Beskid Niski i Łemkowszczyzna w literaturze
"Ginąca natura" - L. Hrabski
  • Część I-sza
  • Część II-ga
  • Część III-ia
  • Część IV-ta
  • Część V-ta
  • Część VI-ta
Andrzej Stasiuk
  • "Opowieści galicyjskie" - fragment
  • "Fado" - Andrzej Stasiuk (fragment)
"Życie Łemka" - Fedor Gocz
  • Część I-sza
  • Część II-ga
  • Część III-ia
  • Część IV-ta
  • Część V-ta
  • Część VI-ta
"Kasarnia powodem dramatu" - L. Hrabski
  • Część I-sza
  • Część II-ga
  • Część III-ia
  • Część IV-ta
  • Część V-ta
  • Część VI-ta
Tomasz Fuerst - eseje
  • Pierwsze spotkanie
  • Hajda na Baranie
  • Radosna świątynia
  • Jeden dzień wolności
  • Zapiski z Nowicy
Władysław Graban
  • Wiersze wybrane
Jan Gajur
  • Kermesz - fragment książki "Od Magury po Osławę"
Martin Pollack
  • Po Galicji
Stanisław Kłos
Portal beskid-niski.pl
  • Miejscowości
  • Cmentarze wojenne
  • Cerkwie i kościoły
  • Obiekty
  • Przyroda
  • Galeria
  • Zdjęcia archiwalne

 

/ Beskid w literaturze / Hajda na Baranie
 
Tomasz Ch. Fuerst

HAJDA NA BARANIE !

W ostatnim numerze "Magur" (2006), w artykule pt. "Olchowiec. Przyczynki do dziejów wsi", Stanisław Kryciński docieka wieku kamiennego olchowieckiego mostku. Na planie katastralnym z 1851 roku mostku nie ma, ale czy to oznacza, że wtedy w ogóle jeszcze nie istniał? A może raczej zapomniał o nim austriacki jeometra albo uznał go za obiekt zupełnie nieistotny? Różnie być mogło, fakt jednak faktem, że mosteczek jest i uroczy i bardzo ważny, bo unikatowy, jedyny na Łemkowszczyźnie.

W pobliżu tegoż mostku zaparkowałem samochód pewnego słonecznego, choć zimnego i wietrznego, późnojesiennego dnia. Wysiadam, przeciągam się, otwieram bagażnik, a tu pędzi w moją stronę jakiś wiejski kundelek. Szykuję się już do obrony łydek a tymczasem psisko doskakuje w lansadach, łasi się, popiskuje, ogonem zamiata, po rękach liże. Krótko mówiąc: wita jak starego druha. Po drugiej stronie potoku, obok drewnianej cerkiewki, starowina w czerni pasie krowę - przywołuje swego pieska, ale gdzie tam, on już szykuje się do wędrówki z przyjacielem czyli ze mną. Dobrze więc, zarzucam plecak na ramiona, reguluję kijki trekkingowe i w drogę. Chcę wyjść na szczyt o nazwie Baranie,gdzie niedawno Słowacy zbudowali wieżę widokową, z której ponoć podziwiać można jedną z najpiękniejszych panoram w Beskidzie Niskim. Szlak do łatwych nie należy: wiedzie przez koryta potoków i dzikie chaszcze, gdzie można zgubić ścieżkę. Przez najbliższe kilka godzin nie zobaczę ani jednego człowieka. Sezon turystyczny skończył się dwa miesiące temu a okolica do ludnych nie należy. Nie mam telefonu komórkowego i do głowy przychodzi mi myśl, że gdybym tak na przykład, złamał nogę albo dostał zawału serca, to moje zbielałe, ogryzione przez lisy, kości odnajdzie ktoś dopiero na wiosnę. No cóż, trudno, co komu pisane...
Strasznie jakiś zwierz szuści w krzakach a potem z nich wyskakuje i w pędzie ociera się o moją nogę. Piesku! To ty dalej ze mną?! Często tak bywa, że jakiś kundelek odprowadza turystę do granic wsi ale potem zwykle zawraca. Ja jestem już daleko od wioski, w środku lasu, a ten ciągle przy mnie... No dobrze, nadaję ci tymczasowe imię Misiek i chodź ze mną, tylko się nie oddalaj, bo jeszcze się zgubisz! Śmiać mi się potem chciało z mojej ostrożności: jak tylko Misiek znikał gdzieś w ciemnych ostępach, to go przywoływałem, bo się bałem, że zabłądzi i nie trafi do domu, tymczasem psisko zapewne doskonale znało okolicę i z nas dwóch, to raczej ja narażałem się na zmylenie drogi.
Misiek był kundlem niezgrabnym (bo krótkonogim i tłuściutkim), ale za to przemiłym i zarażał mnie nieustannie swym dobrym humorem i lekkim podejściem do życia. Myślę sobie teraz, że ten spryciarz wyspecjalizował się w swoistej działalności gospodarczej. Turystom wychodzącym na Baranie oferuje swoje niezwykle sympatyczne towarzystwo, za co w większości przypadków otrzymuje, jak sądzę, wynagrodzenie w naturze, czyli w kanapkach, a może i w kiełbasie.
Na Baranim wichura była niesamowita. Wieża widokowa - drewniana, ale o bardzo solidnej konstrukcji - ma trzy podesty, na które wchodzi się po drabinkach. Wylazłem na najniższy podest i już czuję, że nie jest za wesoło... Dzikie porywy lodowatego wichru, świst i skrzypienie drewnianych szczebli nie stwarzają komfortowej atmosfery do podziwiania widoków. No, ale wstyd staremu górskiemu turyście poddawać się na wieży widokowej... Wspinam się więc wyżej i na środkowym podeście wiatr dosłownie przewraca mnie na deski. O nie, żarty się skończyły... Samozaparcia wystarczyło mi jeszcze tylko na szybkie pstryknięcie panoramki i już złażę z powrotem w dół. Wśród gwizdów wichury wyraźnie zaczynam rozróżniać dźwięk przypominający skomlenie psa. No jasne, pod wieżą siedzi Misiek i zamartwia się o mnie. Nie ma potrzeby - już jestem na dole, witamy się wylewnie i wreszcie przychodzi czas na drugie śniadanie. Kanapki były z wędliną, Misiek sobie nie krzywdował.
Na samym szczycie Baraniego, w pobliżu wieży widokowej, znalazłem w chaszczach porzuconą dużą metalową tablicę. Na ciemnożółtym tle czarny napis:

GRANICA PAŃSTWA
PRZEKRACZANIE ZABRONIONE


Kto i dlaczego ją wrzucił w krzaki? Mniejsza o to, wkrótce wejdziemy do strefy Schengen i takie tabliczki stracą rację bytu. Już miałem odwrócić się i odejść, gdy za sprawą nagłego olśnienia zdałem sobie sprawę jaki rarytas się tutaj poniewiera. Gdy moja córka Agnieszka była w liceum, wielu jej rówieśników miało dość osobliwe hobby, kolekcjonowało mianowicie "publiczne" tablice z różnymi napisami, tudzież autentyczne znaki drogowe. Nietrudno się domyślić, że młodzi ludzie wchodzili w posiadanie tego typu obiektów nie zawsze całkiem legalnie i uczciwie. A tu taki "kąsek" rdzewieje w trawie i jeśli go zabiorę, to właściwie będzie można to podciągnąć pod akcję "Sprzątanie Świata"... Długo się nie zastanawiałem, owinąłem tablicę polarową kamizelką, wsadziłem pod pachę i ruszyłem z powrotem do Olchowca. (Po wielu trudach i znojach udało mi się dotachać ciężki kawał blachy do samochodu a potem dowieźć go do Krakowa. Wbrew moim przewidywaniom, Agnieszka nie skakała z radości pod sufit na widok żółtej tablicy. No cóż, zapomniałem, że jest już studentką i ostatnio trochę spoważniała... Ja, w każdym razie, dziecinnieję i jestem bardzo dumny ze zdobyczy.)
Misiek, jak na rzetelnego przewodnika przystało, odprowadził mnie do samego centrum wsi. W pobliżu zabytkowego mostku o nierozstrzygniętym datowaniu nagle się zatrzymał, spojrzał na mnie wesoło, pomachał ogonem i skręcił w boczną dróżkę. Widocznie prowadziła do jego domu lub do miejsca, gdzie miał do załatwienia jeszcze jakieś sprawy. Trzymaj się zdrowo Miśku, może jeszcze się kiedyś spotkamy!
Przed odjazdem postanowiłem coś przekąsić i usiadłem obok samochodu. Kiedy wyjąłem chleb i otworzyłem konserwę, w pobliżu pojawiła się jakaś inna wiejska psina. Ani trochę nie przypominała jednak wypasionego i zadowolonego z życia Miśka-biznesmena. Bidusia była chuda i wyleniała, a z kaprawych oczu wyzierał smutek i żal. Zapach jedzenia nęcił ją, ale trzymała się na dystans. Żadnego obycia, poufałości, sprytu, żadnej inicjatywy... O nędzo psia - pomyślałem sobie - przecież ty tu zginiesz marnie, jeśli nie weźmiesz się za usługi turystyczne albo inny biznes! Serce mam miękkie dla zwierząt, więc połowa smakowitej mielonki wylądowała na trawie. Zabiedzona sunia własnym oczom nie wierzyła. W mig przełknęła mięso i - nie nauczywszy się niczego - oddaliła się na bezpieczną odległość.

Na koniec, przez czysty przypadek, powstała osobliwa klamra kompozycyjna dla tego opowiadanka wspomnieniowego o wycieczce z Olchowca na Baranie. Pisząc o dociekaniach Stanisława Krycińskiego, użyłem słowa jeometra i potem zastanawiałem się, czy ktoś dziś jeszcze posługuje się taką stylizacją. Wpisałem więc ów archaizm do niezastąpionego Google'a i tak wpadł mi w oko następujący fragment wiersza zapomnianego poety Jana Polkowskiego:

Umiera naród, jest tak cicho, że słyszę,
jak z mokrych kamieni [...] piją pszczoły
i okurzony słońcem jeometra wytycza brzozowym trójkątem
nowe granice imperium


Absolutnie genialne frazy! Czy w jakimś sensie łączą się z kamiennym mostkiem, sprytnym Miśkiem i porzuconą tablicą graniczną? Jak najbardziej, moim skromnym zdaniem...
beskid-niski.pl na Facebooku


 
350

Komentarze: (0)Dodaj komentarz | Forum
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Imię i nazwisko:
E-mail:
Tekst:
Suma liczb 9 i 6: (Anty-spam)
    ;


e-mail: bartek@beskid-niski.pl
Copyright © 2003 - 2016 Wadas & Górski & Wójcik
Wsparcie graficzne: e-production.pl
praca w Niemczech|prosenior24.pl
Miód
Idea Team
Tanie odżywki
Ogląda nas 14 osób
Logowanie