Góry
  • Turystyka piesza
  • Mapa wydawnictwa PTR Kartografia na podkładzie map WIG
  • Mapa wydawnictwa Compass. Wydanie III z 2005 roku.
Łemkowie i Łemkowszczyzna
  • Łemkowie
Obiekty i miejscowości
  • Miejscowości
  • Cmentarze wojenne
  • Cerkwie i kościoły
  • Tabela obiektów
Przyroda
  • Przyroda
Noclegi
  • Noclegi
  • Jak znaleźć nocleg?
  • Dodaj ofertę
Galerie zdjęć
  • Najlepsze zdjęcia
  • Panoramy sferyczne
  • Galerie tematyczne
  • Zdjęcia archiwalne
Informacje praktyczne
  • Przejścia graniczne
  • Komunikacja
  • Pogoda
Sport
  • Rower
  • Sporty zimowe
Portal beskid-niski.pl
  • Wyniki zakończonego konkursu
  • Księga gości
  • Subskrypcja
  • Linki
  • Mapa portalu

 

/ Aktualności /
 
"Gazeta Gorlicka" - piątek 29 sierpnia 2008
("Gazeta Gorlicka" jest regionalnym dodatkiem "Gazety Krakowskiej")

"Duchowny to również menedżer"

O unijne pieniądze walczą nie tylko rolnicy, samorządowcy czy przedsiębiorcy

Obserwując współczesną parafię, coraz częściej stajemy przed faktem, że ksiądz, poza posługą duchowną, musi być menadżerem. Powód jest dosyć trywialny - pieniądze. Zabytkowe kościoły i świątynie wymagają niejednokrotnie nakładów finansowych, których z oczywistych względów nie są w stanie ponieść parafianie. Zaczyna się więc szukanie pieniędzy pozą parafią. Często ich źródłem jest Bruksela, Urząd Marszałkowski, a nawet fundusz norweski.

To pozostanie na zawsze w parafii
- Do gładyszowskiej parafii przyszedłem wraz z żoną w 1998 roku. Wtedy zaczęliśmy organizować wakacyjne obozy dla dzieci z całej Polski. Do dzisiaj pamiętam te pola namiotowe, które wyrastały każdego lata. Nie było łatwo. Dzieci miały do dyspozycji dwie toalety i prysznic, ale czuły się u nas dobrze. Wtedy powstała koncepcja, aby wybudować prawdziwy ośrodek - opowiada ks. Arkadiusz Barańczuk, proboszcz parafii prawosławnej w Gładyszowie.
Swoimi planami podzielił się z ks. arcybiskupem diececzji przemysko-nowosadeckiej Adamem w Sanoku. Ten zaś zaaprobował pomysł. Jednym z argumentów, który przemówił za jego realizacją, był fakt, że w diecezji przemysko-nowosądeckiej nie ma dotychczas ośrodka, który spełniały taką funkcję. I tak w grudniu 2001 roku rozpoczęła się budowa Prawosławnego Ośrodka Miłosierdzia Eleos z siedzibą w Gładyszowie.
- Początki, to szukanie sponsora, który przekazałby nam materiały budowlane niezbędne do rozpoczęcia realizacji projektu. Później, krok po kroku, przez różne fundacje i stowarzyszenia szukałem kolejnych pieniędzy - wspomina.
Dzisiaj ośrodek jest niemal gotowy. Do dyspozycji zarówno gości z zewnątrz, jak i mieszkańców wsi będą trzy sale rehabilitacyjne, gabinet hydroterapii, wyposażona kuchnia z jadalnią, zaplecze sanitarne - 20 łazienek, winda dla niepełnosprawnych, podjazdy. Te ostatnie zostaną sfinansowane z pieniędzy Urzędu Marszałkowskiego Województwa Małopolskiego
- Jeszcze sporo pracy przed nami, ale marzy mi się, żeby ośrodek był nie tylko centrum kulturalnym, ale miejscem pomocy i miłosierdzia - dodaje.
Bogatszy o sześć lat doświadczeń w pozyskiwaniu sponsorów i pieniędzy podkreśla zdecydowanie: - Dzisiaj wystarczy w zasadzie komputer z internetem i dużo samozaparcia. Wielogodzinne sesje przynoszą niejednokrotnie cenne owoce. Są fundacje i stowarzyszenie, które czekają z pieniędzmi na takich jak ja. Trzeba ich tylko przekonać, że to, co planuję, ma sens i przyniesie wymierne efekty. Wiele z firm, jak choćby operatorzy telefonii komórkowych, chętnie wspierają różnego typu przedsięwzięcia, ale trzeba im pokazać, że już się coś zrobiło, że kościół nie jest studnią bez dna - mówi z przekonaniem.
Ksiądz Arkadiusz niektóre wnioski pisze sam, czasami korzysta z pomocy innych. Osobiście zawozi je do instytucji.
- Drogę do Krakowa czy Warszawy znam już na pamięć, mogę jechać z zamkniętymi oczami - mówi z uśmiechem. – Znają mnie tam tak dobrze, że nawet nie muszę się przedstawiać. Dzięki temu, tylko w ubiegłym roku "przerobiłem" około 600 tysięcy złotych - dodaje.
Po chwili jednak poważnieje.
- Oczywiście nie jest tak, że każdy przygotowany przeze mnie wniosek zostaje przyjęty, a parafia dostaje pieniądze. Z drugiej strony, jeśli się uda i dostajemy pieniądze, to coś za nie robimy, coś co widać. To na zawsze zostanie w Gładyszowie. Nawet gdybym musiał zmienić parafię, nie zabiorę przecież ze sobą ośrodka, nie spakuję do worka i nie odjadę z tym, co udało mi się tutaj zrobić - mówi.

Atutem - siła przekonywania
Nowica. Niewielka wieś gdzieś w Beskidzie Niskim. Nad dachami domów króluje masyw Magury Małastowskiej. Spokój jest tutaj pozorny, bowiem od lat działa w Nowicy Ośrodek Duszpasterstwa Młodzieży "Sarepta" prowadzony przez ks. Grzegorza Nazara, proboszcza parafii greckokatolickiej w Pętnej, Gorlicach i Rozdzielu.
- Nie jestem dobrym finansistą, brakuje mi tego ekonomicznego zacięcia. Jeśli miałbym się trzymać ekonomicznej terminologii, to jestem menadżerem ludzi. Staram się wykorzystać ich potencjał. Wbrew pozorom wymaga to niemałego zaangażowania - mówi z uśmiechem. Przyznaje, że nie zawsze udaje mu się pobudzić ich do działania, przekonać do swoich racji. To czasami studzi jego zapał, ale - jak zapewnia - stara się szybko z tego otrząsnąć. Ośrodek Sarepta powstał na bazie starej chaty. Teraz to kompleks budynków, który w okresie wakacji służy, jako miejsce spotkań rekolekcyjnych. Jego formuła jest otwarta, więc służy także jako miejsce imprez, lokalnych uroczystości, a nawet zabaw.
- Prowadzenie ośrodka wymaga nie tylko nakładów finansowych, ale również rzeczowych, związanych z mniejszymi czy większymi remontami. To w pewnym sensie moja działka. Ta ja wyruszam na rozmowy, przekonuję do darowizn czy pomocy. Rubryki i tabelki nie są tym, co do mnie przemawia. Zdecydowanie bardziej wolę bezpośredni kontakt, rozmowę - przekonuje po raz kolejny.
Jakie zalety musi mieć ksiądz, by przekonać, że warto mu pomóc? - pytam.
-- Nie wiem. Ja chyba mam w sobie to coś. Pani też się uśmiecha, gdy rozmawiamy. Widocznie wzbudzam zaufanie. To potwierdza, co powiedziałem wcześniej - jestem specjalistą od kontaktów międzyludzkich - zapewnia z uśmiechem.
Po chwili poważnieje, zwraca uwagę na inny aspekt pracy duszpasterskiej.
- Umiejętności organizacyjne, czy ta "ekonomiczna żyłka" to także dar. Jeden będzie mówił piękne kazania, inny świetnie odnajdzie się w gąszczu przepisów. Szukanie pieniędzy, pisanie projektów, pozyskiwanie sponsorów nie jest tym, na czym powinien skupiać się duchowny. Księża niejednokrotnie podejmują takie działania, bowiem zmusza ich do tego rzeczywistość. Ocenianie przez pryzmat operatywności nie jest sprawiedliwe. Ci, którzy mierzą taką miarą, zapominają, że wierzący, który przychodzi do konfesjonału, chciałby tam znaleźć księdza, który pomoże mu w jego rozterkach, wskaże drogę, czasem rozwiązanie problemów. Na pewno nie będzie szukał ekonomisty - podkreśla zdecydowanie.

Miliony za punkty
Gruby segregator w zielonym kolorze odcina się od bieli obrusu, który pokrywa stół w kancelarii parafialnej bieckiej fary.
- To efekt naszej pracy, przygotowań, bieganiny po urzędach. Setki zapisanych stron, pieczątek, parafek. Niestety, w końcowym efekcie okazało się, że zabrakło dwóch punktów. Tym samym nie dostaliśmy 1,3 mln euro, o które wnioskowaliśmy do funduszu norweskiego - mówi ze smutkiem proboszcz ks. Władysław Kret. - To wszystko, co zawiera ten segregator, kosztowało parafię 90 tys. złotych. Tyle bowiem wyniosły koszty przygotowania wniosku - dodaje.
Niebagatelna kwota, niemal sześciu milionów złotych, o które walczył biecki proboszcz, była skrupulatnie rozdysponowana. Lwia część miała zostać przekazana na remont i modernizację szpitala św. Ducha, w którym w przyszłości ma się mieścić hospicjum św. Jadwigi. Ks. Kret, składając wniosek, był przekonany, że ta perełka architektury zostanie doceniona, a tym samym uratowana przed całkowitym zniszczeniem. Inwestycje, które planował przeprowadzić, miały trwać trzy lata. W tym krótkim, jak na ich rozmach, czasie wraz z remontem szpitala miały być prowadzone prace przy kolegiacie.
- Tym, co nas dyskwalifikuje we wszelkich konkursach, jest brak pieniędzy na wkład własny. Przykład? Ot, choćby pierwszy z brzegu. Wnioskowaliśmy o 670 tys. złotych na strop i dach w szpitalu. Przyznano nam 50 tys. złotych. Mieliśmy je dostać pod warunkiem, że przedstawimy zaświadczenie, iż parafia posiada wkład własny w wysokości 290 tys. złotych - mówi z goryczą. - A skąd my mamy wziąć tak duże pieniądze? - pyta retorycznie.
Rad nierad powoli bierze sprawy we własne ręce. Drobnymi krokami, z pomocą parafian i zaprzyjaźnionych firm remontuje zabytki. Udało się odnowić między innymi ołtarz soborowy, balaski, feretrony Matki Bożej, św. Józefa, tak zwana belkę tęczową, czyli scenę ukrzyżowania, schody do kościoła.
- Nie ukrywam, że wiele prac wykonuję na własną rękę. Nadzór konserwatora zabytków niestety potęguje koszty. To, co mogę zrobić za kilkanaście tysięcy, według kosztorysu konserwatora wymaga znacznie większych nakładów finansowych - mówi. - Od czasu do czasu zadzwoni do mnie biskup, upomni. Ja zaś tłumaczę, że w inny sposób nie dam rad nic zrobić - dodaje.
Na razie nie wiadomo, jak będą postępowały prace remontowe. Bez pieniędzy nie ma szans na jakikolwiek manewr.
- Biecz jest za mały, aby ponieść tak duże koszty remontów. Pozostaje nam grać w totolotka i modlić się o dużą wygraną. To gorzki żart, ale prawdziwy - mówi z powagą.
Choć podobnie jak poprzednicy, nie żałuje wysiłku, to potwierdza ich zdanie.
- Częste wyjazdy do Krakowa czy Warszawy powodują, że wiele spraw związanych z posługą duszpasterską jest, delikatnie mówiąc, traktowanych powierzchownie. Zdarzało się, że jechałem 400 kilometrów do stolicy, by spotkać się dosłownie na 15 sekund z jakimś urzędnikiem. Po to tylko, by dostarczyć wymagany dokument. Dla księdza to duże obciążenie psychiczne. Z drugiej strony, taka parafia jak moja nie da sobie rady zwszystkimi remontami, których z czasem będzie przybywać = mówi ks. Kret.
Nie wszystko się udaje, zwłaszcza, gdy w grę wchodzą miliony złotych. Ci, którym się nie udało wyasygnować pieniędzy na swoje projekty, podkreślają zdecydowanie, że nie żałują nakładu pracy i często prywatnego czasu, który poświęcili na przygotowanie dokumentów.
- Przynajmniej nie mamy poczucia, że nic nie zrobiliśmy - mówią zgodnie. - Trzeba teraz zakasać rękawy i zacząć szukać gdzie indziej - dodają
Halina Gajda




Powyższy tekst pochodzi z Gazety Krakowskiej. Redakcja portalu www.beskid-niski.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści w nim zawarte.



Jeśli chcesz być informowany o wszelkich aktualnościach, nowościach, zmianach, planach i wydarzeniach, ktore związane są z Beskidem Niskim oraz działalnością portalu beskid-niski.pl a także otrzymywać raz w tygodniu zestaw linków do poświęconych Beskidowi Niskiem artykułów publikowanych w "Gazecie Krakowskiej" wyślij pusty e-mail na adres

subskrypcja@beskid-niski.pl

Aby zrezygnować z subskrypcji wystarczy wysłać e-mail z tematem "rezygnacja"

beskid-niski.pl na Facebooku


 
217

Komentarze: (0)Dodaj komentarz | Forum
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Imię i nazwisko:
E-mail:
Tekst:
Suma liczb 9 i 0: (Anty-spam)
    ;


e-mail: bartek@beskid-niski.pl
Copyright © 2003 - 2016 Wadas & Górski & Wójcik
Wsparcie graficzne: e-production.pl
praca w Niemczech|prosenior24.pl
Miód
Idea Team
Tanie odżywki
Ogląda nas 8 osób
Logowanie