• Łemkowie w III Rzeczypospolitej
  • Fundacja Rutenika
  • "Pamięć silniejsza od śmierci" - akcja odbudowy cmentarzy łemkowskich
  • Nieformalna Grupa Kamieniarzy "Magurycz"
  • Kalendarium działalności N.G.K. "Magurycz"
  • Sprawozdanie za rok 2004 N.G.K "Magurycz"
  • Sprawozdanie - wiosna 2005 N.G.K "Magurycz"
  • Sprawozdanie - lato 2005 N.G.K "Magurycz"
  • Sprawozdanie - I-szy obóz - lato 2006
  • Sprawozdanie za rok 2006 N.G.K. "Magurycz"

 

/ Łemkowie / Działalność społeczna / Sprawozdanie - lato 2005 N.G.K "Magurycz"
 

Cmentarze pełne są ludzi, bez których świat nie mógłby istnieć.

DZIAŁANIA
NIEFORMALNEJ GRUPY KAMIENIARZY "MAGURYCZ"
W VII, VIII, IX i X 2005 ROKU

Pierwszy tegoroczny obóz (dwudziesty ósmy) opisałem w poprzednim numerze "Płaju". Trzy następne - w Jaśliskach, Mszanie i Kotani - przybliżam poniżej nieco odmiennie niż do tej pory. To podziw dla tych wszystkich zwykłych ludzi kazał skupić się nie tylko na kamieniach, ale także na nich. To oni powodują, że to, co jest czytelne dla nielicznych, staje się dostępne dla wielu. Nie sądzę, żeby oczekiwali ode mnie hołdu jakiegoś, ale postanowiłem, że nie muszą być całkiem anonimowi. Dla mnie są niezwyczajni nie dlatego, że sprzyjają moim wyobrażeniom, ale że gdzieś w nich tkwi imperatyw, który każe im pracować ot tak, w nadziei, że sens, istota będą czytelne.

"Ślikota" (29 obóz)

9 lipca wieczorem dotarliśmy do Nowicy, do mojego domu, który jest naszym azylem. Większość nocy poświęciliśmy na przygotowanie sprzętu. 10 lipca, w niedzielę, kiedy ludzie gromadzili się przed cerkwią w oczekiwaniu na liturgię, my wyruszaliśmy do Jaślisk.
Kiedy dotarliśmy na miejsce, Bełcza wzbierała i przenoszenie sprzętu na drugi, zachodni brzeg potoku w strugach deszczu nie było ani łatwą, ani zachęcającą czynnością. Kuba (nieoceniona kolumna transportu), który dowiózł większość gratów, musiał nas opuścić, czego później żałował. Tylko widok nadgryzionych czasem i wodą macew nadawał sens naszym staraniom. Kiedy w końcu mogliśmy zgromadzić się wokół ognia, pomyślałem - zważywszy wcześniejsze perypetie związane z planem wydobywania macew, z których zbudowano tamę - że nic nam nie sprzyja i... nie była to prawda.
Obudziło nas czyste niebo, słońce i znikająca w oczach rosa. Niżej podpisany, Heniek (który nie kapuje praw fizyki), Rysiek (któremu nie wolno dźwigać), mój brat Filip (który zaskakuje stoicyzmem), jego syn Jacek (który ma 14 lat), Weronka (która jest niesamowitą drobną kobietą) i Kaśka (która postanowiła poznawać kulturę żydowską) - siedem osób, siedem dni pracy i trzydzieści kilka macew w bardzo różnym stanie. Miało być nas więcej, ale urzędnicy gminy Dukla potraktowali nasze chęci niepoważnie, nonszalancko, żeby nie powiedzieć obcesowo... tylko tyle nas zdołało dotrzeć w innym niż wcześniej ustalony terminie. Parę dni później dołączyła do nas Ania (która gotowa jest do różnych szczególnych działań).
Czwartego dnia pracy zaczęliśmy wywozić odkopane i oczyszczone macewy do magazynu w Posadzie Jaśliskiej. Operowanie kamieniami ważącymi po kilkaset kilogramów nie jest rzeczą łatwą, tym samym załadowanie przyczepy zajmowało nam średnio pół dnia. Pan Marian Zielonka, który podjął się manewrowania traktorem w potoku, na co patrzyliśmy z podziwem - Ursus prowadzony taką ręka mógłby wylądować na Księżycu - patrząc na naszą pracę, kwitował wysiłki jednym słowem: "ślikota" - co znaczy "pięknie, dobrze". Jednocześnie zastanawiał się z Krzyśkiem, pracownikiem składu budowlanego w Jaśliskach - potrafi koparką, do której łyżki podwieszona jest macewa, pokonać niemal każdą przeszkodę - czy może dotknąć ich jakieś przekleństwo ze strony rabina.
Jak się później okazało, jedna z macew znaczyła pochówek rabina Szymona (syn Dawida, rabin przez 35 lat, sędzia, żył 66 lat, zm. 1 adara 5689). Obstawałem za pochwałą, nie przekleństwem. W końcu odkrywanie przeszłości może być pouczające, a szacunek dla niej nie może być przyczyną anatemy. Co prawda, przyznać trzeba, że kiedy przemierzaliśmy opłotki Jaślisk z dwukółką wypełnioną nagrobkami, wyglądaliśmy co najmniej intrygująco - taki obwoźny cmentarz... Do tego stopnia intrygująco, że pani w sklepie mięsnym w Jaśliskach uznała, że nie posiada właściwego mięsa (czytaj koszernego), którego nikt nie oczekiwał, bowiem nie było wśród nas nawet jednej osoby o żydowskich korzeniach.
Macewy z jaśliskiego kirkutu zostały - jak wspomniałem - umieszczone w magazynie w Posadzie Jaśliskiej. Jaki będzie ich dalszy los na razie nie wiem. Gmina chce żeby powstało lapidarium, my tymczasem uważamy, że powinny wrócić na cmentarz. Nie będzie to jednak łatwe, bowiem kirkut pozostaje obecnie w rękach prywatnych, a urząd nie kwapi się do naprawienia karygodnego błędu jakim pozostaje sprzedanie cmentarza. W związku z powyższym poprosiliśmy o pomoc Fundację Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego i mamy nadzieję, że odniesie to jakiś skutek.
W tym miejscu podziękować pragniemy rabinowi Avrasimowi Zeligowi, który przetłumaczył hebrajskie inskrypcje z jaśliskich macew, dzięki czemu ludzie, których nagrobkami zajmowaliśmy się, przestali być dla nas anonimowi.

Imiona, nazwiska i daty śmierci Żydów pochowanych na kirkucie w Jaśliskach spisane z macew przewiezionych do magazynu w Posadzie Jaśliskiej z miejsca, w którym użyte zostały do budowy tamy i młynówki:
Arie Lejb, syn Szmuela, zm. 1 adara 5649 (?); Awracham Eibisz, syn Szloma, zm. tewet 5694; Ben ? (mężczyzna); Cwi Mendel, syn Jakoba, zm. tammuz 56.. (?), żył 64 lata; Eljachu, zm. 5687; Freida Gitru, córka Cwi, zm. 5680; Hinde (?), córka Cwi, zm. (?) kislewa 5683; Ili Eizel, syn Josefa, zm. 5680; Jeszua Aszer, syn Dawida, zm. 14 tiszreia (przed Sukotem) 5675; Jota Mendl Leizer, zm. 5696; Klonimus Kalman, syn Szmuela, uczył Tory, data (?); kobieta; kobieta, Brendl, zm.5676; kobieta, córka Fridy, Leibusz (2 imię); Liachu, zm. 19 nisana 5677, uczył Tory; Meir, syn Cwi, z miasta Jawora (?), zm. w Jom Kipur 5655; Meir, syn Cwi, zm. 5675; Menachem Cwi, syn Zewa, kapłan, zm. 14 kislewa 5659; mężczyzna, zm. 5655; Pinchas syn Naftalego, zm. 5675; Pinchas, syn Naftalego, zm. 5685; Rachela, córka Cadoka, zm. 5671; Ryfka, córka Szymona, zm. 18 awa 5696; Sara Feiga, córka Szymona, zm. 5664; Sara Gouda, córka Icchaka, zm. 5699; Sara Perl, córka Israela Zewa, zm. 5681; Szalom (mężczyzna); Szewa, córka Jechudy, zm. 5695; Szymon, syn Dawida, rabin przez 35 lat, sędzia, żył 66 lat, zm. 1 adara 5689; Tojbe Brindil, córka Issachara, zm. 12 kislewa 5686.

Jaśliska, gm. Dukla - 29 obóz, dotacja z Urzędu Miasta i Gminy Dukla - z brzegu i koryta potoku Bełcza wydobyliśmy, oczyściliśmy i częściowo skleiliśmy ponad 30 macew (w tym jedna granitową), które tymczasowo znalazły miejsce w magazynie w Posadzie Jaśliskiej. Mamy nadzieję, że w przyszłym roku umieścimy je na kirkucie.

"Nie pracujcie w niedzielę..." - rydzykowna historia (30 obóz)

Czterdzieści dni później uścisnęliśmy się na cmentarzu w Mszanie w znacznie szerszym gronie. Byliśmy tam, na cmentarzu cerkiewnym, w maju, który miał być ciepły wedle moich wyobrażeń. Te okazały się fałszywe, ale w sierpniu pogoda nam sprzyjała. Cmentarz przywitał nas ciepłem i pamięcią. Tylko miejscowy ksiądz zgromił mnie (punka całą gęba, dla którego punk to nie rurki z kremem - gdzie takie jeszcze można dostać?) wzrokiem i wycedził, że praw boskich nie rozumiem skoro pracujemy w niedzielę. Nie mnie rozstrzygać co właściwe jest, a co nie, ale wierzę, moje prawo, że Bóg rozumie nasze starania.
Nagrobki pozostawały na pierwszy rzut oka w całkiem przyzwoitym stanie, drugie spojrzenie przekonywało, że to złudzenie. Dwa tygodnie spędziliśmy na żmudnym czyszczeniu ich z wapna, którym zostały pomalowane w listopadzie 2004 roku. Piszę "żmudnym", ponieważ zwykle w ciągu takiego czasu jesteśmy w stanie wyremontować ponad 30 nagrobków. Wierzę, że nikt nie powtórzy tej szkodliwej dla kamienia - co udowodniono - czynności. Mnóstwo czasu poświęciliśmy także na rozbieranie i ponowne, poprawne składanie nagrobków, na wyjmowanie krzyży żeliwnych celem ich naprawy, zabezpieczenia dybla środkami antykorozyjnymi i montażu za pomocą zapraw hydrofobowych. Ta ostatnia czynność jest o tyle istotna, że utleniające się żeliwo poważnie zwiększa swoją objętość (do 3 cm!!!), to z kolei skutkuje rozsadzaniem kamienia. Przy czym 4 krzyże żeliwne w Mszanie są na tyle okazałe, że ich demontaż i montaż wymagał używania trójnogu. Naturalnie krzyżom kamiennym poświęciliśmy równie dużo uwagi.
Mszana należy do nielicznych miejscowości, w których pochowanych jest tak wielu proboszczów. Na cmentarzu "grzebalnym" spoczywa Julian Durkot zmarły 25 IX 1907 roku, proboszcz Mszany w latach 1875-1907, a jednocześnie dziekan dukielski w latach 1895-1907 oraz ksiądz Stefan Tarnowycz (1869- 3 XII 1908), który był tutejszym proboszczem niespełna rok. Ten ostatni był ojcem pochodzącego z Rostajnego, znanego działacza łemkowskiego, Juliana Tarnowycza (1903-1977), autora m.in. "Ilustrowanej historii Łemkowszczyzny". Na cmentarzu "cerkiewnym" znajdujemy zaś nagrobek miejscowego proboszcza w latach 1799?-1855 i jednocześnie dziekana dukielskiego w latach 1840-1855, Hryhoryja Ławrowskiego (*1770 lub 1776 - +12 I 1856) oraz proboszcza Mszany w latach 1857-1874, Mychajło Konstankewycza, który zmarł w Mszanie 26 II 1874 roku. Po raz pierwszy bodaj zajmowaliśmy się cmentarzem, na którym wszystkie - z wyjątkiem 2 - nagrobki pochodzą z miejskich warsztatów kamieniarskich.
Pracowały z nami tamże trzy nowe wolontariuszki: Marysia, Magda i Monika, które zaskoczyły nas pracowitością, zaangażowaniem i zrozumieniem dla idei ratowania cmentarzy.

Mszana, gm. Dukla - 30 obóz, dotacja z Fundacji J&S Pro Bono Poloniae - greckokatolicki cmentarz grzebalny - prace remontowe (z wykorzystaniem technik konserwatorskich) i porządkowe przy 17 nagrobkach piaskowcowych; greckokatolicki cmentarz cerkiewny - rekonstrukcja i montaż żelaznego krzyża na nagrobku parocha w Mszanie i dziekana dukielskiego Hryhoryja Ławrowskiego.

"Mi to pasuje... bardzo, w odróżnieniu od tego co pasuje mi jak... nic" (31 obóz)

Kotań zaskoczyła nas na tyle sposobów, że czuję się zobligowany do - choćby krótkiego - opisu. Zwłaszcza, że to co spotkało nas było ze wszech miar pozytywne, co niezbyt często zdarzało się do tej pory. W porównaniu do Mszany choćby, w której obserwowano nasze starania z dystansem, Kotań była... rajem. Janek dowoził nam wodę na zawołanie, nie tylko on, mieszkańcy i ich dzieci donosiły nam mleko, śmietanę, masło, ser, grzyby, ziemniaki, konserwy i gotowe potrawy, ksiądz Piotr Kuźniar z Krempnej dostarczał cokolwiek chcieliśmy, Basia i Darek Mielczarkowie służyli wszelką pomocą, gospodarz z sąsiedztwa obdarował nas miodem, sołtys przewiózł traktorem blok piaskowca z Krempnej, bywalcy chaty w Nieznajowej też mają swój wkład w to co zrobiliśmy, a nadto przychylność wielu turystów... w sumie niesamowite. No, tylko przygoda z jednym...frajerem, znaczy fotografem, który nie był łaskaw zapytać mnie czy chcę występować na jego fotografiach.
Poszukiwania dokumentacji lapidarium spełzły na niczym... zgroza. To jeszcze jeden dowód na to, że tworzenie lapidariów to niemal zawsze chybione rozwiązanie. Muszę szczerze przyznać, że niektóre krzyże przyporządkowaliśmy do cokołów na wyczucie. Nie mamy pewności czy poprawnie. Zadecydowała wiedza o kamieniarstwie Łemkowszczyzny, podobieństwa (ikonografia i rozmiary) i doświadczenie. Barbarzyństwo? Niewiele brakuje! Zdaję sobie sprawę z możliwości błędu, ale co począć kiedy brak "instrukcji"? Rzecz jasna wolałbym żeby zgromadzone w Kotani nagrobki wróciły na cmentarze, z których zostały zabrane, ale żeby miało to sens i było zgodne z logiką należałoby dysponować ścisłą dokumentacją, która bez cienia wątpliwości wskazywałaby miejsce, z którego zabrano konkretny nagrobek (np.: 15 m od płd. granicy cmentarza i 20 m od zach., to też przy założeniu, że tak samo odczytane zostaną granice). Pochodzenie tylko jednego nagrobka nie budzi żadnych wątpliwości. Znaczył on pochówek Ludwika Hwozdowycza (*1829 +27 IX 1859), parocha w Ciechani w latach 1857 - 1859.
Praca w Kotani to mnóstwo czyszczenia, wiercenia (mieliśmy, co rzadkie, dostęp do prądu), kucia, klejenia i kitowania. Skleiliśmy na cmentarzu i w lapidarium w sumie 17 kamiennych krzyży, czasami z wielu części, co jest swoistym rekordem... Umieszczenie większości z nich na cokołach wymagało używania trójnogu do podnoszenia kolejnych elementów. Jeden z krzyży znalazł miejsce poza ogrodzeniem terenu cerkiewnego, tuż przed cerkwią, a to stąd, że - naszym zdaniem - żaden z cokołów w lapidarium nie był jego podstawą. Krzyż ten ma szczególną formę (być może jest krempniańskiej proweniencji, choć kwestia istnienia warsztatów kamieniarskich tamże jest co najmniej tajemnicza), a jednocześnie myślę, że znalazł właściwe miejsce.
Na obozach "Magurycza" sporadycznie ktoś się obija, ale przyznać muszę, że nie spodziewałem się, że pójdzie nam tak zręcznie w Kotani. Oczywiście taki miałem plan. Niemniej mam nieodparte wrażenie, że jest to wynik samozaparcia wolontariuszy, ono zaś ma źródło także w opiece i pomocy jaką okazali nam mieszkańcy Kotani i okolic, o których wspomniałem wcześniej. W gruncie rzeczy nie interesuje mnie specjalnie, co kto myśli, o tym co robimy, ale w takiej atmosferze praca jest łatwiejsza po prostu. Wygląda na to, że nieprędko opuścimy okolice Krempnej. Powiem więcej, będzie żal kiedy nie pozostanie w okolicy żaden cmentarz do wyremontowania. Czuję, że gdybyśmy wszędzie spotykali się z taką przychylnością, moglibyśmy robić jeszcze więcej.

Kotań, gm. Krempna - 31 obóz, dotacja z Fundacji Wspomagania Wsi i Fundacji im. Stefana Batorego - greckokatolicki cmentarz cerkiewny, na którym urządzono w połowie lat 60-tych XX w. lapidarium, gdzie zgromadzono nagrobki (i rzekomo krzyże przydrożne?) z Żydowskiego, Rozstajnego i Ciechani (tak, tak, jeśli chcieć zręcznie i sensownie przetłumaczyć łemkowską nazwę tej wsi, to tylko tak!), a być może także innych miejscowości - prace remontowe (z wykorzystaniem technik konserwatorskich) i porządkowe przy 23 nagrobkach (?) (na rok przyszły zaplanowaliśmy wykonanie rekonstrukcji brakujących elementów 4 krzyży piaskowcowych); greckokatolicki cmentarz grzebalny - prace remontowe (z wykorzystaniem technik konserwatorskich) i porządkowe przy 9 nagrobkach piaskowcowych.

Magia liczb?

Cztery tegoroczne obozy trwały w sumie 50 dni roboczych. To daje grubo ponad 7000 godzin pracy, nie wliczając w to czasu, który trzeba poświęcić pisaniu aplikacji, zakupom, przygotowaniom i rozliczeniom z (nieocenionymi) fundacjami. Jeśli pomnożyć te godziny przez 6 zł (co nie jest wygórowaną stawką!) to daje 42000 zł. To minimalna wartość pracy prawie 40 osób, które zajmowały się 90 nagrobkami i krzyżami przydrożnymi, dokumentacją i poszukiwaniami archiwalnymi. Na wszystkie cztery obozy uzyskaliśmy dotacje opiewające na kwotę 34565 zł, co pozwoliło pokryć koszty przejazdów, materiałów, części narzędzi, dokumentacji, wyżywienia i transportu tego co niezbędne.

Uczestnicy prac w VII, VIII, IX i X

Ryszard Babiasz (Warszawa), Katarzyna Brol (Gliwice), Anna Daciów (Warszawa), Magdalena Grenda (Warszawa), Weronika Grygowicz (Biecz), Karolina Hendrys (Kraków), Anna Jurczyszyn (Sanok), Jakub Leja (Jasło), Aneta Łukasik (Brzesko), Joanna Mikowska (Siary), Filip Modrzejewski (Warszawa), Jacek Modrzejewski (Warszawa), Szymon Modrzejewski (Nowica), Damian Nowak (Biecz), Monika Pieniążek (Dębica), Marcin Pietrusza (Korczyna), Monika Rdzanek (Warszawa), Monika Słomczyńska (Poznań), Justyna Sułkowska (Limanowa), Kinga Szewczyk (Ustrzyki Dolne), Piotr Szmyd (Jasło), Agnieszka Sztaba (Gorlice), Bartosz Wiśniewski (Kraków), Jakub Zaremba (Konstancin), Mariusz Ziemba (Jasło), Marysia, a nadto 4 bywalców chaty w Nieznajowej.
Powyżej wymieniłem tylko te osoby, które brały udział w pracach minimum 10 dni lub miały na ich przebieg istotny wpływ, co nie zmienia faktu, że dziękuję wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób przyczynili się do realizacji moich zamierzeń. Szczególne podziękowania należą się Ryśkowi, Kubie i Heńkowi (dwaj ostatni panowie to "kolumna transportu").

Appendix: konteksty


Cmentarze stały się dla mnie axis mundi i imago mundi jednocześnie. Nie wiem dlaczego. Stały się też ważne dla wielu, bez których zrobiłbym niewiele. Kiedy ktoś pyta, dlaczego (?) tak mnie to pociąga, odpowiadam: "po prostu", ale... szukam czasami kontekstów:
"Hermeneuta musi prowadzić swe prace /.../, na podwójnej niwie, na której się schodzą i przechodzą w siebie dzieje ludzkości i współczesność człowieka. W imię jedności rodu ludzkiego ma hermeneuta przyswoić - bo do tego winno zmierzać rozumienie - swym współczesnym zdobycze obcych ludzi z różnych stron i innych czasów; /.../, musi jakoś znieść dystans stwarzany przez obcość, odrębność, inność i wytłumaczyć jego powstanie".
Musi także poradzić sobie z: "obojętnością wobec tego, co minione, odrzucaniem dziedzictwa, niszczeniem dorobku przodków, pogardą, wstrętem, wrogością okazywaną innym kulturom...".
Nigdy nie myślałem o filozofii ze specjalną atencją. Nie jestem - rzecz jasna - hermeneutą, ani w sensie filozoficznym, ani - tym bardziej - teologicznym. Tyle tylko, że to, co robimy, wpisane jest w istotę hermeneutyki. Filozofię zastępuje imperatyw wpływania na rzeczywistość, co wyraża się dbałością o kamienie, w których zapisana jest przeszłość i... przyszłość. Rzeczona dbałość to zwyczajna fizyczna praca - żmudna, wymagająca cierpliwości, a bywa ciężka. Wierzę zwyczajnie, że rok 2006, dwudziesty rok działania, nie będzie ostatnim...; a 2005 był niezwykle, cholernie udany.

         Szymon Modrzejewski


Polecam również zapoznanie się z innymi tekstami związanymi z działalnością N.G.K. "Magurycz
O Nieformalnej Grupie Kamieniarzy "Magurycz"
Kalendarium obozów "Nadsanie" i obozów N.G.K. "Magurycz"
Skrócone sprawozdanie za rok 2004 z XVIII sezonu (26 i 27 obozu) N.G.K. "Magurycz" Skrócone sprawozdanie - wiosna 2005 (28 obóz) N.G.K. "Magurycz"
Sprawozdanie za rok 2006



Wszystkich chętnych do pracy z nami lub wspierania naszej działalności - w każdej sensownej formie - zapraszamy!
KONTAKT: szymon@magurycz.org


Zapraszamy do zapoznania się z wystawą fotografii
dokumentującą 20-letnią działalność N.G.K. "Magurycz.
Na wystawę zapraszamy do Nowicy (dom nr 13 obok cerkwi)

beskid-niski.pl na Facebooku


 
613

Komentarze: (0)Dodaj komentarz | Forum
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Imię i nazwisko:
E-mail:
Tekst:
Suma liczb 3 i 8: (Anty-spam)
    ;


e-mail: bartek@beskid-niski.pl
Copyright © 2003 - 2016 Wadas & Górski & Wójcik
Wsparcie graficzne: e-production.pl
praca w Niemczech|prosenior24.pl
Miód
Idea Team
Tanie odżywki
Ogląda nas 9 osób
Logowanie