• Kermesz - fragment książki "Od Magury po Osławę"
  • "Opowieści galicyjskie" - fragment

"Życie Łemka"
  • Część I-sza
  • Część II-ga
  • Część III-ia
  • Część IV-ta
  • Część V-ta
  • Część VI-ta
"Kasarnia powodem dramatu"
  • Część I-sza
  • Część II-ga
  • Część III-ia
  • Część IV-ta
  • Część V-ta
  • Część VI-ta
"Ginąca natura"
  • Część I-sza
  • Część II-ga
  • Część III-ia
  • Część IV-ta
  • Część V-ta
  • Część VI-ta
"Chmury i słońce nad Łemkowyną"
  • Część I-sza
  • Część II-ga
  • Część III-ia
  • Część IV-ta

 

/ Łemkowie / Wspomnienia, opowiadania, relacje / Kermesz - fragment książki "Od Magury po Osławę"
 

3. Kermesz

Fragment książki autorstwa Jana Gajura "Od Magury po Osławę. Podróż sentymentalna po Łemkowszczyźnie" wydanej w 2004 roku nakładem Wydawnictwa ARETE II

Był maj. Najpiękniejszy miesiąc w roku. W maju pięknie jest nawet w "gotyckim kurniku", jak poetycko nazywa miasto Jerzy Harasymowicz. Wjeżdżając do Olchowca odnoszę wrażenie, że zanurzam się w zaczarowaną krainę, zamkniętą zewsząd wzgórzami. Jak w Edenie - dolinę przecina uroczy potok Wilsznia. Wyniosłe jodły i buki zapraszają do cienie. Na straży wsi stoi Horb, jak biblijny anioł u bram raju. Modrzewiowa cerkiew przegląda się w wodach Olchowczyka. Na kamiennym moście prowadzącym do świątyni zatrzymał się czas. Przysiółki, Wilsznia i Baranie, jak dwa satelity, dopełniają całości bajkowej scenerii. Minęło już pięć stuleci odkąd w tej malowniczej dolinie lokowano wieś. Pierwotnie była własnością zubożałego rycerskiego rodu Wojszyków. Wkrótce, poprzez koligacje rodzinne, Olchowiec przeszedł na własność rodziny Stadnickich. W XIX w. Wieś kupili bracia Thonet z Wiednia. Żyjący tu Łemkowie wiedli skromne i proste życie. Często wyjeżdżali do pracy na Słowację. Dopiero XIX wiek przerwał monotonne i biedne życie mieszkańców, a to za sprawą nowych właścicieli, braci Thonet. Inwestowali oni spore pieniądze w przemysł drzewny. Tereny były wręcz wymarzone na tego rodzaju inwestycje. Olchowiec - długo bez cerkwi i bez znaczenia - wydawał się być, zapomnianym przez Boga i ludzi, miejscem. Dopiero w 1792 r. stanęła we wsi pierwsza cerkiew. Wieś była zbyt biedna, by podołać budowie sakralnego obiektu. Przeniesiono zatem drewnianą maleńką cerkiew ze Słowacji i ustawiono ją nad brzegiem Olchowczyka. Musiało jednak minąć kolejne sto lat, zanim Olchowiec stał się siedzibą parafii. Na razie "słowacka" cerkiew była świątynią filialną. Wieś należała do greckokatolickiej parafii w Polanach. Wraz z rozwojem przemysłu drzewnego, w Olchowcu zaczynają osiedlać się nowi mieszkańcy. Wraz z przysiółkami liczy około ośmiuset Łemków. Rodzin polskich było zaledwie osiem.
Jak już wspomniałem, pod koniec XIX w. w Olchowcu erygowano parafię. Wiązało się to z potrzebą wybudowania plebanii. co też uczyniono.
Teraz Olchowiec stał się dla okolicznych wsi - Ropianki, Baraniego i Wilszni - ośrodkiem życia religijnego; został też podniesiony do rangi gminy. Na przełomie wieków wieś jest bardzo rozległa; rozciąga się na południe, aż po dzisiejszą granicę słowacką, do przełęczy obok wzgórza Baranie; na zachód jego naturalnym przedłużeniem jest przysiółek Baranie, leżący przy potoku o tej samej nazwie; na wschód - przysiółek Wilsznia. Przysiółki stanowią urocze enklawy chałup położonych pośród nieprzebytych lasów. Niestety, I wojna światowa, już na samym początku, wtargnęła z całą swą niszczycielską mocą na tę sielską dolinę. Płonęły łemkowskie chyże. Spłonęła plebania. Olchowiec podzielił los innych wsi Beskidu Niskiego.
W okresie międzywojennym, wieś podniosła się ze zniszczeń. Zwłaszcza w latach trzydziestych, wieś zaczęła nadrabiać zapóźnienia. I tak, w 1932 r., powstaje szkoła. Co ciekawe, językiem wykładowym jest również - łemkowski. Zadaje to kłam oskarżeniom, kierowanym przez niektórych, wobec II Rzeczypospolitej o narzucanej mniejszościom narodowym polonizacji. Przykład Olchowca, przecież nie jedyny, stanowi dowód na to, że ówczesne władze dbały o zachowanie religijnej i kulturowej odrębności Łemków.

Apel Krystyny Pieradzkiej, autorki książki "Na szlakach Łemkowszczyzny": "...Ratujmy dawne zabytki, cerkwie łemkowskie, w ich pierwotnym wyglądzie..." - możemy śmiało odnieść również do faktu dbałości władz w zakresie zachowania odrębności tej części Polski w sferze kultury, ducha, języka - a nie wyłącznie w sferze historycznych dóbr materialnych. W latach 1932-1934, mieszkańcy Olchowca poddają gruntownej odbudowie niszczejący budynek cerkwi. Świątynia pod wezwaniem "Przeniesienia Relikwii św. Mikołaja" przedstawiała smutny obraz. Nie była zapewne nowym budynkiem, gdy trafiła tutaj ze Słowacji. Należy raczej sądzić, że była cerkwią przeznaczoną do rozbiórki, by ustąpić miejsca nowej. Tak więc, Olchowiec przedłużył jej sakralny żywot. Upływający czas oraz wojna, odcisnęły swoje ślady: cieknący dach, gnijące gonty, naruszone konstrukcje. Pomysł "remontu" był bardzo oryginalny. Starą cerkiew - obudowano nowymi ścianami z modrzewiowych desek. Nową więźbę dachową pokryto blachą. Potem, rozebrano - znajdującą się wewnątrz "słowacką" cerkiew - i wyniesiono zużyte materiały. Pozostawiono ikonostas, pojedyncze ikony oraz nadające się do użytku wyposażenie. Nie było jednak dane mieszkańcom długo cieszyć się nową świątynią. Wybuchła II wojna światowa. Niemcy postawili tutaj strażnicę. Mimo okupacji, działała łemkowska szkoła, choć z przerwami. Mogło się wydawać, że tym razem los oszczędzi wieś. Jednak walki we wrześniu i październiku 1944 r. zweryfikowały te nadzieje. Operacja dukielsko-preszowska pozostawiła po sobie pogorzelisko.
Z dziewięćdziesięciu domostw - pozostało zaledwie kilkanaście. Ucierpiała także cerkiew; spłonął ikonostas. Po wojnie, w 1945 r., większość mieszkańców, uwierzyła w propagandowe hasła nacjonalistów i wyjechała na tereny dzisiejszej Ukrainy. Pozostało 27 rodzin. Nie na długo. Także Olchowiec dotknęła akcja "Wisła". Tylko niektórym udało się pozostać we wsi. Duża zasługa w tym - proboszcza ze Żmigrodu, który wystawiał chętnym "łacińskie" metryki... Historia lubi się powtarzać. W ten sposób, wcześniej uratowano wielu Żydów. Jeszcze pięć lat temu, "wielki" Olchowiec stał się małą wioską, bez przysiółków; po Baranim i Wilszni zostały tylko nazwy. Mieszkańcy jednak nie poddali się. To oni, za cenę własnych wyrzeczeń, wyremontowali cerkiew. Niestety, świątynia była nieczynna przez szereg lat. Dopiero w 1953 r., znany już nam z Krempnej, "paroch", ks. Jan Wysoczański podejmuje się sprawować liturgię w obrządku wschodnim. Nie trwało to jednak długo. Władze PRL zareagowały natychmiast i zakazały odprawiania nabożeństw w języku starocerkiewnym. Wobec tego, ks. Wysoczański zaczął odprawiać msze po łacinie... Cerkiew jednak zamknięto. Wieś otrzymała decyzję o rozebraniu świątyni. Otrzymany w ten sposób materiał miał posłużyć do budowy garaży w Miejscu Piastowym. Gdy nadszedł dzień wykonania partyjnych dyrektyw, a w Olchowcu, przed kamiennym mostem, pojawiła się ekipa budowlana, wzmocniona oddziałem milicji - na spotkanie z nieproszonymi "gośćmi" wyszli mieszkańcy, uzbrojeni w siekiery i widły... Milicja nie zaryzykowała otwartej konfrontacji. Cerkiew pozostała. Drzwi zamknięto na kłódkę i zaplombowano. Po kilku dniach, mieszkańcy zerwali plomby i kłódkę. Jednak nabożeństwa odprawiano rzadko, obawiając się zapewne represji. Cerkiew oficjalnie otwarto dopiero w 1978 r. Obecnie służy unitom i katolikom. Mimo historycznych zawirowań, Olchowiec i tak miał szczęście. Nie podzielił losu Wilszni i Baraniego, zarastających trawą, odchodzących w niepamięć. Dalej, w Smerecznem - tylko kamienny krzyż zaświadcza o smutnej historii.

Tymczasem, Olchowiec został i żyje. Wciąż jest małą ojczyzną dla dwudziestu rodzin; w większości łemkowskich. W cerkwi lśni nowy ikonostas; jeszcze pachnie świeżą farbą. Powstał w 1989 r. Wieś może także pochwalić się małym muzeum. W chyży, należącej kiedyś do Michała Gabło, powstała - staraniem p. Tadeusza Kiełbasińskiego - izba łemkowskich pamiątek. Gromadzone zbiory dają nam wyobrażenie o życiu sprzed półwiecza. Sprzęty gospodarcze, narzędzia, naczynia, ubrania - i trochę wyobraźni, a nieruchome przedmioty z przeszłości w tym łemkowskim fotoplastykonie, ożywają... Miejscowa społeczność zadbała nie tylko o materialne przedmioty, lecz sprawiła, że kultura, folklor, religijna tożsamość - stały się treścią życia. Od 1991 roku powrócono do tradycji dawnych odpustów, łemkowskich kermeszów. Odbywa się on w dzień patrona cerkwi, św. Mikołaja, w maju. Nie jest to inscenizacja. To żywa tradycja.
Jest maj. Pachnie ziemia. Dolina przystrojona kwitnącymi krzewami. Z trawy wyglądają ciekawskie stokrotki. Wszystkie pobocza drogi, zielone brzegi potoku, podwórka - wszędzie stoją sznury autokarów i samochodów; na trawie leżą rowery. Moja furmanka dopełnia obrazu. Nikt nie zwraca na nią uwagi. Jest czymś naturalnym. Kamienny mostek dawno już nie widział tylu przechodniów. Cerkiew nie jest w stanie pomieścić wszystkich przybyłych. Tłum stoi na przycerkiewnym placu, na brzegu Olchowczyka, na kamiennym moście, wszędzie... W powietrzu unosi się atmosfera święta. Z cerkwi dobiegają śpiewy. Dzieje się Swiataja Liturgia. Cerkiew rozświetlona setkami płomieni. Pachnie topiący się wosk; miesza się z aromatem kadzideł. Lśnią ikony. Za zamkniętymi carskimi wrotami, za zasłoną ikonostasu, dzieją się cuda, których oko ludzkie nie jest w stanie zobaczyć, a rozum - pojąć. Każdy "łacinnik" powinien, choć raz w życiu, doświadczyć ortodoksji... Po liturgii, tłum gromadzi się przed sceną. Umajona brzózkami i jedliną wprowadza nastrój ludowej zabawy. "Polowa" gastronomia serwuje pieczone kiełbaski, lane piwo prosto z beczki, lody, słodycze. Są też balony; te najzwyklejsze - okrągłe, a także w kształcie serca; inne udają huculskie koniki. Są też stoiska z łemkowską literaturą, albumami, turystycznymi przewodnikami, mapami z regionu, wyrobami ludowego rzemiosła, współczesnymi ikonami... Obok, młody człowiek, otoczony gromadą ludzi, prezentuje ludową muzykę z CD. Dzień jest upalny, choć to dopiero maj. Mężczyźni szukają cienia. Inni, z kobietami i dziećmi, zajmują miejsca przed sceną. Na scenie, jak w kalejdoskopie, zmieniają się układy taneczne, wirują kolory. Dudni podłoga od przytupów. Małe dziewczynki w ludowych strojach tańczą przed sceną. Dorośli klaszczą, wtórują artystom. W oczach widać łzy... Powietrze drży od emocji, gwaru rozmów po latach, dźwięków skrzypiec... Kolorowe zespoły mieszają się z odświętnie ubranymi uczestnikami kermeszu; przyjechali z różnych stron Polski, ze Słowacji, Ukrainy. Cyganie popisują się wirtuozerią gry, Osławianie zachwycają głosem solistki i tanecznymi układami. Wilsznia wprowadza w nastrój sprzed wieku.
Wszyscy podchwytują słowa pieśni: "Jak sobi zaspiwam na wysokij hori..." Tęsknota, nostalgia, żal za Łemkowynom wypełnia dolinę. Staruszka obok, połyka łzy i szepce: "Cnie mi sia zaTobom..." - ziemio mych ojców, za wami góry i potoki, gdzie "stoit werba nad wodoju..." Za płotem ścieżka zarośnięta trawą - widać, że dawno nikt nią nie chodził. Tędy wiodła droga z Wenher; tędy mój "Petro iszoł z lubowania..." Uśmiecha się do wspomnień. Dawne dzieje. Tam, gdzie teraz przyszło jej żyć, nie ma ani takich wierzb, ani ścieżek, co prowadzą z Węgier; nie ma góry Horb, nie ma wysokich do nieba jodeł. Ile to razy patrzy przez okno na gołębie wyjadające ziarno z parapetu i przypomina sobie, że właśnie teraz "za Beskidom owes sijut..."

Następnego dnia pakuje rzeczy do torby; jedzie na kermesz. Może już ostatni w jej życiu, ale przecież "tam w horach duje witer, tam w horach moja chyża..." Rzeczywistość miesza się z fantazją, świat realny z baśniami. Oto autokary, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, przemieniły się w furmanki - samochody osobowe przekształciły się w dorożki. Wokół brzmi muzyka. Mijają godziny. Słońce, które przyszło ze Wschodu i wspięło się na szczyty cerkiewnych kopuł - teraz uchodzi na Zachód. Łemkowski los... Tutaj, w Olchowcu jest wesoło i swojsko. Ktoś rozpalił ognisko. Zaczęła się zabawa. Teraz sceną jest cała wieś. Nogi tańczą same; po górach niesie się śpiew. Zdumiony księżyc schował się za kopułę cerkwi - i patrzy... I ja zapalam naftową latarkę i wieszam u wozu. Oporządzam kobyły. Czas w drogę! Huculska trojka biegnie lasem. Za plecami milkną pieśni. Kończy się kermesz. Za rok też tutaj przyjadę.


beskid-niski.pl na Facebooku


 
832

Komentarze: (0)Dodaj komentarz | Forum
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Imię i nazwisko:
E-mail:
Tekst:
Suma liczb 0 i 7: (Anty-spam)
    ;


e-mail: bartek@beskid-niski.pl
Copyright © 2003 - 2016 Wadas & Górski & Wójcik
Wsparcie graficzne: e-production.pl
praca w Niemczech|prosenior24.pl
Miód
Idea Team
Tanie odżywki
Ogląda nas 13 osób
Logowanie