• Kermesz - fragment książki "Od Magury po Osławę"
  • "Opowieści galicyjskie" - fragment

"Życie Łemka"
  • Część I-sza
  • Część II-ga
  • Część III-ia
  • Część IV-ta
  • Część V-ta
  • Część VI-ta
"Kasarnia powodem dramatu"
  • Część I-sza
  • Część II-ga
  • Część III-ia
  • Część IV-ta
  • Część V-ta
  • Część VI-ta
"Ginąca natura"
  • Część I-sza
  • Część II-ga
  • Część III-ia
  • Część IV-ta
  • Część V-ta
  • Część VI-ta
"Chmury i słońce nad Łemkowyną"
  • Część I-sza
  • Część II-ga
  • Część III-ia
  • Część IV-ta

 

/ Łemkowie / Wspomnienia, opowiadania, relacje / Część I-sza
 

"Życie Łemka" - Fedor Gocz

Od autora

Od dawna nosiłem się z myślą napisania, chociażby w skrócie, czegoś w rodzaju autobiografii, która byłaby podobna do życiowych dróg innych Łemków mojego pokolenia, mieszkańców Karpat. Los Łemków, tych żyjących w Karpatach i tych porozrzucanych po całym świecie, był i jest smutny i tragiczny. Największa tragedia dokonała się w Polsce po drugiej wojnie światowej.
Od tamtego strasznego roku, kiedy rozpoczęto dzieło zniszczenia nas samych i naszej kultury, upłynęło już ponad 50 lat - to smutny jubileusz początku końca naszego istnienia w Karpatach na Łemkowszczyźnie. Rok 1947 był bowiem rokiem, w którym miało tutaj przestać istnieć wszystko co nie polskie. Było to dla Łemków poniekąd uwieńczenie dzieła rozpoczętego przez Niemcy hitlerowskie w momencie agresji na Polskę w 1939 r.
Lata hitlerowskiej okupacji nie wróżyły jeszcze naszej tragedii tuż po "zwycięstwie" i rozbiciu niemieckiej potęgi militarnej.
Porozumienie o dobrowolnym przesiedleniu na wschód zostało podpisane między Związkiem Radzieckim a Polskim Komitetem Wyzwolenia Narodowego już w 1944 r. Jednak Łemkowie do końca nie wierzyli, że będą ich wyganiać z ojczystej ziemi, z rodzinnych domów na wschód i na zachód pod eskortą wojska. Jednakże taka była wola i rozkazy ówczesnych stalinowskich władz, Polska z kolei, niezależnie od ustroju, bez protestów tę wolę wypełniała z przyczyn znanych nie tylko historykom. Światu natomiast podano preteksty i zafałszowaną historię.
Pisząc te wspomnienia korzystam z notatek, które powstały w różnych okresach mego życia, widzę jednak teraz, że jest ich stanowczo za mało, a wiele faktów umknęło z pamięci. Przepraszam Czytelników, którzy odniosą wrażenie, że w niektórych miejscach czegoś brakuje.
Wielu moich przyjaciół, kolegów i działaczy nie zna faktów z mojego życia, nikomu nie wspominałem o swoich cierpieniach z okresu młodości. Nie mogłem, - opuszczając więzienne mury zostałem poinstruowany, że w przypadku zdradzenia komukolwiek zakazanych informacji, wydam na siebie wyrok.
Przyszedł jednak czas, żeby wszystkie życiowe tajemnice odkryć i powiedzieć prawdę o tym, jakie niedole, zgryzoty i cierpienia przeżywałem ja sam, moja rodzina i ziomkowie.
Dedykuję te wspomnienia członkom mojej rodziny: tym najstarszym, synom, wnukom oraz mieszkańcom Zyndranowej i wszystkim Łemkom żyjącym tu w Polsce i poza jej granicami.

Narodziny i dzieciństwo

Urodziłem się we wsi Zyndranowa na Dukielszczyźnie w chłopskiej rodzinie. Tata pochodził biednej rodziny. W domu było ich czterech braci: Stefan, Wasyl, Hryc i Mikołaj. Wychowywali się jak półsieroty przy mamie Annie, ponieważ ojciec Jakow pojechał za granicę do Ameryki za pracą i chlebem. W jego ślady poszedł syn Stefan. Jego ojciec, a mój dziadek zginął tam w Ameryce w kopalni węgla.
Stefan ożenił się w Ameryce z dziewczyną z domu Fusiak za wsi Żdynia. Dożył 77 roku, a jego żona zmarła 63 roku życia. Mieli kilkoro dzieci. Córka Anna zmarła przedwcześnie w 45 roku życia na serce, syn Mychajło dożył 46 roku i też zmarł na serce. Syn Stefan ur. 15.01.1926r. nie ożenił się, a najmłodszy syn Wanio ur. 5.03.1931r. ma troje dzieci: Iwana, Barbarę i Marię. Córki Anna i Maria były obie zamężne, ale dzieci nie miały. Anna rozstała się z mężem, Maria, po mężu Kralik, z Zawadki jeszcze żyje - jest 80-letnią staruszką.
W czasie I wojny światowej brat Taty Wasyl został powołany wojska austriackiego, a potem dostał się do rosyjskiej niewoli. Po rewolucji pozostał w Rosji, a następnie zamieszkał w Kijowie. Tam ożenił się z dziewczyną narodowości polskiej. Mieli dwoje dzieci: Anatola i Olenę. Anatol zdobył wyższe wykształcenie, pracuje jako inżynier i wraz żoną i dwójką dzieci mieszka nadal w Kijowie. Jego starsza siostra z powodu wojennych zawieruch nie ułożyła sobie życia. Trzy razy wychodziła zamąż i nie doczekała się potomstwa.
Życie ich ojca Wasyla zakończyło się bardzo tragicznie. Przy wpisie do dokumentów urzędnicy zmienili mu nazwisko z Gocz na Huc. W 1938 roku odwiedził go w Kijowie brat mojej Mamy Wanio, który był w składzie amerykańskiej delegacji wysłanej do Związku Radzieckiego, żeby zobaczyć "raj" na ziemi. Pokazano im, oczywiście, tylko to, co mieli zobaczyć. Wujek odwiedził też Wasyla, a zaraz po odwiedzinach tej samej nocy bezpieka aresztowała stryja i nikt go więcej nie widział. Został zamordowany jako "amerykański szpieg", ponieważ odwiedził go członek rodziny, obywatel amerykański. Za czasów Chruszczowa stryj Wasyl został zrehabilitowany, jednakże do tego czasu cierpiała cała rodzina.
Młodszy brat Wasyla Hryc pojechał po I wojnie do Argentyny też w poszukiwaniu pracy i chleba. Wrócił po dziesięciu latach na niedługo przed II wojną światową do żony Paraski z domu Holuta i syna Stafana. Urodzony 5.02.1899r. zmarł 3.03.1964r. w Zyndranowej. W 1947 r. został wygnany z domu w zielonogórskie w ramach akcji "Wisła", jednakże wrócił do domu w 1957 r. Wszyscy czterej bracia trochę muzykowali, grali na skrzypcach i basach i tworzyli rodzinną kapelę.
Siostra Maria po mężu Wańca miała dwoje dzieci: Wania i Annę. Mąż wyjechał doąrgentyny i już nigdy ni wrócił do żony i dzieci. Maria miała potem jeszcze jedno dziecko - dziewczynkę Paraskę. W 1945 roku jesienią została wysiedlona wraz z dziećmi na Ukrainę, gdzie zmarła w 1970 roku we wsi Bilcze w okręgu Borszczów w powiecie tarnopolskim. Zmarły również wszystkie jej dzieci.
Ziemi było mało, gospodarstwo słabe, więc wszyscy jechali w świat. Nie miał do czego wracać i Wasyl , to może i dlatego postanowił zostać w Kijowie. Tata mój Mikołaj Gocz, syn Jakowa i Anny z domu Pylyp, urodził się 22.11.1906 r. w Zyndranowej. Zmarł na serce 16.04.1968 r. w Toronto w Kanadzie i został pochowany na cmentarzu w Weston.
Ojciec taty, a mój dziadek, Jakow urodził się w 1867 r. w Zyndranowej jako syn Ewy, córki Wasyla Gocza. Ślub moją babką Anną Gocz z domu Pylyp wzięli w cerkwi w Zyndranowej 3.02.1890 r. Dziadek miał za sobą 23 lata życia jako parobek, babka była 20-letnią dziewczyną, córką Tymka Pylypa i Anastazji z domu Macek. Mama Taty, a moja babka urodziła się 17. 05 1896 r., a zmarła 15. 09. 1941 r. w 72 roku życia w czasie okupacji hitlerowskiej. Mama Anna z domu Macek uchodziła wtedy za trochę bogatszą, ponieważ była córką pisarza gromadzkiego Teodora Kukieły, który miał nieco więcej ziemi i większe gospodarstwo.
Ojciec mamy Mychajło Macek, syn Petra i Marii z domu Gocz urodził się w 1879 r., zmarł 27.08.1947 r. w Zyndranowej w 68 roku życia. Jej mama, a moja babka Anastazja Macek z domu Gabło urodziła się 29.10.1886 r. jako córka Wasyla Gabła i Anny z domu Kotys. Zmarła 26.04.1954 r. w Zyndranowej. Anna Kotys była córką Mychajła Kotysa i Tekli z domu Chrebko i pochodziła z Daliowej. Jej pierwszy mąż nazywał się Wasyl Gabła i był synem Mychajła i Tekli z domu Hołowacz, Tekla zaś była córką Oleny Jordanowskiej. Prababka Anna Kotys urodziła się w 1859 r. we wsi Daliowa, zmarła 17.12 1932 r. w wieku 73 lat w Zyndranowej i tu została pochowana. Jaj pierwszy mąż Wasyl Gabła zmarł 26.01.1894 r. Prabaka wyszła zamąż po raz drugi za Teodora Kukiełę 7.06.1894 r. Miała wtedy 35 lat, on miał 26. Ojciec Teodora Seman zmarł 25.02.1899 r. w Zyndranowej.
Teodor Kukieła był pisarzem gromadzkim. Urodził się 8.01.1868 r., zmarł 17.12.1955 r. w Zyndranowej i tu został pochowany. Wszystkie te informacje i daty zbierałem dość długo szperając w zapiskach pradziadka Kukieły i prosząc o pomoc urzędników z gminy. Dla czytelnika może się to okazać niezbyt ciekawe, jednakże chcę również w takiej formie pozostawić dokument mojej rodzinie - synom, wnukom i późniejszym potomkom, a także osobom zaciekawionym, które być może stracą mniej czasu w archiwach.
Tata był przystojnym mężczyzną i niezłym muzykantem. Często grywał na skrzypcach po weselach i zabawach z zyndranowskimi Cyganami, od których nauczył się muzykowania.
Zakochał się w mamie, ona w nim - ot i cała historia, stąd i ja się wziąłem. Nikt z rodziny nie wierzył, że mama wyjdzie za biednego muzykanta Mikołaja, ale gdy dziecko było już w drodze, innego wyjścia nie było. Odbył się ślub i wesele, w którym i mnie przypadło w udziale uczestniczyć. Możecie wierzyć, albo i nie, ale tak właśnie było. Z cerkwi przyjechali do domu, mówili wtedy do Tymusa, albo do Ridkoho. Panna młoda zeskoczyła z wozu i zaczęło się. Mama poszła na strych i wtedy się urodziłem - wcześniak w 7 miesiącu.
Wesele nie było już tak radosne, chociaż muzykanci grali jak zwykle, goście się bawili i tańczyli. Wszystkim powiedziani, że panna młoda Anna Pisarzowa zaniemogła. Mało kto zwrócił na to uwagę, tylko starsze kobiety coś tam szeptały po kątach. Dopiero po weselu wszystko wyszło na jaw. Ksiądz Kyryło Kopystianskyj, więzień obozu w Talerhofie chrzcił mnie niezbyt chętnie - urodziłem się wprawdzie po ślubie, ale w dzień wesela. Miał obowiązek ochrzcić dziecko, ale mógł dać nie wiadomo jakie imię. Jednak Pradziadek Kukieła, kościelny i znajomy księdza jakoś go uprosił i dostałem imię po pradziadku - Teodor.
Nie udało mi się znaleźć kalendarza z 1929 roku, żeby sprawdzić, ale na pewno urodziłem się w niedzielę, w dniu ślubu po mszy. W tym samym roku nasza łemkowska organizacja w Kanadzie i USA powołała do życia "Lemko Sojuz", organizację kulturalno-oświatową, która prowadziła również działalność norodowo-polityczną. Rodzinne i ekonomiczne warunki życia moich rodziców były bardzo trudne. Zamyślił więc tata jechać w świat szukać pieniędzy. Pojechał wiosną 1930 roku do USA - miałem wtedy 9 miesięcy. Zostawił młodą żonę i mnie, ssącego mleko matki, a także drugie dziecko, Które przyszło na świat pół roku po jego wyjeździe - 28.09.1930 r. Urodził się mój młodszy brat Wanio. Niełatwo było mamie wychowywać dwoje małych dzieci, choć pomagała babka i cała rodzina, łącznie z prababką, żoną pisarza Kukieły.
Tata nie miał zamiaru wracać, chciał natomiast wziąć nas, ale na to trzeba było dużych pieniędzy, których jeszcze wtedy nie miał. Zarobki dla emigranta były wtedy w Ameryce marne. Kiedy w końcu przysłał nam dokumenty na wyjazd, wybuchła wojna. Pierwszego września rozpoczęło się pięcioletnie panowanie niemieckich władz wojskowo-okupacyjnych nad Polską i jednocześnie nad Łemkowszczyzną.

Opis wsi, miejsca urodzenia

Zanim wrócę do spraw związanych z moim życiem, chciałbym w tym miejscu napisać kilka słów o mojej rodzinnej wsi Zyndranowej.
Wieś leży na Dukielszczyźnie, 2 km od granicy ze Słowacją i od głównej cesarskiej drogi w Barwinku na wysokości ok. 500 m n.p.m. Rozciąga się na długości 5 km z południa na północ wzdłuż potoku o nazwie Sołotwyna (obecnie Panna), który bierze swój początek pod słowacką granicą. Od wschodu sąsiadują z Zyndranową Jaśliska i Daliowa (3-4 km), od północy Tylawa, oddalona o 3 km, od zachodu Barwinek w odległości 2 km i od południa Lipowiec i Czeremcha (3-4 km). Słowacka granica ciagnie się w odległości 1 km od środka wsi tylko pół kilometra od domu Czomków (Dyrdowych).
Wieś jest otoczona górami porośniętymi lasami, krzewami, które są poprzecinane górskimi potokami. Efektem jest przepiękny krajobraz całej okolicy. Liczne góry, górki, lasy, doliny i potoki mieszkańcy wsi chrzcili przez całe stulecia różnymi nazwami. Niektóre z nich odeszły w zapomnienie, przypomnijmy więc chociaż te najważniejsze. Na zachodzie między Tylawą i Barwinkiem znajdują się dwie Kiczery, jedna leży wprost na zachód od środka wsi i była nazywana "Telepkową" (579 m.), druga - w dolnym końcu wsi, na granicy z Tylawą to "Gablacka" albo "Turczakowa". Obydwie nazwy wzięły się od nazwisk byłych właścicieli gruntów. Między Kiczerami ciągnie się pas ziemi używanej pod zasiewy i pastwiska zwany "Werchem", który rozgranicza Zyndranową od Barwinka. Od strony północnej od Tylawą leży "Horb-Piwłanok", Dawniej nazywany "Adamówka", który do 1947 r. był częścią gruntów cerkiewnych. Wschodnia strona "Piwłanka" to skalisty ściana zwana "Debrą", pod którą płynie do Jasiołki w Tylawie potok Panna. Od północno-wschodniej strony ciągnie się lesista góra porośnięta głównie bukami - "Tylawski Dił". Od niej na południe dolina "Zapotik" i dalej na południe "Pomirky" i "Dynowec".
"Debra" i "Dił" są rozdzielone doliną o nazwie "Piddebra". Za "Pomirkami" na wschód znajduje się wiejski las "Malinniki", który graniczy od strony Daliowej z jeszcze większym - "Ostrą", która za czasów austriackich należała do braci Thonetów aż do czasu kiedy w 1908 r. 60 zyndranowskich gazdów odkupiło ją za niezbyt wygórowaną cenę wyręby i wywózki części drewna do tartaku w Barwinku.
Dalej od wschodu nad wsią w dolnym końcu góruje "Wysoki Dił", trochę niżejznajduje się leszczynowy zagajnik "Dilyk" oddzielony od "Pomirek" głębokim potokiem porośniętym bukiem. Na południe od "Diłu", a na wschód od wioski leży polana "Sitnyki" i las "Kytowec" - własność cerkwi zwana "Popiwszczyną" (do 1945 r.) wraz z górą "Hrun".
Na wschód od środka wsi znajduje się góra i las "Matysiw", w którym przed walkami o przełęcz w 1944 r. ukrywali się sowieccy i słowaccy partyzanci. Tutaj byli przygotowywani, żeby iść na pomoc powstaniu w Bańskiej Bystrzycy.
Górna część wioski jest oddzielona od Jaślisk górą i lasem o nazwie "Kamarka", a od Lipowca na południu "Dyszczanką", która sąsiaduje z "Krzyżową drogą", "Czerwonym Horbkiem", "Krzywym i Białym Horbkiem". W czasie I wojny światowej tutaj miała miejsce wielka bitwa wojsk rosyjskich z Austriacko-węgierskimi. Wielu żołnierzy z obu stron zginęło wtedy w szturmie na bagnety. Ostatecznie rosyjska piechota wraz z kozakami rozgromiła Austriaków, większość z nich została na pobojowisku i została pochowana we wspólnej mogile z zabitymi Rosjanami w pobliskim lesie. Powstał w ten sposób nowy cmentarz wojskowy, który jednakże do dnia dzisiejszego nie doczekał się upamiętnienia czy chociażby ogrodzenia. Najstarsi mieszkańcy wsi twierdzą, że to miejsce było ogrodzone drewnianym płotem i stał na nim krzyż aż do 1945 r., a miejsce było nazywane "Cmentarzyskiem". Podobna sytuacja miała miejsce w czasie II wojny światowej: w tym samym lesie nastąpiło duże zgromadzenie wojsk niemieckich po atakach od strony Daliowej i Tylawy. Niemcy uciekali w kierunku słowackiej granicy, ale Rosjanie nie byli w stanie pójść za ciosem, więc Niemcy mieli czas, żeby okopać się na całym pasie granicznym. W efekcie front zatrzymał się w Zyndranowej na 3 tygodnie, od 16 września do 6 października.
Na wschód od "Dyszczanki" znajduje się las i góra "Tokarnia", dalej przylaski i pola "Koszaryska", "Łazy", góra "Zwezło" oraz las "Nozhryci", a także krzaki i pastwisko o nazwie "Spalenysko". Na zachód od "Dyszaczanki" ciągnie się las "Krywyj", w tym miejscu załamuje się linia granicy. Tam też znajduje się "Wilcza jama" i "Żydiwskyj kut". Przez pola o nazwie "Mistky" można dojechać do lasu wiejskiego (gromadzkiego), który znajduje się na południe od górnej części wioski w kierunku Lipowca. Na wschód od niego widać dwa szczyty: "Kanykiw Werch" i "Kiczurki", zktórych płynie do wsi "Lyszczikiw Potok". Od strony barwinka leżą pola "Liszczyki" i "Szańci" zryte okopami w czasie koszuckiej wojny.
Są dwie teorie na temat nazwy wsi, które odnotowują cerkiewne szematyzmy z 1936 r. Starsi mieszkańcy z pokolenia na pokolenie przekazywali sobie podanie o kopalni rudy żelaza, która ponoć kiedyś została odkryta we wsi. Legenda została odnotowana w zapiskach byłego nauczyciela Józefa Bajko i pisarza gromadzkiego Teodora Kukieły. Według niej nazwa pochodzi z języka niemieckiego od słowa "zendra" - ruda żelaza, a że kopalnia była nowo odkryta, stąd zendra - nowa. Inna wersja mówi o Zyndramie z Maszkowic, który w czasie bitwy pod Grunwaldem wziął do niewoli grupę wołoskiej piechoty, która walczyła po stronie Krzyżaków jako najemnicy. Jeńcy zostali skierowani przez Zyndrama do wyrębu lasów w Karpatach, które ten otrzymał od króla Jagiełły za zasługi wojenne. Wśród Łemków istnieje przekonanie, że osada istniała jeszcze przed XV wiekiem i miała swoją nazwę jeszcze przed bitwą pod Grunwaldem. Natomiast rozmaite polskie źródła przeważnie powielają wersję o Zyndramie, chyba na podstawie teorii Reinfusa o kolonizacji wołoskiej Karpat, a dokładniej Łemkowszczyzny. Takie informacje można znaleźć i wydawnictwach PTTK, rozmaitych informatorach turystycznych i wydawnictwach o tematyce muzealnej. Trudno powiedzieć, kto ma rację, ale to jest problem, zdaje się, dla historyków, a nie dla zwykłych ludzi.
Trudno też odnaleźć czas i autora zmiany nazwy rzeczki, która płynie przez wieś z "Sołotwyna" na "Panna". W szematyzmie z 1936 r. figuruje nazwa "Sołotwyna". Druga natomiast nazwa wywodzi się prawdopodobnie a języka polskiego, ponieważ Łemkowie w znaczeniu słowa panna używali "diwka". Można przypuszczać, że nazwa została zmieniona za czasów austriackich, kiedy w galickich urzędach na Łemkowszczyźnie wiele miała do powiedzenia polska administracja. Jedno jest pewne - nikt nie pytał mieszkańców o zdanie i nikt ich nie poinformował o zmianie nazwy. W każdym razie nowa nazwa się przyjęła, może dlatego, że rzeka bardzo często zmienia swoje koryto i jest trudna do ujarzmienia, słowem ma coś z panny.
Z dokumentów historycznych wynika, że w 1523 roku Ewa z Dukli, wdowa po Stanisławie Cichowskim przekazała wieś Mikołajowi Kobylańskiemu z Kobylan koło Krosna. Pod koniec XVI wieku wieś była własnością włoskich kupców, a jeden z nich Oktawian Gucci płacił podatki od łanów i sołectwa. Kupcy zajmowali się handlem przy Trakcie Węgierskim i dorabiali się sporych majątków. Jeżeli właściciel wsi płacił podatki, to należy przypuszczać, że była już wtedy we wsi cerkiew ze swoim gospodarstwem.
W 1597 roku wieś należała do Jana Ferusia, potem przejęli ją właściciele z Dukli - Męcińscy, którzy władali wsią dość długo. Nie wiadomo, dlaczego po Zyndramie wieś tak często zmieniała właściciela.
Z ustnych przekazów mieszkańców wsi wynika, że pierwsza cerkiew została wybudowana we wsi jeszcze przed Unią Brzeską pod lasem w górnym końcu. Z dokumentów historycznych wynika, że mieszkańcy wsi pozostali przy prawosławiu aż do roku 1700, to jest ponad 100 lat po Unii w 1956 roku. Ostatnim prawosławnym duchownym był Wasyl Barwiński. Dopiero 6 lat po jego śmierci mieszkańcy przyjęli pierwszego unickiego duchownego, trzeba się było przecież chować, chrzcić, brać śluby.
Druga niewielka drewniana cerkiew, która służyła ludziom we wsi, stała pośrodku wioski, natomiast trzecia została zbudowana w dolnym końcu w 1818 roku i przebudowano ją i powiększono w 1869 roku. Budował ją z własnych środków ksiądz I. Myszkowski, który w 1815 r. objął połączone parafie z Zyndranowej i Barwinku, gdzie było mniej ludzi i obsługiwał obydwie wioski aż do 1831 roku. Mieszkał w Zyndranowej, ponieważ w Barwinku nie było plebanii. Następcą ks. Myszkowskiego był Ignacy Paszniański, który pełnił również funkcję nauczyciela. Pierwsza niewielka drewniana szkoła mieściła się pośrodku wsi i była wówczas jedyną szkołą w okolicy. Na miejscu starej zniszczonej cerkwi, za sprawą nowo przydzielonego do wsi księdza Kornylija Kopystiańskiego, późniejszego więźnia w Talerhofie, zaczęła powstawać wielka drewniana świątynia o pięciu kopułach. Kopystiański wrócił wprawdzie z Talerhofu, ale już nigdy nie wrócił w pełni do zdrowie, zmarł 7. 10.1931 r. i został pochowany na cmentarzu w Zyndranowej. Pod jego opieką nowa cerkiew przetrwała obie wojny światowe. Szczyciła się bogatym wystrojem i pięknym ikonostasem. Górowała nad nią jedna wielka kopuła, której towarzyszyły cztery mniejsze na rogach świątyni. Obok stała murowana dzwonnica z czterema dzwonami kupionymi za dary emigrantów z USA i Kanady. Trzy największe zabrali Niemcy już w 1942 r., został najmniejszy, zwany od nazwiska ofiarodawców "Popajliw". Po akcji "Wisła" w 1947 roku zabrał go na straznicę w Barwinku ówczesny komendant Józej J. I ślad po nim zaginął, a sam Józef tez już nie żyje.
W czasie działań wojennych mocno ucierpiał dach na cerkwi, pełno było dziur od kul i odłamków. Po wysiedleniu ludzi na Ukrainę, a potem na Ziemie Odzyskane nie było komu zająć się remontem, a nowi mieszkańcy, osadnicy nie byli tym zainteresowani. W 1958 roku upadła główna kopuła. Było wtedy we wsi kilka rodzin łemkowskich, które wróciły do wsi w 1957 r. i które próbowały ratować świątynię. Jednakże ówczesne władze powiatowe w Krośnie zabroniły jakichkolwiek prac remontowych, a tych, którzy nie usłuchali, karały sądy i kolegia. Resztki zniszczonej cerkwi zostały rozebrane w 1962 roku. Ta smutna i przykra historia doczeka się być może bardziej szczegółowego opisu.
Stara, murowana jeszcze za austriackich czasów szkoła, stoi do dzisiaj. W 1944 roku w czasie frontu została poważnie uszkodzona, pomimo że miścił się w niej szpital. Po wojnie budynek szkolny został odremontowany. Przez długie lata, w okresie międzywojennym nauczycielami we wsi byli małżonkowie Maria i Józej Bajko. Ich sympatia do wschodu i rusińskie pochodzenie nie były na rękę gestapowcom. Podłożona im w stajni broń, a następnie przeprowadzono rewizję. W efekcie cała rodzina, łącznie z dwoma córkami Sonią i Gienią oraz synem Iwanem została aresztowana. Osadzona ich w areszcie w Jaśle, gdzie byli przetrzymywani cały rok. Od niechybnej śmierci uratowali ich przyjaciele - ukraińscy politycy z regionu, którzy za nich poręczyli. Bajkowie zostali zwolnieni z aresztu, ale do wsi nie pozwolono im już wrócić. Wszyscy za wyjątkiem Soni i najmłodszej Lidii przeżyli resztę życia we Lwowie. Sonia mieszka w odessie, a Lidia we Lwowie.
Do 1945 roku we wsi mieszkało 175 rodzin w tym do 1943 roku trzy rodziny Żydów i cztery Cyganów. Reszta to sami Łemkowie. Przed I wojną światową w dolnym końcu wsi przy drodze do Barwinka stała karczma, która była własnością żydowskiej rodziny Lejzerów. Zamknęły ja w czasie wojny rosyjskie wojska carskie. W okresie międzywojennym Żydzi, podobnie jak Łemkowie trudnili się rolnictwem, jeden tylko Arko handlował końmi.
Cyganie natomiast żyli z kowalstwa i muzyki, prawie wszyscy mężczyźni byli dobrymi muzykantami. Grywali często wraz z Łemkami w okolicznych wioskach na weselach i zabawach. Ich żony chodziły często po tzw. "żebrach". Często zmuszała je do tego nędza, pracy zarobkowej nie było, a żyć też chciały. Chaty Cyganów stały pośrodku wsi nad samą rzeką. Miejsce to miało swoją nazwę - "Watrysko".
Poniżej podaję spis wszystkich rodzin żyjących w Zyndranowej w 1937 roku. W niektórych domach żyły dwie, a nawet trzy rodziny.

Imię i nazwisko             Przydomek
1. Anastazja Osuch            Kukielowy
2. Maria i Petro Madzyj            Dobricky
3. Mychał Chomiak            Pomirsky
4. Hnat Szymko            Madiarowy
5. Petro i Mychał Turkowsky             Turczakowy
6. Nykolaj Skorodynskyj            Popowyczowy
7. Hryc Ferenc             Ferencyszyn
8. Olena Czura             Czurowa
9. Hryc Chomiak             Bachurkowy
10. Sztefan Fedosz             Szczerbowy
11. Mychał Ferenc, Ferencycha             Kuliawyj
12. Jakow Szymko             Jackowy
13. Hryc Lazorczyk, Szengecowy            Petrowy
14. Mychał Gabla            Krestynyny
15. Teodor Chomiak             Chomiakowy
16. Andrej Lazorczyk             Andrejiczkowy
17. Dmytro, Mychał Chomiak             Chomiakowy
18. Anna Wanat             Popajlowy
19. Teodor Kukiela             Pysariowy
20. Mychał Macek
21. Wanio Wojcio             Hroszowy
22. Mychaw Wojcio             Hroszowy
23. Paraska Wanat             Haszczyny
24. Haska Wanat             Haska-Seman
25. Hnat Jawylak             Diaczkowy
26. Wasyl Wanat             Haszczyn Wasyl
27. Mychał Bajko             Markowy
28. Wanio Bajko             Markowy
29. Mychał Wanca             Lisnyczy
30. Hryc Warchol             Warcholowy
31. Josyf Bajko (nauczyciel)
32. Seman Szwahla
33. Teodor Skorodynskyj            Samuljowy
34. Mychał Czomko             Kuljawyszyny
35. Pawel Lazorczyk             Hryśkowy
36. Akym Jabczanka             Akymowy
37. Wanio Gabla
38. Teodor Gabla
39. Mychał Gabla             Telepkowy
40. Teodor Madzyj             do Madzoho
41. Prokip Bek             Bekowy
42. Teodor Gabla
43. Wanio Czura             Czurowy
44. Leszko Szyjka             Szyjkowy
45. Sztefan Dziama
46. Petro Gojdycz
47. Hryc Szyjka
48. Sztefan Gubyk             Kaplunczyk
49. Sztefan Chomiak             Jabczankowy
50. Mychał Bober
51. Petro Bilyca
52. Teodor Wanat             Bobriowy
53. Andrej Dudzik
54. Wanio Wanca
55. Wanio Madzyj
56. Wanio Czomko
57. Andrej Szyjka
58. Sztefan Petryk            Miśko - kolo chresta
59. Andrej Czomko             Szyjkowy
60. Nykolaj Sudia             Pawkowy
61. Mychał Szyjka
62. Nykolaj Madzyj             Kaszczakowy
63. Wanio Jawylak
64. Andrej Szyjka
65. Anna Watula
66. Kateryna Macek
67. Sztefan Sudia
68. Wanio Fedosz             Demkiw
69. Wasyl Sudia
70. Teodor Gubyk
71. Jakow Slywka
72. Teodor Szymko
73. Seman Kaplun
74. Nykolaj Czomko
75. Tymko Jawylak
76. Anna Slywka             Sacharczyna
77. Wanio Wanca
78. Wanio Fuczyla
79. Petro Petryk
80. Mychał Didyk
81. Nykolaj Prybylak
82. Wasyl Halajda             Lapitczak
83. Pajza Halajda
84. Teodor Jurczak
85. Andrej Szyjka
86. Kondrat Szwiahla             Kondratowy
87. Teodor Didyk
88. Mychał Wanca
89. Ewa Jaworska             Szutowy
90. Izaak Polster            Żyd Hycko
91. Seman Tymko
92. Wasyl Jawylak             Kudlatyj
93. Hryc Tytko
94. Wanio Wanca
95. Dmytro Fedosz             Leszczyszyny
96. Hryc Heryla             Holutowy
97. wasyl Czomko
98. Wanio Kydala
99. Sztefan Pylyp
100.Sztefan Watula
101.Petro Osuch
102.Sztefan Holuta
103.Mychał Moskal
104.Mykolaj Czomko             do Buroho
105.Mychał Pylyp
106.Hryc Dudzik             Hulowy
107.Jacko Kydala
108.Seman Dojdycz             Langosz
109.Wanio Magala
110.Sztefan Mychałyk             Tymusczyny
111.Perto Macek             Lapitczak
112.Wanio Kukiela
113.Konstantyn Tytko
114.Seman Wanca             Goczowy
115.Mychał Gocz
116.Hryc Gocz             Tymusowy
117.Teodor Copak             Copakowy
118.Petro Czomko             Karpel
119.Petro Czomko (syn)
120.Mychał Pylyp
121.Wanio Dudzik
122.Petro Macek             Cwerechariw
123.Wanio Pylyp, s. Mychała
124.Mychał Watralyk
125.Wanio Pylyp, s. Hryca            Makulychy
126.Petro Kukiela
127.Hryc Czomko             Goczowy
128.Dmytro Pylyp
129.Mychał Pylyp             Cwerechariw
130.Seman Didyk             Samuliczkiw
131.Jakym Warchol             Osyfiw
132.Muchal Pylyp, s. Teodora
133.Asafat Petryk             Machacz
134.Hryc Macek             Macekowy
135.Teodor Kydala
136.Petro Macek             Didykanyczy
137.Artym Woloszyn
138.Samuel Pylyp             Samulja
139.Teodor Czomko             Dyrdowy
140.Nykolaj Petryk             Bachurowy
141.Wasyl Czomko             Kaplunowy
142.Anna Szyjka             kolo Kaszczsaka
143.Salamon Polster             Żyd
144.Probostwo
145.Sztefan Halajda
146.Sztefan Czomko             Kaplun
147.Justyna Pylyp             Samuljowa
148.Sztefan Dudzik, s. Wania
149.Pajza Wanca
150.Demko Jawylak             Demkowy
151.Wanio Jawylak
152.Mychał Fedosz
153.Wanio Gocz
154.Seman Wanca
155.Pajza Heryla
156.Paraska Osuch             do Horbatoho
157.Zalman Polster             Żyd
158.Arko             Żyd
159.Hryc Sywak             Wiryj Hryc
160.Tymko Sywak             Cygan
161.Hryc Sywak             Cygan
162.Ilko Sywak             Cygan
163.Petro Szoma             Cygan

Nikt dokładnie nie pamięta, nawet najstarsi mieszkańcy, kiedy we wsi pojawili się Cyganie. Za czasów austriackich już tu byli, ponieważ służyli w armii. Nie byli ujmowani w spisach mieszkańców, ponieważ mieszkali na tzw. "Watrysku". Najbardziej utkwił mi w pamięci najstarszy - Hryc Sywak zwany Wiryj Hryc. Jego brat Tymko miał z żoną Nastką dużo dzieci m.in. dwóch synów Tonia i Fecia. Synowie Hryca Hryc i Ilko byli świetnymi kowalami i muzykantami. Jako dobry muzykant był tez znany Petro Szoma, który chorował na płuca i zmarł w czasie okupacji. Tymko z rodziną wyjechał po akcji "Wisła" w szczecińskie, a Hryc i Ilko we wrocławskie.
Rodziny cygańskie nie były objęte akcją "Wisła". Cyganie sami z własnej woli podążali za wygnanymi Łemkami. Starzy Łemkowie umierali na wygnaniu, ale nikt nie przywoził ich do rodzinnej wioski, żeby tu ich pochować. Zrobili to natomiast zyndranowscy Cyganie. Kiedy w 1968 roku zmarł w Stargardzie szczecińskim Tymko Sywak, rodzina przewiozła jego ciało do Zyndranowej i tam zpstał pochowany, podobnie, jak jego żona kilka lat wcześniej w 1956 roku. Ich życzeniem było leżeć tam, gdzie się rodzili. To chyba dowód na przywiązanie Cyganów do rodzinnych stron ido Łemków, z którymi byli bardzo zżyci. O wspólnej doli Cyganów i Łemków pisał poeta Iwan Rusenko:

Cygane Romane, wy z namy Lemkamy
Ne mate swojoj otczyzny, nygde ne pryznany


Do rodzinnej wsi wrócił też Hryc Sywak z całą rodziną. Tutaj zmarł i tu został pochowany. Obok niego spoczywa żona Pajza i córka Maria. Pochował ich w 1998 roku miejscowy ksiądz prawosławny i odśpiewał nad nimi "Wicznaja pamiat".
Przez ostatnie lata Pajza żyła we wsi Równe koło Dukli, ale na każde święta przejeżdżała do cerkwi, spowiadała się i żegnała. Ciągle czuła się parafianką Zyndranowej. Spisała testament, w którym wysłowiła ostatnią wolę dotyczącą pochówku, zostawiła w Banku w Dukli pieniądze na ten cel. Rodzina wypełniła jej wolę, postąpiła zgodnie z jej ostatnim życzeniem.

Zaraz po froncie, zimą 1945 roku kilkanaście rodzin zgłosiło się dobrowolni wyjechać do Związku Radzieckiego, byli to głównie ci, którzy zostali bez domów. Pozostali, w tym Cyganie, byli mocno przywiązani do swoich domostw i ziemi, kochali swoje góry i bali się jechać w nieznane. Część z nich jednak musiała opuścić rodzinne strony w ramach przymusowego wysiedlenia na Ukrainę jesienią 1945 roku dokonywanego pod przymusem przez Wojsko polskie. We wsi pozostało ok. 40 rodzin. Zdarzało się, że ci , którzy wracali z przymusowych robót z Niemiec zastawali już swoich bliskich. A było ich niemało - Niemcy zabrali ze wsi na przymusowe roboty ponad 200 młodych mężczyzn i kobiet w wieku 17-22 lat. Część z nich nigdy już nie powróciła do domu, ponieważ ginęli w czasie bombardowań i działań wojennych. Inni ginęli mordowani przez bandytów w drodze powrotnej na stacjach kolejowych już w Polsce.
W 1947 r na tzw. Ziemie Odzyskane wysiedlono w ramach akcji "Wisła" 34 rodziny. Dwie rodziny powróciły do wsi już w 1949 roku, osiem - w latach 1956-57 za Gomółki. W 1957 roku pięć rodzin próbowało wrócić ze Świebodzina w, zielonogórskiem, lecz zawrócono je ze stacji kolejowej w Krośnie za sprawą trzech osadników, którzy zgłosili ten fakt w partii i na milicji, skarżąc się, że wracają Ukraińcy i obawiają się o swoje życie. Dwie rodziny, które zdążyły dotrzeć do wsi również spakowano i odesłano spowrotem do Świebodzina. Dla Samula i Petra Pylypów, Petra Turkowskiego, Mychała Wołoszyna, Teodora Gabły i Dmytra Madzeja z Barwinka powtórzono akcję "Wisła".
Dzisiaj w Zyndranowej żyje 30 rodzin, przeważnie łemkowskich, w przeważającej części już zasymilowanych, kilka rodzin mieszanych, 4 rodziny osadników, w tym dwie rodziny robotników leśnych. Do 1996 roku zyły we wsi dwie rodziny cygańskie, które opuściły wieś w poszukiwaniu leoszego życie.
Ostatni przed wojna szematyzm greckokatolicki z 1936 roku podajeże we wsi żyło ok. 1000 dusz, 178 rodzin, w tym 3 rodziny żydowskie i cztery cygańskie. W 1941 roku, kiedy Niemcy zabrali do Oświęcimia Teodora Chmiaka i Andreja Dudzika za sympatyzowanie z komunistami (nie chodzili do cerkwi). Obaj zginęli w obozie w Dachau w dwa miesiące po aresztowaniu. Kilku młodych mężczyzn włączyło się do działań pzrtyzanckich przeciwko niemieckiemu okupantowi. Był wsród nich Hryhorij Jawylak, który po nadejściu frontu wstapił do armii i zginął wkrótce potem pod Preszowem na śłowacji (w styczniu 1945 r.). jesienią 1944 roku 15 mężczyzn wcielono do Armii Czerwonej. Przeżyło tylko dziewięciu. Sztefan Dudzik i Mychał Szymko zginęli najwcześniej, już w czasie walk o Przełęcz Dukielską. Mogiłę Dudzika odnalazła żona przy szpitalu polowym w Zboiskach koło Dukli i przewiozła jego ciało do Zyndranowej, żeby tu je pochować.
Trzeba też wspomnieć, że dwóch mieszkańców Zyndranowej Nykołaj Kydała i Mychajło Slywka brało udział w wojnie Hiszpańskiej w 1936 roku. Obaj pojechali szukać pracy i chleba do Francji, gdzie znaleźli zatrudnienie w kopalni węgla. Tam, wraz z innymi emigrantami z Polski zgłosili się jako ochotnicy bronić republiki hiszpańskiej. Slywka służył w marynarce i nie dożył końca wojny, Kydała natomiast walczył w brygadzie "Dąbrowszczaków", przeżył i wrócił w 1945 roku, ale już nie do rodzinnej wsi, lecz do sąsiedniej Tylawy. Jako członek antyfaszystowskich organizacji był odznaczany orderami, krzyżami zasług medalami. Jego grób znajduje się w Tylawie.
Teodor Petryk został zabrany na przymusowe roboty do Niemiec, jednakże tam nie chciał się podporządkować niemieckim wymogom w stosunku do słowiańskich niewolników, dlatego też trafił do obozu w Dachau, gdzie przeżył cztery lata. Kiedy wojska amerykańskie zajęły Dachau i uwolniły więźniów, Petryk był bliski śmierci -przy wzroście ponad 190 cm ważył jedynie 48 kg. Resztę życia spędził w Zyndranowej, gdzie dożył sędziwego wieku (82lata). W 1939 roku w czasie pierwszej mobilizacji, tuż przed napaścią na Polskę 30 mężczyzn powołano do wojska. Czterech zginęło w czasie kampanii wrześniowej, część trafiła do niemieckiej niewoli, kilku zostało ciężko rannych. W 1939 roku w kampanii brali udział również zwykli gospodarze ze swoimi końmi i furmankami jako tzw. "forszpan", którzy pomagali w transporcie.
Latem 1944 roku nad wioska w lesie Matysiw od strony Daliowej znajdowało się duże zgrupowanie partyzantów, około 700 ludzi, którzy zamierzali iść na pomoc powstaniu w Bańskiej Bystrzycy na Słowacji.. większość z nich przyszła ze wschodu, do nich dołączali miejscowi i Słowacy z armii Tiso, którzy zostali rozbrojeni przez Niemców.
Ponad stu żołnierzy z wioski brało udział w I wojnie światowej, w większości w armii austriackiej, na froncie włoskim.. Często ginęli tam nie tylko w czasie działań wojennych, ale również na malarię. Zdarzało się, że na froncie rosyjskim oddawali się w niewolę, ponieważ nie chcieli walczyć przeciwko Słowianom. Podobnie postępowali Słowacy, Czesi i Serbowie. Do domu wracali dopiero po rewolucji 1917 roku, niektórzy jako inwalidzi na całe życie. Jednym z nich był mój sąsiad Jacko Szymko. Trudno dziś powiedzieć dokładnie ilu ich było, podobnie, jak nie sposób określić precyzyjnie ilość emigrantów, którzy za czasów austriackich, jak tez w okresie międzywojennym wyjechali w zdecydowanej większości do USA i Kanady. Trudno było znaleźć dom, z którego nikt nie wyjechał, a z niektórych wyjeżdżało nawet po kilka osób.
W czasie I wojny światowej górna cześć wsi została doszczętnie spalona przez Austriaków, czy raczej Węgrów w armii austriackiej. Jednakże ci, którzy zostali bez dachu nad głową niemal natychmiast odbudowali swoje domostwa korzystając z lasów własnych i gromadzkiego oraz z pomocy nowo odrodzonego państwa polskiego.
W czasie II wojny światowej w trakcie walk o Przełęcz Dukielska jesienią 1944 roku spłonęło 30 chat. Reszta doczekała 1945 r., a niektóre 1947 r., kiedy to rozbierano je palono i niszczono. Te lepsze rozbierano na materiał budowlany i sprzedawano w okolice Dukli i Krosna, gorsze gmina Tylawa sprzedawała komu popadło, nawet jako opał. Między innymi wojska graniczne w Barwinku spaliły w ten sposób kilka domów. Tylko 10 chat zostało zajętych przez osadników, niektórzy odsprzedali je powracającym w latach 1956-57 do wsi Łemkom, osadnicy natomiast często wracali w swoje rodzinne strony. Nieopodal miejsca, gdzie stała cerkiew znajduje się stary cmentarz, a na nim stoi krzyż z datą 1873. W tym roku zakończono chować zmarłych na tym cmentarzu. Starsi mieszkańcy mówią, że w połowie XIX wieku we wsi zapanowała cholera, która zdziesiątkowała ludzi we wsi do tego stopnia, że nie było komu chować zmarłych. W takich okolicznościach cmentarz został szybko zapełniony i zakończono jego użytkowanie.
Po drugiej stronie potoku wyznaczono nowe miejsce pod cmentarz, na których chowano zmarłych aż do 1944 r. wtedy została wyznaczona nowa parcela na wschód od starej.
W 1944 roku wieś przeżyła ciężkie działania wojenne. Niemcy stworzyli umocnienie na pasie granicznym i zdobycie ich fortyfikacji nie było łatwe. W wyzwoleniu wsi od 20 IX do 6 X 1944 r. brała udział 359 dywizja wchodząca w skład 38 armii generała Moskalenki przydzielona do I frontu ukraińskiego dowodzonego przez marszałka Iwana Koniewa. U boku wojsk radzieckich niemieckie pozycje szturmowali żołnierze I Czechosłowackiego Armijnego Korpusu pod dowództwem generała Ludwika Svobody. Na polach bojów pozostały dziesiątki mogił żołnierzy radzieckich, 3 zbiorowe mogiły Czechów i Słowaków: 24 nad szkołą, 17 za rzeką i 4 czołgistów pod Kiczerą - ci leżą tam do dzisiaj, natomiast pozostałe szczątki były ekshumowane w 1948 roku i zostały pochowane na cmentarzu wojennym w Dukli.
Po wojnie w 1951 roku za czasów PRL-u zawiązała się we wsi rolnicza spółdzielnia o nazwie "Solidarność, która przetrwała do 1957 roku do momentu objęcia władzy przez Gomółkę ; podobne spółdzielnie powstawały w innych wsiach na Łemkowszczyźnie. Przy spółdzielni powstał zespół dramatyczny, który występował ze sztuką pt. "Łemkowskie wesele". W tym czasie nie było jeszcze w Polsce UTSK, ani późniejszej "Łemkowskiej Sekcji". Był to pierwszy po wojnie zespół artystyczny w górach. Zyndranowianie pokazywali swoje "Wesele" w wielu miejscowościach na Dukielszczyźnie, w całym krośnieńskim powiecie, głownie tak, gdzie działały spółdzielnie.
Ważnym elementem sztuki była muzyka weselna odgrywana, jak kiedyś, przez Łemków i Cyganów w jednej kapeli, chociaż w zespole nie zabrakło również artystów spośród osadników. Zespół dramatyczny ciągle doskonalit swoje umiejętności i podnosił poziom działając aktywnie z małymi przerwami przez 15 lat, aż do 1971 roku. Władze powiatowe przyznały mi nawet dyplom za działalność kulturalną, ale nigdy go nie otrzymałem, został zatrzymany przez powiatową sekretarz ds. propagandy - dla partii byłem człowiekiem niepewnym.
Za czasów gierkowskich zespół z różnych przyczyn zaprzestał działalności. O jego dokonaniach pisało "Nasze Słowo" na "Łemkiwskiej Storince", pisano o nim w kalendarzach UTSK, Karpackiej Rusi w Ameryce i regionalnej prasie polskiej. "Łemkowskie wesele" zostało nawet sfilmowane w 1956 roku przez telewizję Rzeszów.
W 1962 roku zaciągnięto do wsi prąd elektryczny, a w 1974 roku do środka wsi wiodła nowa droga popod "Debrę" od strony Tylawy. W 1977 roku przyjechał do wsi pierwszy w jej historii autobus.
W 1968 roku powstała "Izba Pamięci Kultury Łemkowkiej", a w1969 rozpoczęła się zbiórka eksponatów wojennych, które wyeksponowano w budynku dawnej koniuszni. Reszta mieściła się w głównej chyży miszkalno-gospodarczej z 1860 roku. Całe gospodarstwo liczące trzy budynki należało do byłego pisarza gromadzkiego Teodora Kukieły, który zapisał je w spadku swojemu prawnukowi - mnie Teodorowi Goczowi. Kukieła zmarł w 1955 roku, a muzeum, które powstało w jego byłym gospodarstwie istnieje pomimo różnych przeciwności losu już 32 lata.
W 1969 roku rząd Czechosłowacji na wniosek byłego prezydenta Ludwika Svobody odznaczył wieś orderem "Czerwonej Gwiazdy" za pomoc, której mieszkańcy Zyndranowej udzielili wojskom "Czechosłowackiego Korpusu". Z okazji wręczenia orderu w grudniu 1969 roku zorganizowano wielką uroczystość. Wioska skorzystała też w inny sposób - zniszczona droga do Barwinka została odremontowano, zaciągnięto do wsi telefon.
W tym samym roku po wielu latach przerwy znowu można było usłyszeć we wsi liturgię we wschodnim obrządku, najpierw na cmentarzu, potem w muzeum i na koniec w dawnym budynku gromadzkich pośrodku wioski. W 1983 roku rozpoczęto budowę nowej cerkwi, która została poświęcona i oddana do użytku 28. 07. 1985 r.
Na wniosek byłych uczestników walk o Zyndranową i o Przełęcz Dukielską mieszkających w Polsce i w Czechosłowacji z okazji 30 rocznicy zakończenia wojny w 1974 roku w zagrodzie muzealnej rozpoczęto budowę pomnika upamiętniającego tamte wydarzenia. Jego otwarcie było zaplanowane na 6 X 1976 roku w rocznicę wyzwolenia Zyndranowej. Jednakże ówczesne władze partyjne, milicyjne i wojskowe przystąpiły do zniszczenia pomnika, pod którym złożono kości 4 bezimiennych żołnierzy. Rozpuszczono pogłoski jakoby w pomnik zostały wmurowane niewypały. Faktycznie chodziło o to, że na trzyjęzycznych tablicach podpisali się "Łemkowie", którzy za czasów gierkowskich nie mieli przecież prawa bytu, ponieważ Polska była wtedy państwem jednonarodowościowym. 1 XII 1976 roku jednostka saperska z Dębicy wysadziła pomnik w powietrze.
Fakt ten silnie przeżyła cała moja rodzina i sąsiedzi, których na czas operacji wygnano z domów do szkoły. Ja zaś byłem w nieludzki sposób prześladowany. Mój dom poważnie ucierpiał w czasie wybuchu. Zostały powybijane wszystkie szyby, drzwi powyrywane z futryn, popękały mury. To bardzo smutna historia i cała pewnością można by było o niej napisać osobną książkę.
Pisząc o historii wioski trzeba wspomnieć, że głównym źródłem utrzymania dla ludzi była hodowla bydła i owiec oraz uprawy zbóż. Siano głownia żyto, przeważnie jare, z którego słomy można było robić kiczki na poszycie dachu. Wełna owcza służyła jako surowiec na sukno, z którego kobiety szyły huńki, czuhy, serdaki, chołosznie, rękawice, a nawet chodaki. Z lnu i konopii przędły natomiast płótno na soroczky, nohawky i inną odzież codziennego użytku. Część gospodarzy zarabiała w lesie.
Za czasów austriackich Zyndranowianie najczęściej odwiedzali Duklę i Bardiów - do 1919 roku granica nie istniała. Najbliższe jarmarki w okolicy odbywały się w Dukli, Rogach, Rymanowie, Żmigrodzie oraz w krośnie.
W 1951 roku wrócił do wsi z USA Wanio Macek, niedługo potem przyjechała do wsi jego żona Jewka Hocko ze Lwowa, która pochodziła z sąsiedniej wsi Lipowca. W latach 70-tych przyjechał do Zyndranowej na stałe z Kanady Petro Jawylak, rodem z Zawadki Rymanowskiej. Kupił dom od osadnika i dożył w nim aż do śmierci. Do 1956 roku z Zachodu wrócili: Mychał Wanca, Iwan Gojdycz i ja. Po 1956 wrócili: Wanio Szymko z rodziną, Iwan Wanca, Teodor Szymko, Mychał Wanca, Hryc Gocz, Iwan Gubyk, Teodor Osuch. Wrócili też Cyganie - Hryc Sywak i jego brat Ilko. Wróciła też rodzina Smetanów (Wasyl pochodził z Woli, a jego żona z Lipowca), którzy odkupili dom od osadników, niegdysiejszą własność Magałów. Niestety, spotkało ich nieszczęście - dom spłonął, starsi wkrótce poumierali, a młodzi poszli w świat.
Wracając do nazwy i osadnictwa Zyndranowej, można snuć rozmaite spekulacje na ten temat. Przyjmując wersję polskich historyków o jeńcach osadzonych tu przez Zyndrama po bitwie pod Grunwaldem, trzeba się przecież zastanowić, skąd ci brali sobie żony. Jeżeli były to Wołoszki (dzisiaj Rumunia), to skąd język i kultura, którą odziedziczyli po swoich przodkach mieszkańcy wsi. Zyndranowa w dokumentach jako osada ruska i taka pozostała aż do lat 1945-47. Wydaje mi się, że powinnością historyków jest wyjaśnić ten fenomen, jak z Wołochów wyrosło ruskie plemię, mające swój język i kulturę.
Z zapisków historycznych wynika, że w XVI wieku właścicielami Zyndranowej byli wołoscy kupcu Gucci, którzy płacili podatki, co oznaczało, że już wtedy była tu cerkiew. Ponieważ w Rumunii większość mieszkańców wyznawało i wyznaje prawosławie, nie było więc żadnego konfliktu, ponieważ obrządek Łemków był podobny. Nasuwa się też pytanie, czy przed Zyndramem nikt nie zamieszkiwał tych okolic. Historia Rusi i Łemkowszczyzny wskazuje, że plemiona ruskie zamieszkiwały Karpaty już za czasów misjonarzy Cyryla i Metodego, którzy głosili tu wiarę chrześcijańską na 100 lat przed chrztem Rusi w 988 roku. Trudno się zatem zgodzić z historykami, którzy zgodnym chórem twierdzą, że Łemkowie to potomkowie Wołochów.
W tamtych czasach, a szczególnie w XV i XVI wieku w miastach przeważało osadnictwo na prawie niemieckim, czy brandenburskim, we wsiach natomiast obowiązywało najczęściej prawo wołoskie. Nie oznacza to, że w miastach wszyscy stawali się od razu Niemcami, a to, że wsie zamieszkiwane przez Łemków powstawały na prawie wołoskim, nie czyni z nich samych Wołochów.
Ziemie te oraz ziemie współczesnej Łemkowszczyzny do 1340 roku należały do Czerwonej Rusi z taki mi grodami jak Sanok, Przemyśl, Jarosław, Lwów oraz mniejszymi miasteczkami jak Rymanów (Romaniw), Iwonicz (Iwanycz). Księstwa ruskie były wówczas rozbite i podzielone, Polska natomiast za czasów Kazimierza Wielkiego urosła w siłę i była w stanie zająć grody czerwieńskie oraz okoliczne ziemie. Od tego czasu również Łemkowszczyzna pozostaje w granicach państwa polskiego.

Młodość, szkoła

Kiedy trochę podrosłem, dowiedziałem się od mamy, a potem od innych członków rodziny (babki i dziadka), że jako małe dziecko chorowałem na angielską chorobę (krzywicę). Stało się tak prawdopodobnie dlatego, że mama ciężko pracowała na pisarzowym gospodarstwie i nie zawsze miała czas, żeby należycie się zaopiekować małym dzieckiem. W dodatku w drodze było już drugie dziecko tuż po wyjeździe taty za ocean. Mama zawiozła mnie do doktora Stacharskiego do Dukli, który przepisał jakies lekarstwa i kazał dziecko wygrzewać do słońca w piasku. Leczenie, jak widać, okazało się dość skuteczne, bo mam już ponad 70 lat i nogi całkiem proste.
Dlaczego tata zostawił mamę z, można powiedzieć, dwójką dzieci i pojechał w świat. Często o tym myślałem i pytałem, ale dokładnej odpowiedzi nikt nie był mi w stanie udzielić. Tak to już było, że młodzi mężczyźni jechali w świat w poszukiwaniu lepszego życia. Tylko dlaczego tata nie pojechał będąc jeszcze kawalerem? Z pewnością zakochał się w mamie, stworzyli dziecko, pobrali się i pojechał jako żonaty mężczyzna. Podobną emigrację wybrało wielu żonatych mężczyzn z jego pokolenia, którzy niejednokrotnie zostawiali liczniejsze rodziny. Nasz sąsiad Konstantyn Wojcio też wyjechał i zostawił dwóch chłopców Wania i Michała, Sztefan Wanat zostawił pięcioro dzieci, Mychajło Wanat - troje, Sztefan Fedosz - czworo, Fecio Chomiak - dwoje, Hnat Jawylak - Czworo, Nykołaj Wanca - dwoje i długo by jeszcze liczyć. Ludzi w każdej rodzinie przybywało, a gospodarstwa pozostawały te same. Nie było żadnego przemysłu, żadnego dodatkowego źródła utrzymania.
Czy tata nie mógł zostać w kraju i tutaj poukładać sobie życie? Pewnie mógł, tylko gdzie i jak. W rodzinie z jego strony było mało pola, jakieś 4 ha, na której miał gospodarzyć starszy brat Hryc, który w końcu tez wyjechał na zarobek do Argentyny. Zdaje się, że tata nie mógł tam zostać. Tak naprawdę to jego były tylko skrzypce. Natomiast przeprowadzka do domu pisarza też nie wchodziła w grę - rodzina była liczna, a dom tylko jeden. Gdyby się zdecydował pomagać w gospodarstwie, całe życie pozostałby już tylko sługą. W tych okolicznościach wybrał inną własną drogę - wyjazd za ocean na zarobek z myślą o tym, że jak tylko się urządzi, zabierze do siebie żonę i dzieci. Takie były zamiary i plany, życie potoczyło się jednak inaczej i dla taty w USA, a potem w Kanadzie i dla nas w kraju. I tak to chowaliśmy się obaj z bratem Waniem tylko przy mamie, jak półsieroty.
Bardzo nas lubiła babcia, mama taty; ilekroć szła do cerkwi, zawsze nam coś przynosiła, a to jajko, a to bułki albo pączki, a czasem nawet cukierki. My mieliśmy do cerkwi bliziutko, jakieś 400 metrów, babcia zaś szła boso jakieś 3 km z górnego końca wsi, bo tam właśnie był dom rodzinny taty.
Cerkiew znajdowała się w dolnym końcu wsi, nasz dom, w którym teraz mieści się muzeum, jeszcze niżej, niedaleko drogi do Barwinka. Nasze życie nie różniło się niczym od życia innych dzieci ze wsi. Zanim poszliśmy do szkoły, trzeba było pilnować gęsi, żeby nie pobrudziły rozścielone do polewania płótno, które w ten sposób wybielano na kamieniach nad rzeką. Kiedy miałem 5 lat dziadek pisarz zabierał mnie z sobą paść krowy i owce daleko od domu za "Potok". Trzeba było bardzo wcześnie wstawać. Mama czasem nas pożałowała, ale latem też musiała się zrywać o świcie do okopywania kartofli. Szła na "Krymiankę" i cały dzień nie było jej w domu. Do szkoły poszedłem w szóstym roku życia, rok wcześniej niż pozostałe dzieci. Nauczyciel Bajko nie sprzeciwiał się i przyjął mnie do szkoły. Międzywojenna szkoła na Łemkowszczyźnie uczyła w dwóch klasach, ale przez 7 lat: w trzeciej klasie - 2 lata, w czwartej klasie - 3 lata nauki. Dzisiaj może się to wydawać dziwne, ale uważano, że dodatkowe lata nauki w trzeciej i czwartej klasie miały utrwalić wiedzę ucznia, który ostatecznie miał umieć jedynie dobrze pisać i czytać.
Nauka w szkole odbywała się po rusku, dopiero w ostatnich latach przed wojną wprowadzono przedmiot język polski. Nasza nauczyciel J. Bajko pochodził z Jabłonicy Ruskiej i był ruskim patriotą, w takim też duchu starał się nas wychowywać. Oprócz tego dbał o porządek, dyscyplinę i wymagał szacunku dla szkoły i nauki. Jego żona Maria z Kmicikiewiczów bardzo dobrze mówiła po łemkowsku i również była świetną nauczycielką. Nauczycielska para dbała również o edukację własnych dzieci Zoni, Janka, Gieni i Lidii. Troje najstarszych kontynuowało naukę w szkołach średnich w Krośnie. Zonia miała zdolności kulturalno-oświatowe - za przyawoleniem rodziców zorganizowała szkolne kółka: chór i teatralne, do których ja też należałem. Organizowała też wycieczki krajoznawcze. Pamiętam jedną z nich - furmankami do Rymanowa Zdroju latem 1939 roku.
Nauczyciele cieszyli się dużym autorytetem wsród mieszkańców Zyndranowej. Troczę inaczej przyjmowały to dzieci, którym nie wolno było chodzić na zabawy ani wesela.
Za moich czasów szkolnych religii uczył ks. Stupak (nie pamiętam imienia), a tuż przed wybuchem wojny, a potem w czasie okupacji - o. Wasyl Kolasa. Pamiętam do dzisiaj kolegów z klasy: Mychał Wojcio, Fecio Szymko,, Fecio Turkowski, Wasyl Jawylak, Marysia Bajko, Hryc Wanat, Fecio Wanat, Mychał Skorodynskyj, Dmytro Sudia, Wanio Bek, Sztefan Szyjka, Mychał Szymko. Ich losy potoczyły się różnie. Jedni zostali wysiedleni na Ukrainę, drudzy na Zachód, we wsi żyję tylko ja od powrotu w 1951 roku.

Tytuły następnych rozdziałów:
Wojna 1939
Wyzwolenie i nowe życie
Wysiedlenie na wschód 1944 r
Akcja "Wisła" 1947 roku
Straszny sąd na ziemi
Rozstanie z rodziną
Służba wojskowa w 13 batalionie górniczym
Działalność kulturalna i obrona praw Łemków
Prowokacyjne aresztowanie i nowy sąd
Przyjazd ojca
Działalnoć kulturalna w latach 1960-1970
Założenie rodziny i budowa domu
Moje uniwersytety
Wyjazd do Kanady
Nowe przygody sądowe
Budowa i zniszczenie pomnika
Budowa cerkwi - pomnika
Moje jubileusze
Część I-sza
Część II-ga
Część III-ia
Część IV-ta
Część V-ta
Część VI-ta


beskid-niski.pl na Facebooku


 
1648

Komentarze: (0)Dodaj komentarz | Forum
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Imię i nazwisko:
E-mail:
Tekst:
Suma liczb 4 i 5: (Anty-spam)
    ;


e-mail: bartek@beskid-niski.pl
Copyright © 2003 - 2016 Wadas & Górski & Wójcik
Wsparcie graficzne: e-production.pl
praca w Niemczech|prosenior24.pl
Miód
Idea Team
Tanie odżywki
Ogląda nas 10 osób
Logowanie