• Pochodzenie Łemków
  • Kurierskie szlaki przez Łemkowszczyznę
  • Działalność UPA na Łemkowszczyźnie
  • Podziemie ukraińskie na Łemkowszczyźnie w latach 1945-1947 na tle dyskusji o tożsamości narodowej jej mieszkańców
  • Wysiedlenia lata 1944-1946
  • Akcja Wisła
  • Powroty na Łemkowszczyznę
  • Obóz w Jaworznie
  • Zmiany świadomości Łemków na wskutek wysiedleń
  • Łemkowie w III Rzeczypospolitej
  • Rozmieszczenie i liczebność Łemków w Polsce na podstawie wyników spisu powszechnego z 2002 roku

 

/ Łemkowie / Tematy historyczne / Kurierskie szlaki przez Łemkowszczyznę
 


Kurierskie szlaki przez Łemkowszczyznę.

Seweryn A. Wisłocki W świadomości przeciętnego Polaka utrwaliło się przekonanie, iż łączność kurierska między dowództwem konspiracyjnego podziemia w Polsce a agendami rządu na uchodźctwie w Budapeszcie czy Bukareszcie utrzymywana była wyłącznie... przez Tatry. Jest to efekt literackich, szeroko dostępnych opisów przygód kurierskich, wypromowania w świadomości zbiorowej narodu bohaterskich i tragicznych perypetii Heleny Marusarzówny, Bronisława Czecha czy Stanisława Marusarza, zwanego później "Dziadkiem".

Jest to tylko część prawdy a obraz szlaków przerzutowych i kurierskich powinien zostać w społeczeństwie polskim rozszerzony i to znacznie rozszerzony o wiedzę na temat działalności polskiego podziemia w pasie przygranicznym Sądeczczyzny i Beskidu Niskiego, w tym o udział w nim Łemków. Praktycznie, na ten temat pisał kompetentnie i uczciwie jeden człowiek. Był nim Józef Bieniek z Nowego Sącza, autor źródłowych, mających charakter dokumentu, publikacji. Na szczególną uwagę zasługuje praca zamieszczona w "Roczniku Sądeckim t.9", Nowy Sącz 1968 r., zatytułowana: "Między Warszawą a Budapesztem. (O Nowym Sączu w latach okupacji)". "Rocznik Sądecki" jest wydawnictwem Oddziału Polskiego Towarzystwa Historycznego w Nowym Sączu. Wówczas miał nakład 1 tysiąc egzemplarzy. Któż czyta wydawnictwa specjalistyczne, no i jaka jest jego sił przebicia przy tak niskim nakładzie? Władze komunistyczne promowały to, co było im z jakichś względów potrzebne lub wygodne, a nie dopuszczały do szerszego obiegu informacji mogących kompromitować politykę PRL-u na terenie Łemkowszczyzny

Proszę tylko pomyśleć jak wygląda w świetle faktów walki ramię w ramię Łemków i Polaków w szeregach AK przeciw Niemcom, ich współpracy przy organizowaniu i utrzymywaniu szlaków kurierskich i przerzutowych do Budapesztu - podstawowa motywacja Akcji "Wisła" o powszechnie wrogim nastawieniu Łemków do Polski, Polaków i wyłącznym wspieraniu przez nich oddziałów UPA ?!

W ogóle w tej sprawie, jak i innych dotyczących bolesnych doświadczeń historycznych, nie wolno niczego uogólniać, generalizować ani stosować zasadę odpowiedzialności zbiorowej. Musimy powolutku i uparcie odsiewać ziarno od plew, tak, żeby sprawiedliwości dziejowej stało się zadość, jak zresztą słusznie uważał Józef Bieniek. On jest także autorem ważnej publikacji "Łemkowie w służbie Polski Podziemnej" zamieszczonej na łamach "Tygodnika Powszechnego nr 15 z dn. 14 V 1985 r. Po jej ukazaniu się, nawiązałem kontakt listowny, a później osobisty z p. Bieńkiem i przekazałem mu uzupełnienia oraz zwróciłem uwagę na drobne błędy, jak np. przekręcenie (z braku innych materiałów źródłowych) nazwiska mojego dziadka: Harasym Gromościak - zamiast Harasym Gromosiak. Wiem, że wszystkie te uwagi i materiały przyjął bardzo serdecznie, niemniej jednak, będąc schorowanym i w podeszłym wieku (miał wówczas 74 lata), nie zdążył ich już opublikować. Tak więc w oparciu o skrót publikacji Bieńka, jako szkic podstawowy, przytoczę informacje uzyskane od Bazylego Sowy, wybitnego działacza z Krynicy.
(Rodzina Sowów z Łabowej była zaprzyjaźniona od czasów przedwojnia z naszą rodziną tj. Hromosiaków w Krynicy).

Na początku przytoczę najważniejsze fragmenty publikacji Bieńka, a potem będzie czas na uzupełnienia.
"Na terenie objętym treścią niniejszych wspomnień, Łemkowie stanowili wal etniczny, dzielący zwartą enklawą osiedla polskie od granicy słowackiej. Od Szlachtowej w Nowotarskiem, z małą przerwą w rejonie Piwnicznej, do granicy powiatu jasielskiego zajmowali oni ponad sto wsi. w takim układzie narodowościowym, skoro wszystkie drogi wiodły przez tereny łemkowskie - nie było mowy o szerszej działalności przerzutowej bez zaangażowania miejscowej ludności. (...) Taka postawa Zachodniej Łemkowszczyzna stała się dla ZWZ-AK w jego granicznych operacjach zasadniczą szansą działania (...).
Uchodźcy wybierający kierunek sądecki - lądowali przede wszystkim w Nowym Sączu, skąd działacze agend przerzutowych kierowali ich na odpowiednie adresy w Muszynie, Tyliczu i Krynicy, przy czym ta ostatnia odegrała główna rolę w przerzutach obsługiwanych przez Łemków. Punkty takie mieściły się w prywatnych domach wczasowych, których właściciele utrzymywali przyjazne stosunki z Łemkami w okolicznych wioskach, z racji dostaw płodów rolnych i leśnych.

Kiedy więc jesienią 1939 roku zjawili się onegdajsi kuracjusze i wczasowicze z prośba o pomoc w przekroczeniu granicy - sprawa była najprostsza w świecie, a wyjście jedno - zaufani Łemkowie. Zwłasza Ci, którzy trudnili się przemytem. Oni bowiem, najlepiej znali tajne furtki w granicznym "murze", zwyczaje straży granicznych; mieli też krewnych bądź znajomych po słowackiej stronie. Co, rzecz jasna, dla akcji przerzutowej miało kapitalne znaczenie. Na takich właśnie zasadach prowadziły robotę przerzutową dziesiątki domów w różnych miejscowościach pogranicza.

(...) Łemkowie znani byli przede wszystkim z absolutnej uczciwości. poza tym cechowała ich rzadko spotykana prostolinijność, surowy tradycjonalizm, wielka bezpośredniość i serdeczna gościnność. Te właśnie walory, połączone ze świetna znajomością terenu po obu stronach granicy - stworzyły w pewnych kręgach uchodźctwa swoiste przeświadczenie, że kto odda swój los w ręce Łemka przewodnika - osiągnie zamierzony cel z absolutną pewnością.
Przeświadczenia takie narastały w miarę napływu do kraju wiadomości z Węgier, od tych, którzy właśnie przy pomocy Łemków osiągnęli pierwszy etap tułaczej drogi - Budapeszt, i którzy wybierającym się w ich ślady polecali łemkowskie usługi (...). Ponieważ niektórzy z polskich przewodników , pragnąc zdobyć klientów do przerzutu (płatnego) podszywali sie pod miano Łemków - uchodźcy ustalili sposób, przy którego pomocy poznawali bezbłędnie czy nastręczony przewodnik jest Łemkiem. Sposobem takim był swoisty egzamin ze znajomości pacierza. Oczywiście w języku Łemkowskim i według rytu greckokatolickiego, przy czym sam moment przeżegnania się już wyjaśniał sprawę w sposób niezawodny (...).

W Sądeczczyźnie współpraca polsko-łemkowska zaczynała się w Grybowie, gdzie przerzuty prowadzone przez tamtejszą placówkę ZWZ obsługiwali dwaj Łemkowie, bracia Grzegorz i Józef Wilczaccy z Florynki. Najaktywniejsza w niesieniu pomocy uchodźcom była Muszynka. wieś wciśnięta klinem między zespół osiedli słowackich, zamieszkana w całości przez Łemków - miała idealne warunki do przekraczania granicy. Tędy też przeszła największa liczba uchodźców kierowanych tu przez krynickich przerzutowców: Zofie Sas-Bojatską, Helenę Witkowską, Michalinę Piszową, Stanisława Kmietowicza, Jana Tryszczyłę i innych. W Muszynce pomagała uchodźcom niemal cala wieś a rolę przewodników pełnili bracia Izydor i Jan Cieniawscy, bracia Daniło i Teodor Kostyszakowie, Wasyl Łychański, Teofil Chowaniec, Włodzimierz Nesterek i inni. W Tyliczu funkcje przewodników pełnili, między innymi, Andrzej Garbera, Jan Koczański, Teodor Dutka i Anastazja Pawliszak oraz bracia Stefan i Włodzimierz Rystwejowie. Obsługiwali oni miejscową placówkę przerzutową kierowana przez Kazimierza Janieca oraz szereg punktów przerzutowych w Krynicy.

Właśnie w Tyliczu skala służby łemkowskiej na rzecz Polski Podziemnej przybrała wyjątkowo rozległy charakter, na co złożyło się kilka powodów (...) M.in. życzliwa postawa, dla Polaków wójta gminy Tylicz, Tymoteusza Rybińskiego i proboszcza greckokatolickiej parafii ks. Włodzimierza Mochnackiego. (...) Również wysoce pozytywną postawę wobec uchodźców polskich wykazała łemkowska ludność Powroźnika. wieś ta, leżąca między dwoma uzdrowiskami - Muszyną i Krynicą - miała codzienną możliwość obcowania z elementem polskim, co sprawiło, że w okresie okupacji ludność tutejsza w całości stanęła po stronie polskiej. Postawa taka została okupiona szeregiem ofiar. (...) Zginęli w Oświęcimiu Łemkowie: Józefa Bartosz, Dymitr Galik, Konstanty Galik, Wasyl Halczak, Marek Kapuściński, Ludwik Smoczyński, Grzegorz Węgrzynowicz i jego brat Władysław. Powrócili z więzień i obozów: Mikołaj Halczak i Józef Pańczak.

W Powroźniku zbiegły się dwa nurty przerzutowe: muszyński i krynicki. Tu w dziesiątkach domów łemkowskich uchodźcy gromadzili się i wyczekiwali na moment "skoku" przez pobliską granicę. Stąd zabierali ich łemkowscy przewodnicy i szlakiem Wojkowa - Dubne - Obrucne - Łenartów prowadzili do stacji kolejowej w Bardejovie. Wśród wielu powroźnickich Łemków największe zasługi sprawie polskiej oddali Jan Galik i Jan Peregryn, którego dom stojący na uboczu, nad Szczawniczym Potokiem, był jedną wielką "meliną" dla uchodźców kierowanych tu przez muszyńskie punkty przerzutowe. W muszyńsko-powroźnickiej siatce pracowali także w charakterze przewodników Łemkowie z sąsiednich wiosek: Maksym Kieblisz i Aleksander Lelito z Wojkowej oraz Filip Polaczek i Adam Pyda z Dubnego.
Z tą siatką współpracował Harasym Gromosiak z Krynicy Wsi, który aresztowany w styczniu 1940 roku za przetrzymywanie w swym domu uchodzących za granicę oficerów polskich - doznał szczególniejszych szykan. Wreszcie straciwszy wzrok wskutek pobicia - został rozstrzelany w krakowskim więzieniu przy ulicy Montelupich.
Poza Sądeczczyzną, łemkowską służbę na rzecz przerzutów odnotowano w powiatach gorlickim i jasielskim. W gorlickim pracowały dwie siatki: wspólna Groblewskich z Bystrzycy Szymbarskiej i Zgórniaków z Nowodworza oraz "harcerska", prowadzona przez nauczycielkę, harcmistrzynię Marię Rydarowską. W obydwu, łemkowscy przewodnicy odegrali bardzo ważną rolę. Podobnie było na jasielskiej trasie, kryptonim "Korytarz", która wiodąc przez Przełęcz Dukielską i operując zespołem Łemków wyprowadziła w świat parę setek przyszłych żołnierzy generała Sikorskiego.


Świetna znajomość terenu i ludzi oraz wielka dyskrecja z jaką Łemkowie traktowali problem przerzutów - zachowała ich od wsyp i zdrad. Wsypy zdarzały się tu o wiele rzadziej, niż to miało miejsce w rejonach, gdzie przerzuty odbywały się wyłącznie w oparciu o element polski (...). Główną przyczyną strat łemkowskich byli sami uchodźcy, którzy aresztowani na Słowacji i przekazaniu gestapo nie zawsze zdołali wytrzymać tortury śledztwa i załamywali się, ujawniając adresy łemkowskich przewodników.
Poza wspomnianym już Gromosiakiem, zginęli w więzieniach i obozach za udział w podziemiu: Antoni Demczak i dr med. Stefan Durkot z Nowego Sącza, mgr praw Aleksander Hnatyszak z Grybowa, Wasyl Dubec, Grzegorz Klucznik, Jan i Grzegorz Wilczaccy z Florynki, Wasyl Porucznik i Piotr Rydzanicz z Mochnaczki Niżnej, Jan Peregryn z Powroźnika, dr praw Orest Hnatyszak wraz z synem Igorem z Krynicy, Teodor Rusyniak z Wierchomoli Wielkiej oraz Danyło Kostyszak, Teodor Kostyszak, Jan Cieniawski, Izydor Cieniawski i Wasyl Łychański z Muszynki. Do listy ofiar łemkowskich, zaliczyć trzeba także krynickiego studenta, Igora Trochanowicza, który aresztowany za przeprowadzenie grupy Polaków w listopadzie 1939 roku - trzy lata przebywał w więzieniach i obozach.
(...) Są to oczywiście okruchy wielkiej całości, której opracowanie jest bardzo trudne ze względu na brak materiałów źródłowych i rozproszenie Łemków po różnych rejonach Ukrainy oraz ziem nad Odrą i Nysą. Ale gdziekolwiek są - niech będą przekonani, że ich często bohaterska postawa na wspólnym froncie z Polakami, froncie walki z hitlerowskim najeźdźcą nie została zapomniana.(...).

Józef Bieniek opublikował dużo materiałów źródłowych na temat, w tym również sylwetki znaczniejszych kurierów łemkowskich, jak choćby słynnego z bohaterstwa i nieprawdopodobnej pomysłowości Stefana Węgrynowicza. Jednak, jak sam przyznaje, na skutek rozproszenia Łemków, do wielu informacji nie mógł dotrzeć.
W dniu 5 sierpnia 1985 roku przebywając z żoną Lucyną i córką Oliwią w Krynicy, w części domu dziedziczonego po moim dziadku Harasymie Gromosiaku nagrałem szereg rozmów z Bazylim Sową na temat szlaków kurierskich przez Łemkowszczyznę i sytuacji na tym terenie w okresie okupacji hitlerowskiej. Św. pamięci Bazyli Sowa sam był łącznikiem między placówką przerzutową w Łabowej a Krynicą. Do czasu aresztowania mojego dziadka Harasyma, prowadził ludzi do niego, do kryjówki jaka znajdowała się w piwniczce pod stodołą, od strony potoku Kryniczanka. W piwniczce tej trzymało się wielkie kamionkowe gary z mlekiem, śmietaną, beki z kiszoną kapustą. Wśród nich siedzieli oficerowie polscy i inni ludzie oczekujący na bezpieczne przejście przez "śtrekę" i las do Tylicza. Nie ocalało żadne z zabudowań bogatego gazdy Harasyma, ale, zdarzeniem losu, piwniczka tak.!

- Bieniek napisał o Łemkach uczciwie - mówił Bazyli Sowa - ale dużo pominął, bo nasi ludzie wyjechali. Nie mógł wiedzieć o różnych placówkach, bo u nas była taka konspiracja, że mało co który wiedział o drugim. I nic się nie gadało. To nas chroniło od wsypy. Polak, nieraz i to bardzo odważny, wypił wódki i za dużo gadał, a drugiego dnia już wisiał za wykręcone do tyłu ręce na haku u sufitu na gestapo w Muszynie. Ci ludzie z Polski nie mogli przyjść do nas, na nasze placówki nad samą granicą, ot tak sobie, sami od siebie. Byli kierowani z Nawojowej albo Nowego Sącza przez łączników, którzy tym się specjalnie zajmowali. Nasi ludzie ich przejmowali i potem przekazywali dalej. Tego już nigdy nie odtworzymy, bo wysiedlili ich na Ukrainę, resztę na zachód i tak się zgubiły ślady tych placówek konspiracyjnych, przez które prowadziły szlaki przerzutowe. To były bardzo skomplikowane działania i zawsze niebezpieczne. Nie można było wtedy ot, tak sobie iść drogą. Wszędzie była niemiecka żandarmeria, polska granatowa policja i sprowadzona tutaj policja ukraińska - "siczowcy".
Bazyli Sowa na moją prośbę przekazał informacje o tych placówkach z którymi współpracował i o ludziach z konspiracji łemkowskiej, których znal. Ważną rolę na szlaku przerzutowym do Krynicy pełniła placówka w Łabowej i placówka w Nowej Wsi. w Łabowej w konspiracji był wójt Osip (Józef) Wisłocki i do niego przyprowadzano ludzi z innych placówek od strony wsi polskich. W ten sposób trafiali oni do Łabowej i Nowej Wsi. W Nowej Wsi placówka przerzutowa znajdowała się u Jerzego Steranki. Miał on spichlerz od strony rzeki i tam ludzi, których mu przyprowadzano, lokował.

- Strasznie za tym policja węszyła, bo w Łabowej był już posterunek tych "siczowyków" - opowiadał Bazyli Sowa - i najgorzej było się przez nią przedostać. Tam był Czech komendantem. To nie byli nasi ludzie. Ich nasyłali gdzieś z Galicji (czyli z terenu dawnego księstwa halickiego - przyp. SAW), szczególnie z okoli Lwowa. Ja z nimi rozmawiałem, to wiem.
Z Nowej Wsi trzeba było tych uciekinierów przeprowadzić na Kozub, na Werch, bo drogą ani co było marzyć. Na Krzyżówce stała kolumna ukraińskiej policji. Stali też Niemcy i polska policja granatowa. Kontrolowali wszystko a szczególnie mleko, które wieziono niby do mleczarni na przymusowe dostawy a ludzie mieli często w tych konwiach nielegalnie mięso na sprzedaż. Przez Krzyżówkę ciężko było się przedostać, przez te stałe rewizje. Trzeba było wierchami ponad Berest, ponad Nową Wieś i tak trzeba było dojść tym grzbietem jak się kończy w lasach za Berestem a dalej na Mochnaczkę, gdzie najwięcej przyprowadzano do księdza greckokatolickiego - Emiliana Węgrynowicza, ojca Stefana. To właśnie on, stamtąd dalej tych polskich oficerów prowadził na Izby, czy od razu na Słowację. W Mochnaczce i w Izbach byli też inni kurierzy, którzy prowadzili dalej. Chcę jeszcze dodać, że Stafanowi Węgrynowiczowi krzywdę zrobili, że go nie uhonorowali, za to ile on dal z siebie jako kurier. Nikt o tym oficjalnie nie chciał pamiętać a przecież w tej służbie człowiek codziennie się narażał ciężko, a Węgrynowicz był odważny do szaleństwa. Można było życie stracić w ciężkich męczarniach. Ja wiem jak było na Sterankiwci, u tego Jurka Steranki w Nowej Wsi. Tam się wszyscy bali, bo za utrzymanie takiego punktu mogła zginąć cała rodzina.

Był piękny zwyczaj łemkowski wyposażania idących przez granicę uciekinierów w jedzenie. Od wieków nie wypuszczano u nas nikogo w daleką drogę bez jedzenia. Było tak: wypiekano ogromne, okrągłe chleby wiejskie, potem cięto je na ćwiartki, a w każdej wykrawano taką "studzienkę". Jak chleb ostygł, ładowano do niej masło i zakrywano zdjęta z wykrojonego miękiszu skórka. Każdy z uciekinierów dostawał taką porcję chleba i masła na drogę. To się nazywało "meryndia". Ładnie brzmiące słowo, pochodzenia chyba rumuńskiego.
Policja, jeżeli ktoś wydał się jej podejrzanym, to sprawdzała, czy on jest prawdziwy Łemko, przez modlitwę. Kazali wtedy szybko i bez zająknięcia modlić się po łemkowsku lub ukraińsku. Gdy ktoś się pomylił, zająknął, źle przeżegnał - to już był koniec. Wpadka. Był to jeden z głównych powodów, dla którego Polacy działający w podziemiu na naszym terenie musieli być chronieni przez Łemków, musieli korzystać z ich opieki i instruktażu.

- Trzeba koniecznie sprostować - postulował śp. Bazyli Sowa - to, co piszą po wszystkich rocznikach i innych wydawnictwach, że Łemkowie przekazywali Polaków po drugiej stronie granicy Słowakom. Przecież to nieprawda. Oddawali tamtejszym Rusinom (Łemkom). Słowacy byli bardzo niepewni. To byli wredni ludzie, a "hlinkowcy" byli zażarci jak psy wściekłe, gorsi os "siczowyków". Nasi kurierzy i przewodnicy w ogóle im nie ufali. Myśmy mieli swoje, łemkowskie szlaki i nigdy na nich nie było żadnych wpadek. Wpadki, jakie zdarzały się na Słowacji ludziom przeprowadzonym przez Łemków, wszystkie miały miejsce poza terenem słowackiej Łemkowszczyzny.

Pozostaje jeszcze uzupełnić i poprawić informacje na temat mojego dziadka - Harasyma Gromosiaka. Według znanych mnie przekazów ustnych był on w pierwszej trójce założycielskiej ZWZ w Krynicy, wraz ze swoim przyjacielem Stanisławem Kmietowizem. Obaj byli zamiłowanymi myśliwymi, łączyło ich wiele osobistych więzów, m. in. raz na polowaniu Harasym celnym strzałem uratował mu życie, kiedy lekkomyślnie podbiegł do postrzelonego odyńca. Mieli do siebie bezgraniczne zaufanie, dlatego też Kmietowicz (ps. "Storczyk" lub "Groszek") wciągnął Gromosiaka do konspiracji wojskowej na terenie Krynicy.
Harasym Gromosiak został aresztowany razem ze Sławkiem Łohazą, swoim siostrzeńcem, w wyniku denuncjacji przez prowokatora z Muszyny, który będąc konfidentem gestapa, przyprowadził dziadkowi grupę polskich oficerów do przerzutu.
Trzymano ich w więzieniu na Montelupich w Krakowie, byli bici i torturowani. Wszelkie próby wydobycia okazały się nieskuteczne. Rodzina sądziła, iż prawdą jest, jak ogłosili Niemcy, że aresztowano go za ukrycie broni myśliwskiej. Dziadek nie wydał nikogo, a Sławko nic nie wiedział, poza tym, że pomagał Harasymowi. W tej samej celi siedział z nimi złapany też za szlaki kurierskie Stanisław Marusarz, słynny skoczek narciarski z Zakopanego. W przeddzień egzekucji, w nocy udało mu się uciec, skacząc z drugiego piętra. Harasyma Gromosiaka i Sławka Łohazę wraz z innymi więźniami rozstrzelano w fosach fortu austriackiego w Krzesławicach pod Krakowem, obecnie dzielnicy Nowej Huty. Identyfikacji zwłok dokonała moja matka, Olga. Byłem przy tym; rzecz miała miejsce gdzieś na początku 1946 r.

Dziękuję autorowi, Sewerynowi A. Wisłockiemu za udostępnienie tekstu na stronę internetową beskid-niski.pl Wszystkie sugestie, komentarze i opinie, które pojawią się w związku z tym tekstem zostaną przekazane autorowi tekstu.

beskid-niski.pl na Facebooku


 
2039

Komentarze: (1)Dodaj komentarz | Forum

Imię i nazwisko:
E-mail:
Tekst:
Suma liczb 4 i 0: (Anty-spam)
    ;

Nike Air Max 90 M?n Skor Orange (alviat@gmail.com) - 2016-10-03 16:59:58
I am really happy to read this webpage posts which carries tons of valuable information, thanks for providing such data. Nike Air Max 90 M?n Skor Orange http://www.bovallsmacken.se/online.asp?Thea=Nike-Air-Max-90-Man-Skor-Orange
 

e-mail: bartek@beskid-niski.pl
Copyright © 2003 - 2016 Wadas & Górski & Wójcik
Wsparcie graficzne: e-production.pl
praca w Niemczech|prosenior24.pl
Miód
Idea Team
Tanie odżywki
Ogląda nas 16 osób
Logowanie