrzewienie. Oceniam to, jako poczucie odpowiedzialności i wysokiej kultury osobistej.
To, co się stało, bez względu na racje stron, jest faktem, a nie winno być wyciąganiem "ciężkiej artylerii" przeciwko nieżyjącym lub emerytom. Osobiście nie jestem zainteresowany, aby tuszować lub fałszować fakty, które miały miejsce 1.12.1976 r. w Zyndranowej.
Proszę jednak mi wierzyć, że w jednostce, którą mam przyjemność aktualnie dowodzić, nie ma żadnych dokumentów, eksponatów itp. z tej akcji. Nie wiem, czy takowe nawet były. Z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że w naszej jednostce nie ma żadnych dokumentów i eksponatów z tego smutnego wydarzenia, jak panowie słusznie przedstawiacie.
Nie odkryję tu żadnej tajemnicy, że po każdej kontroli gospodarczej niszczy się dokumenty materiałowe. W 1975 r. w asygnatach zużycia MW mogły i powinny być protokoły zużycia tych materiałów celem wyburzenia pomnika.
Wracając jednak do treści Waszego pisma w sprawie adresów, nadmieniam, że nie jestem w stanie Panom pomóc ze względu na fakt, iż pan Pacholarz nie zamieszkuje w Dębicy lecz w Krakowie, natomiast Pan Stanisław Kopeć aktualnie nie jest żołnierzem zawodowym podległej mi jednostki, lecz emerytem.
Telefonicznie skontaktowałem się z Panem Kopeciem, z przeprowadzonej rozmowy wywnioskowałem, iż jest starym, schorowanym człowiekiem i nie chciałby powracać wspomnieniami do tamtych lat"
.

Nieoczekiwanie odezwał się jednak były żołnierz zawodowy dębickiej jednostki, który po artykule prasowym, skontaktował się z Teodorem Goczem. Oto napisany przez niego list:

   "Szanowny Panie! Spełniając Pańskie życzenie przesyłam posiadane zdjęcia i negatyw. Nie są one wysokiej klasy, gdyż robił je żołnierz - fotograf amator.
Proszę mi wybaczyć, ale nie chcę żadnej zapłaty za przesłane materiały. Najlepszą zapłatą będzie dla mnie fakt, że jest Pan zadowolony i że mogłem przynajmniej w małym stopniu wypełnić lukę w kronice Pańskiego muzeum.
Nie pisałem poprzednio nic o sobie, gdyż nie wiedziałem jak pan przyjmie moją informację. Jestem byłym żołnierzem zawodowym (od 10 lat na rencie) jednostki wojskowej w Dębicy, której przedstawiciel wysadził pomnik. Nie brałem udziału w minowaniu pomnika ani nie fotografowałem. Byłem kierownikiem kancelarii tajnej i mnie właśnie dowódca jednostki przekazał do zniszczenia te materiały podczas dorocznej selekcji dokumentów. Znając historię minowania pomnika od bezpośredniego minera st. chor. sztab. Kopcia ubolewałem nad tym, że zniszczono owoc ciężkiej ludzkiej pracy, stanowiący element kultury. Dlatego nie wykonałem polecenia zniszczenia tych zdjęć. Wierzyłem, że przyjdzie czas kiedy będą one świadectwem ludzkiej bezmyślności i nieliczenia się z drugim człowiekiem.
Serdecznie dziękuję za zaproszenie, z pewnością w następnym roku przyjadę. Corocznie od kilku lat jestem w Bieszczadach lub w ich sąsiedztwie, gdyż jestem działaczem turystycznym i organizuję różne imprezy szczególnie dla młodzieży, dlatego z przyjemnością przyjadę aby się spotkać i zwiedzić Pańskie muzeum.
Z poważaniem i wyrazami szacunku - Stanisław Gazda".


Swego rodzaju komentarzem do kwestii wywiezienia eksponatów z Zyndranowej jest pismo Muzeum Wojska Polskiego do Teodora Gocza:

   "Dziękuję serdecznie za pozdrowienia i życzenia na Dzień Zwycięstwa.
Prace nad muzeum w Dukli - intensywne, zbliżają się ku ukończeniu, p. Okólska ma mnóstwo problemów przy tym.
Gdyby Pan był skłonny coś z przedmiotów pobitewnych przekazać do Dukli, na przykład broń poniemiecką, rozbity sprzęt itp., to byłaby Dukla wdzięczna. Naturalnie, dary zostałyby uwidocznione w podpisie (ofiarodawca)".


Cóż, gdyby militariów nic zniszczono, trafiłyby do Dukli, teraz jednak nie było czego przekazywać czy ofiarowywać. Pozostało jedynie ubolewanie nad głupotą "nadgorliwców".

Krajobraz po burzy
Pomnik zniknął z powierzchni ziemi, "winnego" ukarano, władza pokazała swoją siłę, więc na tym ta nieszczęsna historia mogłaby się zakończyć. Tak się wszelako nie stało. Decyzją naczelnika Dukli Teodor Gocz został obciążony kosztami tzw. postępowania zastępczego przy burzeniu pomnika. Kazano mu zapłacić za to, co zrobili żołnierze. 18.804 zł to duża kwota, więc pokrzywdzony odwołał się do wojewody. W tym czasie o Zyndranowcj zrobiło się głośno, nie tylko w Polsce. O wyjaśnienia prosili przedstawiciele środowisk kombatanckich ZSRR i Czechosłowacji, ożywiły się kanały dyplomatyczne. Sprawę należało co prędzej "wyciszyć" i sprawić by Teodor Gocz zaprzestał nieustannego "nękania" władz. I zapewne zła atmosfera wokół całej sprawy zaważyła na decyzji wojewody.

   "W załatwieniu odwołania Obywatela z dnia 9 czerwca 1977 r. od decyzji Naczelnika Miasta i Gminy Dukla z dnia 25 maja 1977r znak 8084/11/77 - w sprawie zwrotu kosztów zastosowania postępowania zastępczego przy rozbiórce obiektu pomnika, działając w oparciu o przepisy art. 62 i 63 ustawa z dnia 17 czerwca 1996 r. o postępowaniu egzekucyjnym w administracji (Dz.U. Nr 24/66 poz. 151) oraz § 16 ust. 1 pkt. 2 rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 27 września 1966 r (Dz. U. Nr 8/71, poz. 62) wraz z późniejszymi zmianami

Postanawiam
koszty egzekucyjne wykonania zastępczego w wysokości 18.804 zł w drodze wyjątku umorzyć w całości

Uzasadnienie
Po przeanalizowaniu całości dokumentacji przedłożonej przez Urząd Miasta i Gminy w Dukli oraz motywów podniesionych w odwołaniu stwierdzam, że decyzja Naczelnika Miasta i Gminy Dukla w sprawie jak wyżej, wobec niezachowania przy budowie oraz lokalizacji obiektu pomnika obowiązujących przepisów prawa budowlanego (Dz. U. Nr 38/74, poz, 229) wydana została prawidłowo, zgodnie z obowiązującymi w tym zakresie przepisami.
W uzasadnieniu pozytywnego załatwienia odwołania uwzględniłem w drodze wyjątku fakt wybudowania pomnika przy zaangażowaniu organizacji społecznych oraz mieszkańców wsi Zyndranowa.
Decyzja niniejsza jest skuteczna w administracyjnym toku postępowania.
   Wojewoda Mgr Wojciech Grochala"


W październiku 1990 roku Paweł Stefanowski, Hospodar Obywatelskiego Kręgu Łemków wystosował wniosek do ministra sprawiedliwości o rewizję nadzwyczajną w sprawach czterech osób, w tym również Teodora Gocza. Oto fragment uzasadnienia:

   "Teodor Gocz, społeczno-kulturalny działacz łemkowski wraz z innymi Łemkami pobudował koło swego domu, na swojej działce w Zyndranowej pomnik wdzięczności żołnierzom Armii Radzieckiej i Korpusu Czechosłowackiego gen. Svobody, poległym w II wojnie światowej na Przełęczy Dukielskiej (ok. 86 tys. zabitych).
Pomnik (po roku jego istnienia) w 1976 r. wysadzono dynamitem. (Operacji tej dokonało wojsko).
Dochodzenie było wstydliwe, więc ukarano T.Gocza za "kradzież" betonowych belek, wyciągniętych, faktycznie wielkim trudem z mułu rzeki, po rozbitym moście w czasie powodzi w 1974 r. Belki te stały się niczyje, bo Rejon Dróg Publicznych zaniechał ich odzyskania.
Wnioskodawca zna tę sprawę z autopsji osobistej, że T. Gocz nie ukradł tych belek, a wraz z innymi uczestnikami wsi (Polakami) wygrzebał z rzeki dla celów społecznych - do budowy pomnika wdzięczności od Łemków tego regionu. Zniesławienie, prześladowanie T. Gocza i innych Łemków z tego tytułu jest niczym innym, jak znęcaniem się nad działaczami łemkowskimi, mające charakter zastraszania całej społeczności łemkowskiej w Polsce. Wnoszę o uchylenie zarzutu i kary, i uniewinnienie Z Gocza"

Już 18 grudnia tego roku otrzymał odpowiedź:

   "W związku z Pana wnioskiem z dnia 12 października 1990 r adresowanym do Ministra Sprawiedliwości, a dotyczącym między innymi warunkowego umorzenia postępowania karnego przez Prokuratura Rejonowego w Krośnie w sprawie przeciwko Teodorowi Goczowi podejrzanemu o wybudowanie w roku 1976 w Zyndranowej bez zezwolenia pomnika wdzięczności, uprzejmie informuję, że akta tej sprawy zostały zniszczone w kwietniu 1989 r. z uwagi na upływ terminu przechowywania określonego przepisami o archiwizacji.
W związku z powyższym zleciłem Prokuraturze Wojewódzkiej w Krośnie podjęcie czynności zmierzających do odtworzenia zniszczonych akt. O wynikach tych czynności i merytorycznym ustosunkowaniu się do powyższego wniosku zostanie Pan powiadomiony".


12 marca 1991 roku Prokurator Generalny uchylił postanowienie prokuratury z 31 grudnia 1976 roku. 26 marca 1991 roku Prokuratura Rejonowa w Krośnie wydała postanowienie, którego uzasadnienie cytujemy:

   "Prokuratura Rejonowa w Krośnie nadzorowała prowadzone w 1976 r. dochodzenie przeciwko Teodorowi Goczowi podejrzanemu oto, że w roku 1976 w Zyndranowej województwa krośnieńskiego zbudował bez dopełnienia wymogów określonych ustawą obiekt budowlany w postaci pomnika ku czci żołnierzy polskich, radzieckich i czechosłowackich poległych w bitwie o Przełęcz Dukielską - tj. o przest. określone w art. 61 ust. 2 Prawa Budowlanego oraz o to, że w czasie i miejscu jak wyżej opisano, zabrał w celu przywłaszczenia poręcze betonowe na szkodę Rejonu Dróg Publicznych - Obwód Drogowy w Dukli - tj. o przest. określone w ort. 199 § 2 kk.
Prokurator Rejonowy w Krośnie postanowieniem z dnia 31 grudnia 1976 r. warunkowo umorzył postępowanie karne przeciwko Teodorowi Goczowi. Prokurator Generalny postanowieniem z dnia 12 marca 1991 r. uchylił prawomocne postanowienie o warunkowym umorzeniu w/w postępowania karnego i zlecił umorzenie postępowania przygotowawczego na podstawie art. 11 pkt 1 i pkt 2 kpk.
Materiał dowodowy jaki został zebrany w roku postępowania o odtworzenie akt przeprowadzonego w trybie art. 145-151 kpk pozwolił na ustalenie, że w 1976 r. Teodor Gocz wybudował pomnik ku czci poległych żołnierzy w bitwie o Przełącz Dukielską. Należy stwierdzić, iż zgodnie z definicją "obiektu budowlanego " zawartą w art 2 ust. 1 Prawa Budowlanego pomnik nie jest takim obiektem. Zgodnie z art. 28 ust. 3 Prawa Budowlanego pozwolenie na budowę pomnika jest wymagane tylko wówczas, gdy ma być usytuowany w miejscu publicznym. Takim miejscem nie jest prywatna - ogrodzona działka ziemi na której wybudowano pomnik. W związku z tym uznać należy, iż podejrzany budując pomnik bez pozwolenia budowlanego nie naruszył zasad określonych w ustawie, co w konsekwencji powoduje iż nie popełnił zarzucanego mu występku.
W sprawie zarzutu dotyczącego kradzieży betonowych poręczy należy podnieść, iż okoliczności jego popełnienia przemawiają za uznaniem, iż w tym przypadku podejrzany dopuścił się czynu o znikomym stopniu społecznego niebezpieczeństwa. Przemawiają za tym także okoliczności, jak pobudki działania, miały niewielką wartość tych materiałów i leżały w potoku przez nikogo nie wykorzystywane.
Mając na uwadze powyższe należało w tej części postępowanie karne umorzyć na zasadzie art. 11 pkt. 2 kpk".


Jednakże w postanowieniu pomylono imię Gocza, czyniąc zeń Tadeusza. Zainteresowany złożył zażalenie, a efektem było kolejne postanowienie z 27 maja 1991 r.

   "Prokurator Prokuratury Wojewódzkiej w Krośnie po rozpoznaniu zażalenia podejrzanego Teodora Gocza na postanowienie prokuratora Prokuratury Rejonowej w Krośnie z dnia 26 marca 1991 r. sygn. akt 2 Ds. 207/91 o umorzeniu dochodzenia w sprawie przeciwko Teodorowi Goczowi podejrzanemu o popełnienie przest. z art. 61 ust. 2 ustawy z dnia 24 października 1974 r. Prawo Budowlane iż art. 199 § 2kk i in.
na zasadzie art. 409 i 413 § 2 kpk postanowił zmienić zaskarżone postanowienie poprzez przyjęcie, iż dochodzenie w części dotyczącej przywłaszczenia mienia zostaje umorzone z powodu braku ustawowych znamion czynu zabronionego (art. 11 pkt 1 kpk), a w pozostałej części zaskarżone postanowienie utrzymać w mocy.

Uzasadnienie
Postanowieniem z dnia 26 marca 1991 r. prokurator Prokuratury Rejonowej w Krośnie umorzył dochodzenie przeciwko Teodorowi Goczowi - wobec niepopełnienia przestępstwa w części dotyczącej zarzutu z art. 61 ust. 2 ustawy z dnia 24 października 1974 r. i wobec znikomego niebezpieczeństwa społecznego w części dotyczącej przywłaszczenia poręczy betonowych.
Na powyższe, zażalenie złożył podejrzany zarzucając, iż postanowienie odnosi się do Tadeusza Gocza sprawa zaś dotyczy Teodora Gocza. Jednocześnie podejrzany zauważył potrzebę doręczenia postanowienia o umorzeniu składającemu "wniosek o rewizję nadzwyczajną" Hospodarowi Obywatelskiego Kręgu Łemków Pawłowi Stefanowskiemu.
Niezależnie od zarzutów natury formalnej Teodor Gocz zarzucił powierzchowne i niedokładne prowadzenie postępowania o odtworzenie akt dochodzenia, niezgodne z prawdą i pomijające wiele faktów uzasadnienie postanowienia w części zarzutu dotyczącego kradzieży. Nadto Teodor Gocz podniósł, iż niezasadne jest przypisywanie mu kradzieży betonowych "krawężników".
Bezpośrednio po otrzymaniu zażalenia prokurator Jerzy Haligowski - autor postanowienia o umorzeniu dochodzenia, który nigdy nie sprawował funkcji prokuratora wojewódzkiego niezwłocznie sprostował oczywistą omyłkę pisarską dot. Imienia Teodora Gocza, wydając w dniu 19 kwietnia 1991 r. stosowne postanowienie.
Istotnie Prokuratura Rejonowa w Krośnie nie doręczyła postanowienia o umorzeniu Hospodarowi Obywatelskiego Kręgu Łemków w Polsce Pawłowi Stefanowskiemu, gdyż zgodnie z przepisami kodeksu postępowania karnego nie miała do tego podstaw. Zażalenie Teodora Gocza jest w części zasadne. Co tyczy się krzywd moralnych, wyrządzonych Teodorowi Goczowi, jego rodzinie i innym Łemkom, nie sposób zadośćuczynić im w postępowaniu karnym, które nie dostarczy także satysfakcji materialnej.
Przeprowadzone w 1976 r. przeciwko Teodorowi Goczowi postępowanie karne zakończone zostało niezasadnym postanowieniem o warunkowym umorzeniu i dlatego na wniosek Prokuratora Wojewódzkiego w Krośnie, Prokurator Generalny uchylił to postanowienie a w konsekwencji prokurator Prokuratury Rejonowej w Krośnie umorzył postępowanie w całości.
Zaskarżonym postanowieniem z dnia 26 marca br zasadnie umorzono dochodzenie na podstawie art. 11 pkt 1 kpk, tj. wobec niepopełnienia przestępstwa, odnośnie do zarzutu naruszenia art 61 ust. 2 ustawy z dnia 24 października 1974 r. Prawo budowlane. Wskazano też właściwe argumenty prawne.
Błędnie natomiast przyjął autor zaskarżonego postanowienia, iż czyn przypisywany Teodorowi Goczowi, określony w art. 199 $ 2 kk nie stanowi przestępstwa ze względu nu jego znikome niebezpieczeństwo społeczne (art. 11 pkt 2 kpk).
Tę podstawę prawną należało powołać w merytorycznym rozstrzygnięciu w 1976 r. i wówczas skutkowałaby ona nie warunkowe umorzenie a umorzenie postępowania karnego.
Formalnie zabór betonowych krawężników stanowił naruszenie przepisu art. 199 kk. ale już w chwili popełnienia nie miał charakteru przestępstwa, gdyż już wówczas miały one niewielką wartość a dla ich właściciela RDP nie miały praktycznie żadnej wartości, skoro nie były wykorzystane przez dłuższy czas. Podkreślić wreszcie należy, że zostały zabrane ze szlachetnego motywu przeznaczenia na budowę pomnika ku czci żołnierzy poległych w walkach o Przełęcz Dukielską. Obecnie, kiedy zabór mienia wartości 720 zł nie stanowi przestępstwa ze względu na brak ustawowego znamienia, podstawą umorzenia przeciwko Teodorowi Goczowi dochodzenia w tej części powinien być przepis art. 11 pkt 1 kpk: Dokonano więc w tej części stosownej zmiany podstawy umorzenia. W pozostałej części zaskarżone postanowienie, jako trafne, należało utrzymać w mocy".


Po latach
Od tamtych wydarzeń wiele się W Zyndranowej zmieniło. Stara zagroda Teodora Gocza to dzisiaj Muzeum Kultury Łemkowskiej. Do obiektów, które tu już istniały, przybyły kolejne: wiejska świetlica, kuźnia, kaplica. Teren skansenu ogrodzono, uporządkowano ekspozycję, wydano foldery, książkę, pocztówki. Muzeum objęło opiekę nad dawną chałupą żydowską, gdzie również urządzono wystawę. Skansen żyje, mimo braku instytucjonalnej pomocy, jest chętnie odwiedzany przez turystów, także zagranicznych. Co roku Towarzystwo Muzealne organizuje święto "Od Rusal do Jana", kultywujące tradycje kultury łemkowskiej i innych społeczności pogranicza. Odbywają się plenery rzeźbiarskie i malarskie, wystawy. Wydawany jest kwartalnik muzealny "Zahoroda". Muzeum przyczyniło się walnie do uratowania przed zagładą wielu łemkowskich zabytków, obyczajów, tradycji.
O tym, co się stało w 1976 roku przypomina kupka gruzów - pozostałości zniszczonego pomnika. Nie został odbudowany - te gruzy to symbol zła, które wówczas zawitało do Zyndranowej. W pobliżu powstało inne upamiętnienie - ofiar Jaworzna. Łemkowie z Zyndranowej nigdy nie doczekali się zadośćuczynienia za tę i inne krzywdy. Resztki pomnika wciąż o tym przypominają.
W połowie lat dziewięćdziesiątych, pewnego dnia do Zyndranowej zajechały dwa autokary wypełnione oficerami z Warszawskiego Okręgu Wojskowego, min. z jednostek w Dębicy i Rzeszowie. Dowódca, pułkownik przeprosił Teodora Gocza, za to co zrobili ich koledzy saperzy w 1976 roku i wręczył mu szklany puchar. Gocz był wzruszony ale nie tracąc przytomności umysłu zwrócił się do pułkownika o pomoc w odbudowaniu pomnika. Dowódca obiecał rzecz całą rozważyć ale na tym się skończyło.
Jednostkę saperska w Dębicy rozformowano i dziś nikt nie jest w stanie powiedzieć, co stało się z eksponatami muzealnymi, zabranymi z Zyndranowej. Dawne dowództwo jednostki utrzymywało, że zostały one pocięte i oddane na złom, chodziły jednak słuchy, że eksponaty przekazano jednej z rzeszowskich szkół. Żadna z tych wersji nie znajduje potwierdzenia w dokumentach. W muzeum zyndranowskim istnieje nadal dział wojenny, bogatszy niż przedtem. Na szczęście nikt już nie docieka, czy puste łuski i skorupy granatów stanowią zagrożenie dla turystów i mieszkańców Zyndranowej. Z uporem charakterystycznym dla ciężko dotkniętego przez los człowieka, Teodor Gocz podejmował starania o odbudowę pomnika lub postawienie nowego. Postulat ten zgłosił przed wyborami do samorządów ale otrzymał od władz Dukli odpowiedź, że gmina nie ma na taki cel pieniędzy, a po uzyskaniu stosownych, teraz już obowiązujących zezwoleń, sprawą musiałby się zająć społeczny komitet. A do społecznych inicjatyw Teodor Gocz czuje dziwną awersję. Zresztą, skończył się czas budowy pomników, przynajmniej tych, poświęconych Armii Radzieckiej. Więcej zapału i ochoty jest teraz do ich burzenia. Zyndranowski, jak widać, potraktowano jako próbę generalną. Warto tylko zauważyć, że w międzyczasie zmienił się ustrój.

Posłowie
Bohaterowie tamtych wydarzeń, zwłaszcza ci, którzy byli zaangażowani w walkę z pomnikiem, dziś wypowiadają się niechętnie lub w ogóle nie chcą mówić. Cóż, woleliby zapomnieć o swoim udziale w "akcji". Podkreślają, że nie oni decydowali, że przypadła im rola biernych wykonawców poleceń, płynących "z góry". W tamtych czasach realizowano wiele, całkiem niedorzecznych pomysłów dzięki temu, że ludzi opanowała niemoc i że nie mieli odwagi powiedzieć: nie. Trudno im to mieć za złe, ostatecznie każdy chciał żyć, pracować, a narażenie się władzy mocno utrudniało egzystencję.
Warto się zastanowić nad mechanizmem podejmowania decyzji. W oparciu o fałszywe przesłanki, zwykły donos i pomówienie, ta, odnosząca się do losów pomnika zrodziła się w Krośnie, w gabinecie ówczesnego pierwszego sekretarza KW PZPR. Plotka, że Gocz buduje pomnik dla UPA miała niesłychaną nośność, toteż nikt nie pofatygował się, żeby ją sprawdzić. Raz podjęta decyzja była ostateczna, bo przecież partia się nie myliła i nie mogła przyznać się do błędu. Kiedy ruszyła machina urzędniczej i partyjnej biurokracji, żadna siła nie mogła jej powstrzymać.
Rzecz jasna, można oceniać kto był bardziej gorliwy, a kto mniej ale czy to dzisiaj ma jakieś znaczenie? Najbardziej winnym był system, który paraliżował odruchy zdrowego rozsądku i przejawy myślenia. Ten zaś już nie istnieje, podobnie jak zyndranowski pomnik. Z tej historii rodzą się refleksje, a najważniejsza brzmi: obyśmy nie musieli przeżywać podobnych zdarzeń pod płaszczykiem innej ideologii.

"Wojna o pomnik" - tekst Artur Bata, Oficyna Wydawnicza "Apla", Krosno 2002 r., nakład 500 egz., 64 strony.


beskid-niski.pl na Facebooku


 
681

Komentarze: (0)Dodaj komentarz | Forum
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Imię i nazwisko:
E-mail:
Tekst:
Suma liczb 4 i 4: (Anty-spam)
    ;


e-mail: bartek@beskid-niski.pl
Copyright © 2003 - 2016 Wadas & Górski & Wójcik
Wsparcie graficzne: e-production.pl
praca w Niemczech|prosenior24.pl
Miód
Idea Team
Tanie odżywki
Ogląda nas 10 osób
Logowanie