Góry
  • Turystyka piesza
  • Mapa wydawnictwa PTR Kartografia na podkładzie map WIG
  • Mapa wydawnictwa Compass. Wydanie III z 2005 roku.
Łemkowie i Łemkowszczyzna
  • Łemkowie
Obiekty i miejscowości
  • Miejscowości
  • Cmentarze wojenne
  • Cerkwie i kościoły
  • Tabela obiektów
Przyroda
  • Przyroda
Noclegi
  • Noclegi
  • Jak znaleźć nocleg?
  • Dodaj ofertę
Galerie zdjęć
  • Najlepsze zdjęcia
  • Panoramy sferyczne
  • Galerie tematyczne
  • Zdjęcia archiwalne
Informacje praktyczne
  • Przejścia graniczne
  • Komunikacja
  • Pogoda
Sport
  • Rower
  • Sporty zimowe
Portal beskid-niski.pl
  • Wyniki zakończonego konkursu
  • Księga gości
  • Subskrypcja
  • Linki
  • Mapa portalu

 

/ Miejscowości / Krzywa (opis + foto)
 

Krzywa (opis + foto)

Region:Dorzecze górnej Wisłoki

Krzywa (łem. - Krywe, Krywa) - wieś oddalona o około 20 kilometrów od Gorlic i około 10 kilometrów od granicy ze Słowacją, położona w dolinie małego potoku będącego dopływem Zawoi. Dolina wsi otoczona jest niewysokimi, łagodnymi szczytami. Od strony zachodniej, od sąsiedniego Gładyszowa i Zdyni, wieś oddziela masyw Popowych Wierchów (684 m n.p.m.), od strony wschodniej nad wsią góruje Obszar (685 m. n.p.m.), który oddziela dolinę od pobliskiego Wołowca, od strony północnej nad Krzywą oraz położoną w dolinie Banicą górują masywy Pętnej Góry (721 m. n.p.m.) oraz Magurycza Dużego (777 m. n.p.m.) a od południa nad drogą do Jasionki góruje Kamienny Wierch (710 m. n.p.m.).














Przez Krzywą przebiega droga łącząca Krzywą z Gładyszowem oraz Pętną i dalej Gorlicami, a także z Radocyną, Grabiem i Krempną. Zabudowania wsi znajdowały się nie tylko przy dzisiejszej drodze biegnącej z północy na południe - część zabudowań znajdowało się przy drodze biegnącej w kierunku północno-zachodnim w kierunku Gładyszowa.
Przed 1947 rokiem Krzywa była ludną wsią stanowiącą jedną gromadę wraz z pobliską Banicą oraz Jasionką - dziś Krzywa to zaledwie kilka domów, które na szczęście ostały się po wysiedleniach 1947 roku, kilka zabudowań współczesnych, pozostałości PGR-u, cerkiew pełniąca obecnie rolę kościoła oraz dwa cmentarze - wiejski oraz wojenny.

Z ustnych przekazów wynika, iż nazwa Krzywa wywodzi się bądź z jej specyficznego, "krzywego" położenia, bądź od "krzywego" potoku przepływającego przez wieś. Krzywa położona była na dosyć równym terenie ale niestety bardzo podmokłym. Ta nieurodzajna ziemia dawała płody, które były bardzo kiepskiej jakości.
Pierwsza wzmianka o Krzywej pochodzi z 1564 roku. W tym to roku starosta biecki Mikołaj Ligęza z Bobrku. nadał przywilej lokacji wsi na prawie wołoskim Steczowi Liliczowi z Pętnej wyznaczając dla wsi limit 20 osadników, którzy zostali obdarowani wolnizną na lat 20 ale bez przywilejów pasterskich. Dokument ten nie wspomina nic o parafii czy nawet o gruncie dla księdza.
Przez długi okres czasu tereny dzisiejszej Krzywej wchodziły w skład ogromnych dóbr Stadnickich, jednak z czasem to "imperium" zmniejszało się i część ziem nabyli Siemieńscy. W 1789 roku starosta biecki Wilhelm Siemieński nadał swojemu synowi Stanisławowi i jego żonie Petroneli olbrzymie dobra w skład, których wchodziła maleńka Krzywa.
W 1845 roku Maria Siemieńska-Lewicka nadał min. Krzywą mężowi Józefowi Rogali-Lewickiemu a ten przekazał je dalej Augustowi Sterneggowi.
W 1785 roku Krzywą zamieszkiwało 116 mieszkańców z czego 110 osób to byli grekokatolicy a 6 osób to byli Żydzi.
W późniejszych latach Krzywa wraz Jasionką tworzyły wspólną gromadę a ich historia splatała się ze sobą i często była wspólna dla tych trzech pobliskich osad.

Z Krzywej pochodzi urodzony w 1793 roku Onufry Krynicki, który szkołę ukończył w Jaśle, Preszowie a następnie we Lwowie. Jako, że był nie żonatym księdzem to postanowił zająć się dalszymi studiami - otrzymał tytuł doktora na wiedeńskim uniwersytecie a następnie nadano mu tytuł profesora historii cerkwi na uniwersytecie lwowskim.

W czasach Austro-Węgier wielu mieszkańców Krzywej i okolic szukało zarobku poza swoją wsią. Najbliżej było na Węgry gdzie często wyjeżdżano na żniwa. Jednak główna fala emigracji ukierunkowana była na Stany Zjednoczone i Kanadę. Tak z Krzywej jak i z okolicy emigrowało wiele osób.
Oprócz powszechnie znanego kierunku emigracji jakim była Ameryka (tak w szematyzmach potocznie określało się Stany Zjednoczone) dwa dokumenty z 1902 i 1912 wspominają iż mieszkańcy Krzywej pracowali zarobkowo na Węgrzech. Warto wspomnieć o mężu Marii Bybel - Iwanie Romańczaku, który wyjechał z Krzywej za pracą aż do... Argentyny. Z emigracji z Argentyny wrócił po 23 latach i zamieszkał u żony i syna osiadłych już na Ziemiach Zachodnich.
Migracja odbywała się jednak w dwie strony. Wielu wyjeżdżało, ale też wiele osób wracało - nie wszystkim poszczęściło się w Ameryce - byli też tacy, którzy wracali bo swoje zarobili, wracali na ojcowiznę, kupowali ziemię i gospodarzyli na swoim. Jednak po I-szej wojnie światowej emigracja była już ograniczona i bardzo trudna ze strony formalnej. Należało spełnić wiele wymogów by wyjechać do Ameryki. Aby ominąć przepisy formalne wyjeżdżali bądź do Kanady (łatwiej było uzyskać pozwolenie wyjazdu), bądź przez Czechosłowację.
Łemkowie wracający z emigracji byli też fundatorami wielu przydrożnych krzyży i kapliczek. W Krzywej bardzo ładną i charakterystyczną jest kapliczka Świętej Rodziny ufundowana przez Dymitra Bybel, jednego z najlepszych gazdów w Krzywej, który czterokrotnie był w Ameryce a zarobione środki inwestował w poszerzenie areału rolnego i leśnego a także w nowoczesne jak na owe czasy urządzenia typu kierat czy wiatrak. Kapliczka znajduje się w pobliżu plebanii czyli obecnej szkoły.

Czas pierwszej wojny światowej rozpoczął się od aresztowań mieszkańców wsi w 1914 roku i wywózki do obozu w Thalerhoffie koło Grazu w Styrii w Austrii. Wywożono wszystkich, których podejrzewano o sprzyjanie Moskalom i tak z Krzywej wywieziono 4 osoby - Iwana Urdę, Michała Urdę, Semana Wisłockiego i Mikołaja Kiceja.
Kiedy w 1914 roku front zbliżał się do Krzywej, ludzie po cichu cieszyli się, że zbliża się armia rosyjska, która miała oswobodzić od Austriaków. Zanim zaczęły się walki, Krzywa była wsią do której co noc zachodziły patrole - raz Austriacy raz Kozacy. Przez całą zimę w Krzywej stacjonowali Kozacy. Na początku wszyscy się z tego cieszyli ale potem okazało się, że trzeba było wykarmić zarówno ich jak i ich konie. Gdy zbliżała się ofensywa austriacka, wkrótce wieś opuścił ostatni żołnierz i wieś została pusta. Za kilka godzin (około 11-tej w nocy) rozpoczął się ostrzał austriacki prowadzony z Magury nad Gładyszowem - rano armia austriacka już była we wsi.
Podczas działań wojennych, które miały miejsce wokół Krzywej, wieś kilkakrotnie przechodziła "z rąk do rąk" a obie armie przechodziły przez wieś, pozostawiając ją totalnie zniszczoną.
Jak większość wsi w okolicy, tak i mieszkańcy Krzywej musieli oddać wojsku całe zapasy ziarna, żywności a także zwierzęta, które zabijano na mięso dla wojska. Pozwolono zachować tylko jedną krowę na rodzinę. Z tego to powodu po ustąpieniu frontu, nastał we wsi wielki głód i zaczęły szerzyć się różne choroby, które powodowały śmierć wielu osób. Z niektórych rodzin zmarło i po kilka osób i jak wspominali mieszkańcy, czasami dziennie było i kilka pogrzebów. Pozostałego we wsi bydła też nie było czym karmić. Gdy na wiosnę 1915 z Karpat pod naporem frontu zaczęły wycofywać się wojska rosyjskie, młodzi mieszkańcy wsi, którzy nie zostali wcieleni do wojska w 1914 roku obawiając się represji, ewentualnych aresztowań bądź wcielenia do armii austriackiej dołączali do wycofującej się armii rosyjskiej.
Wieś z wojny wyszła bardzo zniszczona, nie było co jeść, nie było w co się ubrać, choroby zbierały śmiertelne żniwo ale pomału pomagając sobie nawzajem starano się wszystko odbudować. W 1918 roku Łemkowie z Krzywej znaleźli się w nowej rzeczywistości - rozpadły się Austro-Węgry i rządy objęła polska władza. Władza w pierwszych miesiącach wysłała kilku mieszkańcom Krzywej powołania do wojska lecz nie byli oni skorzy do kolejnej wojny i aż do czasu zakończenia wojny polsko-bolszewickiej ukrywali się w okolicznych lasach a także przechodząc na stronę Czechosłowacką chronili się przed patrolami wojskowymi z posterunku Wojska Polskiego znajdującego się w Gładyszowie.

Po wojnie najbardziej korzystna dla mieszkańców Krzywej i okolic była hodowla bydła i owiec. Krowy, których trzymano po kilka sztuk, dawały mleko z którego wyrabiano ser a także masło na użytek własny a także na sprzedaż. Byki służyły mieszkańcom jako siła pociągowa do orania, zwożenia siana, drzewa albo hodowano je na sprzedaż. Owiec chowano po kilkanaście sztuk a ich wełna wykorzystywana była do wykonywania odzieży.
W latach 20-tych XX wieku, większość mieszkańców miała już konie, którymi zdecydowanie szybciej można było obrabiać ziemię a w razie potrzeby wierzchem pojechać na jarmark do Gorlic lub Bardejowa. Najmniej chowano kóz. W przydomowych ogródkach były również kury, króliki, gęsi i kaczki. Mieszkańcy mimo mało urodzajnej ziemi próbowali zajmować się też uprawą ziemi. Prócz uprawy mieszkańcy zajmowali się sadownictwem. Najwięcej w okolicy rosło czereśni, gruszek, jabłek, śliwek. Jednak większość gospodarzy nie opiekowała się zbyt sumiennie swoimi drzewami.
Gospodarstwa domowe stopniowo były odbudowywane i poprawiała się ich kondycja materialna lecz wkrótce nastał kryzys ekonomiczny i straszna inflacja.
Z początkiem lat 20-tych ludziom żyło się ciężko, nie mieli wsparcia od nowej władzy ale starali się pracować na swoim. Niektórzy najmowali się do pracy u Długosza w Siarach a gdy w połowie lat 20-tych Żydzi zakupili las na Czerteżu nad Jasionką, wielu mieszkańców Krzywej zatrudniło się przy ścince i zwózce drzewa. Następnie wywożono drzewo do pobliskich tartaków min. do Czarnego czy Nieznajowej. Mieszkańcom pomagali też Ci, którzy pod koniec XIX wieku wyjechali za pracą do Ameryki a z każdej rodziny w Krzywej wyjechało po kilka osób. Z czasem sytuacja ekonomiczna mieszkańców poprawiła się. Większość pracowała w pańskich lasach a Ci co mieli swoje sprzedawali drzewo Żydom z Gorlic. Kilku mieszkańców wsi trudniło się handlem tzn. chodzili z towarami na drugą stronę granicy.

Na początku lat 20-tych w Krzywej w domu Michalika założono czytelnię "Proswity" - w soboty i niedziele przyjeżdżał ksiądz, który czytał publicznie interesujące książki. Ksiądz uczył też dzieci czytać i śpiewać. Zainteresowała się tą działalnością polska policja, która kilkakrotnie przesłuchała księdza i gospodarza u którego powstała czytelnia. W końcu czytelnia została zamknięta.

"Skorowidz gmin RP" wydany w 1933 roku a oparty w znacznej mierze na spisie wykonanym w 1931 roku, to źródło wielu ciekawych danych statystycznych. Według tego spisu powierzchnia Krzywej wynosiła 348 hektary co plasowało ją pośród najmniejszych wsi na Łemkowszczyźnie (mniejsza była tylko Kłopotnica, Krzyżówka, Rudawka Rymanowska, Smereczne, Wólka i Pstrążne).
W 1900 roku w Krzywej było 30 domów zamieszkałych przez 185 mieszkańców. Według spisu wykonanego ponad 30 lat później, niewiele się zmieniła liczebność wsi - przybyły 4 domy a liczebność powiększyła się zaledwie o 9 osób - 194 osoby zamieszkiwały Krzywą w 1931 roku.

W Krzywej w dwudziestoleciu międzywojennym mieszkały cztery rodziny cygańskie, które grały na weselach i zajmowały się kowalstwem - Jurko Kicwak, Sydor Sywak, Petro Sywak, Aftan Sywak a także Abis - Żyd krawiec.
Spośród mieszkańców Krzywej, dwie rodziny nie miały gospodarstw - Anna Malik i Jacko Kicej.

W księgach metrykalnych, które dla Krzywej prowadzi się od 1784 roku, paroch Andrzej Krynicki podpisywał się jako "parochu Krywiensis".
Około 1819 roku przyłączono parafię w Wołowcu do Krzywej. Parochem w Krzywej i Wołowcu był z początku o. Andrzej Krynicki choć podpisywał się przez dłuższy czas jako osiadły w Wołowcu a od 1825 roku parochem dla Krzywej i Wołowca był również zamieszkujący w Wołowcu Iwan Lachowski.
W 1901 roku wybuchł trwający wiele lat spór pomiędzy mieszkańcami Krzywej, Jasionki i Banicy a mieszkańcami Wołowca o to gdzie miał mieszkać ksiądz. Odwoływano się do wielu urzędników a spór oparł się nawet o jedno z wiedeńskich ministerstw gdzie proszono o przyznanie stałego pobytu parochowi na Krzywej. Sytuacja wyjaśniła się prawie po 30 latach gdy w 1928 roku mieszkańcy Wołowca przeszli na prawosławie co było argumentem dla mieszkańców Krzywej, Jasionki i Banicy. W końcu mieszkańcy dostali zgodę od ordynariusza przemyskiego na budowę plebanii.

Cerkiew w Krzywej nie miała szczęścia - spłonęła trzykrotnie. Pierwszy raz w XIX wieku, drugi raz w 1902 roku (od 1902 roku do 1907 roku trwała budowa nowej świątyni). Trzeci raz cerkiew w Krzywej (nowo wybudowana) w 1915 roku spłonęła spalona przez Węgrów, którzy twierdzili, że w cerkwi ukrywają się wojska rosyjskie.
Pieniądze na budowę cerkwi zbierali wszyscy parafianie a część zebrali emigranci Z Ameryki i Kanady. Drzewo na budowę cerkwi zwozili wszyscy parafianie z gromadzkiego lasu. Po pożarze cerkwi w 1902 roku, cerkiewny komitet z Krzywej udał się do Radocyny i odkupili starą radocyńską cerkiew, przenosząc ją do Krzywej. W tym czasie mieszkańcy pobliskiej Radocyny mieli dwie cerkwie - starą i nową. Musiano ją remontować bo była bardzo stara i do czasu wybudowania nowej cerkwi służyła mieszkańcom gromady. W tym czasie, mieszkający na Wołowcu Ksiądz, często sugerował mieszkańcom Krzywej, Jasionki i Banicy, że przydałby się remont plebanii na Wołowcu, która ze starości mogła ulec zawaleniu. Mieszkańcy tych trzech wsi nie zgodzili się na to gdyż starali się o plebanię w Krzywej, gdyż miel dosyć przywożenia księdza z Wołowca, który często nie miał konia a droga do Wołowca była błotnista i kamienista a w zimie często zasypana. Odmówienie księdzu spowodowało jego gniew, więc postanowił, że na Krzywej msza będzie odprawiana co trzecią niedzielę - argumentował to tym, że w Krzywej jest kaplica a nie cerkiew. Komitet, który zawiązał się w Krzywej zdecydował, iż mimo braku środków trzeba się zdecydować na budowę nowej cerkwi.
Pomimo wszystkich przeszkód zaczęto budować cerkiew. Najpierw trzeba było zebrać pieniądze by zapłacić majstrom. Głównym majstrem był Szyrotak z Gładyszowa a jego pomocnikami byli mieszkańcy Jasionki - Aftan Kopcza i Petro Koban a głównym kierownikiem budowy był Jurko Szweda z Jasionki. Gospodarze zimą ścinali drzewo w plebańskim lesie i zwozili do Krzywej. Przy budowie pomagał kto mógł i dokładał się też kto mógł. Na dzwon pieniądze przysłali pieniądze emigranci z Ameryki a krzyż wykonał cygan Kuźma Michalik. Cerkiew poświęcona została w 1907 roku a główna w tym zasługa Jurko Szwedy z Jasionki, który jednocześnie został gospodarzem cerkwi, sekretarzem i wójtem w Jasionce.
Choć w Krzywej były już dwie cerkwie, to ksiądz był nadal nieugięty i trzeba go było wozić, gdyż nadal swoje duszpasterstwo w Krzywej warunkował nową plebanią w Wołowcu - mieszkańcy co prawda godzili się na nową plebanię ale w Krzywej. Sprawa rozbiła się o sąd.
Ksiądz przed samą wojną ewakuując się przed austriackimi represjami ukrył wszystkie dokumenty i księgi cerkiewne i wyjechał z rodziną do Rosji. W czasach gdy pierwsze wsie zaczęły przechodzić na prawosławie, taki też pomysł powstał w Jasionce co doprowadziło do konfliktu z mieszkańcami Krzywej... a poszło o cerkiew. Gdy mieszkańcy Jasionki postanowili przejść na prawosławie, postanowili przenieść do Jasionki starą cerkiew z Krzywej, która została przeniesiona z Radocyny. W jeden dzień rano cała wieś wraz z wozami pojechała do Krzywej gdzie cerkiew sprawnie rozebrano i przewieziono ją do Jasionki. Plac pod cerkiew przekazał Dmytro Pelesz i już na drugi dzień cerkiew zaczęto składać. Mieszkańcy Krzywej zaraz podnieśli alarm, że jasionczanie wykradli cerkiew w biały dzień. Na trzeci dzień przyszli żandarmi i nakazali zaprzestania prac. Podczas I-szej wojny światowej, w 1915 roku, znów spłonęła cerkiew w Krzywej więc postanowiono przenieść na powrót starą cerkiew, która leżała poskładana w Jasionce.
Cerkiew w Krzywej była centrum życia religijnego dla Jasionki, Banicy, Krzywej i częściowo Wołowca oraz życia kulturalnego - w końcu to przy cerkwi powstały pierwsze szkoły i czytelnie. O znaczeniu cerkwi decydowała też osoba księdza, który jak był dobry i mądry to przyciągał do siebie ludzi, był lekarzem, adwokatem, agronomem.
W 1919 roku, Demczar, podarował grunt pod kolejną cerkiew i wspólnymi siłami mieszkańcy Banicy, Krzywej i Gładyszowa, wraz z cieślami z huculszczyzny zbudowali w latach 1924-1926 cerkiew w Krzywej a księdza dowożono nadal z Wołowca. W tym czasie Wasyl Demczar był cerkiewnym w cerkwi w Krzywej. Dzwon do cerkwi ufundował przebywający w USA Osyf Kaniszczak - nazwisko fundatora jest widoczne do dnia dzisiejszego na ocalałym dzwonie. Drugi z dzwonów miał mniej sczęścia i został skonfiskowany przez Niemców podczas II-giej wojny światowej.
Bardzo ważną postacią, która wpłynęła na życie religijne oraz kulturalne mieszkańców gromady był ksiądz Wołodymyr Hajdukiewicz i jego żona Ljubomyra Hajdukiewicz, którzy przybyli do Wołowca i Krzywej z Jasiela. Z początku zamieszkiwali plebanię na Wołowcu lecz później na stałe zamieszkali w Krzywej. W 1937 roku ks. Hajdukiewicz zakupił do cerkwi piękny wyszywany ornat, w 1938 roku zakupił kwot a na 1939 rok planował malowanie cerkwi oraz zamówienie ikonostasu, bo wybudowana w latach 1924-1926 cerkiew, była ciągle nieskończona - brak było ikonostasu.
Budynek plebani zachował się do dnia dzisiejszego a mieści się tam teraz szkoła. Ksiądz mieszkał tam aż do 1947 roku.

Spis księży grekokatolickich parafii Krzywa:
1828-1849 ks. Iwan Lachowski
1849-1850 ks. Anton Lachowski
1850-1863 ks. Maksym Hrobaczyński
1863-1900 ks. Anton Lachowski
1900-1920 ks. Danyło Połoszynowicz
1920-1929 ks. Andrzej Bardachowski
1929-1947 ks. Wołodymyr Hajdukiewicz

W roku 1948 została erygowana rzymsko-katolicka placówka duszpasterska w Gładyszowie, jej administratorem został ks. Stanisław Cierniak. Do placówki należały następujące miejscowości: Gładyszów, Banica, Czarne z przysiółkiem Długie, Nieznajowa, Jasionka, Krzywa, Radocyna, Regetów, Smerkowiec. We wszystkich miejscowościach było łącznie 987 parafian. Dnia 29 grudnia 1951 roku bp Jan Stepa erygował parafię w Gładyszowie.
Spis księży rzymskokatolickich parafii Gładyszów (Krzywa podlegała pierwotnie pod placówkę duszpasterską w Gładyszowie a następnie pod parafię w Gładyszowie).

1947-1948 ks. Józef Grzyb - administrator parafii
1948-1975 ks. Stanisław Cierniak - proboszcz
1975-1981 ks. Antoni Mleczko - proboszcz
1981-1991 ks. Bolesław Bawiec - proboszcz
1991-1993 ks. Edward Pasionek - proboszcz
1993-1996 ks. Stanisław Gąsior - proboszcz
W 1996 roku duszpasterstwo w parafii Gładyszów zostało przekazane Ojcom Sercanom - Zgromadzeniu Księży Misjonarzy Najświętszych Serc
1996-2000 o. Zdzisław Szymczycha - proboszcz
1998-2000 o. Dariusz Warchoł - wikariusz parafii
2000-2006 o. Bogusław Śmierciak - proboszcz
2006-2010 ks. Paweł Romanowski - proboszcz
2010- ks. Jan Ziemiński

Już w XIX wieku powstała szkoła i z racji tego, że Jasionka, Krzywa i Banica to jedna gromada, więc na lokalizację szkoły wybrano Krzywą jako, że była pomiędzy Jasionką i Banicą a z najdalszych domostw dzieci miały 2,5 kilometra do szkoły. Pierwotnie była to szkoła jednoklasowa i jako, że była zbudowana zawsze przy cerkwi to też dzieliła jej los. Gdy w 1902 roku szkoła podzieliła los cerkwi i spłonęła, zajęcia odbywały się w domach a nauczyciel jeździł po chyżach także w okolicznych wsiach.
Na jesień 1903 roku zaczęto prowadzić szkołę na Jasionce, gdyż koło gospodarstwa Dzopy stała pusta chyża. Przeniesiono tam część wyposażenia uratowanego z pożaru szkoły w 1902 roku. Nauczycielem został Hurka z Małastowa. Do tej szkoły chodziły dzieci z Krzywej i Jasionki i mimo różnego wieku uczyły się w jednej klasie.
Po pierwszej wojnie światowej wybudowano we wsi szkołę, która przetrwała wojnę i po wysiedleniach służyła polskim osadnikom jako sklep a szkołę przeniesiono do budynku plebanii.
Ksiądz Hajdukiewicz po opuszczeniu Wołowca i uzyskaniu zgody przełożonych, przeniósł się do Krzywej - tam miał większość swoich parafian gdyż większość mieszkańców Wołowca przeszło na prawosławie - sprzedał kawałek parafialnego lasu i za to wybudował nową plebanię w Krzywej - solidny budynek kryty blachą z czterema izbami - w ogrodzie, który otaczał plebanię, znalazło się oczywiście miejsce na pszczoły księdza, które były jego hobby. Do szkoły chodziły też dzieci z Jasionki i Banicy ale w 1935 roku w Banicy wybudowali szkołę.
Po wysiedleniach szkoła nadal funkcjonowała i uczyły się w niej dzieci polskich osadników oraz cyganów z Krzywej.
Znani z nazwiska są nauczyciele, którzy uczyli dzieci z Jasionki, Krzywej i Banicy. Z początku był to Kobanyj, Hołowka, Perejma i Połoszynowycz. Potem zaczął się okres narzucania kultury polskiej i w szkole zaczęła uczyć Pani Habela - polka, która uczyła już wyłącznie po polsku, traktując język łemkowski jako przedmiot dodatkowy, nie znała języka łemkowskiego, nauczała po polsku wszystkich przedmiotów, niestety nie miała ona przygotowania pedagogicznego a w opinii mieszkańców była słabym nauczycielem. To za jej czasów doszło do buntu gdy część uczniów odmówiła modlitwy "Ojcze nasz" w języku polskim. W szkole był tylko jeden uczeń polak - Franek Skurski i jedna dziewczynka żydówka - Fajga.
W wakacje 1939 roku Krzywą opuściła nauczycielka Habelowa wraz z rodziną a zaraz po niej ze wsi wyjechała jedyna polska rodzina - rodzina Skurskich.
W 1939 roku po wkroczeniu wojsk niemieckich, szkoły zostały poddane z nadania Niemców, ukraińskim władzom. Rozpoczęło się nauczanie wszystkich przedmiotów w języku ukraińskim, który dla dzieci nie zawsze był zrozumiały. Rozpoczęła się okupacja a w Krzywej nie było nauczyciela - za namową mieszkańców obowiązki te od stycznia 1940 roku przejęła Pani Ljubomyra Hajdukiewicz - żona księdza Wołodymyra Hajdukiewicza. Obowiązki te pełniła aż do wiosny 1944 roku, gdzie prócz nauczania nadal prowadziła chór cerkiewny. Uczyła tylko w języku ukraińskim a także prowadziła zajęcia z języka niemieckiego. Była dobrą nauczycielką ale bardzo nerwową. W pracy dydaktycznej pomagał jej też ksiądz Hajdukiewicz, który uczył nie tylko religii ale też geografii, wychowania fizycznego, historii a także przygotowywał z uczniami sztuki teatralne. Nauczycielka Ljubomyra Hajdukiewicz prowadziła również chór, który śpiewał w cerkwi i na szkolnych uroczystościach.
W tym czasie rozpoczęto też w szkole akcję dożywiania dzieci, które dostawały chleb z margaryną lub marmoladą oraz makaron z czarną kawą. Przy szkole była bogato wyposażona biblioteka, z której mógł korzystać każdy uczeń i dorosły. Zajęcia w szkole w tym wojennym czasie trwały do czerwca 1944 roku. Po wakacjach zajęcia się już nie rozpoczęły gdyż front zbliżał się już do pobliskiej Krempnej.
Po opuszczeniu wsi przez Niemców znowu wznowiono zajęcia w szkole. Najpierw uczył Andrzej Sajfert z Banicy potem Hatalewicz - młody adept krynickiego seminarium nauczycielskiego a na końcu Bazarnik z Pętnej.

W Krzywej, prócz działalności duszpasterskiej, ksiądz Hajdukiewicz rozpoczął działalność kulturalno-oświatową. Wspólnie z małżonką prowadził chór cerkiewny, który był mieszanką młodości i dojrzałości. Pani Ljubomyra Hajdukiewicz wkrótce założyła także chór dziecięcy. Na potrzeby tej działalności potrzebne były instrumenty - o. Hajdukiewicz szukał zdolnego stolarza - wybór padł na Hryca Kwoczkę, który pod kierownictwem księdza i według jego rad skonstruował fisharmonię. Inne potrzebne instrumenty sprowadził aż z Krakowa i Poznania.
Prócz chóru wraz z żoną przygotowywał wraz z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi wiele przedstawień teatralnych, z którymi występowali nie tylko w Krzywej ale także w sąsiednich wsiach. Ksiądz z żoną dekoracje i stroje wykonywali sami a w szczególnych przypadkach sprowadzano rekwizyty ze Lwowa - np. maski dla aktorów. Spektakle wystawiane były początkowo w szkole a następnie w stodole na plebani.
We wsi nie było już czytelni "Proswity" więc ksiądz założył w Krzywej czytelnię do której zdobył wiele ciekawych książek - w czytelni organizowane były np. wieczory głośnego czytania czy wieczory gier towarzyskich. Bardzo często spotykano się także by posłuchać jedynego we wsi, będącego w posiadaniu księdza - radia.
W trakcie wojny, w Krzywej był sklep spółdzielczy (powstał w trakcie okupacji) gdzie sklepikarzem była Maria Romańczak, był też sklep prywatny prowadzony już przed wojną przez Jacko Kicaja.

Mimo, iż Krzywa i Jasionka należały do jednej gromady i oddalone od siebie były zaledwie o dwa kilometry to dosyć często dochodziło do nieporozumień pomiędzy gospodarzami z obu wsi. Jeszcze więcej nieporozumień było pomiędzy młodzieżą co szczególnie uwidaczniało się podczas zabaw muzycznych i wesel, które często kończyły się bijatyką i tak to się jakoś układało, że z reguły po jednej stronie "barykady" była młodzież z Krzywej a po drugiej z Jasionki.















Szczególny przebieg miał przypadek z 2-go lutego 1936 roku, kiedy to młodzież z Krzywej zorganizowała zabawę. Na zabawę przyszło około 30 osób z Jasionki - zarówno młodzież jak i gazdowie. Efekt "zabawy" był taki, że w ruch poszły kije, kamienie i noże. "Goście" z Jasionki dostali solidnego łupnia ale i oni nie byli dłużni - obrażenia po stronie mieszkańców Krzywej też były znaczne - rozbite głowy i pocięta nożem ręka. A że jedni i drudzy honorowi to i kolejne zabawy kończyły się w sposób podobny.
Zdarzenie w Krzywej było tak głośne, że poświęcono mu nawet kilkanaście linijek w dwutygodniku "Nasz Łemko".

Wiosna i lato 1939 roku to już koncentracja wojsk w górach połączona z ćwiczeniami oraz manewrami. Wszystkich zdolnych do pracy wzięto do prac przy umocnieniach na Magurę pomiędzy Gładyszowem a Pętną i Małastowem. Kto miał konie to szedł z końmi do pracy, kto nie miał to szedł z narzędziami. Robiono tam zasieki przeciw niemieckim czołgom. Jak się okazało, te drewniane zasieki i pułapki nie były żadną przeszkodą dla uzbrojonej po zęby armii niemieckiej.
Do Krzywej Niemcy weszli we wrześniu 1939 roku, jadąc od Zdyni przez Wierch. Było ich trzech na motocyklu z przyczepą. Wzbudzili sporą sensację we wsi - sami rozglądnęli się po wsi i pojechali w kierunku Banicy.
Z początku Niemcy obchodzili się z mieszkańcami Krzywej dobrze ale nie trwało to długo. Pierwszą ich decyzją było wyznaczenie sołtysa na gromadę czyli na trzy wsie (Jasionkę, Krzywą i Banicę). Sołtysem został Hryć Kec z Banicy a podsołtysem Seman Smyj z Jasionki. Gromada została przydzielona do gminy w Gładyszowie gdzie wójtem był Kobanyj - wyznaczony przez Niemców. Wyznaczono też policję, którą zostali tzw. "siczowcy" których komendantem został Niemiec Duwe. Pochodzili oni z Zakarpacia z okolic Użhorodu i ochoczo służyli Hitlerowi będąc znienawidzonymi przez mieszkańców, byli brutalni, ordynarni i nie dało się z nimi wejść w żadne układy. Zdarzało się, iż wizytując wieś lub rozstrzygając spory, używali drakońskich metod. Potem było jeszcze gorzej... za najmniejsze przewinienia ludzie byli bici i wywożeni na posterunki do Gładyszowa i Uścia Ruskiego. Pomagali oni Niemcom jak tylko mogli, szczególnie ochoczo wyłapywali mężczyzn wyznaczonych na roboty do Niemiec. Od początku 1940 roku do Niemiec wywieziono kilkanaście osób do pracy.
W pierwszych dniach wojny ksiądz Wołodymyr Hajdukiewicz został aresztowany i przewieziony do Gorlic a następnie do Berezy Kartuskiej a na jego zastępstwo dojeżdżał w niedzielę ksiądz z Bartnego - Iwan Bułat.
Ksiądz Hajdukiewicz wrócił do wsi pod koniec października.
W Krzywej mieszkał z rodziną Żyd Abis, który trudnił się krawiectwem - Niemcy zabrali jego i całą rodzinę - jego gospodarstwo mieszkańcy Krzywej postanowili rozebrać tak, że nie pozostał ślad po krawcu Abisie.
Niemcy chcieli też zabrać do obozu mieszkających w Krzywej cyganów ale wstawił się za nimi wójt Gładyszowa - Kobanyj argumentując, że to prawi i pracowici obywatele.

Jak tylko Niemcy rozpoczęli wojnę ze Związkiem Radzieckim, przez wioskę przez dwa dni od Czarnego do Krzywej maszerowało wojsko niemieckie - przeważnie byli to młodzi chłopcy, którzy ze śpiewem maszerowali na wschód - starsi rangą dostojnie jechali na rowerach. Rozpoczęcie wojny z ZSRR diametralnie zmienił też stosunek do mieszkańców wsi. Bardzo dużo wycięto lasów w okolicy a mieszkańców zmuszono do zwożenia tego drzewa do Gorlic. Było to naprawdę ciężka praca, niemiłosiernie egzekwowana przez Ukraińców. Ludzie szukali różnych metod aby wyzwolić się od tej ciężkiej pracy. Dochodziło nawet do tego, że przekupywali weterynarzy w Gorlicach by otrzymać zaświadczenie, że koń jest chory i niezdolny do pracy. Zaczął się czas gdy wyznaczono mieszkańcom bardzo wysokie kontyngenty mleka i bydła... coraz ciężej było ludziom - Niemcy za nic nie płacili ale i tak za posiadane pieniądze nic nie można było kupić (sól, czasami cukier i zawsze szkiełka do lamp). We wsi zaczął kwitnąć handel wymienny a jeszcze większe znaczenie niż dotychczas zaczęły odgrywać owoce lasu.

28 sierpnia 1944 roku na łąkach pomiędzy Krzywą a Banicą miała miejsce katastrofa brytyjskiego samolotu Halifax z polską załogą, który leciał z Brindisi w południowych Włoszech z zaopatrzeniem nad oblężoną Warszawę.
Samolot został zestrzelony przez niemiecki samolot Ju-88. Niestety nikt z 7-mio osobowej załogi nie zdołał się uratować. Załogę zestrzelonego Halifaxa stanowili: kpt. nawigator Franciszek Omylak, ppor. pilot Kazimierz Widacki, ppor. bombardier Konstanty Dunin - Horkawicz, ppor. strzelec pokładowy Tadeusz Mroczko, sierżant mechanik pokładowy Wilhelm Balcarek, sierżant radiooperator Jan Ozga, sierżant strzelec pokładowy Józef Skorczyk .
Niemcy nie wyrazili zgody na pochowanie ofiar na cmentarzu w Krzywej więc mieszkańcy zebrali porozrzucane szczątki ofiar i pochowali je w miejscu katastrofy. Dopiero na wiosnę 1945 roku - po przejściu frontu - złożono szczątki w zbiorowej mogile na cmentarzu w Krzywej. W 1980 roku nastąpiła ponowna ekshumacja szczątków pilotów i z należnymi honorami przeniesiono je na cmentarz wojskowy w Krakowie (cmentarz rakowicki).
Według relacji mieszkańca wsi Krzywa, wyglądało to w sposób następujący: "Było to w nocy, samolot leciał od strony granicy i widać było jak atakował go niemiecki samolot świetlną amunicją. Po chwili samolot zapalił się. Jeden lotnik wyskoczył w środku wsi, lecz było to tuż nad ziemią i zabił się. Samolot w płomieniach rozbił się w potoku, dwa km dalej eksplodując. Podbiegłem do niego i widziałem we wraku spalone zwłoki lotników. Na drugi dzień przyjechali Niemcy i nie pozwolili ludziom podchodzić do wraku. Przyjechał też podobno lotnik, który go zestrzelił. Niemcy zabrali to co zostało z katastrofy, z tego co mówili mi ludzie z pobliskiego Wołowca załogę pochowano na cmentarzu w Krzywej. Więcej danych znaliby ludzie z Banicy i Krzywej lecz tych wywieziono po 1947 r. na północ."
Przez blisko 40 lat świadectwem tego wydarzenia był pomnik (wieńczyło go śmigło z zupełnie innego samolotu), który uroczyście odsłonięto w 1969 roku. Po ponad 30 latach rozpoczęto działania zmierzające do rozwikłania tej zagadki, gdyż ciągle pozostało wiele wątpliwości łącznie z tym, czy między Krzywą a Banicą rozbił się Halifax czy jak przez wiele lat sądzono - Liberator. W 2006 roku rozpoczęto badania terenowe, których efektem było znalezienie fragmentów samolotu, którym okazał się nie amerykański Liberator a brytyjski Halifax. Dalsze badania doprowadziły do wyjaśnienia wielu wątpliwości czego efektem było ostateczne rozwikłanie zagadki a także decyzja o postawieniu nowego pomnika upamiętniającego 7-miu członków załogi rozbitego Halifaxa (dotychczasowy napis na pomniku brzmiał: ''Pamięci 7 lotników Polskich nieznanego nazwiska niosącym z Włoch pomoc dla powstańców Warszawy poległym w Banicy we wrześniu 1944 r, w 25 rocznicę śmierci". Społeczenstwo Powiatu Gorlickiego - nie dość, że nie zawierał nazwisk poległych to błędna była również data katastrofy).
12 czerwca 2009 roku pomnik został rozebrany by w 65-tą rocznicę zestrzelenia Halifaxa - 28 sierpnia 2009 roku w obecności min. rodzin zestrzelonych pilotów, odsłonić nowy pomnik i tablice pamiątkowe pełne informacji na temat katastrofy. W 1944 wszyscy mieszkańcy, którzy nie zostali wywiezieni do Niemiec a mogli utrzymać w rękach łopatę zostali zmuszeni do katorżniczej pracy przy kopaniu okopów. Część z nich pracowało na linii frontu i mimo, że front zatrzymał się na linii Desznica - Krempna - Ciechania to mieszkańców Jasionki i okolicznych wsi wywieziono aż do odległej Śnietnicy gdzie Niemcy szykowali główny wał obronny - jak się okazało umocnienienia wykonane przez mieszkańców całej Łemkowszczyzny na szczęście się nie przydały.
W 1944 roku bardzo aktywnie działała partyzantka, Niemcy i siczowcy nie byli już tak pewni swojego, chodzili w większych grupach i często organizowali nieskuteczne obławy na partyzantów.
W 1944 roku gdy zbliżał się front, niemieccy żołnierze zamieszkali w chatach w Krzywej. Przez Krzywą na przełomie 1944 i 1945 roku wielokrotnie przechodziły grupy wycofujących się żołnierzy ale widok był żałosny - nie było w nich buty tylko strach i prośba o jedzenie, picie i spanie.
Gdy Niemcy wycofywali się pod naporem frontu przez kilka dni i nocy przez wieś przejeżdżała nieskończenie długa kolumna pancerna - było tego tak dużo i jechali tak szybko, że czasami trzeba było czekać kilka godzin by przejść na drugą stronę wsi. Podczas walk frontowych i ewakuacji, we wsi zakwaterowała się grupa Niemców, która zajęła kilka chyż, wokół domów stały zamaskowane pojazdy ale na szczęście pogoda w tym okresie była fatalna i nie doszło do tego czego obawiali się mieszkańcy czyli ataku z powietrza przez rosyjskie lotnictwo - zapewne wtedy wieś została by zniszczona.
Z początkiem 1945 roku, wycofujący się Niemcy zabrali z Jasionki, Krzywej i Banicy wszystkie konie - ostały się tylko źrebaki i stare, nie nadające się do ciągnięcia dobytku uciekających Niemców.
Gospodarze musieli swoje konie odprowadzić aż do Szymbarku gdzie Niemcy mieli swój punkt zborny ale na szczęście gospodarzy puszczono wolno. Późnym latem 1944 gdy było już wiadomo, że Niemcy są w odwrocie z Gładyszowa i Uścia Ruskiego zniknęli "siczowcy". Uzbrojeni w małych grupach, przez Wirchne i Banicę pomaszerowali na wschód i wkrótce zasilili leśne oddziały UPA działające we wschodniej części Łemkowszczyzny. Późnym latem gdy ustalił się front w okolicach Ciechani - okoliczne wsie pod stałym ogniem artyleryjskim zostały doszczętnie zniszczone. Część mieszkańców tych wsi (Ciechania, Żydowskie, Rozstajne, Grab, Ożenna) uciekła do rodzin w okolicznych, bezpiecznych wsiach a następnie nie mając do czego wracać (wsie zostały zrównane z ziemią) ulegając agitacji wyjechali na sowiecką Ukrainę a reszta w długiej kawalkadzie przeszła na zachód.

W pierwszych dniach stycznia, przez kilka dni wokół Krzywej trwała nieustanna strzelanina pomiędzy jednostkami rosyjskimi i wycofującymi się Niemcami. Wszyscy z niecierpliwością czekali na "nowe", na Rosjan, którzy przybyli dopiero po kilku dniach (nie licząc ciągle widzianych w okolicy wsi zwiadowców). Do wsi wróciła część mieszkańców, która z różnych powodów ukrywała się w lesie a przez krótki czas po wycofaniu wojsk niemieckich mężczyźni organizowali wyprawy do przyfrontowych wsi gdzie stacjonowało wojsko a dawno nie było mieszkańców, by zabrać, to czego Niemcy nie zdołali zabrać ze sobą - były tam i różne narzędzia i prowiant ale szybko zrezygnowano z tych wypraw gdyż były one bardzo niebezpieczne i pochłaniały ofiary. Niemcy zaminowali zarówno drogi jak i właśnie te opuszczone domy a pozornie atrakcyjne przedmioty, które zostały w domach były pułapkami minowymi.
Wokół wsi pozostawiono też mnóstwo broni, część z niej znalazła się szybko w chyżach mieszkańców a młodzi chłopcy przez krótki czas gdy nie było Rosjan nie zważając na niebezpieczeństwo urządzali sobie popisy strzeleckie. Większość tej broni pod przymusem i groźbą kar zdano na posterunku w Gładyszowie.
Po wkroczeniu Armii Czerwonej kilku chłopców z Krzywej zgłosiło się na ochotnika do wojska ale, że było ich tylko kilku więc zarządzono przymusowy pobór. Powołano kilkunastu chłopców, których przewożono do Rabki na obóz szkoleniowy a następnie bądź wysyłano ich na front (walczyli wokół Pragi), bądź pracowali przy obsłudze transportów frontowych bądź... gnali bydło z Niemiec do Związku Radzieckiego. W Armii Czerwonej z Krzywej służyli:
Seman Sokyra
Teodor Koban
Michał Bybel
Michał Demczar
Teodor Bybel
Iwan Śpiak

7 osób zostało zabranych do UPA ale tylko jeden z nich poszedł na ochotnika.
Z tej siódemki dwójka wyjechała do USA, jeden zdezerterował i uniknął kary a pozostała czwórka została pojmana i spędziła długie lata w polskich więzieniach.
Na cmentarzu znajduje się nagrobek Stefana Gelety - jego historia jest ciekawa aczkolwiek tragiczna. Stefan Geleta był jednym z członków grupy partyzanckiej wywodzącej się z sąsiedniej Banicy lecz rozbitej przez Niemców na przełomie 1943 i 1944. Z całej grupy, ocalał jedynie Stefan Geleta, który przez kilka miesięcy ukrywał się w lesie. Po wejściu Rosjan zaczął bardzo aktywnie z nimi współpracować i w 1945 został powiatowym komendantem Urzędu Bezpieczeństwa w Gorlicach. Ale nie długo był na tym stanowisku - w ciągu kilku miesięcy działania działał bardzo aktywnie - zaaresztował kilku siczowyków ukrywających się w okolicy, zaaresztował okolicznych sołtysów za rzekomą pomoc (m. in. M. Keca z Banicy), przeprowadzał rewizje. Na początku 1945 roku nocował u rodziców w Banicy - w nocy został porwany przez UPA i po torturach powieszony nad Pętną. Pochowany został na cmentarzu w Krzywej.

Po wojnie życie trzeba było zaczynać od nowa. Wiele okolicznych wsi było pustych, mieszkańcy Krzywej mimo, iż mieli nadmiar pracy we własnych gospodarstwach, zostali zmuszeni do udziału w sianokosach min. w Nieznajowej, Rostajnem, Radocynie, Długiem, Wyszowatce - nie dość, że pracowano za darmo to jeszcze trzeba było karmić wojskowych (młodych, którzy pracowali i starszych, którzy pilnowali). Dobytek, który uchował się przed Niemcami znów trzeba było przeznaczyć na kontyngent. Trudno było zarobić na utrzymanie, jedynie przy ścince drzew zarabiano marne grosze - kto zaś miał swój las i konia mógł drzewo zawieźć do Gorlic czy Biecza ale musiał mieć zgodę leśniczego tzw. "asygnatę". Pomoc przychodziła też z Ameryki od rodziny, więc powoli, powoli szło ku lepszemu. Na początku 1946 roku w okolicy pojawiła się UPA, dosyć często zachodzili do wsi, mimo, iż zachodzili do wsi często to mieszkańcy nie byli skorzy do pomocy kilkakrotnie ich karmiono z własnej woli a potem przychodzili już jak po kontyngent. Szczególnie obawiano się powrotów z Gorlic gdyż mieszkańcy zawsze wracali obładowani towarami a w okolicach Banickiej Górki lubili się zaczajać po swoją daninę. Mieszkańcy im nie sprzyjali, kojarzyli ich ze stacjonującymi w Gładyszowie siczowykami, którzy tak dali się we znaki mieszkańcom wsi.
W latach 1945-1946 o. Wołodymyr Hajdukiewicz dojeżdżał z Krzywej z posługą nie tylko do Wołowca ale także do Czarnego bo tam nie było księdza.

Wojna się skończyła. Wybrano nowego sołtysa dla gromady w skład której wchodział Krzywa, Banica i Jasionka. Do Krzywej przybywali kolejni nauczyciele - Zajfert, który miał dom w Banicy, Hatalewicz młody adept krynickiego seminarium nauczycielskiego a potem Bazarnik. Nie było nowych podręczników do nauczania.
Zaraz po zakończeniu wojny, rozpoczęła się agitacja na wyjazd na sowiecką Ukrainę. Z Wołowca i Banicy pojechało po kilka rodzin ale z Krzywej wyjechała tylko jedna kobieta choć wspomnienia z innego źródła podają, iż w wyniku agitacji kilka rodzin wyjechało na sowiecką Ukrainę (Olena Bybel, Ewa Kosar, Iwan Słota, Iwan i Wasyl Śpiak).
W 1946 roku przez okolicę przelała się fala aresztowań i aresztowano m. in. o. Hajdukiewicza, którego zwolniono do kilku tygodniach. Jego i innych zmuszano do wyjazdu na Ukrainę.
Na początku czerwca 1947 roku wysiedlono w ramach Akcji "Wisła" wszystkich mieszkańców wsi z wyjątkiem Michała i Iwana Urdy, którzy byli obywatelami amerykańskimi. W sumie wysiedlono ze wsi 156 osób. Z początkiem pozostawiono również rodzinę o. Hajdukiewicza ale po dwóch tygodniach - 20 czerwca zabrano również do Zagórzan na stację przeładunkową rodzinę księdza.
Kilku mieszkańców Krzywej zostało osadzonych w Centralnym Obozie Pracy w Jaworznie:
Iwan Pokryszczak
Mykołaj Pokryszczak
Andryj Bybel
Wasyl Demczar
Hryhoryj Bybel
Iwan Bybel
Dymitr Bybel

Poniżej zapis rozmowy z Władysławem Tenerowiczem i Romanem Urdą o Krzywej po 1947-mym roku (zapis rozmowy - oryginalny) - materiał pochodzi z archiwum "Stowarzyszenia Rozwoju Sołectwa Krzywa"

[...]
T- PGR-y powstały już po 1947 chyba 7-8, wtedy zaczęły się rozwijać na tym terenie po wysiedleniu, zaczęło się gospodarowanie - począwszy od Krzywej i tam się wszystko skupiało na ziemi.
- To tam już w 48 r. był PGR?
T- Tak, tak.
- Acha, to wcześnie - zaraz po wysiedleniu to było?
T- Tak, tak. Wtedy, w tym czasie to były PGR-y w stadninie koni Siary. Później była tam stadnina a z początku to były PGR - Państwowe Gospodarstwa Rolne, te które należały pod Przemyśl. To wszystko należało do Przemyśla. A województwo na to wiemy jakie było dawniej - to było województwo rzeszowskie. I cały zarząd to się w Przemyślu znajdował i tutaj zaczęło się gospodarstwo rozwijać począwszy od Krzywej tak jak mówię. No ale w tym czasie tu jeszcze nie było ludzi, to wszystko dojeżdżało ze Siar z PGR-u, z tamtych gospodarstw.
- I czym Ci ludzie dojeżdżali?
T- Większością, wtedy jeszcze nie było komunikacji, nie było tego sprzętu, to dojeżdżali ciągnikami. Te ciągniki takie niedostosowane jeszcze były.
- Jak one się nazywały?
T - Pierwsze to do prac polowych to były ciągniki - Ursusy, takie większe, do orek, do tych upraw polowych były Zetory na wysokich kołach takie czeskie. To dosyć się nadawało do robienia prac polowych, później były takie troszkę ulepszone, na niskich kołach dostosowane - Zetory 25, dostosowane do transportu, z tym że one rozwijały szybkość taką jak niektóre samochody. No ale to było zabronione i 6 bieg to plombowali, że za szybko chodziły i trochę było wypadków na tych odcinkach. Cała organizacja znajdowała się w stadninie koni w Siarach,. No i potem stopniowo, stopniowo zaczęli grupy remontowo-budowlane budować te budynki, które powstały tam w Krzywej. Drzewo pochodziło z tych rozbiórek, z tych budynków, które tu zostały. No a drzewo w tych budynkach było dosyć dobre bo niektóre budynki były budowane nie tak dawno. Dużo tutaj szabrowali tu tego tych budynków i ściągali kto gdzie skąd przyjechał, Siedliska, Bobowa. No to sobie niektórzy pobudowali dosyć ładne wille z tego drzewa. I dużo poszło na te budynki tutaj w Krzywej, w Sękowej tu koło kościółka co są te budynki i mieszkalne takie tam jeden koło drugiego. Jak wyjeżdżamy po lewej stronie jak ten stadion jest to też z tych budynków. No i to wszystko było też z tych budynków - ta obora była w Krzywej koło drogi i wybudowana tam była na 100 sztuk bydła, tych krów ubojnych, tak że to była dosyć ładna obora w tym czasie kiedy była wybudowana, odpowiednio wszystko zrobione tak jak potrzeba. Następnie była owczarnia tam wyżej troszkę na tej górze jak do tego ujęcia jak stodoła jest naprzeciwko stodoły, no to pamiętasz też. Tam była owczarnia, najpierw były owce cakryl, to były te początki, które w tym czasie były te owce zachwalane na terenie górskiej, górale tak samo większością całej hodowli mieli cakryl. Nie spwłniały za bardzo te cakryle wymogów hodowlanych bo i wełny za mało i do mleka też nie były za bardzo dobre. Także po przepędzeniu już cakrala to w tych stajni stały konie - młodzież huculska.
- A hucuły? od kiedy się tu pojawiły tu w hodowli w PGR. Bo na początku mieliście tu bydło i owce.
T - Tak, dużo było bydła hodowlanego, dojne krowy były w tej oborze koło drogi. Do lat 60-tych, jeszcze 62 albo 3, były krowy dojne. Tam były cielątka odstawiane do tego i tam był odchów cielątek takie tego. Wszystko tutaj się powiększało. No i tu było można powiedzieć było kierownictwo. Był kierownik w tym drugim budynku, była księgowość a tam był brygadzista no i tam była stołówka i wszystko w tym budynku, co Kicwak teraz mieszka. Ludzi zaczęło się trochę przyjmować po wybudowaniu tych budynków, te większe sale były dostosowane do zbiorowego zamieszkania na sezony, a reszta jak była potrzeba to dojeżdżało tam ze Sękowej, ze Siar. No ale tu wtedy nie brakowało już ludzi [...]
- Słyszałam, że te duże łąki właśnie nad Krzywą to tam pszenica była.
T - Tak, tak było zagospodarowane dosyć ładnie i wszystko, wszystko było oparte na planach gospodarczych, to nie było tak na dziko robione, tu miał takie plany z dawien dawna i to było oparte na tych planach. To był rok 60/61, to już gospodarstwo powstało tutaj w Jasionce.
- A proszę mi powiedzieć, to gospodarstwo z początku było tylko w Krzywej a te grunty tu Jasionka-Czarne leżały odłogiem czy ktoś się tym zajmował?
T- To były przyjmowane pod te PGR-y stopniowo, częściowo. To wszystko przechodziło w tą stronę i w związku z tym gruntem, co było, to był plan zatwierdzony, to jest plan jesieniewski (mowa o planach, które pokazuje Pan Tenerowicz).
[...]
To wszystko było planowane, hodowla cała, bydło, konie, owce także. Wszystkie stajnie były zapełnione. To jest plan 58/59, to jeszcze będzie z Jasionki razem z Krzywą. I było wtedy przyjęte gruntów ponad 1000 ha, ponad bo jest 1068. No i to była struktura rozplanowana na poszczególne zbiory. I w tym czasie budowano się, budowali już tę owczarnie dużą. To było 2 firmy - jasielska firma to budowała tamtą, to była piękna owczarnie na owce - na 800 sztuk owiec, ale w sumie to stało 1500 z młodzieżą do odhodowania. Jak była młodzież to się odchowywało także wtedy było zapełnione dosyć mocno. No i stopniowo, stopniowo tam znaczy produkcja nie wychodziła za bardzo i trochę były niektóre miejsca likwidowane, ale to wszystko było, to wszystko zagospodarowane tam pod produkcję roślinna, te wszystkie łąki które zostawione mamy tu teraz widoczne, tu po drugiej stronie te kawałki, to było wszystko pod produkcje roślinną. A tu wie Pani jak pan Nowak jest jak tam, były pastwiska w tej dolinie. Tam było bydła dosyć dużo. Tam w tej dolinie mieszkał Rotko z Gładyszowa - Michał. No i tam było braci - Stefan, to ci, ci z Pętnej, to tam się wszystko gnieździło i oni tam mieli całe gospodarstwo w tej dolinie. I to było jakoś tam Rotko wyjechał do Gładyszowa. I był tam pracownik taki tam Ohała też, rodzina wielodzietna to takie kopciuchy były straszne dosyć tego jak było w domu, tak samo było w tym stajni - gnoju po uszy, ale był pracownikiem gospodarstwa i pracował i stróżował i robił przy tym bydle. Po tym to trochę jak to się zaczęło więcej rozwijać tutaj w te stronę ku Jasionce tam był postawiony budynek tu między owczarnią jedną i drugą, taki piętrowy przywieziony z rozbiórki. Poczta była w Czarnem koło Siraka na zakręcie po lewej stronie. To był dosyć ładny budynek i w takim samym stylu został przewieziony tu. I w tym budynku wszystko się mieściło na początku, bo już w 58/59 roku jak już stał. Ala tam jeszcze w dalszym ciągu było życie tak jak było.
- To znaczy biura tu już były przeniesione do tego budynku z Krzywej?
T- Biuro zaraz nie było przeniesione tam jeszcze, jeszcze istniało trochę. Został brygadzista, zootechnik a tu już był taki ustawiony kierownik - Inżyrowicz, on pochodził od Przemyśla, taki trochę podobny do kruka.
RU- To tu była kierownika taka ta, co jak tu siedzi moja chrzestna matka.
T- To ona była w Krzywej. Tam się zmieniali w Krzywej, także ona była z początku. Może ona była z początku. A potem był taki zootechnik, taki Artur Michalski był też po szkołach, jego żona uczyła tu w szkole podstawowej a pochodziła ze Siar Górnych - Macheta się nazywała, taka dosyć przyjemna, grzeczniutka była, siostrę miała taką kulawą troszkę na nogę. No i on tam się ożenił ten, ten zootechnik i tutaj był dość długo zootechnikiem. [...]
- Czy tu były jakieś określone rasy krów?
T- To mleczne były. W Siedliskach też były 2 obory z krowami, które na mleko były przechowane. Siedliska były koło Bobowej a te gospodarstwa były wszystkie razem powiązane, także ogólny plan był w dyrekcji. Każdy miał swój plan i tego i według tego planu musiał trzymać wszystkiego, te przerzuty które na wiosnę się robiło do tego, to musiały być zgodne i tak się dokonywało. Tu w porze letniej było dosyć dużo napędzone i te wszystkie zakamarki były wykorzystywane na wypasy w stronę Czarnego. I tam w Radochnę teraz Długie to wszystko były wypasy robione. No ale to więcej było owiec a tutaj więcej bydła chodziło. Tylko w Czarnym było trochę bydła opasowego później i tam było bydło kierowane na tego, po spędach różne kupowane tego i tam robione na mięso. Nie na krowy dojne tylko na sztuki mięsne. I większość to było oparte na hodowli owiec. Owiec tu przybywało coraz więcej tak, że w sumie ta owczarnia, co była tu u góry wybudowana to tam było 800 owiec. Teraz przepędzali owce z Owczar, bo tam tez były owce. Owczary tam jak Wasylczak, to tam w tych owczarniach były owce ale to tam niedużo przepędzali także. W Sękowej też była owczarnia, też trochę owiec było na górce przy tym. No i w okresie letnim tu szło wszystko to przepędzali tu i tu szło na wypas, na hale, na Długie, Czarne, Nieznajową. W Nieznajowej nie mieli bacówki. W Radochnie była tak jak kowal był ta bacówka. A tu było dwie w Czarnym bacówki, w Długim było też dwie nasze PGR-owskie i w tym później do tego doszło Nieznajowa tam na końcu tego. Ale tam się nic wiele nie działo, tylko tak więcej na siano było wykorzystywane jak dochodziły potrzeby do, do zbiorów na kres zimy, to się przygotowywało duże ilości siana i paszy także, tak jako zabezpieczenie.
- Proszę mi powiedzieć kto wypasał to bydło? Czy miejscowi tu z Sękowej, z Siar, czy to górale przyjeżdżali do wypasu, bo kategorycznie lepiej się znali na wypasach?
T- Na owcach większością byli zatrudnione górale i przyjmowali na okresy sezonu pomocników takich co doili. Bo się doi owce, tak że musieli znać dojenie. A bacą był główno dowodzący tak jak tam i to w tej chwili Klimowski co ma też swoich podwładnych pracowników i nimi dyryguje. Tak samo wtedy się działo, nie było jakich odchyleń tylko takie było państwowe i każdy tam wiedział jakie są stawki godzinowe, wiedział za co robi, bo mieli akord dostosowany, tylko przy obsłudze owiec mieli te większe stawki. A niezależnie od tego mieli płacone od produkcji sera i od robienia tych oscypków, także dostawali premie i miesięczne. To były już premie ustalone przez układy zbiorowe, ustalone z pracy. To był układ zbiorowy pracy i to trzeba było dosyć mocno przestrzegać. To nie było tego, tylko każdy rodzaj pracy był. No i nie dało się więcej. Nie, nie było dużych tam pewno, że robiło się też te ustalenia, że jak nie było chętnych to wtedy musiano zostawać. I tych górali było dosyć, nawet listy płacy mam. To było ludzi dosyć dużo zatrudnionych do tych 3-ch grup, tak że tętniło życie dosyć.
- A proszę mi powiedzieć z jakich miejscowości oni tu przyjeżdżali?
T- To znaczy do tych prac polowych przyjeżdżało dużo z Limanowej, Roztoki i okolicznych wiosek. A niezależnie tutaj był ten Król, teraz ten drugi Król co był brygadzistą, potem był kierownikiem trochę. No i dużo się pchało od Limanowej, z tamtych stron, wioseczek takich biedniejszych do lepszego życia. I w pierwszych początkach nie mieli możliwości robienia sianokosów maszynami, tylko te wszystkie ogrody, które widać het do góry tam w stronę Lipnego, no to były koszone ręcznie. I górale to, ale to wtedy, wtedy były pogody dosyć ładne i on rano skosił i później były takie grupy porobione, kilka osób i oni sami sobie zbierali swoich znajomych i bliskich, którzy, którzy twardo robili. Nie byle jak, bo im zależało żeby, żeby jak najwięcej wykosić i żeby jak najwięcej tych kopek postawić na danych tych i wtedy po tym jak już przychodziły okresy 10-dniowe jak była potrzeba zwózki tego wszystkiego, no to musiano to wtedy odebrać bo tak to niektórych nie dopuścił, żeby gdzie tych kopek ktoś nie zabrał. I tyle ich miał tak jak oni trochę po góralsku trochę po tym po limanowsku ta gwara ich zaciągała się. Ale z nimi dało się żyć i byli dosyć lubiani. Wszystko się kosiło ręcznie a potem była zwózka dokonywana po wykoszeniu, po tym większością tu szły wozy konne takie dosyć platformy, tylko było tu 7 par takich koni tęgich. I jeszcze pozostawały budynki zostawione w stronę Czarnego to tam jeszcze nie wszystkie były rozebrane, to się do tych budynków ładowało, magazynowało się. No i na strychy się ładowało te, na te owczarnię jedną, na drugą a w tym czasie była budowana dosyć dużo, ta stodoła była w rozbiórce także tego, tam się dużo, ale tam większością było magazynowane zboże, to tutaj tak samo. Tam się zaczynała trochę produkcja zmniejszać w Krzywej i może więcej to wszystko przesuwało tam, tam powstawało więcej hodowli było obsadzone a tutaj znów tych owiec było w tą stronę skierowane na te, te wypasy i tam zostało. Tu było trochę produkcji rolniczej, która była zbierana. Jęczmień nie wychodził, jęczmień wychodził jak było dobrze stanowisko nawożone obornikami po ziemniakach, no bo i ziemniaki były tutaj takie. Wszystko tu było uprawiane. Ci pracownicy, którzy tu zostali obsadzeni tu i zaczęli się obsadzać gdzieś. Co to już byli, to już byli pracownicy. Stali w tym czasie, no tu mieli, tu robili mieli kasę i oni, oni zaczęli dosyć. Każdy miał gwarantowane zgodnie z układem zbiorowym działkę ta do uprawy, do sadzenia sobie ziemniaków, do hodowli krówki i przychówka.
[...]
Ludzie wtedy dosyć chętnie robili na tych działkach, ziemniaków nikomu nie brakowało i mimo, że były trudności później z niektórymi sprawami ale ludzie nie narzekali i jedzenia nie brakowało. Stołówki były. Stołówki były dostosowane do tych ludzi, mięsa nie brakowało. Jeżeli nie było baraniny, to była wołowina i ciągle jakieś uboje. Jeżeli tu nie było jakiegoś uboju z konieczności, to no tego tam ubili w Sękowej buhajka jakiegoś, który wymagał uboju z konieczności. Ceny były niższe, bo jak mniej wartościowy wtedy było już po cenach niższych niezależnie od tego, kto chciał kupić to kupił. A niektóre rodziny mieli dosyć mięsa baraniego bo nie wychodziło z garów tylko (śmiech) nogi wystawały z tych garów. Byli tacy Hryce, ten co pomarł Władek, był przejedyny na to wszystkie uboje baranów, które były to tego, bardzo chętny był i jakość łapał te barany. A rodzina była dosyć tego. Był przywieziony tutaj ze Stawiszy. Łapał robotę, było widać zanim był przyjęty. Tu trochę się popsuł także. Ale wracając do tych upraw, tych działek, to rządy miał zapewnioną tą działkę i stajenki mieli wszyscy, kto chciał utrzymać, krówkę udoić, przychówki, wieprzka nie wieprzka, to wszystko każdy mógł sobie trzymać, ale większością robili przy tym, a niezależnie od tego deputaty były przydzielone, które mógł sobie nabyć po niższych cenach i zboże, tam też te różne te mógł sobie zakupić. I potem mógł zmielić na śruty na te tu wykorzystać do inwentarza tego.
- Mówi Pan mieli deputaty, mieli działki to przyjeżdżali tu już z rodzinami, czy tu się poznawali i pobierali?
T- Z początku znaczy się tu większością byli spokrewnieni przyjeżdżając tu na robotę a potem też zapoznawali się i pobierali.
- I tu się pobierali i osiedlali w tych budynkach tak jak PGR-y?
T- Tak. No a później jak te budynki zostały, to tak jak mówię, tamten budynek był, co wszystko gnieździło się tam i sezon był i kancelaria była i stołówka tam co był przywieziony to był piętrowy. I tam na dole była stołówka, kancelaria, kuchnia a na górze pomieszczenia na sezonowych ludzi. A niezależnie w tym czasie były budowane tutaj te PGR-y, tamte dawali i tamten sześciorak po kolei. I potem po wybudowaniu tych budynków tutaj się trochę spowolniło i zaczęli przydzielać pracownikom, którzy byli stali, którzy już pożenili się i Ci dostawali mieszkania. Ale to już tych rodzin nie ma. Bo tam gdzie Jaśkiewicz to była rodzina Niedośpiałów, to ona pomarła, on pomarł, a na to miejsce był później kto inny.
RU- Włodarczyk
T- Włodarczyk był tu gdzie Gromkiewicz był w tym budynku gdzie Dziedzic jest. I tu była rodzina dosyć wielodzietna także ona robiła, on robił, także te dzieci, bo oni pochodzili tu z Pętnej jak Bogoń jest z tej górki tam był taki chyba jest długi budynek, no ale oni - ona pomarła chyba a on jeszcze żyje. Bo stąd się wyprowadzili do Radłowa przedtem jak już te PGR-y miały trochę się rozpadać, to wyprowadzili się tam było miejsce koło Radłowa i tam wyjechali coś z 3 rodziny. I z Krzywej tam ten Kuchała, Bogoń tak, którzy robili, co przybyli wcześniej to oni znikały, dostali lepsze miejsce, lepsze nie lepsze przeniesienie w takim kierunku. A tutaj się tak zapoznawało z tymi dziopami, także krzyżówki trochę zaczęły się tworzyć i te Cyganki takie nie szykowne jak to niektórzy.
[...]
- Jak to sobie radziliście zimą, bo zimy kiedyś były prawdziwe, co nie. Zasypywało Was?
T- Wtedy były trudne warunki, wtedy były ciężkie zimy, nie to co teraz. No i drogi były tragiczne, takie, że koleiny po tym jak drzewa wożono. Dawniej to się nie jeździło na samochodach jak teraz, tylko wozami woziliśmy do Gorlic na tartaki. Jak się wyjeżdża do tej górki, tam były dwie chałupy, jak bo tego Klimowski jest, troszkę niżej jeszcze koło tego brzegu. Tam chyba jeszcze te piwnice są po prawej stronie jak jedziemy w tą stronę, a oni mieli budynek jeden z jednej strony i budynek z drugiej strony a po środku był taki spichlerz i za budynkiem z jednej strony. On tutaj pozostał, bo on była zasłużony trochę, także co miał 84 lata jak pomarł. Miał ładne latka. I był dróżnikiem na te drogi i ciągle go było widać, fajkę palił taką długą. Dopiero później jak zaczęli lasy użytkować to trochę te drogi zaczęli poprawiać, także stopniowo, stopniowo.
- To w razie choroby, czy tego to jak sobie radziliście?
T- W Długim, tak radziliśmy, że tego tam na dole gdzie Szczepkowski tam była rodzina Chwalików takich. Chwaliki tam długo zamieszkiwali, ale pomarł, pochowany jest tam na tym cmentarzu w Czarnym. No i tego i on tam grzebał w tym budynku, co Szczepkowski mieszkał tego. I pamiętam jak ta żona jeszcze ostatniego syna rodziła tego Piotrka i przyjechał tutaj i ja wtedy już zacząłem pracować także początki były magazyniery, ale to już wszystko robił tak jak i teraz i się nie bałem żadnej roboty, taki, taki co gdzie popadło to jeździłem. Jeździło się konikami, sankami i w okresie zimy, ale te sanki gdzieś pojechały wtedy większe sanie pojechali do Sękowej do przewozu paszy się przewoziło, bo nie było jeszcze Mazanów i zapasów żadnych, także dowoziło się tam z tamtych gospodarstw z Sękowej. I to 25 km się jeździło, koniami to się przewoziło. To praca na cały dzień, tak. A zimą były modne kożuchy. Były przydziały na ubranie - dosyć dobrze byli umundurowani traktorzyści, BHP było przestrzegane w tamtych czasach - nie można powiedzieć - byli gnoje co dusili, nie chcieli tego - ale to ludzie wiedzieli co im się należy po tym się dobijali mimo że były normy zużycia na dwa lata watówki, ubrania i 12 miesięcy, gumiaki na 6 miesięcy, no to czasami przyszedł i wymieniało się na dobre. Dostawali te pasy, nie pasy , wszystko umundurowanie.
- Właściwie w takim PGR-e mieli wszystko - dostawali mieszkanie, dostawali deputat, dostawali wynagrodzenie za pracę, jeszcze ubranie do pracy?
T- Tak, większością można powiedzieć, że wszystko dostawali za wyjątkiem jak dziewczyny mu trzeba było.
- To musiał sam sobie znaleźć (śmiech). Ale też przychodziły dziewczyny do pracy do PGR-u, na miejscu mógł ją sobie wziąć.
T- Tak, tak. Pomyśl sobie jak nie posadził ziemniaków, bo mu się nie chciało to był ekwiwalent, jak nie posadził jak nie wykorzystał.
- To wtedy tę działkę mógł PGR używać.
T- Tak, tak. Musiał powiedzieć wcześniej czy się decyduje na sadzenie czy nie. Jeżeli się nie decyduje, to mu się płaciło ekwiwalent, a jeśli się decydował to tego no to działkę dostawał, obrobioną, przygotowaną, już porzędowaną, wyznaczoną tylko ziemniaki sadzić.
-Pani Basia Króla na przykład wspomina, że nawet PGR zakupiło pralkę, żeby było im lepiej, lżej żyć, że była kupiona "Frania: i chodziła z domu do domu gdzie była potrzebna.
T- No były, były. Stołówka była, trochę na kuchni była a później kuchnia była zrobiona tutaj w środku, co sklepik był a w środku była kuchnia, że tam było biuro a tu była, tu była jadalnia i tego jak, jak tam się zapełniło nie było miejsca to tu się rozluźniało się trochę, tu był ten, ten koniec dobudowany z pustaków, a ta druga strona jest jeszcze z drewna.
[...]
- A Pan tu przyjechał kawalerem, czy już żonatym będąc?
T- Nie, kawalerem, kawalerem.
- A w którym roku Pan tu przyjechał?
T- W 56 r., w 56-57 r. Zacząłem tam robić w stadninie, w PGR-ach w Siarach. A skończył szkołę znaczy się w tym i średnią zrobiłem sobie, także zacząłem robić w stadninie, nie w stadninie tylko PGR-ry wtedy były i potem stopniowo nas rzucali tutaj, ale to było różnych ludzi ten od Jasła, nie od Jasła, Kędziory nie Kędziory, z Moszczenicy traktorzyści byli. A wtedy już zaczął napływać ten park maszynowy, ciągniki czeskie te, te do obróbki pracach polowych "bociany". I to były w tym czasie modne, a niezależnie od tego to były te ciężkie ciągniki do transportu, spinał 2 przyczepy ciężkie do takiego ciągnika i ładowali jeszcze to drzewo, które z tych budynków się nadawało jeszcze, było przewożone na, na budowę tamtych budynków w Sękowej. Także wszystkie transporty tych nawozów masę szły, z zagonów, także już zaczęły się tam transporty ciągnikami większością. A niezależnie już tak park samochodowy zaczął napływać te lublinki takie dostosowane do rolnictwa, te stary, te, te radzieckie jak to było już, coraz więcej, coraz więcej i zaczęto tutaj zagospodarować, bo to nie były scalone te grunty tu pozostawione tutaj po tych wysiedleniach. To też były takie zagonki het do góry. Miedze jeszcze są widoczne w tej chwili, no i te kamienie, które tam większe kupy są to tego to nie były wykorzystane w tym czasie kiedy tego, tylko większością było scalone żeby zrobić pastwiska jak najlepsze, gdzie się nie tego. To był taki ten, żeby, żeby odwracać i żeby zagospodarowywać w tym czasie. A teraz jest inne melodia i inna wizja - zalesiać i pieniądze za tym idą a wtedy nie szło, tylko z tej produkcji która, która się wypracowała, z tego się płaciło. No niezależnie te fundusze premiowe i tak się gospodarowało. Bo wszystkie, wszystkie gospodarstwa były, można w miarę możliwości doinwestowane, żeby można było jako tako gospodarować. A tutaj, tutaj tak było trochę, na, na końcu i wtedy kiedy zachodziła potrzeba no to, to już zostały oddalone te grupy i tego sprzętu więcej tak i żniwa nie żniwa no to to tego. Owczary i Jasionka tam gdzie Wasylczak, no bo to było takie miejsce trochę odległe od wszystkiego.
- Ale później to dojrzewało?
T- Tak, dojrzewało, no i tu było tak po zagospodarowaniu po melioracji to było wszystko meliorowane ładnie, porobione.
- A jak sobie radziliście z tymi miedzami z tym czym żeście to równali?
T- A to był sprzęt
- No ale to w jakich latach - 60-tych?
T - To było w 60, w tym czasie tu robiła melioracja, wcześniej myśmy też robili, myśmy mieli te ciągniki, te Ursusy takie ciężkie na tych kołach, które wtedy miały dostosowane pługi 4 - skibowe i 5-skibowe.
- I po tym wyrównywaliście miedze?
T- Tak. Tam nie było, nie było możliwości bo zabuksował, był oparty na takich tych kolcach i wbijały się do ziemi. Jeden cylinder taki - wiadro mu dawał, jak trzeba było go rozpalić, no to litre benzyny trzeba było spalić, bo duszał i z boku się kierownicę wyciągało, kładł z góry i z boku.
RU- A to kino to, to kiedy tu przyjechało?
T- Kino to wtedy jak związki zawodowe zaczęły działać tutaj w latach, lata 75-76 co jeździły tak po terenie wąskie objazdówki.
RU- Nie, nie to było kino stałe.
T- Acha, to tu było stałe.
RU- No, to jak ja był dzieckiem, to, to kino było.
T- To, to było, to ty kiedy jesteś urodzony?
RU- 54 r.
T- 55 , to już wtedy było pewnie.
RU- Nie, nie , nie , wtedy nie było.
T- To było 75-6 gdzieś także, bo prądu nie było.
RU- 75 to ja robił prawo jazdy, poszedł na Wyszowatkę, to ja miał 18 lat, ja był chłopakiem takim.
T- Bo prądu tu też nie było w tych czasach jak PGR-u nie było, dopiero później jak PGR-y powstały to szybko zrobili linię w tym kierunku i tego i prąd. Prąd był robiony, także już wtedy było trochę inne życie. No i było wtedy w tych późniejszych czasach na tym spalone, zniszczone, a to co utrzymał to takie dokumenty co, co podstawowe, co listy płacy, nie płacy magazynówki.
- Nie myślało się, że to komu kiedyś będzie potrzebne.
T- No, no, no. Może i było, bo ci młodzi to łapią, łapią teraz i pierwsze zdjęcie robi. Jakem mówił tu jest jeszcze notatka odbioru 67 r. od tych kosiarzy, co my wybierali się. No i na podstawie tego magazynowe sprawy, co były na tych magazynówkach prowadzone, to dokładnie wszystko. Musiał być odbiór, potwierdzone tak. Prowadziło się zapis obsługi owiec - Michalec Wojciech taki był, który tu był jeszcze Król, co robił przy koniach, to był taki wzorowy pracownik. No i tu mamy na odwrocie dokładnie napisane za co.
RU- A tu też był taki Galica, skąd on przyjechał?
T- Z Zakopanego - Józek Galica. Tu też jest ten Król Gieniek, co tego był tu kowalem, stolarzem, trochę Kalisze, nie Kalisze. Każdy Pani ciągnik, każda maszyna miała swoją książkę, przez księgowego musiała być prowadzona.
- Książka zarobkowa traktorzysty, książka naprawy ciągnika.
T- Tak, tak. To on tu miał dobrze, pobory miał dobrze. Zawsze Romciu miał zarobki dobre.
RU- No, nie wiem, czy takie dobre.
T- Nie! W takim czasie tu taki był co prowadził dzienniczek, zapis kto co robił. Zapis robił z tego zapisu księgowy w rozbiciu co każdy tego. No każdy dzień musiał mieć wypełniony dzienniczek, tak jak po tych, po tych jeszcze gospodarstwach, nie gospodarstwach tylko dokładnie w tych państwowych firmach. O, a tu były listy płacy takie z 52-53 r.
- Pan to robił różne rzeczy?
T- No na końcu robiłem już prawie wszystko, księgowego robotę. No i po wszystkim już, po kwartalnych zestawieniach nanosiło się na amerykanki, te zapisy wszystkie z tych obrotów, przychody, zapasy.
- A dlaczego to się nazywało amerykanki?
T- Bo to były już księgi końcowe, które do bilansu wchodziły. Z tego były naniesione na bilans i był obraz całego gospodarowania z całego roku. To był zapis z całego roku, wszystkie faktury jakie były w ciągu roku, przychody, rozchody, z tych dokumentów, co się zakupy robiło, co się sprzedawało i były księgowane w tych książkach. No i tego, i z tego podkreślało kto prowadził, tam miesiącami jak potrzeba było, kiedy, jak. Także to było 59-60 r.
[...]
T- Jak przychodziła niedziela i w tym czasie te tu się zaczęło się wyświetlanie tych filmów i 2 razy w tygodniu się wyświetliło i w sobotę i w niedzielę. Były 2 seanse. Przychodziły pocztą filmy, to były już związkowe, ułożone te przesyłki i związki płaciły zawodowe za te przesyłki. No i było dosyć dochodu. A ja byłem na przeszkoleniu coś 15 dni, czy ileś wtedy i prowadziłem to wyświetlanie.
- Był Pan takim operatorem filmowym? Wyświetlał Pan to?
T- Tak, tak.
RU- Bilety sprzedawał.
T- Bilety nie, bilety sprzedawał świetlicowy. Jak nie było tego, był taki do owiec pracownik już po tym Dyl Stanisław no i też z Pętnej pochodził, tu mieszkał na zakręcie jak tego jak mieszka Olpiński i on tam mieszkał w budynku połemkowskim. No on przyszedł ze Staszkówki i potem się przyjął tutaj jak już były rozbudowane te budynki, to się przyjął do owiec do obsługi. No i poszedł na kurs i jeden na kurs drugi i był już takim pracownikiem przeszkolonym, który umiał strzyc owce i stanówki robić, kryć, także że, że tego był już odpowiedzialny za produkcję tego działu owiec, a niezależnie była taka brygadzistka z Moszczenicy - Kawa Julia, ona miała gdzieś tam dwójkę dzieci ale poszła od tych dzieci chyba gdzieś tam. Potem siedziała z pracownikiem takim który doił owce i bacą był - Galica Józef. Ja to każdego jednego znam dokładniutko, że tego.
- A mówił Pan o hodowli hucułów, że rozwinęła się w tym czasie, to właściwie hucuły gdzie były, tutaj czy w Jasionce?
T- Hucuły proszę Pani rozpleniły się dosyć mocno. Najpierw były przepędzone te klaczki które z Tylicza, najpierw z Jodłownika.
- A tutaj do Jasionki?
T- Nie, do Sękowej i Siar. Najpierw do Glinika i do Sękowej. Te starsze były w Sękowej, owce przepędzali do Owczar, tam były w owczarni, tam stały owce, co jest także budynek koło tego, a tam stały te klacze które, które były miały być pokryte i dopiero później młodzież przychodziła tutaj na odchów. Także tutaj przyszły, bo tam było już tego rocznika i ogierków i klaczy. To klacze zostały w Krzywej, a tu stały, bo tam robocze z tyłu, tam stajnia z boku jak owczarnia, z boku była stajnia drewniana, bo tam stały robocze - 4 pary dużych koni, a później jak tam te poszły te robocze, to tam stały hucuły, bo się zaczęły rodzić, co więcej ich było. No i tam była, tam była w Krzywej klaczki, tam był Murzyk Szczepan do obsługi, a tutaj ogierki były w Jasionce tej stajni, tu gdzie ta stajnia teraz Wójcika to była drewniana - to pamiętam. No i tutaj same ogierki a tuż tu pod drogą jak najezdnia, był budynek drewniany i tam stało 5-6 par w pierwszych początkach, no a potem tu zaczęło tam siano składowało jak wchodziła większa mechanizacja to już te konie zaczęli trochę likwidować i coraz mnie. One utrzymywały się jeszcze te lepsze do końca, także że tutaj niektórzy handlowali końmi, Bartne, nie Bartne przepędzali na te Czechy te konie, które były takie. 2 pary poszły wzięli z tego WOP-u , co, co, zostawili kupcy na tym, wojsko zabrało, bo się nie dawało przepędzić. Felenczaki przepędzali z Bartnego, to nie jest tajemnicą, bo oni sami. A niezależnie i Sławek w tym robił, i ten Niemiec zaczął później, a to były wtedy pieniądze na tym, na tych koniach dosyć ładne. No i tutaj te, te ogierki były dosyć pilnowane i uznawane do hodowli także stąd się sprzedawało takiego ogiera, to wychodziło dosyć dużo pieniędzy, bo, bo po 40-50-60 tys. się brało, także tego, ale to musiały być po 3 latach uznane przez komisję końską, wypunktowane czy się nadają do, do hodowli, no bo to jak idą gdzieś. A dużo szło do tego do, do Sękowej, tam do tego stada. A niezależnie gdzieś był taki dosyć popyt na te hucuły, zainteresowanie , co rolnicy dosyć mocno, każdy chciał mieś hucuła i tego i wszystko robił żeby kupić albo takiego, albo takiego. No to były te akcje, były robione te pokazy ale dawniej były robione pokazy tam w Siarach koło tej rzeki jak ten plac jest jak most jest, na tym placu pod tym pałacem. No i całe te biura w tym pałacu co kupił ten Rostowski tam na tym, było wszystko dostosowane na noclegi, na stołówkę, na księgowość, tam były mieszkania dla księgowego dla dyrektora. A przychodziły wieczorem tam na górkę na karty grali no to ja tam kilka razy grałem z nimi to, to poszedłem potem do chałupy.
- W 90-tym rozwiązano PGR?
T- Tak, jeszcze w 90-tym tam pani była na końcu taka likwidatorka co nawet złom wysprzątała. A ludziom to nic dostało się. Nie myślałem żeby podpowiedzieć co i jak, co kupić albo co tylko, tylko wszystko potem wywali.
RU- A tego starego telefonu nie ma na korbę?
T- A ten stary telefon na korbę, ten stary telefonik na korbkę on się utrzymywał dosyć długo. Potrzebny był jak zachodziła konieczność do porodu, czy do jakiś innych.
- Na przykład jakiś wypadek, czy choroba przecież.
T- Albo brali sanki albo przyczepę zjeżdżaliśmy do Małastowa.
- A na miejscu Pan dzieci nie odbierał?
T- Ja nie odbierałem.
- Była jakaś babka wiejska, akuszerka?
RU- Tu odbierała ta, ta, ta - Bolka matka jak siostra urodziła.
T- Raz na zakręcie w Krzywej to wtedy co wiozłem ta panią Chwalikową do porodu, to już ją nie wiozłem bom za późno przyszedł i także już ona się skręcała i w końcu na przyczepkę wzięli na słomę, położyli koce i pojechali z nią do Małastowa no ale karetka już nie tego, bo ona na zakręcie poród był w domu Twoim odebrany jak mama żyła.
RU- Tak, tak to mama później dostała tego Pietrka. Ona później została chrzestną matką.
T - Tak, tego. To Chwalik dziękował, że dobrze, że nie poszła dalej, bo miał mniej kłopotów, że blisko miał. Sankami przyjechał i przewieziona była z powrotem. A tu więcej tak, jeżeli któraś tu szykowała to wtedy już wcześniej była oddalona, wcześniej była przewieziona. A zimy tu były straszne, także, że, że środek drogi koleiny detem zrobione bo tam pługi nie chodziły ani nie, nie tego tylko, tylko tymi ciągnikami dużymi się ratowało, bo jak PGR-y przyjechały, no to droga była. A tak to nie było.
RU- Taki pług ciągnęły, taki wiesz taki był do skosa zbity z desek, taki do ziemi.
T- Gąsienicowe ciągniki miały już pług czołowy taki ale to już nie było się niegdzie ani się minąć ani jak nie odśnieżył w bok gdzieś no to tylko co tego. A niekiedy jechało konikami do Gorlic, no to zawieja jak były straszne no to tam jak Rotko na tym zakręcie w Pętnej - Madej, nie Madej to tam zawsze ludzie to zawieja tam chwyciła jak się dojechało do Rotka to trzeba było zanocować. A większością nocowało się dużo tutaj, tutaj w Banicy u Kicwakowej, co ta rodzina była tam dosyć wielodzietna, no ale tam się nie było za bardzo zatrzymywać, bo wiemy, że była bieda i dzieci dosyć dużo, no ale jak trzeba było. A tych dzieci to nie było miski, nie było może jedna, dwie tylko no i jedzenie w te lichę i łyżki dzieci w koło siadały i tego takie były czasy. No to były takie warunki.
RU- Kurde, zima była, śniegu nasypało to fosą chodziły z gołymi tymi ani jeden nie umarł.
- Odporniejsi byli.
T- Tu mówiłem niekiedy przelatywały w jedną stronę w drugą stronę to butów nie miało bo tego, i zapalenia były i to tamto no i nigdy się tam nic nie stało. Także chłopy się zrobili, wyrośli z tego. Także tego, gdzie tam była mowa o karetkach. Dopiero później jak mówię co się trochę te życie rozwinęło i zmieniało się stopniowo, gdyż tu teraz jest niebo a ziemia.
- A pamięta Pan może tu jakieś trudne lata, nie wiem - jakieś halne były czy, czy jakaś powódź, czy coś?
T- Dawniej nie było takich nagłych tych tylko, była jedna powódź. Raz, dwie powodzie były, co woda podchodziła tutaj cały czas pod te. Te potoki to wylało, no ale to w tym Gładyszowie to się utopił ten Bałach co te potoki wylały dosyć mocno a tak to raczej zimy były dosyć ciężkie i tego i tak takich zrywów, takich wiatrów. To topniało tak stopniowo, to przeciągało się, ale nie było takich nagłych. Twarde zimy, twarde także wtedy te kożuchy nie zbywały nic, nie zbywało nic, ani watuszki, co były te ubrania ani te czapy na te. To te wszystko nie zbywało, wszystko się przydawało, bo inaczej nie tego.
- A jak były takie ciężkie zimy to nie mieliście tu problemu z wilkami, które wychodziły z lasu czy do gospodarstwa?
T- Znaczy wilki w tym czasie podchodziły, widoczne dosyć. Dziki były stada także, że jak się jechało to jeszcze za widoku było ich widać jak przelatywały z jednego miejsca na drugie. Wilki, wilki było dużo tak, dosyć robili odstrzały, że były znów na pastwiskach dosyć duże straty no i na bydła atakowały. A teraz dosyć nie słychać, spokój tamtego roku, poprzedniego. Przecież ani jednego tutaj nie zagryzły cielaka ani owce gdziesik temu Prymaskiemu. A tak, tak to dzików coś jest ale niewiele także tego. A w tamtych czasach to po tych zbiorach, co sadzili ziemniaki to były gniazda po tych potokach, po tym jak się szło po tym terenie, buniorki, no ale to też jak te uprawy polowe, no bo to było obsiane i to wszystko stronę Czarnego to było znów obsiane dokładnie jak i tam wcześniej w Krzywej. No i tu była produkcja roślinna, tu była 200 prawie hektarów obrobionych pod produkcję roślinną - zboża, rzepaki - rzepak wychodził, dawał 40-45 z hektara. Także rzepaki udawały, owies się udawał. No pszenica tak jak mówiłem tu różnie wychodziła także tego. Ziemniaki dawały ładne plony. Teraz były te mieszanki - topinambur taki jak słonecznik duży ładny w stronę Czarnego tu koło drogi. A tu pod drogą to były zboża - żyto wychodziło, też dawało plony - 30. Tylko najwięcej atakowały dziki owies i ziemniaki.
RU- A tu chyba byli stróże co pilnowali nocą?
- Ale to co oni mieli kije najwyżej
T- Strzelali trochę, straszyli trochę dzika a ci co polują to przyjechali z rana, pieski wypuścili w koło obstąpiły, a one prawie w owsie się gnieździły i wtedy, wtedy mieli ucztę, bo dobrze im było odstrzelić. Jeździli te hurty nie hurty te, te sekretarze, Niemcy także tego było wtedy dosyć dużo. Wtedy było ich dosyć dużo. No i tam, tam te leśniczówki w tym Radochnie były obsadzone, teraz tam w Nieznajowej tam za rzeką leśniczówka - Gurba tam mieszkał Zenek - on chyba żyje, żyje jeszcze.
RU- Nie, nie. On się ożenił z tą w Gładyszowie.
[...]
- Tak jak zrobiliście żniwa to były dożynki organizowane, czy zabawy i to było tu robione czy jeździliście do Siar?
T- O, o, o tak.
RU- Tu na miejscu.
T- Gospodarstwa sobie robiły na miejscu, oddzielnie tak, żeby robione podłogi na polu na zewnątrz i muzykanty były takie zbierane po wioskach raz stąd, raz stamtąd, z Wyszowatki tam była orkiestra, Wiećki grali. Teraz ci z Gładyszowa Czuchy, nie Czuchy.
RU- Żeleny z Małastowa.
T- Tak z Małastowa, sprytni tacy byli i na akordeonie i na trąbce i na bębnie. Wszyscy lubieli tutaj przyjechać i tu sobie dosyć a niezależnie od tego się zapraszało głównych dowodzących z dyrekcji także przyjeżdżali jak z żoną przyjeżdżał dyrektor, księgowa. A później jak były zbiorowe to znów delegacja była wybrana tam do tego głownie na te, kto chciał jechać to tam nie robili żadnych trudności tylko można było jechać. Tylko że tacy ochlaptusy, którzy lubieli mącić i nie zachowali się jak tego to nie byli mile widziani. A tak to nie było. I tam w tym było organizowane, były pomieszczenia odpowiednie także, że tam luz był, dobrze było. A niezależnie i po gospodarstwach i tam robili w Krzywej osobno.
- To gdzie w Krzywej to było robione?
T- była świetlica tutaj na środku, jak Kicwakowa mieszkała na środku, na tym, na tym mieszkaniu.
- Ja myślałam, że to na zewnątrz było robione?
T- duże było mieszkanko też tam
RU- To tam była świetlica, bo był tam telewizor, bo jak nie było to się rozchodzili i tego.
- To jak się zaczynała taka zabawa to pewnie do następnego dnia do rana trwały takie dożynki?
T- Nie, nie po południu się kończyła i tego. No i noc przeleciała i jak niedziela chwyciła to niedziela też schodziła. To było tych różnych dużo ludzi, jak brakło to już w bufeciku, to brali piwo i beczki takie te były małe z piwem - 25 litrów i siadali koło rzeki po tym spali do następnego rana, wtedy pili (śmiech) także pompy były wbite nawet na wierzch, a teraz to nie, teraz wszystko ładnie dostosowane, tych beczek to już nie widać tylko są w innym tym.
- A jak tu wyglądały relacje międzyludzkie, kontakty. Czy ludzie byli bardziej przychylni sobie, zżyci, bardziej lubili się czy raczej każdy?
T- Lubieli się nie było jeden a drugi, także jakżeś pamiętał, taki chętny był jeden do drugiego, temu trzeba było to, a temu trzeba było, to szedł, chętnie pomógł czy na działce, czy, czy w potrzebach jakich, czy na chleb brakło, nie miał to jeden to drugi. To nie było w tym czasie takie przyjęte, takimi się robili jak, jak teraz.
- A ja mam do Pana jeszcze jedno pytanie takie prywatne. Proszę powiedzieć z którego Pan jest roku, kiedy Pan się urodził?
T- W 35 r. 04.06. Mój dom rodzinny jest w Siarach, tam w Owczarach był u góry. Nas w domu było dosyć dużo, nas rodzinka była 7 osób, 5 braci i 2 siostry także, że tego było w tym czasie. Tam gospodarstwo było małe, swoje ojciec pracował, do roboty też w kopalnictwie a matka w domu krążyła tak, że, że myśmy trochę rozeszli, a warunków to jakiegoś wyższego kształcenia to tak nie było za bardzo, także. Brat na fabryce robił na tym kierownikiem, na inwestycjach, teraz mieszka na Krakowskiej - Janek. Synek jego Robert jest lekarzem w przychodni tam koło kina.
- To można powiedzieć, że jak miał Pan te 20 lat to poszedł Pan z domu rodzinnego, to całe życie Pana upłynęło właściwie tu w gospodarstwie rolnym - w tym PGR-rze ?
T- Ponad 20 lat jak poszedłem. Zacząłem tam pracować w Siarach. Później już stopniowo, stopniowo przetegowałem się, zagnieździłem się tutaj.
- I ożenił się Pan już tu.
T- To, to było całkiem inne życie, szkoda tylko żałuję, że zmarnowałem te życie.
- Nie można tak mówić.
T- Proszę Pani nie myślało się wtedy, bo wtedy nie było tych warunków, o nie zrobił tu nic, nie było widoczne, a tu choćby był, chciał zrobić to się nie dało. To pan dobrze wie jak jest w swoim stawie i trzeba pilnować tego to, te. A tu nikt nie myślał, bo jak coś zaczął myśleć to ci rano wstał już o godzinie 6 dyrektor był taki obrotny, który, który poświęcał się dosyć mocno i on jego nie zmieniał tam w niczym. Znał się na gospodarstwie i na gospodarce i gospodarowaniu i był agronom i wszyscy gonili jak pieski po polach. To co było zaplanowane to trzeba było zrobić na bieżąco zgodnie z założeniami


Tekst powtał na podstawie wspomnień: Iwana Hajtko, Andrzeja Szwedy, Teodora Dokli, Stefana Kyczury, Olgi Hajdukiewicz i wielu, wielu innych a także przy dużej pomocy Krzysztofa Bybel i Anny Dobrowolskiej, prezes "Stowarzyszenia Rozwoju Sołectwa Krzywa"


Warto poszukać i zobaczyć:
- dawna cerkiew greckokatolicka pod wezwaniem śś. Kosmy i Damiana
- cmentarz wojenny nr 54 - przydrożne krzyże i kapliczki
- pomnik ofiar katastrofylotniczej samolotu Halifax
- widok z Kamiennego Wierchu

Jak trafić do Krzywej ??
Pieszo bądź rowerem
- szlakiem czerwonym ze Zdyni do Wołowca
- szlakiem żółtym z Bartnego do Wołowca
- bez szlaku - drogą szutrową z Czarnego
- bez szlaku - drogą ze Zdyni (okolice Watry) przez Kamienny Wierch
Samochodem
- do Krzywej stosunkowo łatwo dojechać samochodem z Gładyszowa i Pętnej oraz Grabiu i Radocyny.

Jeśli posiadasz jakiekolwiek informacje, zdjęcia, materiały związane z tą wsią, znasz ludzi lub potomków tych, którzy stąd pochodzili...napisz do mnie...bartek@beskid-niski.pl


Beskid Niski - część zachodnia (2013)


Liczba zdjęć: 66
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa
Krzywa

Aktualizacja: 2013-06-01



beskid-niski.pl na Facebooku


 
1694

Komentarze: (0)Dodaj komentarz | Forum
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Imię i nazwisko:
E-mail:
Tekst:
Suma liczb 9 i 3: (Anty-spam)
    ;


e-mail: bartek@beskid-niski.pl
Copyright © 2003 - 2016 Wadas & Górski & Wójcik
Wsparcie graficzne: e-production.pl
praca w Niemczech|prosenior24.pl
Miód
Idea Team
Tanie odżywki
Ogląda nas 6 osób
Logowanie