Góry
  • Turystyka piesza
  • Mapa wydawnictwa PTR Kartografia na podkładzie map WIG
  • Mapa wydawnictwa Compass. Wydanie III z 2005 roku.
Łemkowie i Łemkowszczyzna
  • Łemkowie
Obiekty i miejscowości
  • Miejscowości
  • Cmentarze wojenne
  • Cerkwie i kościoły
  • Tabela obiektów
Przyroda
  • Przyroda
Noclegi
  • Noclegi
  • Jak znaleźć nocleg?
  • Dodaj ofertę
Galerie zdjęć
  • Najlepsze zdjęcia
  • Panoramy sferyczne
  • Galerie tematyczne
  • Zdjęcia archiwalne
Informacje praktyczne
  • Przejścia graniczne
  • Komunikacja
  • Pogoda
Sport
  • Rower
  • Sporty zimowe
Portal beskid-niski.pl
  • Wyniki zakończonego konkursu
  • Księga gości
  • Subskrypcja
  • Linki
  • Mapa portalu

 

/ Beskidzkie rozmaitości / O rymarzach z Jaślisk
 

Rymarze z dziada pradziada

11 lutego br. w Skaryszewie k. Radomia odbędą się Targi Końskie. Oprócz "końskich wielbicieli" z Polski i zagranicy, zjadą tam również najprawdziwsi artyści rymarze. Wśród nich będzie także Mirosław Biłas z Jaślisk k. Dukli, który zaprezentuje swoje kunsztowne wyroby rymarskie. Mirosław zgodził się przybliżyć nam nieco arkana swojego rzemiosła.

Jaki ojciec, taki syn
Choć miejscowość Rymanów wzięła swoją nazwę od rymarstwa, a więc rzemiosła wytwarzającego skórzane akcesoria końskie, to nie jest jedynym miejscem na Podkarpaciu, w którym uprawiało się ten zawód. Mirosław Biłas z żoną Gertrudą mieszka w Jaśliskach i obecnie wykonuje ten zawód. Ich dom znajduje się w odległości kilkudziesięciu metrów od domu rodzinnego Mirosława, w którym mieszka jego ojciec Zbigniew Biłas, również rymarz. Toteż upodobania do rymarstwa Mirosław wziął po ojcu Zbigniewie, a ten z kolei po swoim ojcu, a dziadku Mirka. Kunszt rymarski w rodzinie Biłasów przekazywano z pokolenia na pokolenie. Pan Zbigniew ma nadzieję, że kiedyś również wnuki nie odejdą od tej tradycji.
O końskich upodobaniach Zbigniewa Biłasa świadczą liczne figurki, statuetki i obrazy przedstawiające konie, których w domu ma bez liku. Zza oszklonych meblościanek wyglądają końskie pyski, zresztą zapełniają każdy kąt, skrawek wolnej przestrzeni na ścianach i półkach. Nawet na strychu przechowuje trzy wspaniałe siodła: polskie, niemieckie i westernowskie. Jego syn Mirek uczył się rymarstwa przez trzy lata w Końskiem k. Kielc. Kiedy ukończył szkołę, zaczął pracować razem z ojcem w Jaśliskach. Dziś pracuje już sam, a ojciec służy mu tylko pomocą i radą.

Robota była intratna
-Robota była intratna, a klientów miałem na prawo i lewo - wspomina Zbigniew Biłas. - I nic w tym dziwnego - dodaje syn - bo jeszcze w latach 80. w Jaśliskach było około 88 koni, a w całej Posadzie Jaśliskiej ponad 600. Mniej więcej po 3 konie przypadały na każdy dom. Wątpię, że były takie domy, w których nie było przynajmniej jednego. Ludzie mieli po dwa lub trzy praktycznie wszędzie. Była gospodarka, to i koń był potrzebny.
Z usług rymarskich rodziny Biłasów korzystała ludność z Jaślisk i sąsiednich wiosek, m.in. Lubatowej, Zawadki, Abramowa, Mszany, Żmigrodu. Słowacy już od dawna zaopatrują się u nich. Gospodarze przychodzili do Mirka z koniem jak do krawca, żeby mógł zdjąć miarę np. na uprząż. Inni sami przynosili miary. - Ale był taki czas, że nie było sensu tego robić - mówi Mirek. - Początkiem lat 90. nie było popytu, m.in. ze względu na import wyrobów rymarskich z Indii, które "zawaliły" cały rynek. Siodeł nie opłaca się robić, bo te z importu kosztują po 500 zł, a ja za to nie kupię nawet skóry. Aż się prosi zapytać, jak dziś idzie interes? - - Zbyt jest, tylko nie ma ceny takiej, jakby się chciało. Wiadomo.

Pasja Mirosława
U Mirosława pasja do rymarstwa odzwierciedla się w jego warsztacie. Tu nie wiadomo, na czym oko położyć, bo z każdego zakamarka warsztatu między maszynami i sprzętami wyrastają coraz to nowe skórzane akcesoria końskie. Niektóre skończone, inne wykonywane na bieżąco. Cierpliwy Mirosław wyczarowuje z kawałka zwykłej skóry prawdziwe cudeńka. Na zamówienie wykonuje uprzęże: szorowe i chomątowe. Jedno chomąto Mirek wykonuje około półtora dnia. Wskazując na chomąto tłumaczy, że ozdoby na nim to tzw. karyszki, pukle i łezki, choć ludzie różnie to nazywają. Wzór obiera ze starych uprzęży, poaustriackich i innych. Czasem robi na wzór przyniesiony przez klienta. Ale na tym się nie kończy jego praca. Wykonuje wiele innych akcesoriów końskiej uprzęży. Wskazując je palcem, kolejno nazywa: nagrzbietnik, nakarczek, podogonie, naszelnik, nachrapnik, postronki, kantar... A do tego wszystko ma różne rodzaje.
Metalowe ozdoby do uprzęży Mirek wykonuje na prasie. Choć wcześniej zaopatrywał się w nie u rymarza z Mazur. Po jego śmierci odkupił od niego cały warsztat, m.in. tę prasę. Na ścianie warsztatu Mirka wiszą przepiękne, lśniące nowością janczary. Ale metalowych części do tego instrumentu nie wykonuje samodzielnie. Dlaczego? Czy nie można ich wykonać na prasie? - Można je wykonać w ten sposób, ale akurat te zostały odlane z mosiądzu. To dosyć skomplikowany proces, którym zajmują się odlewnicy. Dlatego Mirek kupuje gotowe janczary i nabija je do skórzanego paska. - Każdy janczar ma inny dźwięk - kontynuuje Mirek. - One będą miały dźwięk dopiero po 20 latach. Bo po odlewach powstają strupki, które wybijają się z upływem czasu i dopiero wtedy można uzyskać czyste brzmienie. W środku znajduje się śrut. Dźwięk janczara zależy od otworu, rozcięcia, wysokości, średnicy, ciężaru, wielkości śrutu... itd.

Najlepsze są sementale
W Radomiu funkcjonują jeszcze garbarnie pamiętające czasy I wojny światowej. Właśnie tam jaśliski rymarz zaopatruje się w skórę, którą kupuje z ćwierci, połowy lub całości byka. W garbarniach używa się innych miar od tych, którymi posługują się sprzedawcy w sklepach włókienniczych.
Tam ściąga się ze skóry "lico", które zazwyczaj wykorzystywane jest do produkcji odzieży, kurtek i obuwia. Resztę, czyli tzw. odpad pozyskują rymarze, choć wykonują także wyroby ze skóry licowej. Zakupioną skórę Mirek moczy w wapnie, chromuje, płucze, suszy, napuszcza, prasuje i kryje farbą żywiczną. Wówczas jest gotowa do obróbki. Wszystkie te czynności wykonuje sam we własnym warsztacie w Jaśliskach. Z jego wypowiedzi wynika, że jakość i grubość skóry jest zależna od rasy byka: - Szerokość takiej skóry jest różna - tłumaczy. - Czasem ma około centymetra, ale taki byk musi ważyć minimum 1 tonę. U byka rasy semental skóra będzie mieć centymetr grubości. Byki czarno-białe mają cieńszą, a czerwone całkiem cienką. Jednak dla potrzeb jego warsztatu najlepsze są skóry z byków sementalskich.

Dostaje ciekawe zamówienia
Zbigniew Biłas pamięta, że przed laty wykonał chomąto na modę niemiecką dla jednego z muzeum warszawskich, które później trafiło na wystawę do Wiednia. Zresztą, jak sam wspomina, klient zadowolony był bardzo i zapłacił mu trzykrotnie więcej, niż zażądał.
Mirek ma różnych klientów. Niedawno od właściciela jednej z krośnieńskich hut szkła dostał zamówienie na wykonanie angielskiej uprzęży. Wykonuje prace dla dorożkarzy z Krakowa, dla klientów ze Szczecina robi końskie akcesoria potrzebne do leśnej zrywki, pasy skórzane do hipoterapii dziecięcej, prowadzonej przez oo. Kapucynów w Krośnie. Dwa lata temu Mirek wykonał plandekę na ciągnik do filmu na podstawie powieści A. Stasiuka pt. "Opowieści galicyjskie". Tak można by wymieniać bez końca zamówienia, wśród których wiele jest nietypowych.
Mirek chwali Targi w Skaryszewie, bo zawarte tam kontrakty zapewniają mu pracę na całą zimę. Przed paroma laty, kiedy zaczął jeździć na targi, jego stoisko było szóste. A w ubiegłym roku już 55. Widać, targi cieszą się coraz większą popularnością wśród "koniarzy".

Monika z Beskidu
beskid-niski.pl na Facebooku


 
934

Komentarze: (0)Dodaj komentarz | Forum
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Imię i nazwisko:
E-mail:
Tekst:
Suma liczb 3 i 2: (Anty-spam)
    ;


e-mail: bartek@beskid-niski.pl
Copyright © 2003 - 2016 Wadas & Górski & Wójcik
Wsparcie graficzne: e-production.pl
praca w Niemczech|prosenior24.pl
Miód
Idea Team
Tanie odżywki
Ogląda nas 6 osób
Logowanie