• Kermesz - fragment książki "Od Magury po Osławę"
  • "Opowieści galicyjskie" - fragment

"Życie Łemka"
  • Część I-sza
  • Część II-ga
  • Część III-ia
  • Część IV-ta
  • Część V-ta
  • Część VI-ta
"Kasarnia powodem dramatu"
  • Część I-sza
  • Część II-ga
  • Część III-ia
  • Część IV-ta
  • Część V-ta
  • Część VI-ta
"Ginąca natura"
  • Część I-sza
  • Część II-ga
  • Część III-ia
  • Część IV-ta
  • Część V-ta
  • Część VI-ta
"Chmury i słońce nad Łemkowyną"
  • Część I-sza
  • Część II-ga
  • Część III-ia
  • Część IV-ta

 

/ Łemkowie / Wspomnienia, opowiadania, relacje / Część II-ga
 

Adam Barna

"Chmury i słońce
nad Łemkowyną"

"Choć rozproszyli nas od Odry do Donu, to zawsze
pragniemy wracać do swojego domu"



CZĘŚĆ II-ga


4. Ustrój feudalny i jego skutki
a. Pańszczyzna
W XIII wieku ziemie zachodnich i środkowych Karpat spod panowania czeskiego znalazły się pod panowaniem książąt i królów polskich. Z kronik dowiadujemy się, że zarówno pod panowaniem królów czeskich, jak i władców Polski, ludności chłopska była bardzo uzależniona od ich właścicieli, rezydujących w pobliskich miastach. Porządek świata, opierający się na systemie feudalnym tworzyły głównie dwie warstwy społeczne: posiadacze ziemscy i, stanowiący około 90%, poddani chłopi.
Porównując z poprzednią epoką, życie średniowiecznego chłopa było trochę lżejsze od niewolnika w starożytnych imperiach. Uzależnionego od swego pana, każdego chłopa i jego rodzinę obowiązywały powinności pańszczyźniane. Musiał pracować na polach i w lasach właściciela ziemskiego nawet 5-6 dni w tygodniu, pod nadzorem dozorcy uzbrojonego w pałkę, która spadała na jego plecy podczas wykonywania pracy, najczęściej uważanej za mało efektywną. Feudał w każdej chwili mógł sprzedać go lub kupić, zakuć w kajdany lub osadzić we własnym więzieniu - ciemnych lochach. Sytuacja życiowa chłopów, pod każdym względem, stanowiących własność posiadaczy ziemskich - magnatów, hrabiów, szlachty i biskupów była więc nieciekawa. Za możliwość uprawiania swego poletka na prawach dzierżawnych płacili wysokie podatki, daniny lub arendy. Przy robotach sezonowych, np. w okresie żniw pracowano oddając dziesiąty snopek zboża, albo pracowano za dziesiaty snopek od czego zapłatę nazywano "dziesięciną".

Równocześnie z przyłączeniem północnych terenów Karpat do Polski, warunki bytowe w osadach rusińskich uległy pogorszeniu, co głównie, spowodowane było zależnością pańszczyźnianą. Król większą część swych dóbr, ziemie i lasy rozdawał wiernemu rycerstwu i Kościołowi, w wyniku czego, nastąpił wyzysk i ucisk społeczny, który niezadługo przekształcił się w ucisk narodowo-religijny. Na terenach północnych Karpat, zamieszkiwanych w większości przez ludność rusińską, podział dóbr królewskich w liczbach i procentach według dr Krystyny Pieradzkiej, bez ziem leskich i sanockich, przedstawiał się następująco:
- magnaci i szlachta 60 wsi 42.3%
- biskupstwo muszyńskie i przemyskie 46 wsi 32.4%
- starostwa: Grybów, Biecz, Osiek 31 wsi 21.8%
- nieokreślone 4 wsie 2.8%
- klasztorne 1 wieś 0.7%

Chłopi zobowiązani byli także do regulowania różnych opłat, danin pieniężnych oraz w naturze. Ostatnią formę zapłaty stanowiły: bydło, owce, kury, gęsi, jaja, len, wełna i inne regionalne produkty oraz usługi. Często poddany chłop dla swego pana był niewiele więcej warty od zwierzęcia. Znęcanie się, a często jego zabicie, uchodziło właścicielom bezkarnie. Pewien szlachcic w liście radził: "poddanych należy traktować jak bydło, a nie ludzi". Panowie oraz szlachta stosowali bardzo surowe kary w stosunku do poddanych za najmniejsze przewinienia, a nawet karali niewinnych. Chłosta, zakuwanie w dyby, zamykanie w ciemnych lochach, doprowadzające do utraty zdrowia i życia poddanej ludności, były dość powszechne.
Chłop za wydzielone poletko gruntu musiał płacić daninę w gotówce, naturze, lub na odrobek. Pan, zwykle potrzebujący pieniędzy na wyprawy wojenne, uposażenie rodziny oraz utrzymanie własnego dworu, obarczał poddanych coraz większymi sumami. Wobec takiej sytuacji, chłopskie rodziny żyły w ogromnej biedzie. Dodatkowe nieszczęścia niosły za sobą klęski: wojny, głód i choroby zakaźne, którym nie mógł zaradzić poziom wiedzy medycznej, ani dostępne wieśniakom znachorstwo. Śmiertelność w tamtych czasach była bardzo wysoka. Najczęściej głód i brak higieny były przyczyną epidemii czerwonki, ospy - hiszpanki, tyfusu, a nawet cholery. W drugiej połowie XVIII wieku na Łemkowynie kilka kolejnych lat bardzo słabych urodzajów sprawiło, że zapanował głód. Dodatkowo, długie i ostre zimy wpłynęły na wybuch epidemii cholery.
Tylko w dwóch wsiach: Koniecznej i Zdyni zmarło 247 osób. W obawie przed rozprzestrzenianiem się zarazy, za wsiami powstawały wydzielone cmentarze choleryczne, gdzie grzebano zmarłych.
W 1359 roku król Kazimierz Wielki oddał w posiadanie rycerzowi Janowi Gładyszowi pola i lasy położone nad rzeką Zdynią, gdzie założono wsie Zdynię, Ług, Wirchne oraz osadę nazwaną od nazwiska właściciela, Gładyszowem. Później, dobra te stały się własnością rodu Wielopolskich.
Poddany chłop nie miał żadnej ochrony ze strony dworu, a bywało, że także ze strony urzędów i sądów. Często "sprawiedliwość" była po stronie pana, ponieważ sędziowie byli pochodzenia szlacheckiego. Z czasem nieludzkie traktowanie, ucisk, gwałty i wyzysk przekroczyły granicę wszelkiej wytrzymałości, co doprowadziło do buntów poddaństwa.
Zamki obronne zbudowane z kamienia w niedostępnych miejscach, na skałach, wzgórzach, często otoczone wodą. Po północnej stronie Karpat powstały w Czorsztynie, Nowym Sączu, Grybowie, Bieczu, Ropie, Siarach, Żmigrodzie, Dukli, Krośnie, Sanoku i innych. Niewiele z nich zachowało się do czasów współczesnych w przeciwieństwie do podobnych zamków po stronie słowackiej. Na wiele lat połączone wspólną historią. Od rozbioru Polski w 1772 roku do zakończenia pierwszej wojny światowej w 1918 roku, przez 146 lat, Rusinów i Łemków - między południową i północną stroną Karpat nie dzieliła żadna granica. Zamki i ich ruiny były miejscem wspólnych wypraw i zbójnickich kryjówek w czasach bardzo popularnego w Karpatach zbójnictwa.
Do niedoli ludności rusińskiej przyczyniły się również często występujące klęski żywiołowe. Wielkie, niszczące wszystko, co napotykało po drodze ulewy oraz ostre, mroźne i długie zimy, powodujące zaburzenia okresu wegetacji, będące przyczyną nieurodzajów. Brak żywności i paszy sprowadzał głód i biedę oraz z nimi związane choroby i epidemie, nie tylko wśród ludzi, nawet owiec i bydła. Bywało, że nieurodzaje, trwające kilka kolejnych lat, doprowadzały do spadku hodowli bydła, a tym samym, głodu.
Ze starych kronik dowiadujemy się, że w 1788 roku na Łemkowynie wypadł kolejny rok wielkiego nieurodzaju. Nieznacznej pomocy udzieliły władze Austro-Węgier. Wówczas wybudowano słynną "cesarkę", drogę wiodącą z Bardejowa do Gorlic przez Konieczną, Gładyszów, Magurę. Austriacy za pracę przy jej budowie płacili Rusinom mąką i zbożem. Podobno, w tym samym czasie, na podobnych zasadach, wybudowano również drogę z Bardejowa do Żmigrodu przez Grab i Krempną, a także drogę Cigelka - Izby.

b. Zbójnicy
W wyniku wyzysku i ucisku pańszczyźnianego w XVI-XVII stuleciach kurczyły się gospodarstwa chłopskie, a zwiększała liczba rodzin małorolnych i bezrolnych. Represje wobec poddanych chłopów doprowadzały do tego, że zdesperowani, wraz z rodzinami opuszczali wsie, kryjąc się w górach i lasach. Mieszkali w szałasach lub pieczarach prowadząc żywot zbiegłych chłopów - zbójników. Zbójnictwo najbardziej rozpowszechnione było na górskich terenach, oddalonych od osad miejskich, skąd uzbrojone grupy napadały na pańskie dwory i przejeżdżające karawany kupców. Noże, siekiery, topory, kosy, widły - kiedyś narzędzia gospodarskie, zabrane ze sobą, były pierwszą bronią zbójników. Później, wyposażenie w broń poszerzyło się o zdobyte w potyczkach z oddziałami zbrojnymi pistolety, muszkiety i włócznie.
Prawo szlacheckie nakładało surowe kary wobec chłopów - zbójników oraz tych, którzy służyli pomocą i schronieniem "buntownikom". Jednak społeczność wiejska nie uważała zbójników za przestępców, lecz obrońców i wybawicieli krzywd doznawanych od właścicieli ziemskich. Wśród górali na Podhalu najpopularniejszym zbójnikiem był Janosik, który bronił i pomagał biednej i gnębionej przez panów ludności wiejskiej.
Historycy polscy, m.in. M. Steliński i S.Temberski byli zdania, że czescy i rusińscy zbójnicy już od 1434 roku organizowali swoje oddziały w zamku czorsztyńskim i stamtąd napadali na pańskie dwory. Nie wspomnieli jednak o tym, że były one formą odwetu za wszelką niesprawiedliwość poddanych: całotygodniową pracę na folwarkach, wysokie daniny, podatki i arendy oraz tortury i więzienie w lochach. Z czasem przybrały rozmiary ruchu o charkterze społecznym.
W drugiej połowie XVI wieku, w całych Karpatach zbójnictwo rozwinęło się na dobre, przez co, król Zygmunt III w 1600 roku, w obawie przed szerzącym się oporem i buntami poddanych wydał nowosądeckiemu staroście nakaz bezwzględnego rozprawiania się ze zbójnikami oraz strzeżenia dróg południowych, prowadzących na Węgry, aby stamtąd nie nadeszła pomoc zbrojna tamtejszych zbójników. W okolicach Rymanowa znany był oddział niejakiego Łanka z Terścianej, do którego należeli Ilko i Semko z Tylawy, Klimec i Drymak ze Skwirtnego, Jacko Watral z Regetowa, Wasyl Pawluszczak i Wasko Szeroki ze Smerekowca, Dańko z Hańczowej, Duda i Hnat z Blechnarki oraz inni chłopi z pobliskich i dalej położonych wsi. W 1611 roku rada miasteczka Jaśliska k. Dukli przyjęła i ogłosiła ustawę: "By Rusinom - ludziom greckiej wiary nie było wolno osiedlać się w mieście", o czym dowiadujemy się w książce A. Ossendowskiego pt. Karpaty i Podkarpacie. Ruch zbójnicki na Łemkowszczyźnie najbardziej rozwinął się w drugiej połowie XVII wieku. W tamtych czasach znane były oddziały Wasyla Bajusa z Leszczyn i Michała Kwoczki z Gładyszowa.
Działające wspólnie i z osobna były postrachem okolicznych dworów, m.in. w Ropie, Siarach, Dukli, Jaśliskach i Sanoku.
W 1647 roku krakowski biskup Piotr Gębicki wysłał do Muszyny, stolicy dóbr należących do tzw. "klucza muszyńskiego" będącego własnością biskupów krakowskich swoich urzędników - harników, aby "wejrzeli w defekta i rządy tego Klucza, dlaczego dyscyplina militaris zaniedbana była?". Chodziło o to, że władze Klucza muszyńskiego nie mogły sobie poradzić z łemkowskimi zbójnikami, coraz częściej występującymi w obronie uciśnionych ludzi. W tym samym roku, w Muszynie, przez śmierć na kole uśmiercono zbójnika Wasyla Petrowskiego ze Słowacji, a jego syna Stefana poddano śmiertelnemu ćwiartowaniu na kole straceńców.
Dwa lata później, w 1649 roku władze Starego Sącza na utrzymanie straży obronnej, tzw. harników przed zbójnikami przeznaczyli znaczącą na tamte czasy sumę 3750 złotych. W tym też roku, w Muszynie w wielkich męczarniach stracony został Andrzej Kwoczka, który wyznał że: "dotąd nie przestaną zbójnikować, dopóty nie wykorzenią gwardię muszyńskiego starosty - harników - utworzoną do likwidacji rusińskich zbójników".
Najbardziej znanymi oddziałami na Łemkowynie były oddziały słynnego Andrzeja Sawki ze Słowacji i Wasyla Czepca z Grybowa napadających na dwory w Ropie, Żmigrodzie, Rogach k. Dukli. W 1651 roku obydwaj zbójnicy pomagali Kostce Napierskiemu w powstaniu chłopskim na Podhalu przeciw uciskowi pańszczyźnianemu. Tuż po jego upadku, w Czorsztynie złapanych tam powstańców uwięziono i, ku przestrodze okolicznej i niezadowolonej ludności wiejskiej, zgładzono w Nowym Sączu, Bieczu, Rymanowie, Sanoku i innych miastach, wokół których działały oddziały zbójników.
Ludność wiejska ratując się przed prześladowaniami, uciekała w góry do zbójników lub przenosiła się na południową stronę Karpat, na Węgry. Z tego powodu, niektóre rusińskie wsie, całkowicie pustoszały lub znacznie się przerzedziły. Po schwytaniu i rozprawie sądowej w Muszynie w 1653 roku wydano wyrok śmierci przez ćwiartowanie zbójnika Romana z Krzyżówki k. Krynicy. W tym samym roku sądzony był również w Muszynie Fedor Seńczak, który wyznał: "Szesnaście lat zajmuję się zbójnictwem, w obronie sprawiedliwości biednych ludzi. W potyczkach z harnikami w 1653 r. nie żałowałem swego życia. Mnie rannego Sawko zawiózł w swoje bezpieczne miejsce, kupił maści w Bardejowie i wyleczył moją ranę.
Z wyroku sądowego Fedora Seńczaka opartego na dobrowolnych zeznaniach i w czasie tortur ustalono, że oskarżony nocną porą przychodził do mieszkań i ludzi odzierał, ale ich nie zabijał. Podczas łapanki przez harników, aby żywego go nie złapali sam nożem się okaleczył, ale nie śmiertelnie. Uchwalono jednogłośnie, że za takie wybryki i swoje „samobójstwo” został wbity na pal, wyrok wykonano w miejscu odosobnionym w pobliżu Muszyny 22 grudzień 1654 r.".

Oddziały Sawki, Czepca i Bajusa często się jednoczyły. Przyłączały się do nich mniejsze lub większe grupy z innych wsi (Łabowej, Boguszy i innych). W wyniku potyczek z harnikami schwytano kilku zbójników. Wśród nich znalazł się Bajus, którego zgładzono w Preszowie na Słowacji w 1654 roku. Tego samego roku, chłopi uzbrojeni w kosy, widły i siekiery napadli na klasztor w Kamiennej. Rok później, prawie trzy tysiące chłopów polskich i rusińskich wdarło się do zamku w Nowym Sączu, gdzie rozbili składy królewskie, zabierając z nich towary i pieniądze, które podzielili pomiędzy sobą i biednymi ludźmi.
W połowie 1657 roku szlachta zażądała pomocy oddziałów wojska, z którymi ruszyła w okolice Kamienicy, gdzie wówczas przebywał oddział słynnego Sawki. Tam wojsko okrążyło wieś. Część oddziału przedarła się przez okrążenie i uratowała schronieniem w leśnej gęstwinie. Niestety, ośmiu zbójników wpadło w ręce żołnierzy. Poddani okrutnym torturom, zostali później straceni. Od tej pory ślad zaginął po zbójniku Sawce i jego oddziale.
W 1659 roku król Jan Kazimierz na cztery lata zwolnił miasto Grybów od wszystkich danin i podatków z powodu zbójnickiej działalności oddziału Wasyla Czepca. W 1668 roku sąd w Muszynie skazał Iwana Fedorczaka z Klimkówki na karę śmierci przez ścięcie głowy, co w tamtych czasach uznawano za najłagodniejszy sposób uśmiercania skazanych. Pół wieku później, w 1718 roku na rusińskich wsiach, wchodzących wtedy w skład dużego powiatu bieckiego, stało wiele wolnych i opuszczonych gospodarstw. Krystyna Pieradzka w wydanej w 1939 roku książce "Na szlakach Łemkowszczyzny" pisze: "Piętnastu sołtysów ogromnego wówczas starostwa bieckiego powiadomiło władze powiatowe, że w ich wioskach zasiedlonych jest tylko 44 gospodarstw. Opuszczonych wtedy było aż 206 gospodarstw, które zarastały krzakami i lasami".
Na ile znane mi były wspomniane tereny, wśród tych, po części "osieroconych" wsi, licząc od wschodniej granicy powiatu, mogły to być wioski: Ciechania, Żydowskie, Ożenna, Wyszowatka, Długie, Radocyna, Lipna, Czarne, Nieznajowa, Rozstajne, Swierżowa Ruska, Wołowiec, Banica, Krzywa i Jasionka. Niewykluczone, że były one częściowo opuszczone w wyniku biedy, spowodowanej nałożeniem wysokich podatków pańszczyźnianych. Oddalone o 25-40 kilometrów od miast, wśród rozległych i gęstych lasów bukowych oraz jodłowych, gdzie deszcze i śniegi sprawiały, że tamtejsze drogi stawały się niedostępne, były odcięte od szerokiego świata.
W tym samym rejonie z podobną sytuacją spotykamy się XXI wieku, gdzie z książki Jerzego Starzyńskiego pt.: "Szlakiem nieistniejących wsi łemkowskich" z 2006 r.dowiadujemy się o czterdziestu kilku wsiach przed drugą wojną światową tętniących życiem wielu setek rodzin. Dziś istnieje tam tylko wielka zielona pustynia, o czym w rozdziale 10.

c. Konfederaci na Łemkowynie 1768-1770
W historii Rusinów żyjących na pograniczu ze Słowacją, w Beskidzie Niskim, od Łupkowa do Muszynki, lata 1768-1770, okres pobytu konfederatów barskich przyniosły wiele szkód. W pamięci ludzkiej pozostawiły niechlubne, a nawet tragiczne wspomnienia, kiedy po wsiach pogranicza rusińskiego, kosztem biednej ludności stacjonowały powstańcze oddziały polskiej szlachty. W powojennych źródłach niewiele można znaleźć takich materiałów o poczynaniach konfederatów na Łemkowynie. Więcej dowiadujemy się z przekazów zachowanych w pamięci mieszkańców Karpat.
Konfederaci najbardziej dali się we znaki w miejscowościach położonych na przełęczach górskich Beskidu Niskiego: Barwinku, Grabiu, Koniecznej, Wysowej, Hańczowej, Bielicznej, Izbach i Muszynce. Dzięki przełęczom, wojska konfederackie miały kontakt z kwaterą główną wojsk generała Kazimierza Pułaskiego stacjonującego we wsi Gabołtow na Słowacji. Sto lat później ukazała się książka ks. Włodzimierza Chylaka (1843-1893 r.) "Szubieniczny Wierch", z której dowiadujemy się o pobycie konfederatów w Izbach:
"Izby położone są w środkowej części Beskidu Niskiego, a pola i lasy tej wioski łączą się z polami i lasami słowackiej wioski Friczka. Ta wspólna granica polsko - słowacka ciągnie się grzbietem największej w tej okolicy góry Lackowej. Górę tą okrążają cztery wioski, Izby i Bieliczna po stronie polskiej i Cigełka z Friczką po stronie słowackiej. Góra Lackowa wysoka na 997 m.n.p.m. w kształcie wielkiego stożka, w formie jakby dawnego i wygasłego wulkanu obrośniętego dookoła pięknym zielonym lasem. Z tej góry w pogodny dzień widoczne są pobliskie wioski okrążone pięknie zalesionymi pasmami górskimi, a od zachodu widoczne są nawet dalekie góry Tatry. Od zachodniej strony góry Lackowa nad małym potokiem zauważalny jest podwyższony teren doliny, okopany zarośniętym rowem. Można przypuszczać, że miejsce to nie jest dziełem przyrody, lecz dziełem rąk ludzkich. W istocie jest to miejsce po dawnym obozie konfede-ratów barskich, jaki znalazł sobie schronienie akurat w okolicy wioski Izby".
Po śmierci króla Augusta III w kraju utworzyły się dwa silnie zwalczające się stronnictwa: konserwatywna partia wielkiego hetmana Jana Klemensa Branickiego, wierna katolickim wartościom, oparta na polskiej, szlacheckiej tradycji. Przyłączyli się do niej magnaci Potocki i Radziwiłł. Druga, powstała pod przewodnictwem Familii Czartoryskich, domagającej się wielkich reform w osłabionym wewnętrznie kraju, a popieranej przez ościenne mocarstwa, prawosławną Rosję i protestanckie Prusy. Brak jednomyślności wśród magnaterii w Rzeczypospolitej, kierującej się głównie własnymi interesami w obsadzeniu tronu polskiego, otworzył furtkę zaborcom. W maju 1764 roku przed elekcją zwołano w Warszawie sejm konwokacyjny.
W wyniku wielu zabiegów, skutecznej agitacji oraz obecności siedmiotysięcznej armii rosyjskiej zwyciężyła Familia Czartoryskich i we wrześniu królem Polski wybrano ich kandydata, Stanisława Poniatowskiego. Elekcja nie przyniosła w kraju spodziewanego spokoju. Z powodu przejęcia władzy przez Familię Czartoryskich, popieraną przez Katarzynę II, dążącą do równouprawnienia innowierców, co głównie przyczyniło się do wybuchu walk na tle narodowo-religijnym. W 1767 roku, dla poparcia partii Czartoryskich, granice państwa przekroczył czterdziestotysięczny oddział wojsk rosyjskich. Czwartą część mieszkańców kraju stanowili wyznawcy wschodniego obrządku, którzy widząc poparcie Rosji, zaczęli domagać się praw na równi z katolikami. W lutym 1768 roku został podpisany pakt pomiędzy Polską a Rosją, w którym Rosja zobowiązała się utrzymywać porządek w Rzeczypospolitej. Wówczas szlachta i duchowieństwo katolickie zaprotesto-wały głośno, jakoby innowiercy deptały ich wiarę. W odpowiedzi na podpi-sanie paktu, w kraju rozpoczął się wielki bunt pod hasłem: "Za wiarę i swobodę". Jednak pojęcie "swobody", jak dawniej, dotyczyło wyłącznie możnej szlachty i magnatów. Ci, nadal trzymając swoich poddanych w pańszczyźnianym jarzmie, gnębiąc, znęcając się i postępując z nimi nieludzko, walczyli za wiarę, wolność i swobodę.
Dnia 29 lutego 1768 roku w miasteczku Bar na Podolu buntownicy zawiązali konfederację jako protest przeciwko królowi i protektoratowi Rosji. Oddziały konfederatów barskich powstały i działały w Galicji. Bezradny król zwrócił się prośbą do carycy Katarzyny o pomoc w zaprowadzeniu porządku w kraju. Dość szybko wojska rosyjskie wyparły główne siły konfederatów z Podola i Galicji na tereny Małopolski. W ten sposób rozproszone oddziały znalazły się na pograniczu ziem cesarstwa austriackiego. Wiedeń obawiając się, że Polska wkrótce stanie się łupem Rosji a wtedy Austria będzie miała silnego i groźnego sąsiada pod bokiem, zezwalał na czasowy pobyt konfederatów na podległych sobie karpackich terenach. Wojska rosyjskie najdalej mogły sięgać tylko do granicy, gdyż jej przekro-czenie mogło doprowadzić do niepożądanej wojny z Austrią.
Pomijając zachowanie konfederatów wobec ludności cywilnej, ich ulokowanie się na Łemkowynie w ówczesnej sytuacji, pod względem strategicznym, było jednym z najlepszych rozwiązań. Stacjonując na pograniczu państwa, w razie ataku nieprzyjaciela, wystarczyło przejść kilka kroków, by czuć się bezpiecznym. Po rozbiciu głównych sił konfederackich, mniejsze oddziały na obszarze Karpat oczekiwały na decyzje przebywającego na Słowacji dowództwa. Jeden z większych oddziałów pod dowództwem Byrżyńskiego ulokował się taborem nad Izbami w lasach góry Lackowej. Oddział ten uznawany był za najwierniejszy oddział generałowi Kazimierzowi Pułaskiemu, stacjonującemu w odległym blisko 15 kilometrów, na skróty przez słowackie wioski Friczkę i Petrową, Gabołtowie.
Wojsko, składające się z kawalerii szlacheckiej, miejscową ludność uważało nie tylko za innowierców, ale i niższego stanu. W oczekiwaniu na dalsze decyzje, w obozie dochodziło do szlacheckich waśni, często na oczach biednej ludności, która cierpiała nie wiedząc za co i o co "chodzi tym waćpanom". Dowódcy liczyli, że w Karpatach zostało jeszcze około 17 tysięcy żołnierzy. Druga grupa konfederatów, której komendantem był sam gen. Kazimierz Pułaski, ulokowała się na Podkarpaciu. Główna kwatera, jak już wspomniano, mieściła się we wsi Gabołtów na Słowacji, około 10 km od Muszynki, gdzie stacjonował kolejny ich oddział.
Wojska powstańców były bardzo wrogo nastawione do miejscowej ludności, a szczególnie oddział obozujący nad Izbami. Jesienią 1768 roku, tuż po przybyciu, swój pobyt rozpoczęli od postawienia na wzgórzu koło cerkwi, w najbardziej widocznym w okolicy miejscu, szubienicy. W ten sposób chcieli zaprowadzić porządek nie tylko wśród mieszkańców Izb, ale i pobliskich wiosek. Dowódca Byrżyński wydał rozkaz przerażonym mieszkańcom Izb, aby zaprzęgali woły i konie, i szli do kopania rowów oraz do wożenia ziemi i kamieni celem uporządkowania placu taborowego pod górą Lackową. Wieczorem, po zakończonej pracy, komendant Byrżyński odesłał niektórych chłopów do domu, a część zostawił w taborze zabierając im woły na mięso. Pozbawieni źródła utrzymania chłopi wracali pieszo z płaczem i batem w ręku, bez wozów. Kiedy w Izbach zabrakło bydła, konfederaci zabierali je w sąsiednich wsiach przemocą.
Częste skargi na grabieże mienia, a także brak dyscypliny sprawiły, że dowódcę Byrżyńskiego zastąpił sam gen. Kazimierz Pułaski, który zabronił gwałtów i rabunków. Niewiele to jednak dało, ponieważ jego wojsko, pozostając na miejscu, rabowało nadal. Karpaty były wówczas najbardziej bezpiecznym dla stacjonowania terenem w Rzeczypospolitej. Niestety, nie dla miejscowych. Dochodziło i do tego, że konfederaci werbowali wiejskich chłopców wśród Polaków, Rusinów i Żydów jako osobistych służących. Młodzi ludzie, w obawie przed przymusową służbą, uciekali gdzie popadło, najczęściej za granicę.
Dla utrzymania wojska potrzebne było nie tylko zboże, siano dla koni, bydło, świnie, kury, gęsi, masło, ser, olej, ale również i pieniądze, które zabierano każdemu, kto je posiadał. W obronie własnych wartości rabowano domy żydowskie, klasztory i monastery. Często dochodziło do gwałtów na młodych dziewczętach, mężatkach i matkach, które dla własnej uciechy odbierano mężom i dzieciom. Żaden sprzeciw nie był możliwy, bo konfederaci wskazywali na szubienicę widoczną na wzgórzu za cerkwią. W Zdyni posunęli się do tego, że uprowadzili żonę duchownego. Nie pomogły prośby o jej uwolnienie. Rozbawieni odpowiedzieli duchownemu, że to nie hańba, lecz wielki honor pokochać oficera - szlachcica. Nieszczęsna imość, gwałcona i poniewierana, wkrótce zmarła w taborze. Ze wsi Słotwiny koło Krynicy konfederaci uprowadzili młodą i piękną córkę niejakiego Jana Smetany.
W Izbach znalazł się młody i odważny młodzieniec, który swoim sprytem uwolnił dziewczynę z obozu i ukrył ją w domu. Ojciec dziewczyny wiedząc, kto ją porwał, następnego dnia poszedł do obozu prosić komendanta o wypuszczenie uwolnionej już córki. Tymczasem, sprawca uprowadzenia, rotmistrz Chyżewski na widok Smetany wpadł w gniew, przekonany, że ten już wie o jej uwolnieniu lecz przyszedł do obozu aby naśmiewać się z niego i jego żołnierzy. Urażona ambicja rotmistrza sprawiła, iż nie badając sprawy, skazał Jana Smetanę na powieszenie. Kiedy izbiański proboszcz dowiedział się o niecnych postępkach i rozpuście konfederatów, nakazał swoim parafianom zastosować ostry post na znak protestu.
W tym czasie wypadło parafialne święto, na które przybyli również duchowni i wierni z sąsiednich wsi. W cerkwi rozniosła się wieść, że podczas nabożeństwa z ikony Opieki Matki Bożej pociekły łzy. Wtedy, zebrani w cerkwi, uznając to za cud, upadli na kolana. Kiedy po liturgii uderzono w dzwony, wierni, wychodząc z cerkwi, ujrzeli prowadzonego na śmierć pomiędzy czterema końmi w kajdankach Jana Smetanę. Konfederaci na widok tłumu zatrzymali się specjalnie koło cerkwi, aby postraszyć wiernych. Córka skazanego, kiedy dowiedziała się, że jej ojca prowadzą na szubienicę, wybiegła z domu i rzuciła się na szyję związanego i prowadzonego przez oddział wojskowy rodzica.
Ten, błogosławiąc dziewczynę związanymi rękami wyszeptał jakieś słowa, a kiedy nie chciała oderwać się od niego, rotmistrz Chyżewski uderzył ją tak mocno, że upadła na ziemię. Ludzie podnieśli dziewczynę i okazało się, że z żalu dostała pomieszania zmysłów. Skazańca powieszono na szubienicy. Miejscowy proboszcz poprosił o wydanie ciała, na co nie zgodził się sam rotmistrz. Duchowny zwrócił się do dowództwa Chyżewskiego i Jana Smetanę pochowano należycie w obrządku wschodnim.
Włodzimierz Chylak tak oto kończy "Szubieniczny Wierch":
"Kiedy ludzie wychodzili z cerkwi i pierwsze co rzucało się w oczy była szubienica postawiona na górce nad rzeką. Na niej wiatr kołysał ciałem Jana Smetany. Ludzki płacz zmieszał się z dzikim śmiechem.
- Ludzie - patrzcie! wrzeszczała zachrypnietym głosem Fenia. Jaki pogrzeb sprawili mojemu ojcu!.
- Cha - cha - cha, to nie mój ojciec, to jakiś pan szlachcic! Wynieśli go ponad wszystkich chłopów. Starzy diabli grają mu, a młode diablęta w czerwonych czapeczkach służą mu...
Jak on tańczy nad ziemią, podobnie jak na weselu. Diabelskie wesele - co za piękność!
I w dzikiej radości podskoczyła i klasnęła w dłonie.
- Biedne dziewczę - straciło rozum !!! - Współczuli jej ludzie".

W sierpniu 1770 roku nadszedł kres samowoli konfederatów w Karpatach. Wojska rosyjskie w zwycięskiej bitwie pod Izbami rozbiły ich oddziały, a niedobitki pobite zostały na polach Hańczowej. Kazimierz Pułaski uciekł na Węgry, a stamtąd dostał się do Ameryki, gdzie zginął w 1779 roku biorąc udział w wojnie o wolność Stanów Zjednoczonych. Ludzie opowiadali, że rotmistrz Chyżewski po klęsce nie dał się złapać żywcem. Targany poczuciem winy i wyrzutami sumienia, poszedł na miejsce zbrodni pod szubienicę i zastrzelił się z pistoletu. Na Łemkowynie jeszcze długo krążyły opowiadania o poczynaniach konfederatów.
Król, w celu poskromienia szlacheckiej rebelii, wysłał wojska koronne, które uderzyły na obóz od strony Mochnaczki, Tylicza, Czyrnej i Banicy, dlatego części konfederatów udało się wycofać w kierunku Hańczowej i Wysowej. Tam, kule i szable rosyjskich kozaków położyły kres trzyletnim grabieżom, rozbojom, gwałtom na Łemkowynie. Z przewodnika po Beskidzie Niskim dowiadujemy się, że w styczniu 1770 roku wojska rosyjskie zajęły Barwinek i Grab. Część konfederatów przeniosła się do Koniecznej, a stamtąd do Izb. Ostatnia informacja jest niezgodna z prawdą, ponieważ w Izbach oddział konfederatów stacjonował od jesieni 1768 roku. W 1772 roku nastąpił pierwszy rozbiór Polski i cała Łemkowyna, na 146 lat, znalazła się pod panowaniem monarchii habsburskiej, co nie przyniosło zbytniej ulgi jej mieszkańcom. Nadal byli uciskani i wyzyskiwani przez tych samych właścicieli ziemskich.

d. Upadek pańszczyzny. Emigracja
Upadek systemu pańszczyźnianego zapoczątkowało powstanie chłopów galicyjskich przeciwko szlachcie w 1846 roku, zwane rzezią galicyjską. W zaborze austriackim polska szlachta, której majętności stanowiły wioski rusińskie, miała poparcie monarchii. Rusini jednak, nie byli skłonni do samodzielnych buntów, co najwyżej w pojedynkę pomagali działającym w okolicy rebeliantom.
W drugiej połowie lutego 1846 roku w zachodniej Galicji, sąsiadującej ze wschodnią Łemkowyną, w ciągu kilku dni zburzono ponad 500 dworów szlacheckich, w których zginęło blisko trzy tysiące właścicieli, dzierżawców i ich rodzin. Dotąd powstanie na Podhalu, czy pojedyncze zrywy chłopskie w okręgu nowosądeckim kończyły się klęską powstańców. Wojska austro-węgierskie ostro rozprawiały się z buntownikami, kiedy ci przestawali odrabiać pańszczyznę i sami rozdzielali folwarczne grunty. W kwietniu 1846 roku Austriacy przy użyciu dużej siły wojska, chodząc od wsi do wsi, przy pomocy surowych kar, najczęściej chłosty, starali się zmusić zbuntowane chłopstwo do pańszczyźnianej pracy.
Ten najpotężniejszy antyfeudalny bunt na Podkarpaciu i Karpatach nazywany rzezią galicyjską trwał kilka miesięcy. Jednak do poprawienia warunków bytowych chłopstwa przyczyniła się Wiosna Ludów. W 1848 roku, przed wydaniem stosownego rozporządzenia przez cesarza, gubernator Galicji Franz Stadion podjął decyzję o zniesieniu pańszczyzny.
Jednak likwidacja feudalizmu nie poprawiła doli chłopa. Stosowane dotąd normy w relacji wieś - dwór istniały nadal. Panowie, według dawnych zasad, wykorzystywali byłych poddanych, umożliwiając im dostęp do lasów za opłatą lub w zamian za "odrobek". Chłopi, jeśli posiadali własne lasy, to wjechać do nich wołami (koni jeszcze nie było) było niełatwo. Utrudniony był też wywóz drewna z braku mocnych wozów, sań i uprzęży.
Tymczasem ludność zajmowała się uprawą jałowej ziemi, wypasem owiec, kóz i bydła, a często, wołów i krów, które stanowiły również siłę pociągową we wszystkich pracach na roli i w lesie. Taka praca nie zapewniała wystarczających środków na utrzymanie się większości rodzin. Wobec braku możliwości zarobienia pieniędzy, potrzebnych na zakup niezbędnych w gospodarstwie: soli, nafty, tytoniu, zapałek lub skór do wytworzenia obuwia (kierpców) - jej życie, pomimo zniesienia pańszczyzny, nadal było ciężkie. Coraz częściej chłopi, z konieczności stawali się rzemieślnikami - samoukami w różnych zawodach. Wśród gazdów byli więc stolarze, kowale, kołodzieje, kamieniarze i inni rzemieślnicy. Łemkowskie gospodynie (gazdynie) nie odstawały od mężczyzn, wykonując wiele prac w gospodarstwie, aby wyżywić i ubrać zwykle liczne rodziny.
Dla poprawienia warunków bytowych własnych rodzin i gospodarstw chłopi, na wszystkie możliwe sposoby, starali się uniknąć biedy i głodu, które w tamtych czasach stawały się "matką wynalazków". Historycznie, najstarsza emigracja Rusinów miała miejsce w latach 1745 – 1750, kiedy z terenów południowych Karpat, z okolic Medzilaborców - Świdnika oraz z północnych, z powiatu jasielskiego, m.in. ze Świątkowej i Grabiu, sporo rodzin zdecydowało się na przesiedlenie do tzw. B a c z k i w północnej Serbii. Rusini Baczwańscy utworzyli tam dość liczną i aktywną społeczność. Dziś, prężny ośrodek kultury działa w Nowym Sadzie w Wojwodinie, a na miejscowym uniwersytecie studenci mogą studiować filologię rusińską.
Po pierwszym rozbiorze Polski przestała istnieć granica pomiędzy obydwoma stronami Karpat. Chłopi rusińscy, poprzez wzajemne kontakty robocze i handlowe, dowiadywali się, że na Nizinie Węgierskiej, w okolicach Pesztu i Debreczyna, w okresie żniw można znaleźć kilkutygodniową, nieźle płatną pracę. Przed gospodarzami z północnej strony Karpat otwierała się ogromna możliwość polepszenia sytuacji materialnej własnych rodzin. Tym bardziej, że na południu żniwa rozpoczynały się o miesiąc wcześniej, więc bez żadnego uchybienia we własnych zajęciach gospodarskich, mogli nająć się do prac żniwnych u obszarników węgierskich. Tuż po zakończeniu wiosennych prac polowych, prawie we wszystkich rusińskich wsiach pogranicza słowackiego organizowano kilkuosobowe brygady żniwne. Mężczyźni, wyposażeni w kosy, wyruszali na południe pieszo lub wozami zaprzężonymi w woły. Wygodniej było podróżować własnym środkiem, gdyż zabierano ze sobą sprzęt roboczy i odzież, a z powrotem - zarobione zboże. Na Węgrzech żniwiarzom płacono zbożem w korcowych miarkach, do tego dodając litr wódki za każdy dzień ciężkiej pracy. Zwykle ten, kto jadł słoninę i popijał alkoholem, łatwiej i dłużej kondycyjnie wytrzymywał cały sezon. Natomiast żniwiarze, którzy zamiast wódki pili wodę, często nie wytrzymywali naddunajskiej spiekoty. Z Węgier wracali zadowoleni, o ile udało się dobrze zarobić i dowieźć zarobek do domu. Gorzej, jeśli urodzaje były słabsze, a na drodze napotkali zbójników, których na Węgrzech nie brakowało. Łemkowie ze żniw na południu przywozili nie tylko wspomnienia ciężkiej pracy i zarobione zboże, ale również wiele pieśni o Dunaju, Debreczynie, Preszowie i inne.
Podczas trwania żniw na Węgrzech, w domu zostawały kobiety i słabsi mężczyźni, aby zająć się w tym samym czasie odbywającymi się sianokosami. Powracający żniwiarze widzieli teraz, jak nieporównywalne pod wieloma względami, a najbardziej urodzaju, są tamtejsze żniwa. Wielkie węgierskie łany pszenicy i górskie, małe poletka żyta, owsa i jęczmienia, dające dużo mniej zboża. Z tego rodzaju pracy utrzymywało się po kilkadziesiąt rodzin, z reguły w przygranicznych wsiach, ale jej wymiar, jeśli chodzi o podniesienie kultury rolniczej, miał dużo szerszy zasięg.
Z przywiezionych nowinek zaczęto, w miejsce wąskich zagonów, uprawiać szersze, dające większe plony, o jakich marzyli gazdowie górscy. Ponadto, przekonano się, że nie tylko nawożenie obornikiem zwiększa plony, ale sianie koniczyny, lucerny w innych roślinach podnosząc plony, równocześnie daje sporo paszy, potrzebnej w hodowli inwentarza. Najemna praca przy żniwach na południu nie rozwiązywała jednak problemów ludności rusińskiej w Karpatach. W latach 1870-1910 nastąpiła masowa emigracja młodych mężczyzn do Ameryki, Kanady i Australii.
Pojawili się nawet agenci za odpowiednią zapłatę załatwiający wszystkie sprawy związane z wyjazdem, świadectwa zdrowia i transport jedynym wówczas środkiem lokomocji, jakim był statek. Podróż za "wielką wodę" trwała zwykle kilka tygodni. Nie było wtedy na Łemkowynie wsi, z której za chlebem nie wyjechałoby kilka osób, a i zdarzało się, że na emigrację udawała się znaczna część mieszkańców niektórych wsi.
Z gospodarstwa nie było też łatwo uzbierać na podróż i agenta, więc wyjeżdżano stopniowo, w miarę możliwości poszczególnych rodzin. W początkowym okresie, często bywało, że wyjeżdżano za pożyczone pieniądze. Na podstawie Szematyzmu z 1909 roku w oparciu o przykłady danych z niektórych wsi ustalono rozmiary emigracji z końca XIX i początku XX wieku. Prawdopodobnie na pozostałym obszarze Łemkowyny było podobnie:
- Czarne - Długie - Lipna - na 1003 osób żyjących w tych wsiach w Ameryce było 216 osób tj. 21.6 % = co 5-osoba na emigracji.
- Izby i Bieliczna - na 1001 osób w kraju w Ameryce było 184 osób, tj. 18.4 %, co 5.5 osoba na emigracji.
- Bogusza i Królowa Ruska - na 1326 osób w Ameryce było 210 osób, tj. 16.1 %, co 6.5 osoba na emigracji.
- Florynka i Wawrzka - na 1500 osób w Ameryce było 300 osób, tj. 20.0 %, co 5.0 osoba na emigracji.
- Piorunka i Czyrna - na 1081 osób w Ameryce było 175 osób, tj. 16.0 %, co 6.5 osoba na emigracji.
Według podanych przykładów, można przyjąć, że przeciętnie, co piąty lub szósty mieszkaniec wsi przebywał na emigracji. Krążyło nawet żartobliwe powiedzenie, że Łemkowie odkryli Amerykę, w którym z pewnością, w początkowym okresie emigracji było i dużo prawdy. Za "wielką wodą" większość trafiła do najcięższych robót, gdzie trzeba było pracować 10-12 godzin na dobę.
Ich sytuacji nie poprawiał także brak znajomości języka angielskiego oraz analfabetyzm, co stawiało ich na pozycji robotników niższej kategorii, wysyłanych do najcięższej pracy w kopalniach wegla - "majnach".
Na początku żaden z emigrantów nie potrafił napisać listu do rodziny w kraju. Przez lata brakowało wieści od najbliższych z Ameryki. W mojej wsi większa połowa rolników (31 na 51) przebywała na emigracji. Niewielu z nich powróciło przed pierwszą wojną światową, ale po jej zakończeniu, znów wyjechali. Śmiało można szacować, że na Łemkowynie po pierwszej wojnie światowej 3/4 rodzin wiejskich posiadała "swoich reprezentantów" za oceanem. Wielkim problemem w Ameryce były strajki, w których Łemkowie nie chcieli brać udziału. Z tego powodu wielu z nich straciło życie. Na cmentarzu w Scandoa Pa są groby tych, którzy nie chcieli podporządkować się woli większości, zamiast strajkować - pracowali.
Emigracja do Ameryki znacznie polepszyła dolę Rusinów, pomagającym materialnie rodzinom w kraju, zarówno w dawnych i obecnych czasach. Większość pozakładała tam własne rodziny, najczęściej w środowisku emigrantów z kraju. Potem wspólnie starali się pomagać krewnym.
Przysłane dolary okazywały się zbawienne przed zaręczynami, ponieważ stanowiły posag dla przyszłej panny młodej, inaczej zwany wianem. Dzięki nim, a kiedyś wartość dolara była bardzo znaczna, wyprawiano wesela oraz regulowano inne zobowiązania finansowe. W ramach pomocy, przeznaczano najczęściej na poprawę kondycji rodzinnych gospodarstw. Kupowano ziemię oraz lasy. Nie żałowano również datków na różne potrzeby parafii, najwięcej na zakup dzwonów, które w wielu przypadkach, podczas dwóch wojen światowych, zostały przetopione na broń.
Byli i tacy, którzy wyrwawszy się z karpackiej biedy, mając trochę zarobionych dolarów, zapomnieli o własnych rodzinach i kraju. W nowym świecie zachłyśnięci odmiennym stylem życia, wolny czas spędzali oddając się hazardowi. Przegrywając ciężko zarobione pieniądze, nie mieli się czym pochwalić w rodzinnej wsi, więc tracili kontakt z krajem i jego rodakami.
W Ameryce i Kanadzie nadal działają Komitety Pomocy Łemkowynie, mające na celu pomagać w sferze oświaty, kultury i innych dziedzinach życia społecznego Łemkom żyjącym w kraju. Dziś, wiele starszych osób pamięta, ile pomocy materialnej ofiarowali Łemkowynie emigranci w okresie międzywojennym, w latach 1918-1939 oraz po drugiej wojnie światowej, 1945-1947. Wtedy nikt nie przewidywał, jaki los czeka Łemków. słabszego, od wieków prześladowanego narodu, tylko dlatego, że był innego wyznania. Nikt też nie przypuszczał, że po wysiedleniu, większość ich mienia ulegnie grabieżom i zniszczeniu.

5. Pierwsza wojna światowa 1914-1918
Tak się złożyło, że od 1772 roku, od czasu pierwszego rozbioru Polski prawie cała społeczność rusińska żyjąca wcześniej na Węgrzech, w Rumunii, Serbii, Słowacji, Polsce i Galicji poza Rusią Zakarpacką znalazła się w granicach jednego mocarstwa, w równym stopniu gnębiącej wszystkie narody słowiańskie, monarchii austro - węgierskiej. Chociaż, w latach 1848-1850 zniesiono na Łemkowynie ustrój pańszczyźniany, pod panowaniem cesarza sytuacja ludności niewiele się zmieniła.
Na początku XX wieku sytuacja polityczna w Europie była mocno napięta. Niespokojnie było w Cesarstwie Austro-Węgierskim ze względu na nierówne i niesprawiedliwe traktowanie poddanych. Uprzywilejowanymi w państwie były narody germańskie i romańskie, a gnębieni Słowianie, z najbardziej prześladowanym narodem, Rusinami.
Wielkie mocarstwa, ubiegając się o wpływy w Europie i na świecie, starały się pozyskać przychylność poddanych narodów swych przeciwników politycznych. Dla gnębionych nacji takie wsparcie dawało nadzieję na własną państwowość. W Europie utworzyły się dwa przeciwstawne bloki. Francja, Anglia i Rosja utworzyły Trójporozumienie, czyli Entente cordiale (franc.) - serdeczne porozumienie, zwane Ententą, a Niemcy, Austro-Węgry i Włochy - Trójprzymierze. Jawny podział polityczny nie wróżył pokoju, "zblokowane" państwa rozpoczęły wyścig zbrojeń. W Wiedniu uważano, że największym niebezpieczeństwem wewnątrz kraju są poddane narody słowiańskie, sprzymierzeńcy carskiej Rosji. Serbowie i Rusini na Bałkanach oraz Ukraińcy i Rusini w Galicji i na Łemkowynie. Tym łatwiej było o podejrzenia, gdyż wymienione narody, poprzez kulturę, obyczaje i wschodni obrządek były bliższe Rosji niż Austro-Węgrom. Już samo sympatyzowanie z Rosją wydawało się niebezpieczne.
Jednak, głównie chodziło o niespokojną sytuację na Bałkanach. Zaanektowanie w 1908 roku przez Austro-Węgry po wyzwoleniu się spod panowania imperium osmańskiego jednej z prowincji bośniackich wzbudziło nienawiść Serbów i Bośniaków. W Europie wojna wisiała na włosku.
Na pretekst za sprawą Słowian nie trzeba było długo czekać. 28 czerwca 1914 roku w Sarajewie, stolicy Bośni Gawriło Princip - serbski student, członek tajnego antyhabsburskiego stowarzyszenia Czarna Ręka zastrzelił następcę tronu - arcyksięcia Ferdynanda i jego małżonkę. Zamach wywołał "zasadę domina", dokładnie miesiąc później, 28 lipca 1914 roku Austro-Węgry wypowiedziały wojnę popieranej przez Rosję, Serbii, a Niemcy - Francji i Rosji. Rosja natychmiast ogłosiła powszechną mobilizację formując 47 dywizji piechoty i 18 dywizji kawalerii. Wojska rosyjskie już we wrześniu 1914 roku pod Lwowem rozbiły wojska austriackie i skierowały się w stronę Galicji i Łemkowyny. Po kilku tygodniach ciężkich walk wyzwoliły Galicję i w październiku wkroczyły na terytorium Łemkowyny, zajmując przed zimą 1914/15 większość część środkowych Karpat.
Zdobyte terytorium, wraz z Łemkowyną leżało na prostej drodze do Austrii, którą planowali zająć Rosjanie. Przez górskie przełęcze, leżące na linii frontu, próbowali przebić się na zachód. Niestety, nie powiodło się przed zimą 1914 roku i front zatrzymał się w Beskidzie Niskim. Strategicznie podsumowując, nie udało się z dwóch zasadniczych przyczyn. Po pierwsze, rosyjska metoda szturmowania "na bagnety", gdy nieprzyjaciel nie przystępował w ogóle do szturmu, lecz seriami karabinów maszynowych "kosił" atakujących. Drugim błędem była spora liczba oficerów niemieckich służących w armii rosyjskiej. Ich zdrada w trakcie działań wojennych przyczyniła się do załamania frontu w Karpatach, który zatrzymał się na całą zimę na linii miejscowości: Ożenna, Grab, Radocyna, Konieczna, Regetów, Wysowa, zwracając się ku północy przez Przysłup, Łosie, Rychwałd, Florynkę, Grybów do Tarnowa.
Okres zimowy miał być sprzymierzeńcem dla wojsk rosyjskich, czego obawiali się Austriacy. Jednak przyjęta skutecznie taktyka wojskowa przez unikanie ataków szturmowych, z czego słynęli Rosjanie, pomogła im przechytrzyć nieprzyjaciela. Austriacy, kosząc ogniem krzyżowym szturmujące wojska rosyjskie, zyskiwali przewagę. W trakcie takich szturmów „na bagnety”, niektóre wsie przechodziły kilkakrotnie z rąk do rąk. Ze wspomnień mieszkańca wsi Czarne dowiadujemy się że:
"Jednej zimowej nocy po Nowym 1915 Roku wojska rosyjskie postanowiły przerwać linię frontu w kierunku Koniecznej, gdzie naprzeciwległej górze ustawione były stanowiska austriackich karabinów maszynowych, a w Koniecznej stała austriacka artyleria. Wojska rosyjskie nocną porą zostały podciągnięte pod linię frontu i stamtąd wczesnym rankiem miały szturmem zająć linię frontu ulokowaną na górze. Kiedy o świcie wojska rosyjskie na czystym stoku górskim rozpoczęły atak szturmowy na pozycje wroga w śniegu z okrzykiem "Ura!", wtedy odezwały się austriackie karabiny maszynowe ze wszystkich stanowisk i krzyżowym ogniem kosili wojska atakujące. Na czystym polu rozpoczął się straszny i nierówny bój, z którego do rana nikt nie wydostał się żywy. Wielki i czysty, bez żadnej osłony stok górski został gęsto zaścielony trupami i rannymi żołnierzami rosyjskimi.
Przez cały dzień aż do zmroku słychać było straszne jęki i krzyki o pomoc, której nikt nie mógł udzielić z uwagi na ogień karabinów maszynowych, który niszczył wszystko, co się ruszało. Kto nie był trupem, ten był ranny, gdyż jedyną osłoną był głęboki śnieg, w którym rannemu lub zdrowemu w ciągu kilkunastu godzin sądzone było zamarznięcie przy minusowej temperaturze. Drugiej nocy wojska rosyjskie nacierały w tym miejscu jeszcze z większą siłą, ale bez skutku i do tego z jeszcze większymi stratami. Na tym maleńkim skrawku pola pozostał mocno zakrwawiony śnieg, z którego krew żołnierzy rosyjskich spłynęła do ziemi karpackiej, pochowanych na pobliskich cmentarzach wojskowych

Front na tej linii stacjonował do maja 1915 roku, kiedy Austriacy ściągnęli ogromne posiłki wojsk własnych i niemieckich. Po wielkiej ofensywie połączonych wojsk austriackich i niemieckich, w bitwie pod Gorlicami w maju 1915 roku, nastąpił odwrót wojsk rosyjskich na całej linii frontu w kierunku wschodnim. Na terenach, gdzie wojska rosyjskie przebywały przez kilka miesięcy, ich odwrót wywołał chaos. Ludzie obawiali się powrotu władzy austriackiej, pamiętając niedawne prześladowania, pobyt w więzieniach powiatowych i w Talerhofie oraz wcielanie chłopów do armii i wysyłanie na fronty do Włoch, Francji i Rosji.
Wycofujące się wojska rosyjskie ostrzegały ludność, że pod panowaniem austriackim będzie gorzej. Zachwalając, obiecywano beztroskie życie w carskiej Rosji, tym którzy zdecydują się udać z wojskami rosyjskimi na Wschód. W tamtych czasach, strach i nadzieja robiły swoje. Za Rosjanami zamierzało jechać sporo mieszkańców niektórych wsi środkowej Łemkowyny, mimo że wykonano tylko część prac wiosennych. Część ludności, kto jak mógł, zaprzęgami i piechotą jechał, a raczej uciekał w nieznane, w obawie przed najgorszym. Wielu, idąc za Rosjanami piechotą, niosło swój cały majątek na plecach. Pierwsze rozczarowania przeżywali we wsiach, przez które przyszło im przejeżdżać: Nieznajową, Rozstajne, Krempną, Polany. Zauważono tam duże zniszczenia - spalone działaniami wojennymi 1914 roku zagrody. Dlatego nie dziwiło, że tamte wsie w części opuszczono wcześniej, gdyż ich mieszkańcy mieli niewiele do stracenia. Wyjeżdżając na Wschód z nadzieją, że tam, dokąd jadą, będzie lepiej i spokojniej.
W tym ostatnim taborze, ciągnącym się z trudem po wyboistych drogach, gdzieś po pięćdziesięciu kilometrach, w okolicach Dukli zaczęto rozważać sens opuszczania rodzinnych stron. Skoro u siebie były jeszcze jako takie warunki do życia, podróż w nieznane mogła okazać się tragiczna w skutkach. Poza tym zabrakło nadziei i tych, co zachwalając, obiecywali wielki dobrobyt na Wschodzie. Po przejechaniu, w sumie, niewielu kilometrów, rozwaga i rozsądek wzięły górę nad obawami przed Austriakami i wszyscy wrócili do domów. Za wojskami rosyjskimi poszli jedynie nieliczni, młodzi kawalerowie w wieku przedpoborowym. Tam, dokąd poszli, w trakcie wojny wybuchła rewolucja, przed którą uciekając, wracali w Karpaty. Władze austriackie na Łemkowynie po odwrocie wojsk rosyjskich wcale nie postępowały gorzej z ludnością. Nadal powoływano chłopów do wojska. Ci, potrzebni im byli im na wszystkich frontach, bo wojna trwała jeszcze trzy lata. Wielu młodych na front, już latem 1915 roku, trafiło prosto z obozu w Talerhofie, co było warunkiem ich zwolnienia.
Po przejściu frontu, władze austriackie zatrudniły specjalne ekipy ludzi do uporządkowania cmentarzy wojskowych na Łemkowynie i na Podkarpaciu. Na podstawie książki Romana Frodyma: "Cmentarze wojskowe z okresu pierwszej wojny światowej w rejonie Beskidu Niskiego i Pogórza - Warszawa – 1985" dowiadujemy się o powstałych w latach 1915-1917 cmentarzach wojskowych. Ogółem uporządkowano, ogrodzono i opisano 365 cmentarzy wojskowych, w tym, na samej Łemkowynie znajdowało się 49. Były one bardzo zadbane. Każda mogiła opatrzona krzyżem, a teren ogrodzony. W większości, wykonane z drewna, dotrwały jedynie do drugiej wojny światowej. W czasie walk na Przełęczy Dukielskiej, w latach 1944-1945, obok niektórych cmentarzy wojskowych z czasów pierwszej wojny światowej, np. w Ożennej, Grabiu, Czarnem i innych, położonych w pobliżu linii frontu, chowano żołnierzy niemieckiego Wermachtu.
Tu, pozwolę sobie podzielić się własnymi spostrzeżeniami, dotyczącymi skutków pierwszej wojny światowej w Karpatach z perspektywy miejscowości, gdzie miały miejsce działania wojenne. W 40. łemkowskich wsiach na 49. cmentarzach wojennych pochowano kilka tysięcy żołnierzy rosyjskich, austriackich, niemieckich i węgierskich. Z tego, kilka tysięcy spoczęło w mogiłach zbiorowych, kiedy około po dwóch lub trzech latach od chwili zakończenia walk frontowych, porządkowano teren cmentarzy. Zadziwiającym jest fakt, że na tak małym odcinku frontowym, o długości blisko 50 kilometrów i szerokości około 20 kilometrów, na terenach górzystych i leśnych toczyły się tak ciężkie walki, zwłaszcza szturmy na bagnety w okresie bardzo śnieżnej i mroźnej zimy.
W Gładyszowie - Wirchni na cmentarzu oznaczonym numerem 61. spoczywa 194 żołnierzy austriackich i 5 rosyjskich. Austriacy z kompanii wiedeńczyków podczas marszu w nieznanym terenie wpadli w rosyjską zasadzkę. Na cmentarzu nr 68 w Ropicy Ruskiej pochowano oddział 86. żołnierzy austriackich, którzy pewnej zimowej nocy 1914-1915 zamarzli w okopach niedaleko Magury Małastowskiej. Natomiast, na cmentarzu nr 126 we Florynce pochowani zostali honwedzi węgierscy, którzy po pijanemu, z niewiadomej przyczyny wdali się w krwawą awanturę pomiędzy sobą. Niewiadoma jest też liczba ofiar owej "przyjacielskiej rzezi".

a. Talerhof
Talerhof leży w południowej Austrii niedaleko Grazu. Przed wybuchem pierwszej wojny światowej nieopodal przebiegała granica z Serbią, a obecnie ze Słowenią. W tej niewielkiej styryjskiej wsi, władze austriackie w 1913 roku zaplanowały, a w 1914 roku założyły okryty tajemnicą wojskową obóz internowania, będący prototypem późniejszych obozów koncentracyjnych. Latem 1914 roku, kiedy zanosiło się na wojnę, w Galicji i na Łemko-wynie władze austriackie w miastach i wsiach dokonywały tajnych spisów ludności, często za sprawą donosów, uznanej za "niebezpiecznych" dla monarchii. Wśród podejrzanych znaleźli się Polacy, Ukraińcy, Cyganie, Żydzi i Łemkowie. Ci, których uważano za zwolenników carskiej Rosji, tzw. "rusofilów". Wystarczyło mieć w domu lub oferować znajomym rosyjsko lub ukraińskojęzyczne wydawnictwa.
Nie wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że pisane wschodnim alfabetem książki i gazety grożą więzieniem. Całkiem naturalną rzeczą było, że znajdowały się one w domach ówczesnej inteligencji, księży, nauczycieli, urzędników i co światlejszych chłopów. Wybuch wojny, w oparciu o tajne listy wywołał masowe aresztowania "rusofilskiej" inteligencji. W tym czasie w Galicji i na Łemkowynie mocno zapełniły się cele wszystkich miejskich i gminnych więzień oraz piwnic przygotowanych dla Rusinów, rzekomo szpiegujących na rzecz Rosji. Wśród więźniów znaleźli się chłopi, księża, nauczyciele, urzędnicy, studenci i gimnazjaliści. W pierwszym transporcie Łemków do Talerhofu znalazł się student prawa Teofil Kuryłło, syn proboszcza z Florynki.
Od pierwszego dnia potajemnie pisał swój "Dziennik Łemka z Talerhofu", w którym wyjawił trudy obozowego życia. Pamiętnik Kuryłły został opublikowany już w 1924 roku w "Talerhofskim Almanachu", oto jego fragmenty:
"Dnia 14 września 1914 roku o godz. 8-mej wieczorem z gorlickiego więzienia wyjechał pierwszy transport Łemków. Do końca nie ogłaszano, gdzie będą transportowani ci ludzie, tylko ładowano ich po 40 osób do wagonu towarowego. Na wagonach żandarmi powywieszali hasła: "Jadą moskofile - wrogowie Austrii."
18 września dojeżdżamy do miasta Graz. Tam czekają na nas żołnierze z talerhofskiego łagru i ustawiają nas w 4-ki. Idziemy pieszo do łagru pod uderzeniami kolb karabinów i kopniaków (ok. 5 km drogi) Transport rozdzielono do namiotów, w których jest po kilka snopów słomy. Spać można tylko siedząc, opierając się o snopy. Wychodzić z namiotu pozwalają tylko w obecności żołnierza i to na krótką chwilę. Od czasu wyjazdu z Gorlic - 4 dni nie dali nic ciepłego do jedzenia.
21 października t.r. Z baraku nie wolno wychodzić w godz. 5 wieczorem do 11 rana. Do tego czasu było już 66 pogrzebów.
16 grudnia t.r. W baraku jest nas 212 osób, między którymi jest dużo chorych. Codziennie kilka osób idzie do szpitala. Pasożytów jest tak dużo, że nie sposób ich zniszczyć. Słoma, pełno błota i wszy".

Obóz powstał latem, a pierwsze baraki zaczęto budować dopiero w październiku 1914 roku. Dotąd, więźniowie stłoczeni pod gołym niebem, sypiali w wojskowych namiotach. W sumie, wybudowano 42 baraki, a w jednym lokowano około 200 więźniów. Z tego wynika, że obóz mógł pomieścić około 8,5 tysiąca więźniów. Szacuje się, że przez Talerhof przewinęło się ponad 30 tysięcy ludzi.
Ogrzewanie baraku zimą dawał zaledwie jeden żelazny piec. Z zimna, głodu i braku opieki lekarskiej zaczęły panować tyfus, dur brzuszny, a nawet cholera. Bardzo prymitywne warunki, na jakie narażeni byli internowani, głównie stęchła słoma, którą wyścielano prycze i błotnistą ziemię w barakach oraz rozmnażające się w niej robactwo, roznoszące choroby zakaźne przyczyniło się do tego, że już w listopadzie wybuchła epidemia. Po czterech miesiącach pobytu Teofil Kuryło pisał:
"Dnia 17 stycznia 1915 r. w nocy zmarło 15 osób. Władze obozu w pośpiechu zamieniają barak Nr 12 na szpital, gdyż w innych szpitalach zabrakło już miejsc. Prawie w żadnym baraku nie było już zdrowych więźniów oprócz naszego. Z naszego baraku zabierają codziennie do roboty po 170 osób. Od lekarzy dostaliśmy naftę, którą nacieramy ciało dla ochrony przed różnym robactwem. Prosto z łaźni gonią nas do roboty, do czyszczenia chodników ze śniegu, który pada i pada, a wiatr ciągle zawiewa. Tego dnia w obozie zmarły 23 osoby. Następnego dnia wypadła druga Wigilia - Jordan.
Święcenie wody wypadło cudownie, chóry męskie, pięknie śpiewały. Wieczorem przeszła procesja z 12-ma trumnami na miejsce "Pod sosnami". Innego dnia, na placu obozowym urządzają pośmiewisko - ksiądz grekokatolicki musi wozić na taczkach Żyda, a innego dnia odwrotnie, Żyd musi wozić księdza".

Dopiero po blisko trzech latach funkcjonowania o obozie internowania dowiedziała się opinia światowa. Organizacja Światowej Ligi Narodów po przeprowadzeniu kontroli, na miejscu orzekła, że więźniów przetrzymywano w nieludzkich warunkach. Wydała nakaz jego zamknięcia i uwolnienia wszystkich więźniów, co nastąpiło w maju 1917 roku. Po przyłączeniu Austrii do Rzeszy w 1938 roku, cmentarz "Pod sosnami" musiał ustąpić miejsca składowi amunicji. Zgodnie z międzynarodową konwencją o ochronie mogił wojennych, prochy pochowanych tam więźniów przeniesiono na najbliższy cmentarz parafialny w sąsiedniej wsi Feldkirchen, umieszczając w zbiorowej mogile. Na jej miejscu postawiono prostą kapliczkę w kształcie rotundy zwieńczoną kopułą i trójramiennym krzyżem. Wewnątrz na ścianie umieszczono napis w języku niemieckim:
"Umarli z dala od ojczyzny. Spoczywa tu 1767 mężczyzn, kobiet i dzieci ze Wschodniej Galicji i Bukowiny, ofiar wojny światowej 1914-1917. Pokój ich duszom".
Nazwiska pochowanych tu więźniów zapisano w starej księdze zgonów, która znajduje się w miejscowej parafii. W 90. rocznicę przybycia pierwszego transportu Łemków do Talerhofu, 18 września 2004 roku, Zarząd Główny Stowarzyszenia Łemków zorganizował wyjazd do jednego z najważniejszych miejsc w historii Łemków.
Wtedy też, na cmentarzu w Feldkirchen, prawdopodobnie po raz pierwszy, odprawiono prawosławne nabożeństwo żałobne - parastas, (panychydę) podczas którego dokonano poświęcenia przywiezionej i zamontowanej wewnątrz kaplicy tablicy pamiątkowej z napisem w języku niemieckim i łemkowskim: "Pamięci Łemków - ofiar Talerhofu 1914-1917 r. w 90. rocznicę uwięzienia - Stowarzyszenie Łemków".

Wykaz więźniów według Almanachu Talerhofskiego:
Powiat Nowy Sącz z 30 wsi
1. Krynica 25 osób
2. Łabowa 22 osób
3. Tylicz 19 osób
4. Mochnaczka 12 osób
5. Powroźnik 11 osób (zmarły 4)
6. Łabowiec 10 osób (zmarły 3)
7. Nowa Wieś 9
8. Królowa Ruska 8
9. Piorunka 8
10. Szczawnik 6
11. Nowy Sącz 6
12. Florynka 5
13. Żegiestów 5 (zmarły 2)
14. Binczarowa 4

Dla uzupełnienia wykazu należy wymienić szesnaście wsi: Andrzejówka, Berest, Bogusza, Czyrna, Jastrzębik, Kamianna, Kotów, Krościenko, Muszynka, Polany, Roztoka, Słotwiny, Szlachtowa , Wierchomla, Zubrzyk oraz Złockie, skąd uwięziono od jednej do trzech osób.

Powiat Gorlice z 36 wsi
1. Łosie 33
2. Zdynia 25 (zmarły 2)
3. Wysowa 22 (zmarło 8)
4. Gładyszów 21 (zmarło 4)
5. Ropica Ruska 20 (zmarły 3)
6. Regetów Dolny 19 (zmarły 2)
7. Bartne 18 (zmarły 4)
8. Czarne 18 (zmarła 1)
9. Bielanka 16 (zmarły 3)
10. Długie i Małastów po 14 (zmarły po 2)
11. Skwirtne i Smerekowiec po 13 (zmarła 1)
12. Radocyna 12
13. Klimkówka 11
14. Lipna i Uście R. po 10 (zmarły po 3)
15. Hańczowa i Wapienne po 10
16. Bednarka 9 (zmarła 1)
17. Konieczna i Rozdziele po 8 (zmarła 1)
18. Blechnarka i Nowica po 7
19. Nieznajowa i Izby po 6 (zmarły po 3)
20. Czarna 5

W powiecie grybowskim, podobnie jak wyżej, od jednej do trzech osób uwięziono ze wsi: Banica k. Krzywej, Brunary, Dolina, Kwiatoń, Krzywa, Leszczyny, Ług, Męcina, Ropki, Pętna, Przysłup, Stawisza, Śnietnica, Wołowiec.

Z powiatów wschodnich z 34 wsi byli więzieni:
1. Sanok 27 (zmarły 3)
2. Olchowiec 20 (zmarło 6)
3. Grab 17 (zmarły 3)
4. Wyszowatka 8 (zmarły 3)
5. Krosno 7
6. Ripnik,Czornoriky, Krasna po 6 (zmarło po 2)
7. Polany, Mszana, Wanowka po 5
8. Tylawa, Myscowa, Wróblik K. po 4 (zmarła 1)

W pozostałych dwudziestu dwu wsiach zatrzymano do trzech osób.

Almanach Talerhofski podaje sto miejscowości oraz ponad dwa tysiące więźniów z Łemkowyny, z czego ponad dwustu zmarło. Z uwięzionych 33 księży, dwóm nie dane było podzielić losu więźniów Talerhofu. Zostali rozstrzelani w kraju. Jedyny wówczas prawosławny duchowny wśród Łemków, Maksym Sandowicz zginął w Gorlicach oraz greckokatolicki, Piotr Sandowicz wraz z synem Antonim, w Nowym Sączu. Powyższe dane świadczą, że przez trzy lata co druga parafia na Łemkowynie pozbawiona była swego proboszcza. Biorąc pod uwagę wielkość łemkowskich wsi, średnio liczących od 40 do 150 rodzin, można przyjąć, że w niektórych, np.: Zdyni, Ropicy Ruskiej, Regetowie, Czarnym, Bielance, Lipnej, Grabiu nawet co trzeci gospodarz był więźniem Talerhofu.

Ks. Maksym Sandowicz
Urodził się 1 lutego 1886 roku w Zdyni jako syn cerkiewnego psalmisty Tymoteusza Sandowicza. Od najmłodszych lat wykazywał się gorliwą pobożnością. Po ukończeniu gimnazjum udał się do unickiego klasztoru bazylianów w Krechowie. Rozczarowany poziomem życia duchowego, wkrótce przeniósł się do Ławry Poczajowskiej na Wołyniu. W zetknięciu z niespotykaną wcześniej duchowością, słynącego z wysokiego poziomu prawosławnego monasteru, zdecydował się wstąpić do prawosławnego seminarium duchownego w Żytomierzu. Po jego ukończeniu ożenił się z Pelagią Grygoruk, córką prawosławnego duchownego z Nowego Berezowa na Podlasiu i przyjął święcenia kapłańskie. Jako pierwszy prawosławny duchowny od przyjęcia unii, postanowił powrócić w rodzinne strony. Pierwszą jego parafią był Grab. Odprawiał również w Wyszowatce, Długim i Czarnem. Od początku swej posługi za propagowanie prawosławia był prześladowany przez władze austriackie. 28 marca 1912 roku aresztowany i oskarżony o szpiegostwo na rzecz Rosji wraz z grupą inteligencji osadzony w więzieniu. W czerwcu 1914 roku uniewinniony w głośnym procesie Bendasiuka we Lwowie.
Po wydaniu uniewinniającego wyroku, współoskarżeni udali się na emigrację do Rosji i Szwajcarii. Ksiądz Maksym Sandwicz, nie zważając na ich namowy, pragnął wrócić do rodzinnej Zdyni. W sierpniu 1914 roku został aresztowany wraz z ojcem i bratem. Kilka dni później aresztowano małżonkę Pelagię. Rankiem 6 września 1914 roku przybyły dzień wcześniej z Linzu rotmistrz Dietrich, bez przeprowadzenia śledztwa i wyroku, rozkazał rozstrzelać niewygodnego kapłana. Egzekucji dokonano na więziennym dziedzińcu, gdzie dziś mieści się Sąd Rejonowy w Gorlicach. Tragicznemu wydarzeniu przez więzienne kraty przyglądała się brzemienna Pelagia Sandowicz. Od początku stał się dla Łemków symbolem trwania w wierze przodków. Przez lata, zanim w osiemdziesiątą rocznicę (1994 r.) Synod Biskupów Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego zaliczył o. Maksyma Sandwicza w poczet świętych. Dla wielu jego wizerunek przez lata był symbolem rusińskiej tożsamości.
W dniach 5 i 6 września 2007 roku relikwie Św. Męczennika Maksyma zostały uroczyście przewiezione ze Zdyni, gdzie spoczywał od 1922 roku na miejscowym cmentarzu do cerkwi Świętej Trójcy w Gorlicach.

b. Nadzieja na wolność 1918 - 1921
W pierwszym kwartale 1918 roku podpisano akt zakończenia pierwszej wojny światowej. Wielowiekowa monarchia Habsburgów przeszła do historii, dzięki czemu niepodległość odzyskały państwa i narody, przez wieki wchodzące w jej skład: Polska, Węgry i Czechosłowacja, a także nowo powstałe, Rumunia i Jugosławia. W wyniku wydzielenia nowych granic, najbardziej rozproszona została ludność rusińska w dawnej monarchii określana mianem: Rusnaków, Rutenów, Rusinów i Łemków. W 1918 roku znalazła się w granicach wyżej wymienionych państw oraz pozostałej w granicach ziem ukraińskich, Rusi Zakarpackiej.

- Ukraińskie Zakarpacie - Rusini 640 około tys. osób
- Polska - Łemkowie 140 około tys. osób
- Słowacja - Rusini 130 około tys. osób
- Jugosławia (Serbia) - Rusnacy i Rusnacy Baczw. 25 około tys. osób
- Rumunii - Rusini 20 około tys. osób
- Czechy - Rusini 12 około tys. osób
- Jugosławia (Chorwacja) - Rusnacy 5 około tys. osób
- Węgry - Rusini (Ruteni) 3 około tys. osób

Podane dane należy uzupełnić o Rusinów przebywających na emigracji w Ameryce Północnej - ok. 620 tys., Kanadzie - ok.22 tys. i Australii - ok.3 tys. Wynika z tego, że ogółem, przed drugą wojną światową Rusini stanowili około 1.620 tys.
W sytuacji chaosu geopolitycznego po zakończeniu wojny powołano Karpatoruską Radę Narodową. W tym samym czasie na Łemkowynie nie było ustalonych jeszcze granic, więc do nowego podziału Europy postanowili przystąpić Rusini. Już w listopadzie 1918 roku powołano na Słowacji w Preszowie Ruską Radę Narodową. W tym czasie nie było żadnej władzy na terenach Łemkowyny. Sprawa granicy południowej z Czechosłowacją była jeszcze nie ustalona przez Komisję Pokojową w Paryżu. Wobec początkowo niesprecyzowanego stanu granic nowo powstałych państw, sprawa ciągnęła się przez pierwsze trzy lata po wojnie. Poza kilkoma propozycjami nie było konkretnych ustaleń, gdyż nie wiedziano, jak potoczą się sprawy granic, związanych z dość liczną ludnością rusińską, która zaczęła domagać się autonomii. W nadziei na lepszą przyszłość, chcieli jedności terenów pomiędzy północnymi i południowymi stokami Karpat. Przekonani, że podział Rusinów Karpackich dla Łemków w granicach Polski, których większa część przez setki lat związana była gospodarką, handlem, obyczajami i kulturą ze stroną słowacką, będzie niekorzystnym rozwiązaniem.
Mieszkający obok chłopi polscy, z północy i zachodu, uprawiali niewielkie poletka, a prawie cały handel znajdował się w rękach Żydów, nie tylko w miastach, ale i niemalże w każdej wsi. Z tej przyczyny, na całej Łemkowynie za sprawą wieców próbowano znaleźć korzystniejsze rozwiązanie. W listopadzie 1918 roku w Świątkowej Wielkiej w powiecie jasielskim odbył się wiec sondażowo-informacyjny, podczas którego wśród społeczności łemkowskiej zdecydowanie wyodrębniły się dwa nurty: łemkowski i ukraiński. Na kolejnym wiecu, 21 listopada 1918 roku opcja łemkowska uzyskała widoczną przewagę.
W tym samym czasie, 30 kilometrów na wschód, w Wisłoku Wielkim miejscowy proboszcz Pantalejmon Szpylka zwołał wiec chłopski, na którym ogłosił powstanie Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej. Wkrótce ruch ten objął ponad 30 wsi w okręgu Łupków - Wysoczany - Karlików ze stolicą w Komańczy, nazwaną Republiką Komańczańską. Nowe jej władze, na potrzeby organizacyjno - porządkowe planowały powołanie do służby administracyjnej i policyjnej w liczbie około 1000 osób, do czego brakowało ludzi oraz środków na ich utrzymanie.
Następny i jeden z ważniejszych wieców odbył się 27 listopada 1918 roku w Gładyszowie. Zgromadził blisko dwóch tysięcy Łemków z powiatów gorlickiego i grybowskiego. Wiec ten był rusofilską manifestacją, na którym przyjęto tezę, że Łemkowyna nie może należeć do Ukrainy, tylko do Rosji. W celu rozpoczęcia działalności administracyjnej na terenach zamieszkiwanych przez Łemków powołano Ruską Radę w Gładyszowie. Wkrótce ustalono, że działalność Rady powinna być rozszerzona na inne tereny i dlatego dotychczasowa Ruska Rada została zmieniona na Powiatową Ruską Radę w Gładyszowie dla powiatów: gorlickiego, jasielskiego i krośnieńskiego.
Wkrótce Powiatową Ruska Radę przeniesiono do wsi Czarne. Na jej czele stanął ks. Michał Jurczakiewycz, proboszcz parafii w Czarnem, Lipnej i Nieznajowej, a sekretarzem został wybrany Serhij Durkot. W tym też czasie, w Śnietnicy powstała PRR dla powiatu grybowskiego, wkrótce przejęta przez PRR w Binczarowej, na czele której stanął dr Jarosław Kaczmarczyk. Dla powiatów: nowosądeckiego i nowotarskiego powstała PRR w Krynicy z przewodniczącym dr. Aleksandrem Cichańskim. Na wschodzie PRR w Sanoku, kierowana przez dr. Aleksandra Sawiuka.
Wydarzenia toczyły się w zadziwiającym tempie, gdyż już 5 grudnia 1918 roku, dla koordynacji wszystkich Powiatowych Rad (PRR), zwołany został we wsi Florynka wiec składający się z około 500 delegatów z 130 wsi, na którym powołano Naczelną Radę Łemkowyny w składzie:
- ks. Michał Jurczakiewycz - przewodniczacy z Czarnego,
- dr Dymitr Sobyn - sekretarz z Bartnego,
- dr Jarosław Kaczmarczyk - minister spraw wewn. z Binczarowej,
- ks. Dymitr Chylak - minister spraw zagranicznych z Izb,
- Mikołaj Gromosiak - minister rolnictwa, nauczyciel z Krynicy.
Wybrano też Komitet do spraw Współpracy z Innymi Państwami, a szczególnie, z Polską i Węgrami. Naczelna Rada Łemkowyny wydawała dla nowej administracji ustawy, zarządzenia i inne potrzebne akty prawne.
Po dwóch tygodniach, tj. 21 grudnia 1918 roku, Karpatoruską Radę Narodową w Preszowie i Naczelną Radę Łemkowyny z Florynki połączono w jedną Karpatoruską Narodową Republikę w Preszowie na czele ze znanym działaczem, Antonim Beskydem, zwolennikiem połączenia Rusinów po obydwu stronach Karpat w jedną całość. Liczono na to, że wspólnymi siłami łatwiej będzie odzyskać wolność i niepodległość. Próbowano po przyłączeniu północnej części Karpat utworzyć jedno państwo rusińskie w granicach Czechosłowacji.
Pod koniec grudnia delegacja z Łemkowyny została przyjęta w Pradze przez prezydenta Czechosłowacji Tomasza Masaryka, który obiecał delegatom: "Zobaczę, co da się zrobić w waszej sprawie". W efekcie, wizyta ks. Michała Jurczakewycza i dr. Aleksandra Cichańskiego na Hradczanach, zaaranżowana przez przywódcę galicyjskich rusofili Dymytrija Markowa, dała złudne nadzieje, które pozostały bez żadnej odpowiedzi.
We władzach nowo powołanej Naczelnej Rady Łemkowyny wśród ministrów najwięcej było duchownych, nauczycieli, doktorów nauk - ludzi starannie wykształconych, władających wieloma językami. Znając dobrze sytuację mieszkańców Łemkowyny, próbowali umocnić wśród społeczności prawo do wolności i niepodległości oraz samostanowienia o sobie, czemu z niepokojem przyglądały się władze polskie. W połowie stycznia 1919 roku polskie legiony skutecznie rozprawiły się z Republiką Komańczańską, doprowadzając do jej likwidacji.
Tymczasem, 23 stycznia 1919 roku na wyjazdowym posiedzeniu Naczelnej Rady Łemkowyny w Krynicy postanowiono rozwiązać tamtejszą PRR, aby przyłączyć ją do Karpatoruskiej Narodowej Republiki w Preszowie, a 29 stycznia, z tego samego powodu, rozwiązała się PRR w Czarnem. Ustalono, że o ile nie jest możliwe połączenie z Rosją, to najlepiej będzie żyć z braćmi w granicach Republiki Czechosłowackiej. To spotkało się ostrym protestem władz polskich, obawiających się oderwania Łemkowyny od Polski. W Nowym Sączu strona polska rozważała sprawę powołania dodatkowych sił wojskowych z wykluczeniem Łemków, aby uniemożliwić takie połączenie Rusinów.
Narastające nastroje narodowowyzwoleńcze doprowadziły do inwigilacji łemkowskich działaczy. Dnia 21 stycznia 1919 roku, trzem liderom Naczelnej Rady Łemkowyny udało się zbiec przed aresztowaniem na Słowację do Preszowa, gdzie zmuszeni byli żyć kilka lat na wygnaniu. Karpatoruska Narodowa Republika w Preszowie ogłosiła, że jest jedyną władzą na obszarach północnych i południowych stoków Karpat. Nikt jednak nie respektował jej protestów przeciwko podziałowi ziem zamieszkujących przez Rusinów i Łemków.
W tym czasie, po północnej stronie Karpat rozpoczęły się aresztowania i nawracanie ludności łemkowskiej do posłuszeństwa. Doświadczył tego ks. Roman Prysłopski, proboszcz parafii w Żegiestowie, jednoczesnie redaktor ukazującego się w Preszowie Głosu Ruskiego Narodu, który został pobity do nieprzytomności. Ks. Dymitr Chylak został aresztowany i uwięziony w podkrakowskim Dąbiu. Aresztowano też naczelników pochodzenia łemkowskiego w gminach: Wysowa, Uście Ruskie i Regetów. Na obszarze całej Łemkowyny rabowano, bito, aresztowano bez sądów i dręczono niewinnych ludzi.
Władze polskie nie respektowały też ważnego dekretu Rady Regencyjnej w Paryżu, według którego żadna mniejszość narodowa w Polsce nie powinna być powoływana do czynnej służby wojskowej. Tymczasem wciąż nakazywała: "W gminach ruskich mieć na oku agitatorów łączenia z Czechosłowacką Republiką". W lutym przeprowadziły pacyfikacje na całej Łemkowynie. Mówiono o nasileniu się represji wobec aktywistów łemkowskich, szczególnie dr. Jarosława Kaczmarczyka. Przewodniczący ksiądz Michał Jurczakiewycz uratował się uciekając 3 marca 1919 roku. Później opisał to we wspomnieniach:
"Udało się na dziesięć minut przed napadem 250-ciu żołnierzy. Chcieli mnie złapać i jak sami mówili - powiesić. Tylko cudem uratowałem się od śmierci. Napad ten barbarzyństwem przewyższał ordę tatarską. Strzelano do ludzi jak do psów, grabiono".
8 marca znalazł się w Koszycach i złożył sprawozdanie, pisząc, że cała Łemkowyna jest sterroryzowana przez władze polskie. Ludzie boją się wychodzić z domów, a wojsko grozi spaleniem wiosek. Napisał, że potrzebne jest zwrócenie się do Organizacji Pokojowej w Paryżu, aby natychmiast zajęła się sprawą ludności łemkowskiej, która jest bezbronna wobec władz polskich, stosujących różne represje, tylko za to, że pragnie połączenia się z Rusinami słowackimi, sąsiadami od wieków.
Pod nieobecność ks. M. Jurczakiewycza, przewodnictwo ruchu łemkowskiego próbował przejąć dr. Jarosław Kaczmarczyk z PRR w Binczarowej. W dzień Wielkanocy 1919 roku, 250 osobowy oddział wojska polskiego okrążył wieś i dom Kaczmarczyków - miejscową plebanię. Proboszcza, ks. Teofila Kaczmarczyka pytano o ukrytą broń. W tym celu przeprowadzona rewizja nie dała spodziewanych rezultatów, ani innych dowodów antypolskiej działalności.
Dnia 30 marca 1919 roku ponownie aresztowano ks. Chylaka, który w aresztach przebywał najczęściej ze wszystkich działaczy Naczelnej Rady Łemkowyny. W aktach nowo narodzonych dzieci w rubryce "miejsce urodzenia", wpisywał: Ruska Narodna Republika. Również w pismach do różnych urzędów polskich pisał listy, przez co władze państwa polskiego uznawały go za zdrajcę. W odniesieniu do obowiązku służby wojskowej Łemków był zdania, że mniejszość narodowa, w świetle ówczesnego prawa międzynarodowego, nie podlegała czynnej służbie wojskowej.
W kwietniu 1919 roku ks. Michał Jurczakiewycz dostał pozwolenie na powrót do Czarnego z gwarancją nietykalności osobistej. Postanowił wrócić w Wielki Piątek, 18 kwietnia. Jednak jego "nietykalność" respektowano tylko do 22 kwietnia 1919 roku, kiedy nocą plebanię okrążyło 50. żołnierzy i aresztowało księdza, odstawiając w kajdankach do Gorlic, gdzie dołączył do członków PRR z Czarnego. Do połowy czerwca 1919 roku prowadzono dochodzenia i przeprowadzono proces sądowy, z którego nie zachowały się żadne dokumenty.
W czerwcu 1919 roku na Łemkowynie przebywał kapitan armii amerykańskiej, Merian Cooper delegowany przez Amerykańską Organizację Pomocową dla rozpoznania i oceny sytuacji politycznej i żywnościowej ludności łemkowskiej, gdyż w Karpatach lata 1918-1919 ze względu na wielki nieurodzaj i ogólnie, stan żywności, oceniano katastrofalnie.
Organizacje łemkowskie z Ameryki organizowały pomoc dla rodaków w kraju, ale, jak się później okazało, do rodzin łemkowskich trafiała zaledwie mała ich część. Mimo pism, skarg i przeprowadzanych kontroli, nikt nie wykrył żadnych nadużyć, ponieważ na szczeblach powiatowych nie zatrudniano urzędników pochodzenia łemkowskiego.
Po procesie sądowym ks. Michał Jurczakiewycz zaprzestał dalszej działalności politycznej, przeniesiony do pracy duszpasterskiej w Galicji. Te wydarzenia w historii ruchu łemkowskiego potraktowano jako zakończenie działalności politycznej Naczelnej Rady Łemkowyny, choć areszty i procesy sądowe toczyły się jeszcze do 1921 roku.
Aktem protestu wobec przynależności do Polski było nie zgłaszanie się młodych Łemków do czynnej służby wojskowej. Terenowe władze w Polsce, nie zważając na międzynarodowe postanowienia, nieustannie poszukiwały zbiegłych mężczyzn do tworzących się polskich legionów. Ustalono, że w powiecie grybowskim z 18 wsi, do wojska nie zgłosiło się 172 mężczyzn, a w powiecie gorlickim, z 13 wsi - 138. Najwięcej w Boguszy i Izb po - 32, Binczarowej - 24, Banicy - 21. W innych wsiach o wiele mniej. Wielu ukrywało się na Słowacji. Na Łemkowszczyźnie żandarmi stosowali często niespodziewane łapanki, podczas których nie obyło się bez ofiar. W Tyliczu, Muszynie i Bielicznej zabito po jednym, uchylającym się od wojska, mężczyźnie. Wiele spraw trafiało do sądów powiatowych.
W samą Wigilię, 6 stycznia 1921 roku zaaresztowano trzech łemkowskich "prowokatorów": dr. Jarosława Kaczmarczyka, ks. Dymitra Chylaka i Mikołaja Gromosiaka - rząd Naczelnej Rady Łemkowyny. Po półrocznym pobycie w więzieniu, 10 czerwca stanęli oni przed Sądem Rejonowym w Nowym Sączu. Dr Lew Hankiewicz, adwokat z Przemyśla broniący oskarżonych w ostatnim słowie powiedział: "Zasądźcie ich, ale po powrocie do swoich domów powiedźcie opinii publicznej, że Łemkowie chciecieli tylko tego, co wy już macie", mając na uwadze wolność i niepodległość narodową bez użycia siły.
Po wysłuchaniu aktu oskarżenia, przesłuchaniu świadków i obrony, dopiero około dziewiątej wieczorem, Sąd wydał ostateczny wyrok: "Zwolnić i uniewinnić wszystkich oskarżonych, biorąc za podstawę fakt, że oskarżeni nie działali w interesie własnym - osobistym, lecz w interesie społecznym - swego narodu łemkowskiego."
Nie udało się Łemkom pozyskać poparcia żadnego państwa w Europie i na świecie. Karpatoruska Rada Narodowa w Preszowie, zajęta własnymi problemami wewnętrznymi, okazała się mało skuteczna w zabiegach wolnościowo-niepodległościowych i w efekcie, nie otrzymała autonomii. Naczelna Rada Łemkowyny, choć przetrwała zaledwie szesnaście bardzo trudnych miesięcy, to jednak była dobitnym przejawem i świadectwem wielkich oraz niespełnionych dążeń Łemków do pełnej wolności, niezależności i samostanowienia w latach 1918-1921.
Ciąg dalszy nastąpi...

Tytuły następnych rozdziałów
6. Okres międzywojenny 1918-1939
      a) Ruch religijny 1926-1936
      b) Odpusty
      c) Oświata
      d) Obyczaje i tradycje
      e) Kultura
      f) Gospodarka
      g) Rzemiosło i przemysł wiejski
7. Łemkowyna w drugiej wojnie światowej 1939-1945
      a) Okupacja
      b) Zielona granica
      c) Ruch oporu
      d) Kontyngenty
      e) Udział Łemków w zakończ. II wojny światowej 1944-45
8. Nieodwracalne tragedie po II wojnie światowej
      a) Przesiedlenia na Wschód w latach 1940 i 1945-46
      b) Akcja "Wisła" 1947 r. i jej skutki
      c) Łemkowie ofiarami COP w Jaworznie
      d) Życie na wygnaniu 1947 - 1956
9. Ratowanie tożsamości narodowej po 1956 r.
      a) Powroty, organiz. społeczne, zespoły artystyczne,
      b) Organiz. społeczne, Watry, szkolnictwo
10. Łemkowyna po 60 latach - jej rozwój i zniszczenia
      a) Wykaz nieistniejących wsi
      b) Kącik łemkowskich dziejów i ciekawostek
11. Asymilacja
12. Zakończenie
13. Bibliografia - źródła
Chmury i słońce nad Łemkowyną - część I-sza



beskid-niski.pl na Facebooku


 
636

Komentarze: (0)Dodaj komentarz | Forum
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Imię i nazwisko:
E-mail:
Tekst:
Suma liczb 2 i 1: (Anty-spam)
    ;


e-mail: bartek@beskid-niski.pl
Copyright © 2003 - 2016 Wadas & Górski & Wójcik
Wsparcie graficzne: e-production.pl
praca w Niemczech|prosenior24.pl
Miód
Idea Team
Tanie odżywki
Ogląda nas 8 osób
Logowanie