Góry
  • Turystyka piesza
  • Mapa wydawnictwa PTR Kartografia na podkładzie map WIG
  • Mapa wydawnictwa Compass. Wydanie III z 2005 roku.
Łemkowie i Łemkowszczyzna
  • Łemkowie
Obiekty i miejscowości
  • Miejscowości
  • Cmentarze wojenne
  • Cerkwie i kościoły
  • Tabela obiektów
Przyroda
  • Przyroda
Noclegi
  • Noclegi
  • Jak znaleźć nocleg?
  • Dodaj ofertę
Galerie zdjęć
  • Najlepsze zdjęcia
  • Panoramy sferyczne
  • Galerie tematyczne
  • Zdjęcia archiwalne
Informacje praktyczne
  • Przejścia graniczne
  • Komunikacja
  • Pogoda
Sport
  • Rower
  • Sporty zimowe
Portal beskid-niski.pl
  • Wyniki zakończonego konkursu
  • Księga gości
  • Subskrypcja
  • Linki
  • Mapa portalu

 

/ Beskidzkie rozmaitości /
 

Na kermesz do Łemków

Tym razem, w poszukiwaniu interesujących ludzi i ciekawych wydarzeń, udaliśmy się do Olchowca - wsi położonej nad potokiem Wilsznia, na zachód od Przełęczy Dukielskiej. Trafiliśmy na jeden z piękniejszych dni przy końcu kwietnia. Za jadącym samochodem kłębiły się szare chmury pyłu z nieutwardzonej drogi, zupełnie tak, jakby galopowało za nami stado koni. Do oczu i nosa wdzierał się piasek. Jednak piękno przyrody wokół zrekompensowało wszelkie niedogodności podróży. W końcu przed nami wynurzył się Olchowiec. Dziś już niewielka polsko-łemkowska osada. Kiedy dojechaliśmy, miejscowi grekokatolicy właśnie wychodzili z Cerkwi po zakończonym nabożeństwie. W poniedziałek, 28 kwietnia obchodzili drugi dzień Wielkanocy. Już niedługo spotkają się znowu na kermeszu, czyli parafialnym odpuście.

Jedna wieś - dwa obrządki
Na centralnym miejscu w Olchowcu i jednocześnie na miejscu po osiemnastowiecznej cerkwi przycupnęła nowsza pw. Przeniesienia Relikwii Świętego Mikołaja z Myr do Bari, wybudowana w 1932 r. Po wojnie należała do Skarbu Państwa i zarządzał nią kościół rzymskokatolicki. W latach 90. przeszła na własność grekokatolików, ale tak naprawdę służy wyznawcom obydwu obrządków: grecko i rzymskokatolickiego. Księża umawiają się tylko, co do godziny poszczególnych nabożeństw. -Zgodziliśmy się na to, bo to są nasi mieszkańcy, współobywatele. Tak powinno być - mówi Mikołaj Gabło, jeden z mieszkańców Olchowca. -Jest jeden Bóg, a wiara powinna łączyć, a nie dzielić. Nabożeństwa dla grekokatolików odprawia tu ksiądz Bogdan Kiszko z Komańczy. Jeszcze przed dwoma godzinami we wsi pobrzmiewał dźwięk dzwonów, które wzywały miejscowych Łemków do cerkwi na przeżywanie Świąt Wielkanocnych. Choć prawie z miesięcznym opóźnieniem, to święta dla grekokatolików zaczęły się w Wielki Czwartek po łemk. "Wieczirnia", podobnie jak dla wyznawców obrządku rzymskokatolickiego. Tradycyjnie obchodzili Wielki Piątek i Sobotę, a w niedzielę o godz. 6.30 rano wzięli udział we mszy św. z procesją wokół cerkwi, czyli tzw. "Jutrzni". Drugi dzień świąt przypadł na poniedziałek, a pan Mikołaj Gabło zapewnia, że we wtorek Łemkowie też będą świętować. W obrządku greckokatolickim w trzeci dzień świąt Wielkanocnych odbywa się "Parastas za zmarłych", podobnie jak pierwszego listopada w obrządku rzymskokatolickim. Choć gospodarz mówi, że niektórzy Łemkowie z wioski, za przykładem współbraci z drugiego obrządku, też odwiedzają groby w listopadzie i odprawiają na cmentarzu tzw. "Panachydy".

Łemkowsko - polska osada
Przed II wojną światową Olchowiec był wioską łemkowską, otoczoną innymi łemkowskimi osadami. Liczył ok. 90 domostw łemkowskich i 7 Cygańskich. Wówczas nie było tu jeszcze ani jednego Polaka. Po wojnie wieś opustoszała. Dziś znajduje się tutaj już tylko 18 domostw rodzinnych, 2 w pobliskiej wsi Ropianka i żyje tutaj ok. 68 Łemków, Polaków i "mieszańców". Już w latach 70 pojawiły się w Olchowcu pierwsze rodziny polsko-łemkowskie. Dziś osadzają się tutaj także ludzie spoza terenu wsi, którzy stawiają swoje domy letniskowe w kierunku drogi na Śarbov (Słowacja).
Mikołaj Gabło z Olchowca jest Łemkiem z dziada pradziada. Urodził się w 1940 r. w rodzinie Marii i Michała Gabło. Do dziś na co dzień posługuje się j. łemkowskim, czyli rusnackim. Choć bardzo dobrze zna też j. polski, którego nauczył się w szkole. W stanie wojennym jego stary rodzinny dom został zamieniony przez T. Kiełbasińskiego na muzeum kultury łemkowskiej. Tłumaczy, że domy łemkowskie były niewielkie. Kryte, bez podłogi, wiatr hulał w kamieniach, bo nie było podmurówki. Brakowało sufitu, a u powały, było tylko parę desek. Łemkowie żyli tutaj biednie. Mikołaj pamięta czasy, kiedy jako mały chłopiec chodził w czwartki z matką do Dukli. Tam, w jednym z trzech dukielskich sklepów zamieniali jajka, ser i masło na naftę, cukier, sól itp. - Była taka jedna sklepowa, która kiedy zobaczyła matkę w typowo łemkowskim stroju: w kabacie, serdaku i z wyszywaną chustką, krzyczała: "O! Ukrainka idzie!". Wszyscy ludzie z kolejki odwracali się i wpatrywali w matkę. Nikt nie powiedział, Rusin, Łemko, tylko Ukrainiec, który kojarzył się większości z oddziałami UPA. Tak było po wojnie, po akcji "Wisła" i później. A przecież w UPA z Olchowca nikt nie był - tłumaczy Mikołaj Gabło.
Przechadzając się po Olchowcu, wzdłuż starej drogi na Śarbov (Słowacja), Mikołaj wskazywał ręką po rozległych i pustych polach. Opowiadał, że tereny te były zamieszkane przez wysiedlonych Łemków. Dziś pozostały po nich liczne ślady. Tu studnia, tam fragmenty starych fundamentów... Wszystko rozebrano. -W 1953 r. cerkiew też chcieli nam rozebrać - kontynuuje Mikołaj. -Przyjechali ludzie z Państwowego Ośrodka Maszynowego z Miejsca Piastowego, na wieżę zarzucili liny i ciągnikiem chcieli ją zburzyć, ale zebrała się ludność wiejska i sprzeciwiła się temu. Z cerkiewnego drewna miały powstać garaże.
Niegdyś olchowianie uratowali swoją cerkiew, ale dziś borykają się z innym problemem. Zainicjowali zamianę ikonostasu, nowego wykonanego w latach 80. przez malarza Stefanowskiego na 300. letni. Zrobili to z myślą, że będzie bardziej pasował do ich starej cerkwi. Dostali go w depozycie z Łańcuta. Problem w tym, że ikonostas w połowie wymaga odnowy i konserwacji, na którą ich nie stać. Chodzi o kwotę 60 tys. zł. A nieuregulowane prawo własności ikonostasu blokuje im drogę do otrzymania pieniędzy na ten cel z innych źródeł. -Sześciu apostołów bardzo mało widać, tak są zniszczeni. Gmina obiecała 10 tys. zł, ale musimy spełnić warunki własności. Zaś w Łańcucie nie mogą się zrzec tego ikonostasu, tłumacząc, że należy do skarbu państwa. Mogą tylko oddać go w długoletnią dzierżawę - tłumaczy Mikołaj z nadzieją, że ta sprawa rozwiąże się w jakiś sposób.

Większość wysiedlono
Zarówno z Olchowca, jak i pobliskich wsi tj. Wilszni i Ropianki w latach 1944-47 przeprowadzano akcję wysiedlania Łemków na tereny Ukrainy i zachodniej części Polski (Szczecińskie). Z Olchowca nie wysiedlono tylko 12 rodzin łemkowskich. Mikołaj Gabło zarejestrował te wydarzenia oczyma siedmioletniego chłopca. - Ludzie słyszeli o wysiedleniu. Nie chcieli jechać i zastanawiali się, co zrobić. Podpytywali Polaków. Mój ojciec też się martwił, ale jeden z sąsiadów powiedział mu, żeby się nie bał, bo to go nie dotyczy i żeby siedział cicho. Ksiądz Findysz ze Żmigrodu wypisał dla 4 osób fałszywe świadectwa chrztu rzymskokatolickiego, a sołtys prawdopodobnie pozostawił listę 12 rodzin łemkowskich, które mają zostać we wsi. Ostatecznie, te 12 rodzin ominięto, a te z 4 z polskimi metrykami wysiedlono. Z jednej strony do Szczecińskiego, a z drugiej na Ukrainę. Pamiętam, jak przyszło tu wojsko i przyjechały furmanki z Krosna. Pewien podporucznik, który zachodził się z Łemkami nadzorował to wysiedlenie i uprzedził o nim kilku mężczyzn z Olchowca. W 1947 r. wróciły dwie rodziny z Ukrainy, a w 1964 r. jedna ze Szczecińskiego. Jednemu z gospodarzy udało się wrócić po 4 latach, innemu po 9. Rzeszowskie, krośnieńskie i jasielskie było zamknięte i nie można było wracać do roku 1960. Tylko w powiecie Gorlickim była lepsza sytuacja. Poza tym możliwość powrotu wymagała uzyskania pozytywnej opinii sąsiedzkiej o wyrażającym chęć powrotu. Bez tego ani rusz. Po powrocie Łemkowie zastali zdewastowane domy, które przeszły na Skarb Państwa, albo zostały wykupione i zajęte przez innych. Nie mogli się ubiegać o swoje.
Choć rodzina Mikołaja Gabło uniknęła wysiedlenia z Olchowca, to w 1947 r. w ramach Akcji "Wisła" jego ojciec z 11 mężczyznami ze wsi trafił do Centralnego Obozu Pracy w Jaworznie. Tam przebywał przez 6 miesięcy. Tak represjonowano ludność łemkowską za rzekomą współprace z ukraińskimi oddziałami UPA.
14 kwietnia 2008 r., Mikołaj Gabło debatował z prezydentem Polski L. Kaczyńskim i prezydentem Ukrainy W. Juszczenko na temat odszkodowań, wracania majątków wysiedlonym Łemkom oraz ich ewentualnego powrotu. Mikołaj nie rozumie, dlaczego w latach 90, kiedy rozwiązano PGR-y, pola były wolne, a wsie puste nie ogłoszono dla nich możliwości powrotu.

Muzeum Kiełbasińskiego
Kiedy Mikołaj poznał Tadeusza Kiełbasińskiego - amatora, turystę, etnografa, historyka i "Łemka z wyboru", zbudował swój nowy dom w Olchowcu i z ciężkim sercem miał się zabierać do rozbiórki starego. Ostatecznie nie rozebrał go, tylko sprzedał budynek i działkę T. Kiełbisińskiemu. Ten zrobił z tego miejsca dobry użytek i w 1981/82 otworzył tu muzeum. Mikołaj przyznaje, że po części to był także jego pomysł. Chciał, żeby jego stary dom rodzinny pozostał na dalsze lata pamiątką dla wszystkich Łemków. W maju chata muzealna wietrzy się po zimie. Ogień pod kuchnią cicho skwierczy i ogrzewa wyziębione pomieszczenia. Kiełbasiński ma się tu zjawić lada dzień - w połowie mają. I w zasadzie od kermeszu do listopada chatka będzie jednocześnie jego domem letniskowym i muzeum dla zwiedzających. Część eksponatów muzealnych pozyskał sam, część zgromadzili mieszkańcy. -To był mój dom rodzinny - mówi z rozrzewnieniem Mikołaj i wchodzi do środka. -Wspólnie z rodzeństwem spaliśmy w tym pokoju, a rodzice w kuchni. Zachowało się łóżko po rodzicach, autentyczny stół, kuchnia kaflowa z 1954 r. Stroje łemkowskie Kiełbasiński zabrał na wystawę do Łodzi. Jest mnóstwo narzędzi łemkowskich i akcesoriów wojennych. Najwięcej w całej Polsce skórzanych butów łemkowskich, aż 6 par jest właśnie tutaj w Olchowcu.

Kermesz
Kermesz, czyli po łemkowsku "kiermesz" to odpust parafialny. W bieżącym roku odbędzie się już po raz 18! Pierwszy miał miejsce w 1991 roku. Choć Mikołaj mówi, że kermesz pamięta jeszcze czasy przedwojenne. Wówczas do Olchowca przyjeżdżali Łemkowie z Wołowca, Myscowej, Polan, Barwinka, Tylawy... Przyjeżdżali liczniej, niż na święta. Dawniej nie było radia, telefonu czy gazet, a odpust był doskonałą możliwością spotkania się. Mikołajowi zamarzyło się, żeby tę tradycję odtworzyć po wojnie.
Odpust parafialny w Olchowcu przypada zawsze na 22 maja, ale kermesz przenosi się na najbliższą sobotę i niedzielę. W tym roku odbędzie się 24-25 maja. Na współczesny kermesz ściągają Łemkowie z Kanady, Francji, Ukrainy, Niemiec, USA... To pojedyncze osoby, ale są. Ci, którzy nie mogą przyjechać telefonicznie składają życzenia. Mikołaj mówi, że zza Wschodniej granicy nie tak łatwo się tu dostać. Z Zachodu jest prościej. Oprócz Olchowca, najstarszego pod względem kultywowania tradycji kermeszu, organizują go również takie wsie jak Bielanka i Łosie (Gorlickie), a w Zyndranowej to będzie już 16 święto. Warto przyjść i przeżyć samemu, szczególnie, kiedy po łemkowsku zaprasza sam gospodarz.

Mikołaj Gabło, kilka lat temu, został uhonorowany tytułem: "Zasłużony dla woj. krośnieńskiego". Olchowiec, gdzie mieszka, leży w gminie Dukla, gdzie do tej pory jego działań nie zauważono i nie doceniono.

    Monika z Beskidu

Poniżej własnoręcznie napisane przez Mikołaja Gabło, zaproszenie na XVIII Kermesz w Olchowcu

beskid-niski.pl na Facebooku


 
493

Komentarze: (0)Dodaj komentarz | Forum
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Imię i nazwisko:
E-mail:
Tekst:
Suma liczb 2 i 8: (Anty-spam)
    ;


e-mail: bartek@beskid-niski.pl
Copyright © 2003 - 2016 Wadas & Górski & Wójcik
Wsparcie graficzne: e-production.pl
praca w Niemczech|prosenior24.pl
Miód
Idea Team
Tanie odżywki
Ogląda nas 14 osób
Logowanie